poniedziałek, 18 maja 2015

CZŁOWIEK Z EPOKI HEMINGWAYA ["Sweetland", Michael Crummey]



„Sweetland” to eponim. To nazwa jednej z wielu skalistych wysepek Nowej Funlandii w Kanadzie, a jednocześnie nazwisko jednego z jej mieszkańców, głównego bohatera powieści. Moses Sweetland jest 69-letnim mężczyzną, byłym rybakiem i latarnikiem, członkiem niewielkiej społeczności zamieszkującej osadę rybacką Chance Cove. To człowiek, który przyzwyczaił się do tradycyjnego trybu życia, zahartował się i dostosował do trudnych warunków. Mógłby uchodzić za bohatera innej epoki, żyje niejako poza czasem. Dostęp do internetu to jeden z jego nielicznych ukłonów w stronę postępu i techniki, a zarazem ustępstwo poczynione z przyjaźni do chorego chłopca.
Mieszkańcy Chance Cove tworzą wspólnotę w zasadzie już skazaną na naturalną zagładę. Przebywają tu tylko ludzie w podeszłym wieku i garstka dzieci, młodzież wyemigrowała w poszukiwaniu pracy. Jest pewne, że za kilka lat najmłodsi również opuszczą wyspę. Rząd wdrożył program redukcji kosztów utrzymania miejsc, które za kilka lat i tak przestaną istnieć. W zamian za wysokie odszkodowania zaproponowano mieszkańcom przeniesienie na stały ląd. Warunkiem jest ich jednomyślne przystąpienie do projektu. Sweetland jest jednym z ostatnich mieszkańców, który odrzuca propozycję. Co go do tego skłania? Zrozumiemy jego decyzję, gdy poznamy stopniowo odsłanianą przeszłość bohatera. Moses Sweetland nie może postąpić inaczej. Przez lata, gdy poszukiwał swego miejsca w świecie, opuszczając wyspę i powracając – przekonał się, że wyjazdy nie przyniosły mu nic dobrego. Ostatniej próby omal nie przypłacił życiem. O mały włos tragedii uniknęli także emigranci, których przez przypadek wyratował, a dla wielu z nich ta przygoda zakończyła się śmiercią bądź utratą najbliższych. Sweetland zdał sobie sprawę, że świat nie może mu niczego zaoferować, jego przeznaczeniem jest pozostanie na rodzinnej wyspie. Tym bardziej, że mężczyzna ma miłość do wyspy we krwi. W końcu jest potomkiem pionierów, którzy ją skolonizowali i nazwali ją własnym rodowym nazwiskiem. „Sweetland” to dużo więcej niż eponim. Nasz bohater nie tylko kocha wyspę, ale utożsamia się z nią. Chce tu pozostać, mimo iż warunki są coraz cięższe, a świat, który kocha, niebezpiecznie się „kurczy”.
Rząd nie rozumie motywów upartego starca, a sąsiedzi nie mogą mu wybaczyć, że odbiera im szansę na rozpoczęcie nowego życia. On sam jednak nie może postąpić inaczej. Czuje też instynktownie, że przeprowadzka źle odbije się na chorym dziecku… Sytuacja rodzi poważny konflikt. Mężczyzna samotnie stawia czoło niezadowolonemu społeczeństwu. Nie robią na nim wrażenia anonimowe groźby ani próby sabotowania jego działań. Ustępuje dopiero wtedy, gdy pojmuje, że kartą przetargową w tej grze stało się dobro dziecka.
Powieść obnaża niewesołą prawdę o społeczeństwie. Sweetland jest powszechnie szanowanym i lubianym człowiekiem, zawsze gotowym nieść pomoc, sąsiedzi mogą liczyć na niego w każdej potrzebie. A jednak ktoś wysyła mu anonimowe pogróżki. Formy nacisku, nawet psychicznego, stają się coraz bardziej wyraźne, ludzie przestają przebierać w środkach… Nie wiadomo do czego mogliby się jeszcze posunąć, gdyby Moses nie ustąpił.
Sweetland podpisuje umowę, co nie znaczy, że zgadza się na przeprowadzkę. Ma zamiar wcielić w życie swój własny plan… Co zrobi? Jak się do tego przygotuje? Czy samotnemu człowiekowi uda się przechytrzyć biurokrację? Jakie będą konsekwencje? Na te pytania warto samemu poszukać odpowiedzi w tej nietuzinkowej powieści.
Trzeba zwrócić uwagę na sposób, w jaki Crummey kreuje nieprzyjazny świat, podkreślając niegościnność wyspy i trudne warunki poprzez pełne ironii i przekory (bądź wykorzystujące grę słów) nazwy i nazwiska: Sweetland, Loveless, Chance Cove. Czyż nazwa wyspy nie eksponuje surowości krajobrazu, pełnego stromych, chłostanych wiatrem niebezpiecznych klifów? Czyż Loveless nie jest idealnym określeniem (niemal klątwą) najbliższego sąsiada? Czy nie zastanawia nas ironia zawarta w nazwie osady, którą mieszkańcy opuszczają, ponieważ spodziewają się znaleźć swoją ostatnią „szansę” jedynie z dala od Chance Cove?
Powieść Crummeya jest zbudowana z dwóch wyraźnie odmiennych części. Pierwsza jest realistyczną kroniką rozpadu społeczności i zapisem epoki, która odchodzi w przeszłość. Druga staje się kameralną opowieścią o sile i bezbronności człowieka, o jego konfrontacji z niewyobrażalną samotnością. W tej części pisarz, wykazując się sporym kunsztem, zaczyna prowadzić z czytelnikiem swoistą grę. Odwołuje się do jego wrażliwości, zmusza do ciągłego rewidowania poglądów, do wychwytywania aluzji i zastanawiania się, czy w kolejnych epizodach mamy do czynienia z poetyką snu, scenami realnymi, grą chorej wyobraźni, czy wręcz szaleństwem.

Podczas lektury rzuca się w oczy pokrewieństwo (w klimacie i wymowie) z opowiadaniem Hemingwaya. Powieść „Sweetland”, podobnie jak nowela „Stary człowiek i morze”, jest metaforycznym obrazem zmagań człowieka, stającego wobec wyzwania, które go przerasta. Moses Sweetland, zupełnie jak Hemingwayowski Santiago, walczy z żywiołami, przeciwnościami losu i własną naturą (także ze swoim wiekiem). W powieści Crummeya odnajdziemy także echo wzruszającej przyjaźni mężczyzny i chłopca. Nowela Hemingwaya przepełniona jest wiarą w moc człowieka, ma silną humanistyczną wymowę. Crummey podejmuje dialog z mistrzem. Zgadza się z przesłaniem, a zarazem rzuca kolejne wyzwanie i zmusza do zastanowienia – czym byłaby walka człowieka i czy nadal pozostanie on niezwyciężony, będąc zdany na własne siły nie tylko w obliczu potężnych sił natury, ale także w opozycji do własnej wspólnoty. W ten sposób interpretację egzystencjalną wzmacnia społeczno-obyczajową wymową powieści.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:



27 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tą recenzją wyczerpałaś chyba temat książki dostatecznie, aby kolejni recenzenci nie mieli nic więcej nowego do powiedzenia. :)
    Crummey'a mam w zamiarze poznać od jakiegoś czasu, nie wiem jednak czy zacząć od "Dostatku", czy od "Sweetlandu". Co bardziej polecasz?
    Tak poza tym, pierwszy raz spotkałem się z terminem "eponim" - człowiek uczy się całe życie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Jestem jednak pewna, że książce w żadnym wypadku nie grozi wyczerpanie tematu;)
      Niestety nie pomogę Ci w wyborze lektur... "Sweetland" to moje pierwsze spotkanie z autorem. Sama chętnie poznam "Dostatek" i "Pobojowisko" :)

      Usuń
    2. No to w takim razie pokontempluję jeszcze nad oboma tytułami, zanim się zdecyduję. :) pozdraiwam

      Usuń
    3. Pozdrawiam wzajemnie:)

      Usuń
  3. Ach jak pięknie napisane, aż chce się czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idź za głosem intuicji, polecam:)

      Usuń
  4. Mam w planach, od kiedy dowiedziałam się o tym tytule w zapowiedziach ;) A Twoja recenzja tylko podsyciła moją ciekawość :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz czytam o tej książce. I cieszę się, że właśnie u Ciebie. Jak zwykle z pozoru zwykła historię, przedstawiasz tak pięknie :) Myślę, że gdybym przeczytała opis w zapowiedziach, nie czułabym się tak zainteresowana, jak teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło to słyszeć, ale w zapowiedziach książka przedstawiona jest w jak najbardziej w intrygujący sposób:)

      Usuń
  6. Pierwszy raz czytam o tej książce. I cieszę się, że właśnie u Ciebie. Jak zwykle z pozoru zwykła historię, przedstawiasz tak pięknie :) Myślę, że gdybym przeczytała opis w zapowiedziach, nie czułabym się tak zainteresowana, jak teraz.

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoja opinia jest kolejną tak bardzo pozytywną opinią o książce.
    Pięknie zachęciłaś do tej trudnej lektury.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście spotykam tylko pozytywne opinie:)

      Usuń
  8. Mam już zaplanowane przeczytanie tej książki, a Twoja recenzja jeszcze bardziej utwierdziła mnie w słuszności mojej decyzji.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Dostatek" ogromnie mi się podobał, więc w sobotę natychmiast poleciałam kupić "Sweetland" i już nie mogę doczekać się lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo słyszałam o "Dostatku", a ponieważ stale porównuje się te dwie lektury, muszę sięgnąć:)

      Usuń
  10. Jeszcze nie czytałam żadnej książki tego pisarza, ale zamierzam zacząć właśnie od "Sweetland". Zachęca mnie tematyka oraz nawiązanie do "Starego człowieka i morza". Nowela ta była moją lekturą dodatkową, ale oprócz mnie tylko jedna osoba dała radę ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, jeśli przeczytasz, będę bardzo ciekawa Twoich wrażeń, zwłaszcza czy główne motywy wydadzą Ci się pokrewne...

      Usuń
  11. Po raz pierwszy spotkałam się ze słowem "eponim".
    Bardzo mi się podoba okładka tej książki. Ma w sobie niepowtarzalny klimat. Co do samej fabuły, jakoś mnie nie zainteresowała aż tak bardzo. Aczkolwiek nie skreślam tej pozycji całkowicie. Przeciwnie. Jak przypadkiem trafi w moje ręce to dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam Ci się, że w ogóle nie kieruję się okładkami, zwykle na mnie nie działają; chociaż książka ładnie wydana bądź z grafiką, która "koresponduje" z klimatem książki - to miły bonus. Ta jednak rzeczywiście od razu wpadła mi w oko:)

      Usuń
  12. Olu zainteresowałaś mnie książka. Ogólnie lubię taką tematykę. Ta prawda na temat społeczeństwa to temat rzeka i coś co mnie osobiście się nie podoba. Z chęcią przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa czy przypadłaby Ci do gustu:)

      Usuń
  13. Już wiem, że to książka w sam raz dla mnie. Zapowiada się ambitnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałabym o książce, że przeznaczona jest tylko dla ambitnych, przez co oddawałaby hołd intelektowi człowieka. Raczej (wydaje mi się), że eksponuje zupełnie coś innego - mamy tu powrót do pierwotnych instynktów i intuicji, które nie zatracają się, jeśli człowiek żyje w zgodzie z naturą...

      Usuń
  14. Na targach książki pozycja ta cieszyła się wielkim powodzeniem, zatem być może odkryto w niej potencjał? Jeśli wpadnie mi w ręce, z przyjemnością się z nią zmierzę, choć to nie do końca moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor jest już sprawdzony, jego poprzednie książki cieszyły się powodzeniem, więc po kolejne tomy śmielej się sięga:)

      Usuń
  15. Świetny tytuł! I bardzo mnie zainteresowałaś tym wspomnieniem o Hemingwayu - nie spotkałam się jeszcze z recenzją tej książki przywołującą "Starego człowieka i morze", dobrze ci to wyszło i dzięki tobie aż chce się biec do najbliższej biblioteki. :)

    OdpowiedzUsuń