czwartek, 18 czerwca 2015

"Pamiętnik Wacławy. Ze wspomnień młodej panny ułożony", Eliza Orzeszkowa




BAŚŃ O SZLACHETNEJ PRACY

Wacława jest jest piękną i bogatą panną, która po długim okresie rozłąki z rodziną i ośmiu latach nauki opuszcza pensję. Dziewczyna jeszcze nie wie jak potoczy się jej los. Rodzice rozwiedli się, mieszkają osobno, a ich priorytety są zupełnie odmienne. Zgodnie z ich wolą, Wacława ma spędzić rok u matki, a następny u ojca. Kim stanie się w przyszłości? Czy pokocha barwny salonowy świat swej matki czy raczej przekona się do ideałów ojca i wybierze styl życia wypełnionego nauką i pracą?

Z chwilą powrotu Wacławę porywa wir spotkań towarzyskich, a jej matka i babka mają dla niej obmyśloną przyszłość.Trzeba dziewczynę korzystnie wydać za mąż, by ją zatrzymać przy sobie i zdusić w zarodku wpływy ojca. Co ważniejsze, Wacława powinna poślubić człowieka z „nazwiskiem”, żeby przywrócić dobre imię rodu po mezaliansie jej matki. Dziewczyna szybko ulega wpływowi fascynującego świata. Czy jej matkę stać na tak wystawny styl życia? Nawet jeśli majątek poważnie na tym ucierpi, kobieta nie zamierza oszczędzać. Trzeba przecież zrobić wrażenie na konkurentach i znaleźć najodpowiedniejszą partię…

Wacława jest bystrą obserwatorką i szybko zaczyna postrzegać otoczenie w prawdziwym świetle. Uświadamia sobie, że w towarzystwie nikt nie ujawnia emocji ani prawdziwych myśli. Członkowie socjety uwięzieni w sztywnym gorsecie konwenansów zmuszeni są do stwarzania gry pozorów.  Świat, w który wkroczyła powoli traci blask. Pod grubą warstwą blichtru i pozłoty zaczynają ujawniać się starannie zamaskowane rysy i pęknięcia. Wacława jest zdumiona, gdy odkrywa, że kobiety w jej wieku bywają już zmęczone życiem i znudzone. Jeszcze bardziej zniesmaczona jest nieporadnością życiową młodych mężczyzn. Dochodzi do przykrego wniosku, że w tym miejscu nie liczą się ludzie, lecz ich majątki, a świat pozorów wdarł się nawet do sfery uczuć. Kiedy sobie to uświadamia, próbuje wyplątać się ze związku, który z góry skazany jest na porażkę. Niestety w tym momencie wkracza apodyktyczna babka. Nestorka rodu, która lubi podporządkowywać rodzinę swoim kaprysom, nalega na małżeństwo, grożąc młodziutkiej krewnej i jej matce wydziedziczeniem… Czy Wacława ugnie się przed jej wolą? Czy odważy się skazać matkę i siebie na utratę pozycji towarzyskiej i tułaczkę?  Dziewczyna naprawdę stanęła przed trudnym wyborem…

Elizie Orzeszkowej zawsze udawało się uchwycić klimat czasów,  a jej książki były wyrazem jej społecznego zaangażowania. Pisarka była jedną z pionierek polskiego pozytywizmu, kierunku w filozofii i literaturze, który rozwinął się po upadku powstania styczniowego. Jego zwolennicy uważali, że w ówczesnej sytuacji najważniejszym zadaniem i wyzwaniem jest „praca u podstaw”. Skoro państwo nie posiadało suwerenności, należało do tego doprowadzić okrężną drogą, a o polską tożsamość walczyć poprzez konstruktywną pracę, edukację, poprawę warunków życiowych oraz krzewienie patriotyzmu. „Pamiętnik Wacławy” jest głosem zabranym w publicznej debacie dotyczącej wychowania młodego pokolenia oraz konieczności poprawy sytuacji kobiet. Powieść miała stać się ostrą krytyką próżniaczego i jałowego trybu życia arystokracji. To zamierzenie się powiodło, obraz tej sfery jest najmocniejszą stroną książki, pisarce udało się obnażyć pustkę moralną salonów. Zdecydowanie słabiej poradziła sobie z tą częścią, która miała ukazać łatwość zdobycia zawodu (przykład Franusia jest nieco infantylny, a „misja” młodziutkiej nauczycielki, która po trzech latach nauki zdobywa gruntowną wiedzę, by stać się rzetelnym pedagogiem, psychologiem i mentorem też jest mało prawdopodobna).

Każdy, kto zastanawia się nad genezą „Pamiętnika Wacławy” od razu skojarzy utwór z pozytywistycznym programem, warto jednak zwrócić uwagę na inne aspekty, przede wszystkim na motywy, które pozostają w ścisłym związku z życiem osobistym pisarki.

Eliza nie znała swego ojca, zmarł, gdy była małym dzieckiem. Matka szybko wyszła po raz drugi za mąż, prowadziła bujne życie towarzyskie, zupełnie oddalając się od dzieci. Eliza wkrótce trafiła do przyklasztornego pensjonatu, gdzie spędziła pięć lat i przez ten czas matka ani razu jej nie odwiedziła. Zaraz po ukończeniu pensji została wydana za mąż za dużo starszego Piotra Orzeszkę. Małżeństwo nie było udane, z czasem doszło do rozwodu. Pierwsze lata wspólnego pożycia pisarka wspomina jako czas „beztroskiego karnawałowania”. Wkrótce zmęczył ją błahy tryb życia i  zaczęła szukać natchnienia w ojcowskiej bibliotece. Podczas lektury dostrzec można korelacje między życiorysem pisarki, a losami głównej bohaterki; autorka wyposaża Wacławę w dużej części we własne doświadczenia. Rozwód pisarki odbije się echem w książce, rozwodzą się rodzice Wacławy oraz jedna z jej przyjaciółek. Matka zdobywa się na szlachetność i nie zmusza córki do małżeństwa, co można odczytać jako „zarzut” wobec własnej matki. Najciekawszy jednak trop wiedzie do ojca Wacławy. Czytelnika uderza kontrast między realistycznie przedstawioną i bardzo „intensywną” relacją córki i matki a zupełnie inaczej potraktowanym (wyidealizowanym, odrealnionym) związkiem Wacławy z ojcem. Matka, która posiada swoje wady, jest niemal namacalnie obecna w powieści, natomiast postawiony na piedestale, otoczony nimbem szlachetności, uwielbiany ojciec pojawia się jedynie we wspomnieniach i fragmentach listów. Jego  obecność jest wyczuwalna, chociaż przez cały czas pozostaje „wielkim nieobecnym”. Można wnioskować, iż obraz szlachetnego naukowca z powieści jest odbiciem własnej tęsknoty pisarki za utraconym ojcem.

„Pamiętnik Wacławy” to jedna z wczesnych powieści pisarki. W tym okresie Orzeszkowa starała się podkreślać służebną i wychowawczą funkcję literatury, stąd jej stały komentarz oraz nazbyt wyraźny dydaktyzm. Sięgając po książkę trzeba liczyć się z koniecznością obcowania z afektownym i kwiecistym, miejscami zbyt barokowym językiem (zdarza się od czasu do czasu niezamierzony efekt humorystyczny). Rzecz jasna, konwencja książki, która miała przyjąć formę pamiętnika pisanego przez egzaltowaną pannę, narzuciła styl, który  nawet jeśli jest nieco przesadzony, to w pewnym sensie dodaje także książce specyficznego uroku. Jeśli jednak czytelnik od razu do niego się nie dostroi, może mu doskwierać brak dyscypliny (częste powtórzenia), wybujała czułostkowość i sentymentalizm.

Pomimo kilku mankamentów książkę warto poznać, chociażby po to, by zestawić z najgłośniejszym dziełem pisarki („Nad Niemnem”). Czy można porównywać tak odległe od siebie utwory? „Nad Niemnem” uchodzi w polskiej literaturze za jedno z najdoskonalszych dokonań literackich realizmu krytycznego, ma formę zbliżoną do epopei; „Pamiętnik Wacławy” jest daleki od doskonałości. Zestawienie tych powieści może być jednak ciekawe dla prześledzenia rozwoju warsztatu literackiego i ewolucji stylu pisarki. Ciekawym doświadczeniem może być porównanie wspólnych elementów, które w drugiej powieści pojawiły się w wersji wysubtelnionej, wygładzonej i dojrzałej.  „Nad Niemnem” nie jest bynajmniej udoskonaloną wersją „Wacławy”, ale dotyka tych samych wartości  i utkany jest na podobnej osnowie. Można nawet prześledzić metamorfozę bohaterów, gdyż w obydwu powieściach występują te same archetypy. Wacława przeobraża się w Justynę Orzelską, obie panny podejmują walkę z konwenansami. Wzdychająca i łzawa babka Ludgarda przerodzi się w praktyczną Martę, Michał (mąż Zeni) w Benedykta (ojciec Elizy miał na imię Benedykt, ponowny hołd dla ojca), matka Wacławy w Emilię. Agenor, Lubomir i Henryk stopią się w postać Zygmunta Różyca.  W „Pamiętniku Wacławy” dostrzec też można przedsmak wirtuozerii w opisach przyrody i domostw, którą odnajdziemy w „Nad Niemnem”. Oczywiście książki odbiera się inaczej, pisarka przecież podeszła zupełnie inaczej do procesu pisania. Z czasem zrezygnowała z przesadnego dydaktyzmu, przestała komentować zdarzenia, stała się obserwatorką. Na różnice wpłynęły jeszcze inne czynniki. Orzeszkowa zupełnie inaczej potraktowała swoich bohaterów. W „Nad Niemnem” pochyliła się nad losami zwykłych ludzi, natomiast czytając „Pamiętnik Wacławy” mamy wrażenie, że oglądamy zmagania herosów i heroin. To odczucie podkreśla jeszcze teatralne, wręcz wodewilowe zakończenie. W finale na scenę wkraczają wszyscy bohaterowie i następuje publiczne „osądzenie” (dobro zostaje nagrodzone, zło ukarane). Mamy więc okazję skonfrontować powieści, które zajmują się podobnymi problemami i mają wspólne przesłanie, ale należą do zupełnie innych gatunków.  „Nad Niemnem” jest powieścią realistyczną, natomiast „Pamiętnik Wacławy” jest połączeniem moralitetu i baśni z morałem.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:





36 komentarzy:

  1. Miałabym ochotę przeczytać"Pamiętnik..." ale jestem uczulona na pisanie Orzeszkowej i taki się we mnie dramat wewnętrzny rozgrywa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Orzeszkowej mam absolutny sentyment, a "Nad Niemnem" kupuję w całości, ze słynnymi już opisami. "Wacława" jest książką specyficzną. Jest jednocześnie napisana stylem nieco irytującym, ale także pięknym literackim językiem. Ma oczywiście swoje zalety, nawet urok. Ale sięgnąć należy z premedytacją...

      Usuń
  2. Twoja recenzja jest o wiele ciekawsza od mojej, ale i tak zapraszam Cię na lekturę. Eh! Chciałabym pisać jak Ty.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Twoją recenzję przeczytałam z przyjemnością i widzę sporo ciekawych spostrzeżeń :) Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Może kiedyś dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Po lekturze "Nad Niemnem" mam duży sentyment do Orzeszkowej, a tę książkę już mam w domu i czeka na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo że "Nad Niemnem" mnie pokonało, to "Pamiętnik Wacławy" przeczytałam z naprawdę dużą przyjemnością i bardzo dobrze go wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Pamiętnik Wacławy" to jedna z tych powieści pozytywistycznych, które dobrze jest czytać PRZECIW autorce. Mam na myśli totalne olanie haseł pozytywistycznych, które lansuje Orzeszkowa i zatopienie się w przedstawionym świecie. Smakowanie życia salonowego, a nawet frywolitek znienawidzonych przez bohaterka. Tak zawsze czytałam Orzeszkową. Nie ZA, ale PRZECIW tej durnej ideologii. I wtedy można u niej znaleźć wiele smaczkow. To trochę tak jak z czytaniem prozy socrealistycznej. Zresztą, pozytywiści byli w pewnym sensie prekurosorami socrealizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, a dlaczego pozytywizm jest "durną ideologią"? Aż głupio mi się teraz przyznać, że zawsze lubiłam ten okres w literaturze. Był dla mnie zrozumiały, w przeciwieństwie do romantyzmu. Lubię, kiedy ludzie kierują się bardziej rozsądkiem, niż emocjami.

      Usuń
    2. Same hasła pozytywistyczne nie miały w sobie nic złego. Byliśmy pod zaborami, nie mogliśmy w zasadzie nic zrobić, można było zakasać rękawy i zrobić coś dla siebie i dla kraju. Zresztą Orzeszkowa pokazuje, że pewna epoka się kończy i chcąc nie chcąc - arystokracja będzie musiała zmienić zwyczaje, albo umrze z głodu... Czytając tę książkę nie buntowałam się przeciw hasłom, tylko przeciw temu, że autorka tak wyraźnie je czytelnikowi wykłada. Bo przecież w "Nad Niemnem", jak wspomniałam, mieliśmy te same hasła, pochwałę pracy, baśń o pracy, niemal pomnik wystawiony pracy, a książka napisana jest tak, że "porywa" człowieka, no i kibicujemy ze wszystkich sił Justynie i Jankowi...
      A smaczki w "Wacławie" rzeczywiście można odnaleźć, jeśli nieco przymruży się oko na niedogodności...

      Usuń
    3. Olu, pytanie skierowałam bardziej do Marii, która ciekawie napisała o czytaniu nie ZA Orzeszkową, ale PRZECIW i która nie ceni pozytywizmu.
      Przymrużenie oka sprawdza się w przypadku wielu książek :)

      Usuń
    4. Wiem, wiem. Ja też odpowiadałam Marii;)

      Usuń
    5. No, cóż, ja też wolę powieści z okresu pozytywizmu niż poezje romantyczne, które dzisiaj już są raczej anachroniczne. Przynajmniej w sensie czytania dla przyjemności. Jednakże miałam na mysli to, że porywa mnie styl salonowy, opowieść o damach, balach, kuligach, polowaniach i innych aspektach polskiego życia ziemiańskiego. Czyli to, co można znaleźć np u Jane Austen. I dlatego czytałam Orzeszkową czy nawet Prusa. Trochę "z braku laku" czytałam, bo nie mieliśmy przecież własnej Jane Austen. Natomiast ideologia pozytywistyczna pachnie mi Marksem i socrealizmem. Jest mi zupełnie obca. Po co pracować, jak się ma kasę? Po co się umartwiać? A właśnie do pewnej ascezy i umartwiania namawia literatura pozytywistyczna, w której jak pan bogaty i korzysta z życia to postac negatywna. I to nie tylko pierwsza liga literacka tak pisała, ale i druga, jak choćby Rodziewiczówna czy Emma Dmochowska. Stąd takie moje prywatne czytanie tejże literatury PRZECIW. Po prostu - no, przyznam się - ja bym chciała być tą ziemianką we dworze, jak czytam o tym, to się rozpływam. A nasi pisarze pozytywistyczni zalecają czytelnikowi katorżniczą pracę. Dlatego jestem PRZECIW. Ja bym chciała leżeć na szezlongu jak pani Emilia i nic nie rozbić. Tylko pachnieć :)))

      Usuń
    6. "Nic nie robić" mialo być!
      A pani Emilia to moja ulubiona postac z "Nad Niemnem".

      Usuń
    7. Jeśli spojrzeć z tej strony, to racja. Aczkolwiek pomiędzy katorżniczą pracą, a robieniem nic jest całe spektrum dbania o źródło dochodów i pracowników lub chłopów pańszczyźnianych, unowocześnianie, poprawa warunków (dreny Niechcica), a także praca naukowa (Lavoisier odkrył, że diamenty się palą, bo było go stać na taką rozrzutność), artystyczna czy inna. Poza leżeniem na szezlongu i pachnieniem, będąc zwolnionym z obowiązku zarabiania pieniędzy, można robić mnóstwo interesujących i wartościowych rzeczy, poznać nowe miejsca i być pożytecznym na tysiąc sposobów.

      Usuń
    8. Maria: Niestety, jeśli preferujesz książki o życiu wypełnionym balami, to rzeczywiście „Pamiętnik Wacławy” nie mógł Cię zadowolić. Ale nie mogło być inaczej. Zamierzenie książki było zupełnie inne. Powieść wydana została w 1871 roku. W 1863 roku miało miejsce powstanie styczniowe. Po tym okresie nastąpiło masowe odbieranie majątków polskim szlachcicom i arystokracji zamieszanej w walki, to był dramat wielu rodzin. O tym Orzeszkowa nie mogła otwarcie pisać, dlatego pozornie „zbagatelizowała” treść książki. Przedstawiła rzeczywistość, w której czasy świetności przemijają, ponieważ arystokracja trwoni majątki w balach i bezsensownych podróżach – nie mogła przecież pisać o innej sytuacji. W każdym razie rzeczywistość była taka, że wiele wspaniałych rodów zostało bez środków do życia i Orzeszkowa pokazuje im jakie mają wyjście. A wyjściem jest praca. Coś, co się dotychczas wielu arystokratom nie mieściło w głowie. Oczywiście nie wszystkie rody zostały odarte z majątków, ciągle jeszcze „uchowały się” pewne majątki, wyrastała też warstwa „nowobogackich”, jak mąż Zeni. Oni mogli „leżeć i pachnieć”. Ale właśnie właśnie w nich Orzeszkowa widziała nadzieję dla narodu, przewidywała dla nich misję. Mogli „popracować” nad tym, by w ich majątkach ludziom żyło się lepiej. Jeżeli nie mogli bezpośrednio nic zrobić dla kraju, to mogli zrobić coś dla swojego narodu. Tak mi się wydaje, że należy rozumieć książkę. Przeznaczona była przecież dla społeczeństwa w konkretnej sytuacji…

      Usuń
    9. Maria: widzę paradoks sytuacji, robię wykład (naprawdę przepraszam!;) Marii Orzeszkowej na temat Orzeszkowej...

      Usuń
    10. Pani Wu: można też robić frywolitki;)

      Usuń
    11. Dla autorki tej książki owe niewinne frywolitki są symbolem salonowego nic nie robienia. Pamiętam, jak mnie to denerwowało podczas lektury. Bo dla mnie frywolitka to coś tak nieskończenie pięknego jak obraz z epoki. I naprawdę niełatwo zrobić te frywolitki czy inne delikatne koronki.

      Usuń
    12. Oczywiście. To był mój żart;) Zgadzam się z Tobą. W oczach Orzeszkowej wyrabianie frywolitek nabiera negatywnej wymowy. Musiałam sobie sprawdzić w Googlach owe frywolitki i również się nimi zachwyciłam... Całkiem mnie zaskoczyło, że frywolitki ciągle się wyrabia i znamy je jako przecież całkiem dobrze, chociażby pod postacią koniakowskich koronek:)

      Usuń
    13. Hmmm, ja się uczyłam robić frywolitki i inne delikatne koronki szydełkiem w szkole podstawowej na pracach ręcznych ;))) Coś cudownego wychodziło! Obrabiałyśmy tymi frywolitkami batystowe chusteczki do nosa. Do dziś mam na pamiątke kilka tych chusteczek "obrobionych". Nigdy nie były używane, bo szkoda...
      Bardzo trudne to jest, trzeba liczyć, ale warto.
      Panie z Koniakowa to, oczywiście, wyższa półka.
      A w XIX wieku było tak, że delikatne robótki ręczne można było robić w salonie, przy gościach. A jakieś tam cerowanie czy szycie odzieży dla biednych w celach charytatywnych musiało się odbywać poza salonem.

      Usuń
  7. Jest to kolejna już, pozytywna opinia o tej książce. Nie jestem fanką "Nad Niemnem", aczkolwiek jako lekturę przeczytałam ją w olimpijskim tempie - pominęłam opisy ;)
    Napisałaś, że "Pamiętnik" trąci dydaktyzmem. Czy bardzo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Wacławie" jest mniej opisów, nie musiałabyś pomijać. Ale dydaktyzm jest naprawdę mocno podkreślony. Z drugiej strony - autorka jest już ukształtowaną pisarką, a książka ratuje się pięknym, literackim stylem. Jeśli przymkniesz oko na stały komentarz autorki i wynurzenia egzaltowanej bohaterki - można śmiało czytać.

      Usuń
    2. Piękny, literacki styl kusi mnie bardzo, a dydaktyzm...cóż, to mój chleb powszedni :) Może nie zauważę? ;)

      Usuń
  8. A mnie z panią Orzeszkową jakoś nie po drodze. Może wynika to z faktu, że w liceum nie musiałem czytać całości "Nad Niemnem" a jedynie fragmenty. Zabrakło mi więc bodźca by sięgnąć po twórczość tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem, nic na to nie poradzę, nie mogę ukryć rozbawienia, gdy pomyślę sobie o Tobie pochylonym nad "Wacławą"... Myślę, że Twoja recenzja byłaby hitem internetu;) "Nad Niemnem" warto jednak poznać w całości. Myślę, że warto dać tej książce jeszcze jedną szansę...

      Usuń
  9. Na pewno przeczytam, chociaż trochę przeraża mnie jej objętość. Najpierw jednak chciałabym dokończyć ,,Nad Niemnem", a raczej zacząć od początku bo kilka lat temu będąc w liceum pozostawiłam w połowie ;/ Teraz na pewno inaczej potraktowałabym twórczość Orzeszkowej, nie jako straszne, szkolne lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest - książka "Nad Niemnem" cieszy się opinią, że wymaga od czytelnika dojrzałości. Nie każdy jest na nią gotowy w liceum...

      Usuń
  10. Ależ gorącą dyskusję rozbudziłaś, Olu:) Uwielbiam "Nad Niemnem" i podobnie jak Ty - kupuję w całości, łącznie z opisami! "Pamiętnik Wacławy" czytałam dawno temu, kiedy sama była młodą kozą, żyjącą ideałami. Podobała mi się ta książka wtedy, natomiast nie wiem, co powiedziałaby o niej dorosła Monika:) I jedna, natomiast (Monika) i druga woli jednak działanie i pracę, niż leżenie na szezlągu, ale z panią Emilią mamy coś wspólnego - "globusa" :)
    Dobrego tygodnia:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie masz pojęcia jak mnie to cieszy.To bardzo frustrujące, gdy się pisze i to, co wypruwasz z siebie pozostaje bez echa... Mamy odwrotne doświadczenia. Ja (jako koza;) rozczytywałam się w "Nad Niemnem", nawet o "Wacławie" nie słyszałam. W moim domu zaczytywano się w Rodziewiczównie, ale Orzeszkową reprezentowało tylko "Nad Niemnem". Poznałam tylko dzięki rozgłosowi wokół wznowienia wydawnictwa MG.
      "Globus" i mnie czasem dopada. Biedna Emilia, nie znała jeszcze Goździkowej;)

      Usuń
  11. Bardzo dużo ciekawych rzeczy dowiedziałam się z Twojej recenzji. Nie wiedziałam, że Orzeszkowa sama się rozwiodła i że tak wiele odniesień z jej życia można znaleźć w "Pamiętniku Wacławy". Chciałabym zawsze czytać tak bogate w wiedzę i ciekawe recenzje:)
    PS. Cenię wydawnictwo MG, że w czasach niewiele wartych bestsellerów, publikuje starą, dobrą klasykę w pięknym wydaniu. Wiele z tych książek mam już w swojej biblioteczce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo miło mi to słyszeć:) Podczas czytania "Wacławy" cały czas mi coś "nie grało". Kiedy doszło do mnie, że to chodzi o postać ojca, zaczęłam czytać wszystko, co można znaleźć na temat życiorysu autorki i w zasadzie wtedy uderzyły mnie rozmaite analogie.
      Mogę to samo powiedzieć o wydawnictwie MG, bardzo chętnie zobaczę więcej jego pozycji na swojej półce...

      Usuń
    2. Jeśli mowa o wydawnictwie MG, to też pochwalę za piękne wydania starej, poczciwej klasyki.
      I jeśli przypadkiem ktoś z tego wydawnictwa to czyta, to ja BARDZO PROSZĘ o wznowienie "Samotni" Dickensa. Bo jeśli nie MG to wznowi, to kto??? Bardzo proszę!

      Usuń
  12. Czytałam na studiach kilka powieści Elizy Orzeszkowej, bardzo Ją lubię. Jednak "Pamiętnika Wacławy" nie znam. Muszę to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam dawno, dawno temu. Chyba wrócę do tej książki.
    Odnośnie Twojego bloga. Jest bardzo ładny i ciekawie prowadzony. Ja niestety dopiero zaczynam.

    OdpowiedzUsuń