środa, 24 czerwca 2015

UCHWYCIĆ SEDNO EGZYSTENCJI- "Moja walka", Karl Ove Knausgård




Karl Ove Knausgård - to jedno z najgorętszych nazwisk światowej sceny literackiej, autor najgłośniejszej i najbardziej „sensacyjnej” książki ostatnich lat. W maju miała miejsce premiera drugiej części wielotomowej autobiografii, która wywołała sporo zamieszania w życiu osobistym autora (wywołała skandal i protest rodziny, która zagroziła pozwami sądowymi), ale w tym samym czasie została wysoko oceniona przez krytyków i  entuzjastycznie przyjęta przez czytelników. Prawa do niej zakupiło 19 krajów, książka sprzedaje się w wielomilionowych nakładach i wywołuje burzę emocji. Czegokolwiek by o niej nie powiedzieć – wyrazić zachwyt bądź próbować wyliczać słabsze punkty powieści – i tak musimy przyznać, że mamy do czynienia z literackim fenomenem.
Powieść, która rozrosła się do sześciu tomów, w początkowym zamyśle miała być książką poświęconą ojcu. Miała przedstawić historię upadku człowieka, który w wieku 40 lat porzucił żonę, zmienił styl życia i wkroczył na drogę, która znalazła smutny koniec w alkoholizmie. Z czasem pisarz nabrał rozmachu, projekt zmienił charakter, przesunął się jego środek ciężkości. Relacje z ojcem stały się jednym z najważniejszych motywów, ale jego historia posłużyła tylko jako pretekst do opisania własnego życia. Brzmi dość zwyczajnie? Z pewnością, ale książka nie jest typowa. Autor wybrał drogę niekonwencjonalną, podszedł do pisania o sobie jak do rozwiązywania równania z wieloma niewiadomymi. Jego książka nigdy nie miała stać się typową autobiografią, lecz nieskrępowaną i niezakłamaną autoanalizą. Biografowie skupiają się przeważnie na wyliczaniu najważniejszych wydarzeń z życia bohatera, w „Mojej walce” fakty przedstawione są po to, by ułatwić dotarcie do skomplikowanej osobowości narratora.
33-letni Knausgård postanowił na chwilę odpocząć od swego zbyt przewidywalnego i monotonnego życia, które prowadził w Bergen. Opuścił Norwegię (i żonę), przeniósł się na pewien czas do Sztokholmu. Nigdy nie wrócił. Rozwiódł się i rozpoczął zupełnie nowe życie. Nie uczynił tego z premedytacją; tłumaczy, że tak po prostu się „stało”. W końcu jednak musiało do niego dotrzeć, że wykonał dokładnie taki sam krok, jak ojciec. W pewnym sensie zaczął iść po jego śladach. Kiedy to zrozumiał, musiał poważnie zastanowić się nad sobą i swoim życiem. W swojej książce nie poprzestał na dogłębnym przeanalizowaniu charakteru relacji z ojcem, ten proces zaledwie stał się punktem wyjścia do zastanowienia się nad wszystkimi zewnętrznymi czynnikami, które wpłynęły na jego ukształtowanie. Projekt zaczął powstawać, gdy Knausgård zbliżył się do czterdziestki, do magicznego wieku, który nieubłaganie wiąże się z kryzysem wieku średniego. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że miał stać się sposobem na uchwycenie się czegoś istotnego w momencie, gdy zaczyna doskwierać poczucie „utraty sensu”…
Jaki jest zamysł książki? Mimo osiągnięć na polu prywatnym i zawodowym, pisarz często doznaje wrażenia, że świat wymyka mu się z rąk. „Moja walka” to między innymi próba dotarcia do przyczyn tego zjawiska. To założenie wymagało od pisarza otwartego przyznania się przed sobą, co dla niego jest istotne, co go uszczęśliwia, ale także, co sprawia ból i powoduje, że od tego życia pragnie się czasem uwolnić. Brzmi znajomo? Czyż czasem nie przeżywamy podobnych rozterek, chociaż niekoniecznie publicznie się do tego przyznajemy? Knausgård nie boi się otwartości. Potrafi wyznać, ile czułości wzbudzają w nim jego własne dzieci, by za chwilę, bez zająknięcia, przejść do opisu piekła, jakie rozpętują. Pisarz bez zahamowań opisuje swoje frustracje, z którymi mierzy się podczas wypełniania swej najważniejszej, ojcowskiej roli. Z taką samą szczerością, odwagą ekshibicjonisty i z wyłączoną autocenzurą mówi o wszystkich dziedzinach swego życia, nie waha się pisać wprost także o swoich najbliższych. Pisze o najbanalniejszych sprawach: o zakupach, pracy, mieszkaniu, spacerach i podróżach. O kłótniach, pretensjach, o wrednej sąsiadce. Rzecz jasna, pisze także o chwilach cudownych i wielkich, o przebłyskach szczęścia, o narodzinach dzieci, ale także o śmierci najbliższych.

Co najbardziej fascynuje nas w tej prozie? Na czym polega jego szczególna, niemal sterylna szczerość? Pisarz zupełnie nie dba o „poprawność polityczną”. Swobodnie sięga po tematy tabu. Jeżeli jego babcia lub teściowa zaglądają do kieliszka, to pisarz pisze o tym bez upiększeń, bez eufemizmów i wydaje się – bez zahamowań. Jeżeli pcha wózek z dzieckiem i widzi, że kobiece spojrzenia ześlizgują się po nim, to przyznaje, że w tym momencie czuje się mało męski. Jeżeli pisze o swym największym szczęściu, o dzieciach i o nowych obowiązkach, których się podejmuje, to udowadnia, że robi to z miłości, ale potrafi jednocześnie przyznać, że dzieci nie mogą przesłonić mu całego świata, że musi sobie wywalczyć własną przestrzeń i zadbać o prawo do pisania i tworzenia. Jedną z osób, która często pojawia się w powieści Knausgårda i która najlepiej go chyba rozumie - jest jego przyjaciel, Geir. W jednej z rozmów Geir stwierdza, że  Karl Ove jest „skazany na prostolinijność”*. Być może jest to klucz do zrozumienia przesłania, które towarzyszyło autorowi podczas pisania książki. Wszystko przecież co przeżywa, co robi i w co się angażuje - musi być prawdziwe. Ta sama naturalność, bezpośredniość i szczerość zostaje przeniesiona do twórczości. Kiedy pisze - musi do końca pozostać wierny sobie.

W Pierwszej części „Mojej walki” pisarz przedstawia swoje dzieciństwo i młodość oraz okres poszukiwania własnej drogi twórczej. Tłumaczy sobie świat przez pryzmat relacji z ojcem. W drugiej odsłonie  Knausgård poświęca uwagę żonie i dzieciom, które dopiero pojawiły się na świecie. 

Drugi tom jest wyraźnie pogłębiony przez ukazanie ukształtowanych już poglądów pisarza na temat literatury i sztuki, a w rozważania o życiu zręcznie zostały wplecione eseje o charakterze artystyczno-filozoficznym. W tym momencie autobiografia zyskuje znacznie szerszą perspektywę, zaczyna przypominać film z podwójną ścieżką muzyczą. Pierwszy motyw, to proces dotarcia do siebie, jako człowieka; drugi (równorzędny) – to próba dotarcia do siebie jako artysty. Knausgård sporo miejsca poświęca  przemyśleniom na temat własnego pisarstwa. Poznając jego refleksje zdajemy sobie sprawę, że jest twórcą totalnie świadomym, który dokładnie wie, jaką misję ma spełnić. Ten wątek stanowi zarazem wyjaśnienie i usprawiedliwienie kontrowersyjnego stylu pisania „Mojej walki”. Chcąc uzyskać ściśle określony efekt, pisarz nie mógł posłużyć się inną metodą, a w całym dziele umieścił sporo wskazówek, które mają pomóc zrozumieć jego zamysł. Wtrącenie uwagi o Prouście wcale nie było przypadkowe. Dzieło Knausgårda nawiązuje do znanego cyklu mimo różnic w języku i stylu (konwencjonalna fabuła jest zastąpiona intymnym obnażeniem neurotycznego bohatera). Równie nieprzypadkowo pojawiają się inne wielkie nazwiska. Podczas oglądania inscenizacji sztuki Ibsena w reżyserii Bergmana pisarz przeżył olśnienie. Pojął, że uczestniczy w czymś niezwykłym, że oglądając spektakl udało mu się zajrzeć w „samo jądro istnienia, w samo sedno egzystencji”** i to doznanie pozostawiło w nim trwały ślad. W swojej twórczości zapragnął osiągnąć ten sam stopień mistrzostwa, osiągnąć podobny cel. Chciał, by czytelnik „Mojej walki” doszedł do wniosku, że pisarz w modelowy sposób ukazał rozterki człowieka, a także, by zyskał przekonanie, że udało mu się „trafić w sedno”, ukazać kwintesencję życia.
Równie ważny wpływ na pisarza wywarło malarstwo Rembrandta, którego nazywano portrecistą duszy. Malarz przez całe życie z pietyzmem malował własne autoportrety. Powstało ich prawie sto, stanowią udokumentowanie upływu lat, ukazują zmiany jakie czas i doświadczenia wyryły na jego twarzy. Knausgård zachwyca się zwłaszcza  ostatnim autoportretem,  w którym mistrz bez upiększeń, w sposób naturalistyczny dostrzega w sobie zmęczonego życiem starca. Jeżeli pojmiemy tę prostotę i autentyzm w sztuce Rembrandta, a także realizm, umiejętność ukazywania trudnych relacji międzyludzkich poprzez specyficzny sposób zagęszczania emocji w twórczości Bergmana oraz sprowadzenie fabuły do mniej ważnego elementu w pisarstwie Prousta - dotrzemy do tej siły,  która kierowała Knausgårdem podczas pisania „Mojej walki”. Przy pisaniu "Mojej walki" działał ten sam mechanizm, który kazał Rembrandtowi malować kolejne portrety... Zrozumiemy także jak wysoko pisarz ustawił sobie poprzeczkę. Pisarz nie ekscytuje się sobą i swoimi przeżyciami, traktuje je jako materiał badawczy, zajmuje się nimi ponieważ ma je pod ręką. Nie czuje się specjalnie wartościowym człowiekiem, uważa się raczej za „króla bylejakości”. Natomiast to, jak posłużył się tym materiałem świadczy o sporej finezji i kunszcie, ale także o tym, że doskonale zna swoją wartość, jako twórca i jak głęboko w tradycjach literackich jest zanurzony. Napisanie autobiografii, która miała spełnić jego wszystkie założenia, wymagała poświęcenia. Pisarz doskonale rozumiał, że jeśli zrezygnuje z totalnej szczerości, jego książka utraci siłę. Czytelnik natomiast musi już sam rozważyć, czy wystawienie na widok publiczny wszelkich rodzinnych sekretów należy policzyć pisarzowi jako przejaw całkowitego braku empatii czy raczej jako rodzaj złożenia siebie i swoich najbliższych w ofierze na „ołtarzu sztuki”.
Podczas lektury autobiografii czytelnik zwykle zastanawia się nad wiarygodnością narratora. W tym przypadku z pewnością szybko dojdziemy do wniosku, że jego obraz pozbawiony jest elementu „kreacji”. Nie mamy podstaw sądzić, by autor był zmuszony cokolwiek przekłamywać. Dzięki opisom pełnym szczegółów i drobiazgowych codziennych czynności całkiem dobrze poznajemy jego otoczenie, sposób funkcjonowania oraz myśli; czytelnikowi wydaje się, że Knausgård wpuścił go do swojej głowy. To, co w niej znajdzie czasem go zachwyci, a czasem oburzy. Gdybyśmy jednak mieli zdolność czytania w cudzych myślach, obrazy znalezione w głowach nawet naszych najbliższych - niejednokrotnie mogłyby nas przerazić.
Kiedy zaczynamy przygodę z książką Knausgårda, styl wydaje się dość oschły, pisarz w ogóle nie dba o to, by się czytelnikowi przypodobać. Po pewnym czasie zaczynamy się orientować, że chłód jest pozorny i że cały czas tuż pod powierzchnią zwykłych spraw kryją się wielkie emocje. Skąd zatem takie wrażenie? Po to, by wszystko „zadziałało” według planu, pisarz musiał zdobyć się wobec siebie na spory dystans. Ten zabieg powoduje, że czasem wydaje się, że nie śledzimy jego losów lecz znajdujemy się w laboratorium, w którym (w warunkach sterylności) autor rozprawia się z sobą, biorąc każdy element swego życia, ogląda pod mikroskopem, po czym odkłada na miejsce. Narrator jest mężem i ojcem, a także artystą, a chwilami zagubionym chłopcem. Cały czas jednak jest bezkompromisowym i krytycznym obserwatorem, ukazującym wszystkie odcienie odczuć z chirurgiczną precyzją i analityczną skrzętnością. Jego autoanaliza jest bez wątpienia odbiciem sumienia.
„Moja walka” to genialny tytuł. Jest kontrowersyjny, spełnia marketingowe zadanie (od razu zwraca na siebie uwagę i „zapowiada” rewolucję). Jest też przede wszystkim zdecydowanie uprawniony. Pisarz przekonuje, że jego życie jest bezustanną „walką”. Jest zmaganiem o uczucie ojca, później o miejsce w społeczeństwie. Walką o prawo do własnej przestrzeni życiowej i do wykonywania tego, co kocha najbardziej – do tworzenia. Czytelnik zaś, odnajdując pewne ślady własnych frustracji w prozie Knausgårda, nie może się nie zgodzić z poglądami pisarza. Życie człowieka to nieustająca walka… 


* "Moja walka", Karl Ove Knausgård, str.599, t.2
** Tamże, str. 267, t. 2




Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję:



12 komentarzy:

  1. Jaki jest zamysł wielotomowego wręcz ekshibicjonizmu Norwega? Po lekturze 1. tomu to nadal dla mnie zagadka. 2. tom czeka na swoja kolej, ale musi być odpowiedni czas, żeby po jeszcze grubszą ksiażkę niż tom 1. sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałem jeszcze Knausgårda, ale sporo już o nim słyszałem. Przyznaję, że norweski literat mocno mnie intryguje. Podziwiam go także, że tak śmiało pragnie mierzyć się z legendą Prousta, do którego jego twórczość jest porównywana. Jeśli chodzi o tom drugi, to znamiennym wydaje mi się, że bohater decyduje się na istotne zmiany w swojej egzystencji w 33. roku życia - czyżby było to nawiązanie do wieku, w którym bez reszty poświęca się idei?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wieku 33 lat pisarz jeszcze bez reszty nie poświęcał się dla idei. Raczej zrobił wszystko, by ułożyć sobie życie prywatne. Cykl zaczął pisać, gdy ukończył 39 lat. Dodam jeszcze, że widząc jak sobie pisarz radził z mediami (oczywiście zanim jego "Moja walka" osiągnęła oszałamiający sukces) - jestem dziwnie spokojna, że sobie radzi także teraz, gdy o książce wokół huczy. Po prostu pisarz potrafił chronić swoją prywatność i trzymać media na dystans. Afera ze skandalem z pewnością zdążyła już nieco osłabnąć, z żoną z pewnością też sobie wiele spraw wyjaśnił. Myślę, że jego życie prywatne - mimo wszystko nie doznało aż takiego uszczerbku, żeby musiał już żyć tylko "dla idei". Szczerze w to wierzę.

      Usuń
  3. Temat, który lubię napisany stylem, który uwielbiam. Muszę przeczytać! A niewiele brakło, a przeoczyłabym książkę i autora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to lektura idealna dla Ciebie :) Polecam gorąco...

      Usuń
  4. Świetne przedstawienie autora i książki.Zainteresowała mnie;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ambitna i mocna literatura. Prawdziwe wydarzenie literackie i uczta dla czytelnika. Polecam!

      Usuń
    2. Ambitna i mocna? Właśnie takiej teraz potrzebuje. Przekonałaś mnie:)

      Usuń
  5. O książce jest bardzo głośno i z pewnością ją kiedyś przeczytam, bo z tego co napisałaś warto:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam obydwie części, ale jeszcze pierwszej nie udało mi się przeczytać. :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałam wiele dobrego o "Mojej walce" i chyba w końcu skuszę się na tej wyjątkowo oryginalny cykl. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli chodzi o świetne wielotomowe autobiografie, to polecę tę Joanny Chmielewskiej:) Świetna rzecz, choć w zupełnie innym typie.

    OdpowiedzUsuń