środa, 25 marca 2015

Światowy dzień czytania Tolkiena - "J.R.R. Tolkien – Listy" - fragm.




"[16 stycznia 1938 r. „Observer" opublikował list podpisany „Habit", którego autor pytał, czy postacie hobbitów mógł zasugerować Tolkienowi opis Juliana Huxleya „«małych włochatych ludzi» widzianych w Afryce przez tubylców” [...]  Autor listu wspomniał też, że „znajoma mówiła, że pamięta starą bajkę pod tytułem Hobbit w zbiorze przeczytanym około roku 1904". Autor listu pytał, czy Tolkien zechciałby „powiedzieć coś więcej o nazwie i powstaniu tego intrygującego bohatera książki” [...].  Zaoszczędziłoby to przyszłym pokoleniom badaczy wielu kłopotów. A przy okazji, czy kradzież smoczego pucharu przez hobbita jest oparta na epizodzie kradzieży pucharu w Beowulfie? Mam nadzieję, że tak, ponieważ jedną z zalet książki wydaje się spenserowskie harmonijne zespolenie najwspanialszych wątków licznych odmian epiki, mitologii i wiktoriańskiej literatury baśniowej".

OdpowiedźTolkiena została wydrukowana w „Observerze" 20 lutego 1938 r.]



Szanowny Panie!

Nie trzeba mnie namawiać: jestem równie podatny na pochlebstwa jak smok i z przyjemnością popiszę się moją diamentową kamizelką, a nawet wyjaśnię jej pochodzenie, ponieważ Habit (bardziej ciekawski od hobbita) nie tylko wyznał, że ją podziwia, ale i zapytał, skąd ją mam. Czy nie byłoby to jednak nieuczciwe względem badaczy? Oszczędzanie im kłopotów oznacza odebranie im pretekstu do istnienia.

Jeśli jednak chodzi o główne pytanie Habita, nie ma obawy: nie pamiętam nic, co by mogło dotyczyć nazwy i kreacji tego bohatera. Mógłbym oczywiście zgadywać, ale takie domysły nie miałyby większej wagi od domysłów przyszłych badaczy, więc im zostawię tę zabawę.

Urodziłem się w Afryce i przeczytałem kilka książek o badaniu Afryki. Od około roku 1896 przeczytałem jeszcze więcej prawdziwych baśni. Zatem oba fakty wspomniane przez Habita wydawałyby się znaczące.
Czy jednak takie są? Nie pamiętam żadnych włochatych pigmejów (w książce czy w blasku księżyca) ani żadnego strasznego hobbita w druku sprzed 1904 roku (...)Twierdzę też stanowczo, że mój hobbit nie mieszkał w Afryce i nie był, poza stopami, włochaty. Nie przypominał też wcale królika. Był to zamożny, dobrze odżywiony młody kawaler. Nazwanie go „paskudnym małym królikiem" było przykładem trollowego prostactwa, podobnie jak „szczurzy pomiot" świadczył o krasnoludzkiej złośliwości. Były to celowe szyderstwa z jego wzrostu i jego stóp - szyderstwa, które go głęboko oburzały. Jego stopy, choć wygodnie odziane i obute przez naturę, były równie eleganckie, co jego długie, zręczne palce.

Jeśli chodzi o resztę opowieści, to wywodzi się ona - jak sugeruje Habit - z (poprzednio przetrawionej) epiki, mitologii i baśni, jednakże nie wiktoriańskich autorów, od której to zasady głównym wyjątkiem jest George Macdonald. Beowulf znajduje się wśród moich najcenniejszych źródeł, chociaż nie myślałem o nim świadomie podczas pisania, kiedy to epizod z kradzieżą zrodził się w sposób naturalny (i nieomal nieuchronny) z poprzedzających go okoliczności. W tamtym punkcie opowieści trudno pomyśleć o jakimkolwiek innym jej poprowadzeniu.
Moja powieść nie jest świadomie oparta na żadnej książce - z wyjątkiem jednej, ale nieopublikowanej: jest to Silmarillion, historia elfów, do której są robione częste aluzje.

Nie myślałem o przyszłych badaczach; a ponieważ istnieje tylko jeden maszynopis, mała jest w tej chwili szansa, że ta wzmianka okaże się użyteczna. To są jednak zaledwie wstępne zagadnienia. Teraz, kiedy zostałem zmuszony do spojrzenia na przygody p. Bagginsa jako temat przyszłych badań, zdaję sobie sprawę, że czeka mnie wiele pracy. Jest sprawa nazewnictwa. Imiona krasnoludów oraz czarodzieja pochodzą z Eddy Starszej. Imiona hobbitów z Oczywistych Źródeł właściwych temu
plemieniu. Pełna lista ich zamożniejszych rodzin to: Bagginsowie, Boffinowie, Bolgerowie, Bracegirdle'owie, Brandybuckowie, Burrowesowie, Czubbowie, Grubbowie, Hornblowerowie, Proudfootowie, Bagginsowie z Sackville i Tukowie. Smok ma jako imię - czy pseudonim - formę czasu przeszłego od pierwotnego czasownika germańskiego smugan - „przeciskać się przez dziurę": kiepski żart filologiczny. Reszta imion pochodzi ze świata starożytnego oraz elfiego i nie została współcześniona. (...)

Krasnoludowie to nie całkiem krasnoludki z bardziej znanych opowieści. To prawda, że otrzymali skandynawskie imiona, ale to ustępstwo redakcyjne. Zbyt wiele imion w językach odpowiadających epoce mogłoby wywołać niepokój. Język krasnoludzki był i złożony, i niemelodyjny. Unikali go nawet wcześni filologowie elficcy, a poza całkowicie prywatnymi rozmowami krasnoludowie byli zobowiązani do posługiwania się innymi językami. Język hobbitów zdumiewająco przypominał angielski, czego można było się spodziewać: mieszkali oni zaledwie na granicy Dzikich Krajów i zasadniczo nie zdawali sobie sprawy z ich istnienia. Hobbickie nazwiska rodowe są w większości równie dobrze znane i słusznie szanowane na naszej wyspie, jak w Hobbitonie i Nad Wodą. (…)

A co z zagadkami? Trzeba tu popracować nad źródłami i analogiami. Wcale się nie zdziwię, jeśli i hobbit, i Gollum przekonają się, że ich pretensje do autorstwa zagadek zostaną oddalone.
W końcu stawiam przed przyszłym badaczem mały problem. W dwóch różnych miejscach tworzenie opowieści zostało zawieszone na kilka lat: które to miejsca?

Prawdopodobnie zostanie to odkryte, tak czy owak. I nagle przypomniałem sobie, że kiedy smok dał się uwieść pochlebstwom, hobbit pomyślał sobie: „Stary durniu!".

Obawiam się, że komentarz Habita (oraz Pański) będzie brzmiał tak samo. Musi Pan jednak przyznać, że pokusa była silna.

Z poważaniem,
 J.R.R. Tolkien



16 komentarzy:

  1. Tolkien to już nie moja bajka, ale moich dzieci tak......

    OdpowiedzUsuń
  2. Monumentalne "Listy" Tolkiena stoją już od dłuższego czasu na mojej półce, ale jakoś mi z nimi nie po drodze... Muszę w końcu się za nie zabrać, bo pamiętam z jaką radością wychodziłam z nimi z księgarni ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tolkien jak to Tolkien, z humorem, elegancko. Aww, jeden z moich Mistrzów.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. A bo to dziś TEN DZIEŃ. Byłam w bibliotece i tak sobie pomyślałam, że coś się dzieje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę zwariowany dzień, to prawda. Ale to dobrze. Skoro tak można zachęcić do czytania...

      Usuń
  5. Kto jak kto, ale Ty nie mogłabyś o tym ważnym dniu zapomnieć. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Tolkiena ubóstwiam. Jak i pół Poznania (co okazało się w trakcie I Poznańskich Dni Tolkiena) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam Poznań:) Poznaniacy potrafią dostrzec co jest dobre:)

      Usuń
  7. Kilkakrotnie sięgałam po Tolkiena i po prostu się z nim nie rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tolkiena nie czytałam, ale filmy na podstawie jego powieści uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeden z niewielu przypadków, gdy jednakowo lubię książkę i film.

      Usuń
  9. świetny post, można sie od Ciebie uczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi:) W żadnym wypadku ode mnie, uczyć się można od mistrza:)

      Usuń
  10. Okazuje się, że Tolkien miał niezwykłe poczucie humoru. :-) To kolejna cecha, za którą bardzo go cenię.

    OdpowiedzUsuń