niedziela, 1 lutego 2015

ZIMA - skojarzenia







UCIECZKA PRZED WILKAMI 

[z: "Magdulka i cały świat" Rozmowa biograficzna z Witoldem Kieżunem przeprowadzona przez Roberta Jarockiego]


- Czy w czasie tych pobytów w Magdulce coś szczególnie się panu przytrafiło?

- Owszem. Zapamiętałem pewną historię z dzieciństwa, obejmującą wyjątkowo pobyt w okresie Bożego Narodzenia. Była mroźna, pełna śniegu zima. (...) Po paru dniach Magdulka została całkowicie zasypana śniegiem. (...) Gdy śnieg przestał padać, jeden z wujów wraz z moim ojcem zdecydowali pojechać do Mira, odwiedzić znajomego z lat szkolnych, księcia Światopełk-Mirskiego, właściciela na wpół zrujnowanego starożytnego zamku. Była to czternastokilometrowa droga, tak zwany Trakt Napoleoński zbudowany w czasie ofensywy 1812 roku. Bardzo szeroki, obsadzony starymi drzewami. Miałem wówczas sześć lat i uparłem się, że też pojadę. Mimo protestów matki postawiłem na swoim i ojciec mnie zabrał. Wyjazdowe sanie wyłożono dla mnie sianem i "niedźwiedzimi szubami" - skórzanymi okryciami. Do obrony przed ewentualnie spotkanymi wilkami woźnica Rymsza przygotował parę pochodni okręconych szmatami nasyconymi naftą. Wuj Wacław wziął dubeltówkę z zapasem naboi, a ojcu dano tradycyjny pistolet, mauzer z zapasowymi magazynkami. Trzeba było wyjechać wcześnie rano, żeby wrócić przed zmierzchem, bo w nocy wilki są bardziej niebezpieczne. Mnie ułożono wygodnie na dnie sań i ciepło otulony przedrzemałem drogę do Mira.

Wszyscy zostaliśmy bardzo gościnnie przyjęci w ocalałej części zamku. Mnie nakarmiono i położono spać w zimnym pokoju z kamiennymi ścianami. Dorośli zabawiali się rozmową zakrapianą przeróżnymi nalewkami. Pobyt przedłużył się. Obudzono mnie już o zmierzchu. Przy saniach zapalono duże latarnie naftowe. W momencie wyjazdu było już ciemno, tylko niebo było pełne gwiazd, z dużym Księżycem w pełni. Jechaliśmy galopem, szybko przesuwając się Traktem Napoleońskim. Jednak z oddali zaczęły świecić wilcze oczy. Wilki coraz bardziej zbliżały się do sań. Wujek załadował dubeltówkę, ojciec mauzera, a woźnica Rymsza położył pod nogami pochodnie i sprawdził, czy dobrze zapala się zapalniczka z naftowym rezerwuarem. Mnie kazano się całkowicie przykryć szubami. Nie wykonałem w pełni tego rozkazu, zostawiając sobie szparkę dla obserwacji. Konie, chrapiąc w popłochu, waliły galopem. Wilki już zupełnie blisko pędziły równocześnie z saniami. Wuj strzelił, jeden wilk padł, całe stado rzuciło się na niego i pogoń na chwilę ustała. Po chwili wilki znów dogoniły sanie. Rymsza zapalił pochodnie i rzucił je w kierunku zwierząt. To nieco osłabiło ich agresywność, ale po chwili, biegnąc równolegle, usiłowały z boku skoczyć do gardła koniom. Konie mocno kopały nogami, również po bokach, i znowu padły strzały, ustrzelono jednego wilka. Tak wpadliśmy pędem na górę obok cerkwi, z której już było widać wieś. Moi opiekunowie strzelali nieustannie, a Rymsza rzucał pochodnie. Chodziło o zaalarmowanie wsi. Rzeczywiście, z chat zaczęli wybiegać ludzie z pochodniami, biegnąc w kierunku sań. Wilki odgoniono, pasażerów sań uratowano. Wjechaliśmy na podwórko, a ojciec i wujek z buzującymi w głowach nalewkami, mocno podpici weszli do domu ze śpiewem, parafrazując cygański romans: "A ja wilków, wilków, nie bajusja".


[Czyż przyjęcie w Mira nie przypomina sceny z "Pana Tadeusza"?]

***


* Alfred Wierusz-Kowalski - polski malarz, przedstawiciel realizmu. Urodził się w Suwałkach w 1849 roku, zmarł w 1915 roku w Monachium, na emigracji. Był członkiem i honorowym profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, przedstawicielem szkoły monachijskiej. Prowadził własną pracownię i cieszył się wybitną pozycją wśród artystów. Jego malarstwo osadzone było w ojczystej tematyce: przedstawiał panoramy miasteczek, ludowe wesela, powroty z polowań. Jednym z ulubionych motywów (cieszących się największym powodzeniem) były  dramatyczne epizody przedstawiające walkę podróżnych z wilkami.



8 komentarzy:

  1. U mnie, na szczęście, takiej zimy nie ma. Książki nie znam, ale za to chętnie przyjrzę się twórczości malarza. Wilki to niesamowite stworzenia! Jak tak patrzę na tego typu obrazy, to sercem jestem przy wilkach, nie przy ludziach. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. W notce biograficznej wkradła się mała nieścisłość związana z rokiem śmierci artysty (1915 rok). Sprawdziłem tę datę, bo podejrzany wydawał mi się fakt, że malarz w wieku 24 lat miałby już tytuł profesora :)

    A patrząc na ten obraz, w mózgu od razu formują mi się słowa "rącze konie" :) Po powiększeniu świetnie widoczna jest ekspresja na twarzy woźnicy, a i zagrożenie, tj. biegnąca z tyłu wataha wilków staje się bardziej realne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga, dziękuję:) Gapa ze mnie, już poprawiłam. Obraz zdecydowanie trzeba oglądać w powiększeniu, inaczej nie robi wrażenia. Sama nie mogłam tego zrobić, bo wystawał poza ramy...

      Usuń
  3. Pięknie połączyłaś przypominając świetny obraz, który gdzieś mi w pamięci majaczy i książkę, która czeka na półce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Olu, jak ja lubię u Pani te niepowtarzalne klimaty! Tutaj zawsze czeka na Czytelnika coś ze smaczkiem, na który czeka się z ciekawością i zachłannością. Coraz częściej wydaje mi się, że jestem nie z tej epoki... A swoją drogą to kiedyś nie mieli problemu z tym, kto prowadzi po imprezie... Konie i tak znały drogę:D
    Pozdrawiam ciepło, z tęsknotą myśląc o takiej zimie...
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Moniko, pięknie dziękuję, proszę się rozgościć :) Raczej z nieśmiałością zamieszczam skojarzenia. Nigdy nie ma wielu komentarzy, myślę sobie, jakie to musi być nudnawe dla czytelników... ale chodzą za mną te obrazy i męczą, aż ich nie wkleję obok siebie, żeby się od nich uwolnić... Dziękuję Pani Moniko, za słowa otuchy, za plusiki u góry strony, którymi nigdy tak hojnie mnie nie obdarzono:)
      A uwaga o prowadzeniu po imprezie mnie rozbawiła:) To prawda... Może poza przypadkiem z cytowanego fragmentu (gdy podróżni w mgnieniu oka musieli wytrzeźwieć) - imprezowicze nie musieli mieć GPS-ów ani obawiać się fotoradarów;) Pozdrawiam zimowo i serdecznie.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo realistyczny obraz;) ogólnie lubię od czasu do czasu zapoznawać się ze sztuką i Ty mi w tym pomagasz;)

    OdpowiedzUsuń