wtorek, 6 stycznia 2015

Miniatury Elżbiety Isakiewicz



Elżbieta Isakiewicz – reportażystka, dziennikarka, publicystka i pisarka. Autorka licznych, nagradzanych reportaży (nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za książkę „Ustna harmonijka: Relacje Żydów, których uratowali od Zagłady Polacy”; pierwsza nagroda w krajowej edycji konkursu dziennikarskiego Unii Europejskiej „Razem przeciw dyskryminacji” za reportaż o sytuacji cudzoziemców w Polsce pt. „Asfalt, goryl, żółtek”). W „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku” i „Tygodniku Powszechnym” publikowała reportaże, felietony i eseje. Napisała powieść „Liczenie słoni”, a w 2013 roku ukazała się książka: „Kaprys. Przypowieść o mężczyźnie i kobiecie”.  Na forum „Newsweeka” prowadzi blog: Kocim pazurem; na Facebooku posiada fan page, na którym publikuje niezwykle piękne miniatury literackie.

Dzisiaj pragnę zwrócić Waszą uwagę na owe miniatury. Czy je czytujecie? Warto rozgościć się w tym świecie na dłużej. Oto jedna z nich.

(fragment)


Fotografie – płyty nagrobne chwili.

Miewam do fotografii żal za udawanie. Tu rodzina nie bardzo święta upozowana do święta. Tu dziadek do machorki. (Na zdjęciach zamierzchłych ludzie pozują w śmiertelnej powadze misterium upamiętniania. Błysk flesza, podobny do błyskawicy, odbierają z poczuciem ekscytacji i grozy, jak zjawiska magiczne. Po wojnach, które przeskalowały strach, pokora zaczęła ustępować jakiejś szaleńczej postawie buty. Fotografowie żądają uśmiechu. Uśmiech, często uformowany w grymas, powleka odtąd człowieczą nędzę z nakazu nowego obyczaju, który wstydzi się nieszczęścia, pecha.)

...

Ciąg dalszy TUTAJ


***



Mam szczerą nadzieję, że kiedyś wszystkie miniaturki Elżbiety Isakiewcz, te skondensowane biografie, błyskotliwe myśli, poetyckie okruchy pamięci – doczekają się wydania w formie książki i będą mogły dotrzeć do szerokiego kręgu czytelników. Ileż tam jest ukrytego bogactwa!


FAN PAGE  Elżbiety Isakiewicz


Jest mi szalenie miło, gdyż do powyższego tekstu autorka wykorzystała fotografię mojego autorstwa. Bardzo dziękuję, to dla mnie prawdziwy zaszczyt!

22 komentarze:

  1. Jaka cudna, klimatyczna fotografia. Wcale się nie dziwię autorce, że wykorzystała Twoje zdjęcie, bo tak wielki talent należy promować.
    Bardzo podoba mi się sformułowanie: Fotografie – płyty nagrobne chwili. Muszę to sobie gdzieś zapisać.
    Masz rację, co do tego, że Na zdjęciach zamierzchłych ludzie pozują w śmiertelnej powadze. Mnie też trochę to przeszkadza, gdyż lubię spontaniczne, naturalne zdjęcia, które idealnie przekazują Nam prawdę o osobowości danego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Cyrysiu, w tym przypadku nie chodziło absolutnie o wypromowanie zdjęcia. Tekst, to nie moje słowa. To miniatura Elżbiety Isakiewicz... Zdjęcie posłużyło tylko jako ilustracja. Wspomniałam o nim, bo dla mnie to wielka przygoda i frajda...

      Usuń
  2. Fotka bardzo interesująca i klimatyczna. To ulica Mariacka w Gdańsku, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to Mariacka. W samym środku sezonu letniego:)

      Usuń
  3. Pozostaje mi więc pogratulować. Zdjęcie jest niezwykle klimatyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjęcie naprawdę jest klimatyczne, byłam kilka razy w Gdańsku, ale tak klimatycznego zdjęcia ulicy Mariackiej jeszcze nie widziałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach, bardzo dobrze wspominam tę urokliwą uliczkę. Znakomita fotografia, która zachęca by tam wrócić i jeszcze raz sycić wzrok pięknymi kamieniczkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym też kiedyś wrócić, ale koniecznie poza sezonem. W zasadzie znam te uliczki ubrane w tłumy ludzi...

      Usuń
  6. Piękna fotografia Olu...muszę zajrzeć na Twój flog.
    Tekst jest tez pełen nie tylko uroku, ale i prawdy o fotografii pozowanej, za która osobiście nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że trochę zapominamy, że pierwotnie proces robienia zdjęcia - w stosunku do dzisiejszego - był znacznie wydłużony. Nasi przodkowie zatrzymani w kadrach przyjmowali pozy (i miny), z którymi mogli wytrzymać zapewne minutę na bezdechu. Dzisiaj możemy wyzwolić migawkę w ułamku sekundy i łapiemy najsubtelniejsze zmiany. Zgadzam się z pisarką, że dziś wszyscy do zdjęcia musimy nawet udawać uśmiech, bo tak wypada...
      Ja też nie lubię współczesnej fotografii upozowanej, ale mam sentyment do zdjęć przodków. Te pożółkłe karty są bardzo uroczyste...

      Usuń
    2. O tak, jeżeli chodzi o stare zdjęcia ...to skarb jeżeli się je ma....ja chyba mam ale jedno takie....jakiegoś pradziadka...

      Usuń
    3. Odpowiedziałam na Twój komentarz, mając jeszcze w głowie echo dyskusji u autorki, więc wyszedł mi taki trochę misz-masz...
      Masz rację - stare zdjęcia to skarby rodzinne, tym bardziej, że zawierucha wojenna nie każdy dom i jego pamiątki oszczędziła. Nie wszyscy młodzi też są zainteresowani trzymaniem takich dokumentów, więc często podczas likwidowania mieszkania po krewnych - wyrzuca się je po prostu... Moja córka kiedyś miała na zadanie zrobić kronikę rodzinną. Spodobało nam się to okropnie; przeglądałyśmy rodzinne zbiory u dziadków i powstała całkiem spora księga. A ile rodzinnych opowieści przy okazji się odkurzyło...:)

      Usuń
  7. Piękne zdjęcie. Trafny strzał! Gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Ta dziewczyna pojawiła się jak ze snu:)

      Usuń
  8. Świetne zdjęcie, bardzo mi się podoba. Ma coś w sobie, niepowtarzalny klimat. :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzeczywiście.:-) Teksty są rewelacyjne, poetyckie i bardzo oryginalne językowo. A do tego wspaniałe zdjęcia! Wszystko się doskonale komponuje. Perełki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że zwróciła Pani na to uwagę. Oczywiście ilustracja zawsze idealnie jest dobrana i z tekstem tworzy całość. Dzięki temu - tych fragmencików nie możemy zapomnieć:) Ale to słowo "króluje"w tym duecie:) Słowo, to dusza tych miniatur...

      Usuń