wtorek, 9 czerwca 2015

"Coś, o czym chciałam ci powiedzieć", Alice Munro



ZMIANY
„Coś, o czym chciałam ci powiedzieć” to zbiór opowiadań z 1974 roku. Jego premiera w Polsce miała miejsce w zeszłym roku, polscy czytelnicy poznali go więc dopiero po upływie 40 lat. Tom zawiera wczesne utwory pisarki, ale w jej przypadku – niezależnie od tego, czy sięgniemy po debiutancki „Taniec szczęśliwych cieni”(1968), któryś z późniejszych zbiorów, czy ostatnią książkę „Drogie życie” (2012) – nie doszukamy się w ich poziomie literackim znaczących różnic. Wszystkie składają się z misternie skonstruowanych utworów, których wymowa jest ponadczasowa i uniwersalna.
Zgodnie ze swym zwyczajem pisarka z dużą empatią i wrażliwością przygląda się człowiekowi i poddaje analizie jego naturę. Tradycyjnie skupia się na zwykłej, szarej codzienności, sprawiając wrażenie, że w jej opowiadaniach nie ma miejsca na doniosłe wydarzenia. Czy na pewno? Munro ukazuje człowieka zawsze w przełomowym dla niego momencie, a przemiana, jakiej podlega, refleksja czy odkrycie prawdy na swój temat są najczęściej nieoczekiwane, przeważnie szokujące, stają się dla bohaterów wydarzeniem o wymiarze kosmicznym.
W omawianym zbiorze pisarka najczęściej zestawia w sposób kontrastowy dwójkę bohaterów. Jeden z nich posiada cechy społecznie akceptowane i cenione, drugi uchodzi w pewnym sensie za nieudacznika. Czytelnik zostaje zmuszony do zastanowienia się nad tym, co zwykle kryje się za „doskonałymi i kryształowymi” portretami, a to prowadzi do rewizji poglądów. Pisarka lubi w jednym tomie podjąć kilkakrotnie ten sam temat lub wątek, ukazuje podobny problem, tyle że w rozmaitych wariacjach. W tej książce pokrewnymi utworami, mającymi zbliżoną wymowę, ale zupełnie inną scenerię i dekoracje, są: „Ceremonia pożegnalna” i „Zadymka”, w których autorka obnaża pozory, oraz „Spacer po wodzie” i „Marakesz”, których bohaterowie należą do odchodzącego świata i przestają nadążać za zmianami… Tych podobieństw jest oczywiście znacznie więcej, dzięki czemu zbiór wydaje się idealnie zharmonizowany.
Tytuł książce nadało opowiadanie ukazujące relacje dwóch sióstr. Punktem wyjścia – a może raczej: punktem zapłonu – jest powrót do miasta mężczyzny, z którym jedna z nich była związana w młodości. Historia opowiedziana jest z punktu widzenia Et – kobiety, która dorastała i spędziła życie w cieniu swej pięknej siostry. Char od zawsze olśniewa i onieśmiela urodą, za to Et ma intuicję i lepiej zna się na ludziach. Char przyjmuje powrót Blaikiego ze stoickim spokojem, natomiast Et pełna jest najgorszych przeczuć. Czuje, że musi objąć siostrę wzmożoną troską.
„Coś, o czym chciałam ci powiedzieć” to nowela znakomicie obrazująca styl prozy Munro. Sposób narracji wielokrotnie zmusza czytelnika do zmiany percepcji. Autorka tylko zaznacza najważniejsze wydarzenia, wskazuje kierunek i pozwala czytelnikowi błądzić wśród splątanych ludzkich emocji. Ufa, że uda mu się odnaleźć właściwą ścieżkę. Czytelnik sądzi, że Et jest zazdrosna o siostrę, a potem bezgranicznie jej współczuje; lituje się nad losem jednej z sióstr, by dać się przytłoczyć dramatem drugiej. Alice Munro do perfekcji opanowała także inną niezwykłą umiejętność. Jej sposób opowiadania jest tak powolny i wyciszony, że na pierwszy rzut oka wydaje się, iż emocje bohaterów są zaledwie „letnie”. Nasza czujność jest uśpiona. Nagle jednak następuje moment, w którym uświadamiamy sobie, że spokój jest tylko pozorny. Dostrzegamy, że pod gładką powierzchnią relacji przetacza się emocjonalna nawałnica.
Temat siostrzanych więzi zostaje podjęty także w noweli „Ceremonia pożegnalna”. Punktem wyjścia znowu jest sytuacja, gdy jedna z sióstr niepokoi się o drugą. Eileen przyjeżdża do June, by wesprzeć ją podczas pogrzebu syna. Zawsze perfekcyjna June kolejny raz ją zaskakuje, ponieważ (zważywszy na okoliczności) nieprzyzwoicie dobrze sobie radzi. W jej domu, jak zwykle, wszystko funkcjonuje jak w szwajcarskim zegarku. Egzystencja Eileen, w przeciwieństwie do ułożonego życia siostry (które przypomina zaprojektowany w każdym detalu ogród japoński), jest pasmem niepowodzeń, a ona sama dryfuje bez żadnego celu. Prawda jednak jest taka, że ta sytuacja na co dzień jej nie doskwiera. Nie do zniesienia staje się dopiero w idealnym domu June. Która z nich jest jednak bardziej nieszczęśliwa?
Opowiadanie „Materiał” podejmuje problem znaczenia narzuconej roli, z którą sobie musi radzić żona pisarza. Bohaterka jest rozwódką. Jej pierwszym mężem był stawiający pierwsze kroki pisarz. Ich miłość była szalona i gwałtowna, ale pewne cechy charakteru męża tak irytowały, że kobieta nie widziała możliwości spędzenia życia w tym związku. Nie mogła i nie chciała przyjąć na siebie roli bufora, chroniącego artystę przed światem. Po latach kobieta czyta bestseller eksmęża. Okazuje się, że książka jest nadspodziewanie dobra, a w dodatku osnuta wokół ich wspólnej rzeczywistości, utkana z ich wspomnień. Nie tylko wyzwala to „demony przeszłości”, ale także zmusza do refleksji nad motywami własnego postępowania. Kobieta zdaje sobie sprawę z niedojrzałości, jaką wykazała się w roli młodziutkiej żony…
W „Jak poznałam mojego męża” narratorka jest boleśnie świadoma, w jakim stopniu jej życie odbiega od ideałów, jak bardzo jest „przyziemne” w porównaniu do jej dziewczęcych „ulotnych” (dosłownie!) marzeń. „Spacer po wodzie” to obraz mężczyzny, który rozmyśla nad naturą zmieniającego się świata. Uświadamia sobie, że dociera do granicy, po przekroczeniu której przestanie za procesami przemian nadążać. Nieco podobnym utworem jest „Marrakesz”. Tym razem bohaterką jest kobieta, która nie potrafi „rozszyfrować” swojej wnuczki. Trochę dla eksperymentu doprowadza do jej spotkania z młodym sąsiadem. Przysłuchując się ich rozmowie, chce dotrzeć do ich świata. Czy jej się to udaje? Nawet nie zauważa, że opowieść o przygodzie w Marrakeszu stała się sygnałem i mostem porozumienia przerzuconym między dwojgiem samotnych ludzi. „Przebaczenie w rodzinie” to utwór, który obrazuje trudne relacje między rodzeństwem. Narratorka przez lata widzi w sobie ofiarę wpływu brata, rodzinnej „czarnej owcy”. Wydarzenia każą jej jednak zerwać ze stereotypowym myśleniem i zaakceptować zachowania i cechy, które wcześniej wydawały się jej społecznie niedopuszczalne. „Odnaleziona łódź” to młodzieńcza historia odkrywania swojej seksualności. „Kaci” to smutna opowieść o napędzaniu społecznej nienawiści i o życiu z poczuciem winy, której nie można okupić. „Dolina Ottawy” jest subtelnym hołdem dla matki…
„Coś, o czym chciałam ci powiedzieć” to zbiór utworów połączonych motywem zmian. Alice Munro ukazując skomplikowane relacje damsko-męskie oraz układy rodzinne, uświadamia jak niedoścignione są ideały oraz jak trudno poznać naturę drugiego człowieka, skoro sam dla siebie stanowi on zagadkę. Opowiadania pokazują momenty przełomowe, kiedy bohaterowie czegoś się o sobie dowiadują. Znają oni smak goryczy towarzyszący utraconej miłości i życiowym rozczarowaniom. Książka krąży wokół konfrontacji marzeń z rzeczywistością bądź mówi o refleksjach, które przychodzą zbyt późno, by coś w życiu zmienić.

Cechą charakterystyczną opowiadań Munro jest ich perfekcyjna i złożona konstrukcja. Bohaterowie są skomplikowani, często kryją swoje prawdziwe oblicze, a utwory mają drugie dno i bywają przewrotne. Nie wystarczy przeczytać ich w sposób bierny, trzeba z nimi „poobcować”. Dać sobie czas do namysłu, podjąć wysiłek, by odkryć intencje nie od razu uchwytne. Proza Munro zdecydowanie przeznaczona jest dla czytelnika dojrzałego. Pisarka w dużym stopniu ufa inteligencji, empatii czytelnika i jego umiejętności czytania „między wierszami”. Dopiero, kiedy uda się dopasować wszystkie elementy układanki, złożone z tego, co autorka zechciała odsłonić i z tego, co trzeba wydedukować, czytelnik zachwyci się wykreowanym światem, a zarazem będzie czerpał satysfakcję ze świadomości, że w pewnym sensie, dzięki własnej intuicji i emocjonalności, ten świat współtworzy.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:


19 komentarzy:

  1. Czytałam "Miłość Dobrej Kobiety" tej Autorki. Tamten zbiór opowiadań bardzo mi się spodobał, z chęcią sięgnę więc po tę. Pisarka słusznie dostała Nobla!

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nigdy się nie złożyło i nie sięgnęłam po twórczość tej autorki. A szkoda, bo widzę, że naprawdę warto. Tematyka dość ciekawa, intrygująca. Zaciekawiło mnie również to, że Munro daje czytelnikowi szansę, okazję i czas, aby przemyślał to, co dzieje się właśnie na kartach tej książki i mógł sam obrać właściwą ścieżkę myślenia. Podoba mi się to! Dam szanse autorce i temu zbiorowi. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zachęcasz, ale ja jakoś nie potrafię się zmobilizować do lektury jej książek. Raz się zawiodłam i mam wrażenie, że to po prostu nie "mój" typ literatury.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szmat czasu upłynął zanim książka zawitała na nasz rynek wydawniczy od czasów swojej premiery w oryginalnym wydaniu. Ale lepiej późno niż wcale. Osobiście nie znam twórczości autorki, ale mam ją na uwadze, więc jak tylko trafi się okazja, to chętnie przeczytam powyższą antologię.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja nadal nie przeczytałam tego tomu Munro, który mam w domu. Ale teraz zaczęłam się martwić, czy jestem wystarczająco dojrzałym czytelnikiem i czy sprostam tak wymagającej literaturze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę Cię!
      Bardzo będę ciekawa Twoich wrażeń, kiedy w końcu się przekonasz do pisarki. Warto.
      Nie było moim zamiarem podkreślać, że to zbyt wymagająca książka, bo tak nie jest. W recenzji zastanawiałam się raczej na czym polega fenomen jej twórczości...Nie ma w jej książkach "łopatologii". Pisarka wierzy w inteligencję czytelnika. Jeżeli czytelnik potrafi sobie dopowiedzieć pewne rzeczy - ubogaca odbiór.

      Usuń
  6. Wstyd się przyznać, ale ja jeszcze nie poznałam opowiadań tej autorki. Muszę to jak najszybciej zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę dołączyć do "awioli", też się rumienię i obiecuję poprawę :)

      Usuń
  7. Czytając tę cudowną recenzję, miałam odczucia podobne do Awioli. Znam już twórczość Noblistki, w małej części, bo tylko "Przyjaciółkę z młodości" i obiecałam sobie w tej właśnie chwili teraz, zaraz przez lato w moim ogrodzie, szybko to nadrobić. Lubię krótką formę literacką, kryje w sobie dużo treści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Mariolu, zaczynam odczuwać czytelnicze pokrewieństwo duchowe:) Skoro doceniła Pani "Przyjaciółkę z młodości", to nie zawiedzie też powyższa pozycja. Co więcej, lektura tych utworów, dusznych od emocji - idealnie pasuje do klimatu lata...

      Usuń
    2. Z pewnością to literatura dla mnie. Lubię "duchotę" lata, gdy inni narzekają na nią :) Pozornie błahe, codzienne sprawy stanowią istotę naszego "być". I właśnie A. Munro "obnaża pozory"-bardzo podoba mi się to określenie! Ale ani pogoda, ani literatura nie zadowolą wszystkich w tym samym stopniu. Taka literatura, powiem, egzystencjalna trafia do nas w określonym momencie i nie może być na nią mody, tak jak nie każdy od razu zachwyci się twórczością Wiesława Myśliwskiego, a ja go mam za Mistrza słowa :)

      Usuń
  8. To niesamowite, że polscy czytelnicy mogli poznać tę książkę dopiero po 40 latach od światowej premiery... Cenię Alice Munro za wprost mistrzowskie opowiadania. Tego zbioru jeszcze nie czytałam, ale jestem po lekturze "Zbyt wiele szczęścia". Mimo że zawsze bardziej ceniłam powieści niż krótki formy, to w przypadku prozy Munro byłam nimi zauroczona:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zbyt wiele szczęścia" jeszcze nie znam, ale w przypadku Munro - mogę sięgać po dowolny zbiór w ciemno:)

      Usuń
    2. Mam podobnie. To autorka, której twórczość nigdy nie rozczarowuje:)

      Usuń
  9. Ha, mnie jakoś nie po drodze z panią Munro. Niby ciągle widnieje na mojej czytelniczej liście, ale jakoś nie może wybić się na pozycję, która obligowałaby do natychmiastowego czytania :) Sporo dobrego pisze się o prozie tej autorki, ale ja, jak dotąd poznałem wyłącznie jedno opowiadanie.

    A co do faktu, że książka pojawia się u nas po 40 latach - to wydarzenie dobrze obrazuje jaką siłę sprawczą posiada Literacka Nagroda Nobla :) Gdyby autorka nie była jej laureatką, być może w ogóle nie doczekalibyśmy się publikacji zbioru na naszym rynku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno masz rację. Gdyby autorka nie dostała Nobla, wydawcy zapomnieliby o tym zbiorze. Dla mnie byłaby to niepowetowana strata. Nie będę Cię namawiała wbrew Twoim odczuciom, ale Munro nie pisze tylko dla kobiet, to nie są ckliwe opowiastki. Dodam jeszcze, że pisarka nie jest jakoś specjalnie reklamowana, a skoro tak, to dobrze, że wiadomość o nagrodzie (zasłużonej) spełnia w jakimś sensie rolę marketingową.

      Usuń
  10. Muszę się pochwalić, że prozę Munro odkryłam i czytałam, zanim to się stało modne:):):) Uwielbiam jej opowiadania. Niedawno skończyłam lekturę paru zebranych w tomie "Jawne tajemnice". Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście wypada tylko pogratulować intuicji :) Mnie też się zdarzyło ją doceniać, zanim dostała Nobla... Ale czy dzisiaj w Polsce możemy mówić, że czytanie Munro jest modne? Chciałabym, żeby tak było...

      Usuń