wtorek, 23 września 2014

O empatii, zmianach i uwodzeniu, czyli integracja blogerów w Agorze


Sobotni program zapowiadał się niezwykle interesująco, a plan był prosty. Należało dojechać pociągiem do Dworca Centralnego w Warszawie, przesiąść się na autobus, dotrzeć na 12.00 do siedziby Agory, podyskutować na temat książek, pobujać w książkowych sferach i zintegrować się z blogerami.

Redaktorzy kwartalnika "Książki. Magazyn do czytania"


Dojazd do Agory to „bułka z masłem”, teraz to już wiem;)  Podobno nie sprawia kłopotu nawet  osobom, które mają zepsuty kompas… ;) Prawo Murphy’ego jest jednak nieubłagane. Pociąg przybył z opóźnieniem;  dowiodłam, że zgubić można się już na Dworcu, a jeśli od razu udało mi się trafić na przystanek właściwego autobusu, to oczywiście okazało się, że pojazd  jedzie i owszem, ale w przeciwnym kierunku… Dotarłam na na spotkanie tylko dlatego, że czuwał nade mną Anioł, a nawet dwa. Aniu i Wiki – jeszcze raz dziękuję za wszystko. Szczególnie przepraszam Wiki, za to, że  zdążyła w to miejsce, w które się spieszyła…

Patronką i dobrą duszą spotkania była Ela Zdanowska, autorka legendarnego bloga Kombajn Zakurzonej, która wspierała blogerów długo przed spotkaniem, włożyła wiele serca w całe przedsięwzięcie, znalazła dla każdego chwilę, dobre słowo i uśmiech. Okazała wyrozumienie nawet kłopotliwym spóźnialskim...




Program imprezy zgodnie z zapowiedzią był interesujący i urozmaicony, gospodarze zrobili co mogli, żeby blogerzy poczuli się wspaniale ugoszczeni i dopieszczeni  tematami.  Powitani zostaliśmy przez redaktorów kwartalnika "Książki. Magazyn do czytania". Paweł Goźliński, Juliusz Kurkiewicz i Łukasz Grzymisławski przedstawili ideę powstania periodyku i cele, jakie sobie przy jego tworzeniu wyznaczyli. Od początku czasopismo nie miało mieć charakteru przewodnika literackiego po polskim rynku, ani nie miało powielać kolejnych recenzji. Jego twórcy postanowili zamieszczać teksty związane z książkami i przez nie zainspirowane, przekazać polskiemu czytelnikowi idee zrodzone w świecie, prezentować książki, które stały się wydarzeniami na rynkach zagranicznych, a także przedstawiać (rodzimych i zagranicznych) autorów  w wywiadach.





Spotkanie miało charakter nieoficjalnej premiery nowego numeru czasopisma, który powędrował do naszych rąk w charakterze przesympatycznego upominku. Redaktorzy poinformowali, że numer jest niezwykły pod tym względem, że  wprowadzono w nim wiele zmian, opartych na wnikliwym badaniu opinii i preferencji polskich czytelników. Osoby, które przyzwyczaiły się do dotychczasowego profilu „Książek” spieszę poinformować, że założenia nie zostały zmienione, pismo nie zmieniło swojego charakteru, a wprowadzone zmiany mają charakter kosmetyczny i są ukłonem w stronę czytelników. Do nowości należy (między innymi) wprowadzenie działu promującego najlepsze książki dla dzieci i młodzieży, tematyczny ranking książek (w najnowszym numerze pięć najlepszych rockowych biografii) i przedstawienie najważniejszych nowości kwartału, w którym znalazły się (jednak) recenzje najgorętszych i najbardziej wyczekiwanych pozycji.





Później skorzystaliśmy z możliwości wysłuchania wywiadu przeprowadzonego przez redaktora Juliusza Kurkiewicza ze znanym pisarzem. Ignacy Karpowicz, to zdecydowanie twórca, którego trudno zaszufladkować... Rozmowa skupiła się wokół "Sońki". Autor wyznał, że empatia jest cechą, w którą najbardziej ceni w pisarstwie, a kto przeczytał "Sońkę", ten wie, że Karpowiczowi braku empatii zarzucić nie można... Pisarz odpowiadał na pytania i kompletnie się nie przyznał do emocji związanych z konkursem Nike.

Zapewne wszyscy z bijącym sercem oczekiwali na wykład Mariusza Szczygła, który opowiedział w jaki sposób uwodzi swoich czytelników. Ze mną, jako czytelnikiem nie było najmniejszego problemu, już dawno zostałam uwiedziona książką "Zrób sobie raj". Przypuszczam, że podobnie było z resztą sali, gdyż nasz prelegent opowiada tak samo jak pisze... Krótko mówiąc:  Mariusz Szczygieł podgrzał atmosferę i „ukradł” show, ten dzień zdecydowanie należał dla niego:) 

Wszystkim osobom, które nie mogły dojechać na spotkanie i chciałyby poczuć nieco klimatu z wykładu  o uwodzeniu zdradzę,  że warto nabyć październikowy numer kwartalnika „Książki. Magazyn do czytania”. Zamieszczony w nim został felieton Mariusza Szczygła pt. „Skamlenie o seks”. Oczywiście w tym numerze znajduje się wiele innych atrakcji, między innymi bardzo ciekawy artykuł Olgi Tokarczuk, w którym pisarka zdradza kulisy powstania oczekiwanej książki „Księgi Jakubowe”;  wywiad z Eleanor Catton, najmłodszą zdobywczynią Nagrody Bookera, autorką książki „Wszystko, co lśni” (obydwie premiery już w październiku), oraz artykuł, w którym zobaczycie prawdziwie zaskakujące zdjęcie kanclerz Angeli Merkel…


Czy spotkanie było udane?
Czy można wątpić, spoglądając na to zdjęcie? ;)



Organizatorom spotkania serdecznie dziękuję za wspaniałą gościnę.
Blogerom dziękuję za przesympatyczne rozmowy. Było mi bardzo miło Was poznać. Mam duży niedosyt w kwestii rozmów, więc liczę na kolejne spotkania:)  

Marto i Aniu - dziękuję za zdjęcia!

P.S. Spieszę także donieść, że bynajmniej nie zaginęłam w akcji, a notatkę piszę dopiero we wtorek, ponieważ weekend oraz poniedziałek miałam naprawdę zakręcony...


wtorek, 16 września 2014

"Sońka", Ignacy Karpowicz




REŻYSER I SZEPTUCHA

Artysta posiada dar. Potrafi nie tylko przekształcić swoje subiektywne emocje w dzieło (fotografię, obraz, utwór muzyczny czy sztukę teatralną), które porusza, skłania do przemyśleń, oburza bądź zachwyca swych widzów. Dzięki wrażliwości artysta dostrzega znaki i gesty, na które zwykły człowiek nie zwraca uwagi. Na spotkanego przypadkowo człowieka patrzy inaczej. Spogląda w oczy, wnika w duszę i przenika najgłębiej skrywane tajemnice. Co takiego spostrzegł Igor, znany warszawski reżyser teatralny w napotkanej na polnej drodze wiejskiej babinie? Co sprawiło, że uczynił z niej od razu potencjalną bohaterkę swojej nowej sztuki?

Spotkanie Igora i Sońki było przypadkowe, lecz znaczące.

Oczywiście, jeżeli założymy, że życiem rządzi przypadek. Być może ich spotkanie było zapisane już w gwiazdach, los zadecydował, że oboje są sobie nawzajem potrzebni…

Zepsuty samochód w szczerym polu i frustrujący brak zasięgu w komórce. Cóż ma zrobić zdenerwowany mężczyzna, jeśli nie przyjąć gościnę starowinki, która mieszka w pobliskiej wioseczce?

Dziwne jest jednak to spotkanie.
Może przypadkowe, może nie.
Być może ona go sobie po prostu „wyszeptała”…

Zatrzymują się zatem na polnej drodze: miastowy chłopiec i wiejska starowinka. Mijają się z obojętnością, oboje są przecież przybyszami z obcych światów. Tknięci intuicją przyglądają się jednak uważniej, zaglądają w oczy.  Ona dla niego staje się interesującym obiektem artystycznym. On dla niej Aniołem Śmierci, który przybył, by zdjąć ciężar z jej chorej i udręczonej duszy.

Staruszka zaprasza Igora do siebie, częstuje mlekiem i swoją historią.

Igor słucha, ale nie bezinteresownie. Sońka snuje opowieść, a on rozkłada już dekoracje na scenie, opracowuje oświetlenie i dobiera aktorów do nowej sztuki. Cóż to?… pojawia się kot i pies, więc dobrze… Do pierwszego aktu dodamy nieco mitologii i realizmu magicznego (będzie idealnie pasować do wiejskiej chaty szeptuchy). Kot, jak to kot, przeżył już swoje dziewięć żywotów; a pies, jak z psami bywa - zostanie bohaterem… Igor wkroczył do chaty (ale nie jako gość w skromne progi, lecz jak reżyser na scenę), pije mleko prosto od krowy  (nie z kubka przecież, tylko z emaliowanego rekwizytu, koniecznie z ziejącym swą czernią odpryskiem…) Sońka snuje opowieść, a Igor przetwarza ją w spektakl. Przekuwa w sukces.

Sońka opowiada historię swego życia, ale to życie uparcie kręci się wokół dat 1941-42. Tak, to przecież tylko jeden rok. Tylko tyle trwało prawdziwe życie kobiety. Rok życia, a reszta to już tylko pokuta…

Kobieta rozwija opowieść i wyłaniają się z niej dzieje zakazanej miłości.  Historia Sońki sprzęgła się z dramatycznym epizodem; miłość wydarzyła się podczas wojny i z powodu wojny, splata się z nią nierozerwalnie. Te dwa elementy stanowią kanwę opowieści, a zarazem spowiedzi. Wojna to nawałnica i pożoga, na którą Sońka ani mieszkańcy jej wsi nie mieli wpływu… Przetoczyła się, zbierając swoje żniwo, gdyż tak się zdarza… W ten sam sposób przytrafiła się wiejskiej, prostej dziewczynie miłość. Zupełnie niechciana i zupełnie nieodpowiednia. Cóż poradzić, tak też się zdarza…

Dziewczyna nie miała nigdy lekko, życie jej nie rozpieszczało. Kiedy wojna przestała być jedynie niewyraźnym widmem i wkroczyła do wioski, wydała się Sońce niewiele gorsza od normalnego życia. Zakochała się esesmanie, w jasnowłosym i wrażliwym Joachimie - na przekór swym braciom, z którymi nie miała kontaktu, prymitywnym współmieszkańcom, a zwłaszcza na przekór zwyrodniałemu ojcu…

Łatwo przewidzieć, z jaką nienawiścią przyjęto we wsi plotki o jej związku.

Mieszkańcy jej jednak nie ukamienowali,  nie zgolili włosów na znak hańby.
Kula, która była jej przeznaczona  - chybiła.
Przeżyła - i to stało się  dla niej największą karą…

Sońka opowiada. Igor zmienia światła i rozstawia rekwizyty. Dobrze wie, jak dobrać aktorów, jak ustawić światło, wydobyć emocje, by wywołać szloch na widowni… Bierze z  historii co potrzebne do spektaklu. Analizuje i przetwarza. Czy nadal jest to jedynie historia obcej kobiety? Nie na darmo Sońka jest wiejską wiedźmą, szeptuchą. Igorowi przyjdzie zapłacić za wysłuchanie tej opowieści…

…a kobieta opowiada. Ufnie składa w jego ręce swe życie wraz ze strzępem sukienki, na której widnieją plamy pochodzące z ran Joachima… Daruje mu swoją historię jak spadek. Wszak po jej śmierci, po sukcesie spektaklu – Igor w całości przejmie do niej prawa autorskie. Ale zażąda czegoś w zamian…

W pewnym momencie coś się zmieniło, w Igorze coś pękło. Być może historia bardziej go poruszyła, niż sądził. Nie zwiedzie czytelnika jego ironia, ani hałaśliwy cynizm. Odezwało się sumienie, wypłynęła historia własnych korzeni. Świat, którego się zaparł wrócił, ze zdwojoną siłą wypłynęły zapomniane kompleksy…

„Sońka” jest książką wspomnieniową, więc siłą rzeczy autor wykorzystuje retrospekcję. Relacja jest jednak szczególna, niechronologiczna, poszarpana. Wiele razy powracamy do pewnych momentów, Sońka cofa się w czasie, zaczyna opowiadać od tego samego miejsca. Niekonsekwentna chronologia oddaje nie tylko charakter monologu starszej osoby, ale też spowalnia akcję, akcentuje sceny, wprowadza czytelnika w stan oczekiwania. Kiedy emocje sięgną zenitu, kiedy liryczna opowieść kobiety chwyci za gardło, zderzymy się z cynicznym komentarzem autora. Reminiscencje teatralne wytrącają z równowagi (mają wyprowadzać). Czytelnik zastanawia się czy słucha oryginalnej opowieści Sońki, czy to już artystyczny przekaz. Oczywiście poddając się tej mieszance wybuchowej najczystszego liryzmu i  butnej ironii, dochodzi się do wniosku, że to naprawdę nie jest istotne… Historia, która przydarzyła się młodziutkiej Białorusince pozostanie przerażająca nawet, gdy odrzemy ją z liryzmu, pięknych, okrągłych słów i zwiewnych zdań. Tym bardziej porażająca, że zdarzyła się naprawdę…

Karpowicz oparł historię na prawdziwych wydarzeniach, opowiedział je jednak po swojemu. Ewidentnie nawiązuje do najważniejszego polskiego dramatu XX wieku, do „Wesela” Wyspiańskiego. „Sońka” w pewnym sensie jest tego dramatu parodią, czytelnik z pewnością wychwyci analogie. U samych źródeł powstania "Wesela" i z jego wystawieniem wiązał się posmak skandalu i sensacji towarzyskiej. Dramat odczytuje się (w dużym skrócie) jako artystyczne oskarżenie polskiego społeczeństwa o bierny patriotyzm i niezdolność do czynu. Obrazowo (nomen omen) i wyśmienicie tę wadę narodową przedstawił Malczewski, na płótnie: „Melancholia”. W zasadzie Karpowicz postąpił podobnie. Zbudował swoje dzieło na tkance prawdziwych wydarzeń, które musiały w okolicach rodzinnej miejscowości autora budzić od lat spore kontrowersje.

Karpowicz nawiązuje do „Wesela” scenami teatralnymi (wyraźnie sparafrazował wesele Sońki i Miszy). Dialogi między aktorami oczywiście nie są równie ważkie, jak w sztuce Wyspiańskiego, ale stanowią ich karykaturalne echo. Nie wydaje mi się oczywiście, by Karpowicz porywał się na stawianie diagnozy całego narodu polskiego i jego postawy podczas wojny. Przedstawił tylko wojenny epizod. Co prawda jest on znamienny i skupia jak w soczewce losy narodu polskiego, białoruskiego, niemieckiego i żydowskiego. Karpowicz znane z literatury motywy wojenne przedstawił inaczej, przenicował, pokazał od niezbyt pięknej podszewki. Obraz Polaków, którzy pod płaszczykiem wojny załatwiają swoje osobiste porachunki, nie jest chwalebny, ale nadal nie stanowi ogólnej syntezy. To raczej zwrócenie uwagi – wojna ma wiele obliczy, takie rzeczy też się zdarzały!  Nie każdy Polak w czasach próby okazywał się  szlachetny…


poniedziałek, 15 września 2014

Zapowiedź książki - laureatki konkursu "Studenckie czasy"



W zeszłym roku Akademicka Oficyna Wydawnicza ogłosiła konkurs na powieść pod hasłem: „Studenckie czasy”. Głównym założeniem tego konkursu miało stać się wyłonienie książki, która w najlepszy sposób przedstawi życie akademickie i studenckie  („pokaże problemy bytowe, logistyczne, psychologiczne, interpersonalne, intelektualne polskich studentów, opowie o przyjaźniach i miłościach, sukcesach i porażkach, wyborach życiowych i światopoglądowych”).

Laureatką konkursu została Jagoda Grudzień. Już 22 września będzie miała miejsce premiera książki: „ERASMOPEJA”



„Akcja powieści dzieje się na Erasmusie w Norwegii. Narratorka wnikliwie i celnie portretuje zgromadzoną tam międzynarodową społeczność studencką, zwracając uwagę na wspólne kontakty, przyjaźnie, pracę zarobkową i rozrywki. Jagoda Grudzień kreuje wyrazistą bohaterkę, nieco nieśmiałą, lecz przy tym myślącą, poszukującą i refleksyjną. Autorka porusza wiele problemów z życia młodych ludzi, m.in. dylemat polskości za granicą, analizuje nasze życie z Facebookiem, przekonująco opisuje deziluzję bohaterki po powrocie do kraju.” - fragment oficjalnej recenzji. Całość TUTAJ

Książkę można zamawiać drogą elektroniczną, bezpośrednio w AOW: jacek.szymczak@forumakademickie.pl  tel.: 606983651


Z Jagodą Grudzień będzie się można spotkać podczas Targów Książki w Krakowie (25 października, godz. 13-16, na stoisku Wydawnictwa Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie, gdzie będzie podpisywała egzemplarze swojej książki.
***

Jestem pewna, że książka wzbudzi szerokie zainteresowanie. Wszak pełna humoru i inteligentna opowieść "Erasmopeja" ma stać się niezbędnikiem studenta i licealisty...

czwartek, 11 września 2014

"Życie na wyspach", Czesław Miłosz






„Życie na wyspach” to zbiór esejów, które w latach 1989-1996 ukazywały się w prasie (m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczypospolitej”, „Kulturze” w Paryżu). Nie powstawały z myślą o konkretnym cyklu, były dość rozproszone, ale wydane w jednym zbiorze tworzą spójny i zwarty tom. Pochodzą sprzed kilkunastu lat, ale pozostają aktualne. Poza kilkoma tekstami dość osobistymi, autor nie pisze bezpośrednio o sobie, jednak czytelnik, który jest ciekawy sylwetki noblisty, powinien być usatysfakcjonowany. Z tekstów wyłania się obraz pisarza i poety, poznajemy także Miłosza w innych odsłonach, jako znawcę Dostojewskiego, wykładowcę, przyjaciela znanych literatów; wreszcie nie potrafiącego się odnaleźć emigranta i człowieka, który nieustannie i intensywnie żyje pytaniami natury filozoficznej.

Tytuł książki, zaczerpnięty z jednego z esejów, jest wieloznaczny. Wyspy to miejsca, które izolują społeczeństwo przed światem. Mieszkańcy są uwięzieni, bądź sami szukają schronienia lub ucieczki. Miłosz zastanawiając się nad rolą pisarzy i poetów, nad kształtem współczesnej „bohemy”, odkrywa przed czytelnikiem siebie. Otrzymujemy obraz „wielokrotnego” emigranta. Wielokrotnego, gdyż poeta nie tylko umknął przed systemem i ustrojem. Gdy wydawało się, że w miarę okrzepł i zakorzenił się na emigracji, zaczął szukać ucieczki przed upadkiem wartości i cywilizacją pieniądza.

Tematyka esejów jest urozmaicona. W zbiorze znalazły się teksty dotyczące samej twórczości – poezji i literatury; inne skupiają się wokół osób, które Miłosz podziwiał i jego przyjaciół, tworząc interesującą galerię postaci. Kilka znakomitych szkiców daje odpowiedź na pytanie – czego noblista poszukiwał w poezji i co w niej cenił. Zadumać się można nad refleksjami poety mistrzowsko władającego materią słowa, który rozwodzi się nad ułomnością języka i twierdzi, że  świat, który obserwujemy nie jest do końca „wyrażalny”.

Króciutki, najbardziej osobisty esej „Napis na bibułce” opisuje kawiarniany epizodzik, który musiał dotknąć Miłosza. Poeta podejmuje wyzwanie i dokonuje pewnego rodzaju rozliczenia ze swojej twórczości. Piękny esej „Pochwała filologii” powinien dać sporo do myślenia młodym ludziom, którzy myślą o poświęceniu swego życia  poezji i literaturze. Szkic „Pożegnanie Alberta Camusa” jest nie tylko hołdem dla wielkości człowieka, przybliża też historię pewnej źle ulokowanej przyjaźni. Zupełnie szczególny esej „Poeta w Lemurii”, odkrywa całkowicie dziś zapomnianego polskiego poetę – Bogumiła Andrzejewskiego, który był wybitnym językoznawcą, afrykanistą, twórcą alfabetu dla mowy somalijskiej, ale przede wszystkim autorem poematu, zaliczonego przez Miłosza w poczet największych polskich arcydzieł.

Poszczególne eseje stanowią pewnego rodzaju diagnozę czasów, w których przyszło żyć Miłoszowi. To także próba prognozowania w którą stronę podąży literatura, a także protest przeciwko jej „znijaczeniu”. To wreszcie ukłon dla twórców, którzy sprawili, że poezja polska na świecie jest rozpoznawalna, a nawet wybitnie się wyróżnia. „Życie na wyspach” to arcyciekawa pozycja dla osób, które onieśmielone nieco pomnikową wielkością naszego rodzimego noblisty, chciałyby tak zupełnie po prostu dowiedzieć się, w jaki sposób poeta przeżywał swój świat i co w duszy mu grało…


środa, 10 września 2014

WRZESIEŃ Z WYDAWNICTWEM M


Wydawnictwo M informuje i zaprasza do Krakowa na dwa interesujące spotkania: 

13 września odbędzie się premiera książki o ks. Józefie Tischnerze pt. "Jego oczami", a już 14 września (od godziny 13:00 w kinie ARS) – odbędzie się  krakowska premiera tej książki z udziałem Szymona J. Wróbla i Marka Barańskiego. 




16 września o godzinie 17:30 w Klubie Dziennikarzy pod Gruszką odbędzie się  spotkanie z Krzysztofem Ziemcem


"Wszystko jest po coś" - Moje wspomnienia z pobytu w szpitalu i długiej rehabilitacji są po to, aby dać ludziom do myślenia. Aby przygotować niektórych na miękkie lądowanie w razie życiowego wirażu. Celowo opowiadam o domu rodzinnym, o młodości, szkole, harcerstwie i moim sposobie wychowywania dzieci. To wszystko daje mi siłę. Daje nam siłę. Bez tego moja opowieść byłaby niepełna. Jestem pewien, że gdyby nie bliscy, którzy byli przy mnie w najtrudniejszych chwilach, nie miałbym siły walczyć. Gdyby nie moja wiara, nie widziałbym w tej walce sensu. Wszystko jest po coś. (…) Mój wypadek był po to, żeby dać świadectwo innym. Wierzę, że to ma sens, że w dniu wypadku dostałem „z góry” nową listę zadań. Do tego przekonania musiałem jednak dojrzeć. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero po wypadku.
(fragment książki)

"Rozmowy z dystansu" Zbiór wywiadów popularnego i bardzo cenionego dziennikarza i prezentera telewizyjnego. Niezwykle ciekawe rozmowy dotyczą polityki, roli Kościoła we współczesnym świecie, niepokojącej sytuacji na Ukrainie, a także planów bohaterów rozmów na przyszłość.
Rozmówcami Krzysztofa Ziemca są m.in. Jarosław Kaczyński, kard. Stanisław Dziwisz, ks. Tadeusz Isakowicz - Zalewski, Norman Davis, Adam Daniel Rotfeld, Anna Dymna, Paweł Kukiz, Waldemar Skrzypczak, Roman Kluska. Dzięki szczerym rozmowom Czytelnik ma okazję poznać niezwykłe historie ludzi z pasją, którzy chętnie angażują się i poświęcają dla dobra innych.


WYDAWNICTWO M SERDECZNIE ZAPRASZA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH!

poniedziałek, 8 września 2014

"Bat na koty", Jerzy Niemczuk - recenzja








BAŚŃ O MAZURCE


Czy nazwisko – Jerzy Niemczuk brzmi znajomo? Nawet jeśli trzeba było przez chwilę się zastanowić, a skojarzenie nie przyszło od razu, wkrótce z pewnością się to zmieni. Od dłuższego czasu przecież przyglądamy się mieszkańcom wsi jego oczami, lubimy  ciepło-ironiczny obraz ich mentalności, a  „ławeczkowa filozofia” jakże często wydaje nam się  zaskakująco trafna i głęboka… Jerzy Niemczuk to pisarz, scenarzysta, autor książek dla dzieci, twórca słuchowisk oraz współtwórca cieszącego się niezwykłą popularnością serialu „Ranczo”. Właśnie nadarzyła się okazja, by wszechstronnego twórcę i pisarza poznać w nieco innej odsłonie. 4 września miała miejsce premiera jego najnowszej, obyczajowo-sensacyjnej książki: „Bat na koty”.

Jerzy Niemczuk zaprasza czytelników do barwnie wykreowanego świata przedstawiającego realia mazurskiej wsi. W pewnym sensie możemy liczyć na elementy dobrze znane widzom serialu – znakomicie uchwycony wiejski pejzaż, zawierający sporo przestrzeni, magii i uroku. Znajome i bliskie wydają się także  trafne obserwacje i uwagi dotyczące natury człowieka. Natomiast sama fabuła jest daleka od zabawnego i sielankowego klimatu. Pisarz zdecydował się opowiedzieć swoją historię zupełnie inaczej, dużo poważniej.

Małe z powieści Niemczuka w realistyczny sposób przedstawia sytuację, w jakiej znalazła się polska wieś bezpośrednio po przystąpieniu do Unii Europejskiej. Z jednej strony jest to kurczący się i chylący ku upadkowi świat gospodarstw rolnych. Tutaj czas zatrzymał się w miejscu. Z drugiej strony miejscowość położona w atrakcyjnym miejscu, przyciąga nowych mieszkańców. Opuszczoną ziemię i domy chętnie nabywają letnicy, wnoszący w to miejsce postęp i bogactwo. Blisko siebie, po sąsiedzku ale odrębnie koegzystują dość hermetycznie zamknięte, dwa nieprzystępne światy.

„Bat na koty” jest powieścią wielowątkową. Najważniejszy z nich skupia się na losach młodej kobiety, która jest diametralnym przeciwieństwem Lucy. Asia jest  rozwódką z dzieckiem. Jest biedną, zalęknioną i zahukaną dziewczyną, która osiągnęła dno egzystencji i rozpaczy. W małej społeczności, jako sprawczyni skandalu (rozwodu), skazana jest na życie na marginesie. Byli teściowie, którzy płacą alimenty za syna, pozwalają jej mieszkać kątem u siebie, ale ledwo tolerują jej towarzystwo. Nieco serca okazują trzyletniej wnuczce, chociaż relacje z dziewczynką pozostają dość specyficzne.

Jednym z wątków, który z pewnością skojarzy się z ulubionym przez Polaków filmem „Sami swoi”, jest odwieczny i nigdy niekończący się rytuał międzysąsiedzkiej wojny. Polski chłop jest zawzięty, gruboskórny, pielęgnujący urazy, a pisarz niezwykle trafnie oddał jego mentalność, a zwłaszcza typową „chłopską przedsiębiorczość”. Gospodarz, pan na swojej ziemi, niechętnie ustępuje lub godzi się  na zmiany. Czytelnik ma okazję się przekonać, że pewne rzeczy z trudem i wysiłkiem można przeforsować, ale inne nie poddają się żadnej reformie.

Nieco pikanterii powieści dodaje wątek sensacyjny. Niezwykle malownicze i ciche okolice Małego, położone z dala od centrum, stają się atrakcyjne nie tylko dla zwyczajnych letników. W pobliżu chętnie osiedla się minister i prokurator, ale także gangster na emeryturze. Jest to wymarzone miejsce dla ukrycia przestępczej działalności…

Rozmaitość wątków narzuciła konieczność wprowadzenia bohaterów pochodzących z różnych środowisk. Autor uzyskał przez to szeroki przekrój społeczny, pełen jaskrawych kontrastów, a czytelnik poznaje galerię postaci, których prędko nie zapomni. Obserwujemy zatem losy dziewczyny pełnej pokory z jednej strony, ale już z zadatkami kiełkującego buntu wobec niesprawiedliwości i wiecznego pomiatania. Asia jest centralną postacią powieści i prawdziwą jej heroiną. Jej zmagania budzą w czytelniku sympatię i szacunek. Pozostali bohaterowie w większym lub mniejszym stopniu są z nią związani, bądź wpłyną na jej los, mimo iż misternie utkana pajęczyna powiązań nie jest widoczna na pierwszy rzut oka.


Książka spodoba się wielbicielom mazurskich klimatów, miłośnikom zwierząt, niejeden smaczek wyłowią mole książkowe oraz bibliofile. Czytelnicy z pewnością polubią postać starej Mazurki - Faryny, która uzmysłowi jakie bogactwo i tradycje odchodzą w zapomnienie wraz z najstarszymi mieszkańcami i jak nieuchronnie zmienia się rzeczywistość. Książka porusza problem krzywdy, zwraca uwagę z jaką łatwością można wyrządzić zło i jak trudno później wszystko naprawić. Prawdziwym jednak przesłaniem i przewodnim tematem powieści jest rodząca się w bólach świadomość człowieka oraz proces kiełkującej wiary we własne siły. To prawda, że czasem człowiekowi wydaje się, że nie zdoła się już odbić od dna. Wtedy pomocą może okazać się zwykła serdeczność. Ratunek może też przynieść zdarzenie, które pozornie ze wsparciem nie ma nic wspólnego, trzeba bowiem nieraz kimś wstrząsnąć, by obudzić go z letargu. Żeby jednak zmienić swoje życie - ten pierwszy, najtrudniejszy i decydujący krok trzeba wykonać samemu. 

Świetna powieść. Polecam!


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję:





Wydawnictwo Literackie przygotowało niespodziankę dla fanów autora. Na stronie książki TUTAJ zamieszczony został  link do przedpremierowego wywiadu z Jerzym Niemczukiem. 

"POLAK POTRAFI" - PROJEKT KSIĄŻKI "ŚWIAT MUSZKIETERÓW"

Od dłuższego czasu obserwuję i kibicuję projektowi Jerzego Rostkowskiego - pisarza, który tropi tajemnice II Wojny Światowej (książki: "Zamek Książ - zapomniana tajemnica", "Radomierzyce - Archiwa pachnące śmiercią", "Lampy śmierci - wojenne tajemnice Zgorzelca", "Znikające miasta - Gross Born - Borne Sulinowo, Westfalenhof - Kłomino", "Rozkaz - zapomnieć" oraz "Podziemia III Rzeszy - Tajemnice Książa, Wałbrzycha i Szczawna Zdroju").

Zamierzając wydać nową książkę pt."Świat Muszkieterów. Zapomnij albo zgiń" pisarz wziął udział w projekcie: "POLAK POTRAFI"


Z radością obserwuję, że apele pisarza znajdują odzew i akcja cieszy się poparciem. Ciągle jednak daleko do wymaganej kwoty. Ponieważ tę akcję można wspomóc nawet symboliczną złotówką - apeluję o pomoc. Do zakończenia projektu zostało tylko 23 dni! Wszelkie informacje znajdują się na podlinkowanej stronie "POLAK POTRAFI". Pomocna będzie także zwykła przekazana dalej informacja na blogu bądź na Facebooku. 

Wesprzyjmy misję pisarza i jego głos w sprawie przywrócenia pamięci o zapomnianych dziś bohaterach...




sobota, 6 września 2014

10 NAJWAŻNIEJSZYCH KSIĄŻEK - ZABAWA MOLI KSIĄŻKOWYCH


Ponieważ kilkakrotnie zostałam wezwana do tablicy, by wyspowiadać się ze swoich ważnych książek, wrzucam moją listę z Facebooka, gdzie rzeczywiście jest mało widoczna:) Dziękuję za wszystkie nominacje do zabawy :)

1. „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren za ciepło, humor i „ideał dzieciństwa”.
2. „Hrabia Monte Christo” Aleksandra Dumasa, za cudowne wakacje i wspomnienia z dziadkiem, który pomógł mi tę powieść rozszyfrować.
3. „Bogowie, groby i uczeni” Cerama. To cielęce zauroczenie, które mnie nie może opuścić. Do dziś podświadomie staram się spędzić urlopy w taki sposób, by zobaczyć miejsca, o których czytałam u Cerama. To ten łobuz, Ceram, zadecydował, gdzie spędzę urlopy…
4. „Literatura Greków i Rzymian” Zygmunta Kubiaka, która była dla mnie olśnieniem. To coś jak odkrycia archeologiczne Cerama, tyle że w literaturze…
5. „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa. Zrozumiałam dzięki niej, że książkę odbiera się w każdym okresie życia inaczej. Dojrzewa się do niej, dostrzega się nowe sprawy, widzi się pewne rzeczy pod innym kątem. Człowiek dorasta do książki.
6. „Podróże z Herodotem” Kapuścińskiego. Ciężko mi to wytłumaczyć, ale łączy w jakiś sposób moje różne zainteresowania, łączy nawet Cerama z Kubiakiem.
7. „Madame” Antoniego Libery. Mniej więcej od tej książki zaczęła się moja prawdziwa przygoda z blogiem. Dzięki kilku ciepłym słowom autora uwierzyłam, że to co robię ma sens. Recenzja książki doprowadziła z kolei do cyklu wywiadów z autorem, do dziś nie wierzę, że autor się zgodził… Jakiś czas potem odezwała się do mnie dziewczyna, w trakcie pisania pracy magisterskiej poprosiła o zgodę wykorzystania wywiadu. Przez książkę zdarzyło się jeszcze parę innych rzeczy, taki łańcuszek wydarzeń…
8. „Godot i jego cień” Libery, ze względów osobistych.
9. „Czarny hrabia. Chwała, rewolucja, zdrada i prawdziwy hrabia Monte Christo” Toma Reissa, który po tylu latach przeniósł mnie z powrotem do mieszkania mojego dziadka… Pisarz Tom Reiss wypełnił swego rodzaju misję, przez co stał mi się bliski, niemal jak przyjaciel… Recenzja została dostrzeżona i nagrodzona na portalu BiblioNETka, ponownie łańcuszek wydarzeń.
10. „Magdulka i cały świat”, wywiad z Witoldem Kieżunem, w której znalazłam wszystko, czym się zachwycałam w literaturze w czasach szkolnych (m.in. wątki sienkiewiczowskie i mickiewiczowskie). Książka przedstawia losy absolutnie wyjątkowego człowieka, a te z kolei stanowią kwintesencję losu Polaka… Kieżun dla mnie to po trosze Pan Wołodyjowski i Kmicic, „Zośka” i parę innych bohaterów – w jednym.

czwartek, 4 września 2014

Wrzesień w Wydawnictwie Literackim


We wrześniu warto zaglądnąć w oferty Wydawnictwa Literackiego, z których czytelnicy z pewnością wyłowią dla siebie jakąś perełkę.


Prawie 40 lat po premierze ostatnich przygód Poirota zostaje wydana nowa powieść z udziałem słynnego detektywa, napisana przez Sophie Hannah - autorkę wybraną przez spadkobierców Agathy Chrisie.



Nie publikowany dotąd w Polsce zbiór opowiadań dotyczący rozpadających się i rozkwitających uczuć, wierności i zdrady, rozstań i powrotów, czyli wszystkich odcieni miłości...


W książce Francuski szyk! Isabelle Thomas i Frederique Veysset wprowadzą czytelników do świata mody. Autorki polemizują ze stereotypami i doradzą, jak wypracować swój własny styl.


Książka Krzysztofa Karpińskiego jest wynikiem wieloletnich badań. Jest to pierwsze opracowanie poświęcone początkom tego gatunku w Drugiej Rzeczypospolitej, nakreślona na barwnym obyczajowym tle.


 Nowa książka wybitnej psycholog. O pamięci i sztuce zapominania. Ćwiczenie w zapominaniu jest niezwykle ważne, gdy konieczne jest uwolnienie się od pamięci, która jest źródłem cierpień.



 Czy  na którąś z nich czekacie?