poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Mikroskop dla dziecka... Kupić czy uciec, jak od zarazy?!


Dzisiaj będzie nietypowo, a wszystko przez niespodziewane znalezisko, które najpierw wprawiło mnie w zdumienie i zaciekawiło, sprawiło sporo uciechy, ale jak się wkrótce przekonacie - również skonsternowało...

Otóż... znalazłam zeszyt. Zwyczajny i zielony - w ogóle nie wygląda jakoś intrygująco - raczej tak, jak powinien wyglądać porządny zeszyt do biologii, więc zajrzałam zupełnie przez przypadek. I chociaż nie czytuję prywatnych zapisków - tym razem jednak przeczytałam aż do samego końca.
Na tytułowej stronie znalazłam informację, która od razu sprostowała moją pomyłkę, to nie jest zwyczajny zeszyt do biologii lecz:


KSIĘGA DOŚWIADCZEŃ LABORATORYJNYCH,
prowadzona przez
doktora: A.Z.; doktora-obserwatora: K.U oraz asystenta: M.U.


Wyjaśniam od razu, że doktor-obserwator oraz asystent - to moje córki, a doktor A.Z. to ich nieco starsza serdeczna koleżanka. Pozdrawiam doktora A.Z., jeśli tu zaglądnie;)

Zeszyt należy do moich córek i pochodzi sprzed czternastu lat. Dodam jeszcze w ramach wstępu i dla odparcia ewentualnych zarzutów dotyczących moich błędów wychowawczych, że moje córki oraz ich koleżanka (dziś już dorosłe) są wrażliwymi osobami, kochającymi zwierzęta. Jedna z moich córek założyła już własną rodzinę i cudownie się sprawdza jako kochająca mama... Jeżeli doktor-obserwator tudzież asystent dzisiaj wykazują jakiekolwiek skłonności sadystyczne, to tylko zmuszając mnie (od czasu do czasu) do słuchania muzyki ich pokolenia...

O czym mówię? Ano, zajrzyjcie do zielonego zeszytu zapełnionego samymi naukowymi opisami, zapraszam...

***
[Zachowuję oryginalną pisownię, chociaż kilka błędów ortograficznych przemilczę... i dodam, że dokładnie poznaję który fragment redagowała starsza, a który młodsza córka. Jedna jest do bólu praktyczna i ma pewne ciągoty kulinarne, druga posiada sporo melodramatycznego talentu.
Uprzedzam, że fragmenty zawierają sceny drastyczne...]

***

DZIEŃ: 2
DATA: 20 maj 2001
DOŚWIADCZENIE 4: obserwacja mrówki
SZTUK: 1
MIEJSCE ZNALEZIENIA: chodnik
ILE UCIEKŁO: 0
ZDECHŁO: 0
IMIONA: bez imienia
STAN PRZYNIESIENIA: nieżywe
ILOŚĆ SKRZYDEŁ/NÓG: 0/6
PODOBNE DO: -

ZAOBSERWOWANIA
- przy rozcięciu pacjenta nie stwierdzono substancji
pacjent jest pusty w środku (wygłodzenie śmiertelne lub mrówka została zaatakowana przez innego osobnika, napastnik większego gatunku)
PO OPERACJI
- po rozkrojeniu pacjent się nie poruszał
- mrówka nie zginęła klinicznie


***

DZIEŃ: 4
DATA: 17 maj 2001
DOŚWIADCZENIE 6: obserwacja szczypawki
SZTUK: 1
MIEJSCE ZNALEZIENIA: podwórko
UCIEKŁO: 0
ZDECHŁO: 0
IMIĘ: Murzyn
STAN PRZY PRZYNIESIENIU: żywa
ILOŚĆ SKRZYDEŁ/ NÓG: 2/6
PODOBNE DO: żuk
DŁUGOŚĆ ŻYCIA: 3 min
ZAOBSERWOWANIA
- Murzyn wysoko skacze, ma twarde zakończenie i ma czułki
- okaz ma klaustrofobię
- udaje martwego (ściemnia)
- pacjent jest raczej znudzony
PO OPERACJI
- gdy prowadziłam rozkrojenie szczypawki, jej kończyny ciągle się ruszały
- tułów szczypawki po rozkrojeniu wygląda jak czekoladka z kremowym nadzieniem
- to pod czym chowa skrzydła jest bardzo ale to bardzo twarde
- obserwacja pod mikroskopem się nie odbyła, bo baterie się skończyły

[na dole strony widnieje krytyczna adnotacja doktor A.Z.: "Brak informacji o dacie zgonu"!]

***
[W dniu piątym doświadczeń została wprowadzona innowacja. Przy opisach pojawiają się szczątki biednych robali, much, pajączków i mrówek, które zostały  wklejone za pomocą taśmy klejącej.]

***
DZIEŃ:5
DATA: 18 maj 2001
DOŚWIADCZENIE: obserwacja czegoś
SZTUK: 100
MIEJSCE ZNALEZIENIA: w trawie
UCIEKŁO: 0
ZDECHŁO: 0
IMIONA: Emanuelki
ILOŚĆ SKRZYDEŁ/NÓG: brak danych
PODOBNE DO: robale
ZAOBSERWOWANIA:
- pacjenci to zielone coś, co żyje i chodzi
- jest raczej spokojne, nawet w trudnych warunkach
PO OPERACJI:
operacja nie odbyła się, pacjentów zwolniono

***

DZIEŃ: 5
DATA: 18 listopad 2001
DOŚWIADCZENIE 8: obserwacja pająka
UCIEKŁO: 0
ZDECHŁO: 0
IMIONA: Spajder
STAN PRZYNIESIENIA: krytyczny
ILOŚĆ SKRZYDEŁ/NÓG: 0/6
PODOBNE DO: -
ZAOBSERWOWANIA
- okaz jest szorstki w dotyku
- jest dość fotogeniczny
- jedna noga jest niedokrwiona, trzeba amputować
- ciągle wytwarza włókno
- okaz wykręca się (może trenuje Tai-chi?)
- osobnik wydaje się być zaniepokojony sytuacją, wie co go czeka
PO OPERACJI
- z odwłoku wylatuje coś kałopodobnego
- po przygotowaniu pacjenta do oglądania przez mikroskop pacjent wygląda jak po przejechaniu walcem
- nogi pająka zgięły się na trzy części, pacjent zwinął się w kłębek, jakby było mu zimno
- pacjent przestał się ruszać (stwierdzam zgon)

***

DZIEŃ: 6
DATA: 19 listopad 2001
DOŚWIADCZENIE 9: obserwacja ślimaka
SZTUK: 1
MIEJSCE ZNALEZIENIA: pod grzybem
UCIEKŁO: 0
ZDECHŁO: 0
IMIĘ: Pakusio
STAN PRZYNIESIENA: żywy
PODOBNE DO: krótkiej glizdy

ZAOBSERWOWANIA
- doktor A.Z. kroi pacjenta jak chleb
- po przekrojeniu młodego bezbronnego ślimaka powstały 3 kawałki
- po przekrojeniu przednia część pacjenta zaczęła uciekać, a tylna została w tyle (urządziły sobie śmiertelne zawody!)
- po zgonie pacjent śmierdzi

***
Kiedy pokazałam córkom moje znalezisko - stwierdziły, że najwyższy czas, żeby uświadomić sobie do czego prowadzą do końca nieprzemyślane prezenty, które dzieci znajdują pod choinką. Powinnam także dowiedzieć się jakich niepowetowanych strat przysporzyłam nauce - gdy sprzątając altankę za pomocą miotły, płynu i ścierki doprowadziłam do "zniszczenia" dosyć sporej ilości materiału badawczego, który miał zostać pieczołowicie dopiero do księgi wprowadzony... A ja myślałam, że wycieram kurze, zamiatam i ściągam pajęczyny...

***




I jak myślicie? Czy teraz odważycie się kupić dziecku mikroskop? Ja osobiście oddycham z ulgą i cieszę się, że moje córki nie dostały zestawu młodego chemika...




37 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Gdy przeczytałam nie wiedziałam - śmiać się czy płakać...:)

      Usuń
  2. Po zgonie pacjent śmierdzi <3
    Olu, nie rób sobie wyrzutów. Nikt nam nie dał mikroskopu, a robiliśmy podobne rzeczy. To nie Twoja wina, musiały to mieć we krwi. Oh, wait, to jednak też Twoja wina :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja jestem niewinna, mikroskop podarowała babcia;) Ja tam zresztą nie kroiłam robali. Fuj;)

      Usuń
    2. Źle na to patrzysz - nie mówi się "kroić robale" tylko "zdobywać doświadczenia" :D

      Usuń
    3. Masz rację, trzeba było w swoim czasie "kroić robale jak chleb" i zdobywać doświadczenia, a nie tylko suchą teorię z książek;)

      Usuń
    4. W końcu zrozumiałaś, jak wiele straciłaś ;) A swoją drogą to bardzo poetyckie okreslenie - kroić robale jak chleb :D Twój wpis nastroił mnie pozytywną energią, muszę się nim podzielić :)

      Usuń
    5. W oryginale brzmi jeszcze lepiej, bo doktor A.Z. wymieniona jest z nazwiska. Aż ciarki przechodzą;)

      Usuń
  3. Na swój sposób nawet urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozbroiły mnie imiona "pacjentów", a szczególnie ślimaka :D Świetna pamiątka z dzieciństwa, koniecznie będziesz musiała pokazać zeszycik wnukom za kilka lat :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże! Chyba dopiero jak dorosną :)

      Usuń
  5. Uśmiałam się niesamowicie podczas czytania tego wpisu. Olu - Twoje córki mogą pochwalić się wczesną karierą naukową :) swoją drogą, śmiertelne zawody poćwiartowanego ślimaka wygrywają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak. Z pewnością;) Dodam jeszcze, że jedna z nich ukończyła studia ze specjalizacją BHP, więc mam nadzieję, że pod tym względem wszystko odbywało się według procedur;)

      Usuń
  6. Makabryczna cudowność :) Twoje córki od małego już wykazywały geny geniuszu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję;) A ja cieszyłam się, że dzieci tak cicho i grzecznie się bawią;)

      Usuń
  7. Rewelacyjne! Uśmiałam się, że hej. Samo zbieranie doświadczeń to nic, sporo dzieciaków to robi. Ale te zapisy <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Porażające :) zapiski pierwsza klasa, a doświadczenia... któż ich nie robił? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha ha ale się uśmiałam! Nie mam jeszcze dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale jakże to profesjonalnie przygotowane. I jakie to "stwierdzam zgon" chłodne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętać jednak należy, że doktor A.Z. wyraziła swoją dezaprobatę, gdy brakowało wcześniej takiej adnotacji;)

      Usuń
  11. Dziewuchy miały zacięcie i wyobraźnię :D Co prawda niektóre opisy brzmią makabrycznie, ale są tak ciekawie skonstruowane, że dziennik ten jest pasjonująca lekturą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dodam, że młodsza córka miała 9, a starsza 11 lat;)

      Usuń
  12. Popłakałam się. :D
    Przeczytałam mężowi na głos i płaczemy oboje. :D

    Też miałam mikroskop i teraz widzę, jaki marny był ze mnie naukowiec, bo tak skrupulatnych notatek nie robiłam i miałam dość monotonne zainteresowania, bo na szkło pakowałam głównie muchy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A znasz ten złowieszczy wierszyk z przedszkola: "Bierzemy muchi w paluchi"???

      Usuń
  13. Olu, padłam i leżę! Fantastyczne i... no cóż trochę tragiczne. Oj gdybyś zamieściła ten wpis wcześniej zastanowiłabym się dwa razy przez zakupem obserwatora dla Tymka. Każdego dnia ginie w jego czeluściach jakiś owad. W łagodniejszych przypadkach przygnieceniu (przypadkowemu oczywiście) ulegają pojedyncze części ciała. Po tutejszej łące biega też wiele koników polnych po amputacji odnóży...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedne koniki polne! Witaj w klubie, jesteś rodzicem potwierdzającym tę tragikomiczną regułę...

      Usuń
    2. Ile się nacierpiały już te biedne robale "dla dobra nauki"...

      Usuń
    3. Olu, teraz kiedy już wakacje minęły mogę dodać, że na konikach się nie skończyło. "Obserwacje" zostały przeniesione na żaby i jaszczurki. Jedna taka rechocząca opluła Tymka śmierdzącym jadem, a jaszczurka, którą hodował w słoiku bezpardonowo ugryzła go w palec! Niestety nie zniechęcił się wcale.

      Usuń
    4. To taki mały Indiana Jones w świecie biologii :) Wzięło Go na całego... Moja córka była zapamiętałym biologiem, aż nie trafiła na panią z chemii. Okazało się, że chemia nie stała się jej miłością... A ponieważ te dwa przedmioty dość ściśle się wiążą - córka odstawiła mikroskop już na zawsze:)
      Z tego, co obserwuję Twój syn ma liczne pasje i interesuje się książkami z różnej tematyki. Pewnie jeszcze nie raz Cię zaskoczy :)

      Usuń
  14. Padłam z wrażenia:) Koniecznie zachowaj ten zeszyt. I tak sobie myślę, ciekawe co mój syn ogląda pod mikroskopem? Do tej pory były to głównie fragmenty roślin, włosy itp., ale muszę sprawdzić:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie sprawdź! :) Jak widać - ja to zrobiłam czternaście lat za późno;)

      Usuń
    2. Oczywiście serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  15. Dawno się tak nie uśmiałam :))))
    Dziewczyny były rewelacyjne! Na przykład szczypawka "- udaje martwego (ściemnia)" BOMBA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, moje córki mają "ściemnianie" opanowane do perfekcji :)

      Usuń