czwartek, 6 sierpnia 2015

"Tajemnicze inskrypcje", Alexis Panselinos - najlepsza powieść grecka roku 2012 [Materiały prasowe i fragm. książki]




Książkowe Klimaty to wydawnictwo, które promuje i publikuje współczesną prozę europejską - przede wszystkim pochodzącą z krajów, których literatura nie jest jeszcze w Polsce dość popularna i rozpowszechniona (literatura czeska, słowacka, grecka, bułgarska, rumuńska i turecka). Pod koniec lipca,  nakładem tego wydawnictwa, ukazała się powieść Alexisa Panselinosa „Tajemnicze Inskrypcje” (uznana przez Magazyn "Diavazo" za najlepszą powieść grecką roku 2012) w przekładzie Alicji Biaduń.


„Tajemnicze inskrypcje” to melancholijna, wielowątkowa opowieść o kilkunastu postaciach, których losy splatają się ze sobą w zaskakujący i przypadkowy sposób, historia, której korzenie sięgają kilkadziesiąt lat wstecz, z zaskakującym sensacyjno-politycznym wątkiem w tle. Alexis Panselinos zabiera nas w poetycką podróż po labiryntach ludzkich losów, Aten i Grecji.


***






Alexis Panselinos to jeden z najważniejszych współczesnych pisarzy greckich. Debiutował dość późno, bo w wieku 39 lat zbiorem opowiadań „Historie z psami”, a już po trzech latach otrzymał Literacką Nagrodę Państwową za swą pierwszą powieść. Na jego bogaty dorobek składają się także przekłady – przybliżył językowi nowogreckiemu m.in. ważne dzieło Johna Bartha „Bakunowy faktor”.




***

Z noty wydawcy:  Niedawno owdowiały Janis na ulicy, którą codziennie spaceruje, spostrzega ciąg dziwnych znaków: O7A sEFO.
Tajemnicze inskrypcje nie dają mu od tej pory spokoju.
Przekonany, że za szyfrem kryje się ważny przekaz, rozpoczyna śledztwo na własną rękę. 
Nie myli się, choć w przeciwieństwie do czytelnika nigdy nie dowie się, co znaczy graffiti na murze...

***

FRAGMENT POWIEŚCI

***

W pokoju, w centrum miasta, zaciągnięte zasłony z białego woalu, które stały się szare od smogu, sprawiają, że ponure światło późnej godziny staje się jeszcze ciemniejsze. Dwóch mężczyzn pochyla się raz po raz nad niskim stoliczkiem znajdującym się między nimi: Stathis kładzie na nim swoją fajkę, a gospodarz, Pipis (Perykles), stawia tam filiżankę z zieloną herbatą, którą ze względów zdrowotnych poi go Pepi (Euterpe). Pepi odgrywa rolę, która czeka naszą ostatnią kochankę: nie poślubiliśmy jej, ale nie ma też dokąd pójść, jest więc pielęgniarką.
            – Z Janisem, chociaż już się nie widujemy, więcej nas łączy, niż dzieli – mówi Pipis. – Ja i Janis jesteśmy z tego samego pokolenia i tej samej klasy. Z przedmieść, rocznik czterdziesty. Pieprzyć to. Połowa życia za nami, studia, które doprowadziły nas donikąd. Amatorscy pasjonaci przebrani za doktorów, rozkraczeni między wojną domową a Elvisem Presleyem. Obrzydliwy miszmasz.
            Stathis pomyślał, że ten opis bardziej pasuje do samego Pipisa niż Janisa, bo ten był tylko amatorem jednej wielkiej miłości – malarstwa. Wie także, że trwająca od czasów studenckich przyjaźń Pipisa z Janisem skończyła się w niechlubny sposób dawno temu (głównie z powodu Pepi) i Pipisa sporo to kosztowało, chociaż zgrywał zimnego i wielkodusznego znawcę relacji międzyludzkich.
            Pipis chciałby mówić też o innych, bardziej osobistych rzeczach. Powiedziałby o zmarłej Chloe, która zawsze uważała się za lepszą od Pepi i nigdy jej nie trawiła. O tym, jaki niepewny wydawał się Janis, jego dawny przyjaciel, za każdym razem, gdy zbliżał się do małżeńskiego kręgu innego mężczyzny… Ma dużo do powiedzenia. Woli tego jednak nie robić.
            Naprzeciwko tapeta, oświetlone okna bloku, takiego samego jak ten, w którym znajduje się dwójka rozmówców. Sylwetki pochylone nad biurkami, ktoś pali na stojąco w oknie. W innym jakaś kobieta zbiera ze stołu przedmioty, których nie można rozróżnić, i kładzie je na kredensie. W kolejnym znowu ciemność, żadnego światła i żadnego ruchu.
            – Zawsze lubiłem obserwować tych z naprzeciwka. Patrzę, jak światła zapalają się o zmierzchu i gasną nad ranem. Układam historie. Rozpoznaję ludzi, którzy tam mieszkają, po imionach i biografiach, które sam wymyśliłem. Pelos, Elpida, Vrasidas i Pamikos. Tak ich nazywam. Ale w rzeczywistości ich nie znam.
            Stathis uśmiecha się, stuka fajką i opróżnia ją do popielniczki z grubego szkła, z wytłoczoną reklamą jakiegoś piwa (zdobycz z tawerny), pełnej niedopałków po cygaretkach Pipisa. Wypalony tytoń spada, przyjmuje kształt misy i zaczyna tlić się jak kadzidło, wypełniając powietrze mocną wonią.
            – Wiesz, do kogo należy ten ostatni ciemny pokój? – pyta Pipisa. – Powiem ci! Należy do kogoś, kto robi to samo z tobą. Tworzy historie o mieszkańcach twojego bloku. Włącznie z tobą. Wiedziałeś o tym?
            Przez chwilę Pipis daje się nabrać na jego poważny ton i spogląda na Stathisa troszkę ogłupiały. Po chwili zaczyna się śmiać.
            – Tak… Istnieje życie we wszechświecie. My spoglądamy na nich, a oni na nas.
            – Co dzisiaj ugotowała Pepi? – pyta gość, zmieniając temat.
            Pipis wzrusza ramionami.
            – Jakieś zdrowe gówno – mówi.
*
            Co to za górzyste miejsca, którymi Janis wędruje, dziwne wsie – wie, że kiedyś je już widział – pojawiające się za zakrętem drogi?
            Dlaczego jest sam?
            Kto go tu przysłał, żeby pałętał się jak przeklęta dusza?
            Gdyby się zebrał i spróbował, rozwiązałby tę zagadkę. Ale nie jest tak łatwo. Bo jak się zebrać? Jakim cudem? Na pewno jest jakiś sposób. Nie zna go. Gdyby go znał, to by mu się udało.
            Zebrać się – niemożliwe! Bał się tego. Lepiej zrobić to jak czas, w sposób nieskładny, niejasny i przelotny.
            Od kilku dni śnią mu się te miejsca, widział je znowu dzisiaj nad ranem, w godzinie, kiedy w lesie wyją wilki (tam gdzie jeszcze zostały).
            Zanim więc podjął próbę rozwikłania tej tajemnicy, podskoczył i powiedział sobie: „Dzisiaj musisz zacząć śledztwo w sprawie napisu na ścianie. Poszukaj w biurku kartki z planem działania”.
            Znalazł ją, ale nie powiedziała mu zbyt wiele.
            W pewnej chwili próbował opracować jakiś szyfr, chociaż wciąż nie miał pojęcia o tych sprawach. Umieścił na kartce poszczególne znaki składające się na napis, potem każdemu z nich zaczął przypisywać słowa, które zaczynały się na kolejne litery z graffiti. W szkole bawili się kiedyś w pisanie akrostychów. Ma się rozumieć, że jako technika kryptograficzna jest to sposób dość desperacki. Słów zaczynających się na dowolną literę jest nieskończenie wiele. Oczywiście, warunkiem było to, żeby zdanie miało jakiś sens, przynajmniej ukryty, na poziomie symbolicznym. Zawsze istnieje jakiś logiczny układ. Dziecięce zabawy…
            Ile razy spoglądał jednak na kartkę, nie było w tym żadnego sensu.
            „W takim razie musisz zobaczyć się ze Specjalistą”.


Alexis Panselinos, Tajemnicze inskrypcje, przeł. Alicja Biaduń, Książkowe Klimaty, Wrocław 2015, s. 370.



10 komentarzy:

  1. Literatura grecka to dla mnie kompletna terra incognita. Niejakiego Zorbę znam wyłącznie ze słyszenia, a gdyby przyszło mi wymienić inne tytuły greckich powieści to zapadłaby krępująca cisza :) Dlatego tym bardziej pochwalam takie inicjatywy jak Książkowe Klimaty, które koncentrują się na promocji literatury mniej popularnej w naszym kraju. A "Tajemnicze inskrypcje" wydają się równie tajemnicze, co interesujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zorbę" znam, ale to tylko kropelka w oceanie niepoznanych dotąd książek... W zasadzie lepiej znamy twórczość starożytnych Greków, niż literaturę współczesną...Myślę, że nadarza się świetna okazja, by to zacząć zmieniać:)

      Usuń
  2. Już nie mogę się doczekać kiedy wpadnie w moje łapki :D Szczególnie cieszy mnie fakt, że znam tłumaczkę (świetna dziewczyna!), więc jej sukces to dla mnie podwójna radocha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie rozumiem, że to dla Ciebie lektura obligatoryjna i z przyjemnością wpadnę na recenzję:) Mam nadzieję, że wkrótce wymienimy wrażenia :)

      Usuń
  3. Literatura czeska, słowacka, grecka... Jest jeszcze tyle niezbadanych terytoriów literackich do zapoznania, że czasami aż mnie to przeraża. Czy wystarczy na to wszystko czasu? :-)
    PS. Zaczęłam czytać "Moją walkę", którą kiedyś mi polecałaś. Rzeczywiście mocna książka. Jestem dopiero na początku, ale już widzę, że to będzie dobry kawał literatury. Jeszcze raz dziękuję za tak ciekawą rekomendację :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak Ty to odczuwasz, bo ja mam wrażenie, że to lektury znajdują mnie... Przychodzi czas, że masz poznać książkę, to ona Cię odnajdzie.

      Cieszę się, że Knausgard przypadł Ci do gustu. Jeśli podoba Ci się już na początku, to jestem spokojna, że pozostanie tak do samego końca. I bardzo dziękuję Ci za tę informację:) Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. No proszę, śledztwo w sprawie napisu na ścianie, ciekawa rzecz. :) Intryguje mnie ten fragment: "w przeciwieństwie do czytelnika nigdy nie dowie się, co znaczy graffiti" - lubię takie nierozwiązane zagadki. ;) Cieszę się, że to wydawnictwo promuje literaturę nieznaną, nieoczywistą. Nie znam współczesnych powieści greckich. W ogóle jeśli chodzi o ten kraj, znam jedynie Kazandzakisa i Kawafisa (ale to akurat wiersze).

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie, poza "Zorbą" i poezją, polskiego pisarza greckiego pochodzenia Nikosa Chadzinikolau, znam tylko klasykę antyczną. Jak to dobrze, że istnieją wydawnictwa, które widzą nie tylko amerykańską literaturę komercyjną.

    OdpowiedzUsuń
  6. Olu, podpatruję tę książkę odkąd dostałam informacje od wydawnictwa. Kusi mnie ta lektura, ale ostatnio ciągle wygrywa moja ukochana czeska. Wszak mam w niej jeszcze tyle do nadrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, trudno będzie Ci w zakresie czeskiej literatury dotrzymać kroku:) Ja dopiero zamierzam rozgościć się w prozie, którą promuje wydawnictwo i przekonać się który nurt mnie porwie. Znam książki Pamuka i Szafak (Turcja) i parę czeskich klasyków, ale to kropla w morzu. No i oczywiście - pociągają mnie te nieodkryte horyzonty:)

      Usuń