wtorek, 1 września 2015

"Narzeczona Schulza" Agata Tuszyńska





Wydawnictwo Literackie
data premiery: sierpień 2015
str. 320
Na okładce wykorzystano rysunek Brunona Schulza "Kobieta i mężczyzna na spacerze"




"Ona, moja narzeczona, stanowi mój udział w życiu, za jej pośrednictwem jestem człowiekiem, a nie tylko lemurem i koboldem. Ona mnie więcej kocha niż ja ją, ale ja jej więcej potrzebuję do życia. Ona mnie odkupiła swoją miłością, zatraconego już prawie i przepadłego na rzecz nieludzkich krain, jałowych Hadesów fantazji" - fragment listu Brunona Schulza

"Józefa Szelińska, Juna, w latach 1933-37 była narzeczoną Brunona Schulza - genialnego pisarza, malarza, autora  Sklepów cynamonowych Sanatorium pod Klepsydrą. 
Ukrywała to przez niemal pół wieku.
W powojennych ankietach podawała stan cywilny: samotna.
Wszystko inne jest grą pamięci i wyobraźni"
- Agata Tuszyńska, autorka


"Miłość jest czuwaniem nad cudzą samotnością" 
- Rainer Maria Rilke 





JUNA I GENIUSZ


Bruno Schulz – to wszechstronny artysta (rysownik i grafik), a przede wszystkim pisarz zaliczany do grona najwybitniejszych prozaików polskich XX wieku. Znamy dokładną datę jego śmierci. Zginął  19 listopada 1942 roku na ulicach getta w Drohobyczu. Nie był wówczas jedyną ofiarą. To były przecież czasy, w których umierał i rozpadał się na kawałki cały ówczesny świat… W pierwszych latach powojennych nie było nawet mowy o tym, by ktokolwiek myślał o wznowieniu dzieł Schulza. Gombrowicz, Witkacy, Miłosz…tak wielu twórców znalazło się na indeksie. Tak niewiele brakowało, by nasze pokolenie nigdy nie usłyszało o geniuszu z Drohobycza…

W 1948 roku w „Przekroju” ukazało się ogłoszenie Jerzego Ficowskiego (poety, eseisty, prozaika, tłumacza i autora piosenek), który rozpoczął poszukiwania zaginionych rysunków, utworów, listów i wszelkich śladów prowadzących do Brunona Schulza. I wtedy zgłosiła się Ona – Józefina Szelińska, muza i narzeczona pisarza. Wcale nie okazuje się łatwą korespondentką, a tym bardziej osobą, która chciałaby się grzać w blasku sławy wielkiego artysty. Juna (bo tak nazywał ją Bruno) zastrzegła sobie, że nie chce rozgłosu. Podjęła jednak współpracę - trudną dla Ficowskiego, bo jej informacje są rygorystycznie dawkowane i obwarowane wieloma warunkami  i bolesną dla niej – osoby poranionej, a jednocześnie kochającej i strzegącej pamięci swojego Bruna: wielkiego artysty i arcyskomplikowanego człowieka…

Jerzy Ficowski  z czasem staje się specjalistą od twórczości Brunona Schulza. Publikuje prace i eseje na jego temat, ślęczy nad rekonstrukcją jego biografii i weryfikacją mitów, które wokół niego narosły. Listy, które otrzymuje od Józefiny Szelińskiej stały się dla niego nieocenionym źródłem wiadomości. Ich korespondencja trwała 50 lat. Żona Ficowskiego, po jego śmierci, przekazuje tę spuściznę Agacie Tuszyńskiej. Czy pisarka może nie docenić skarbu, który trafił w jej ręce? Ma do czynienia przecież z relacją najważniejszego świadka życia legendarnego pisarza. Listy pozwalają zbliżyć się do fascynującego człowieka, który w pewnym sensie uchodził za życiowego „nieudacznika”, a jednocześnie był „czarnoksiężnikiem” słowa. Listy są także kroniką wielkiej niespełnionej miłości oraz świadectwem oddania niezwykłej kobiety – poranionej i rozdartej, ale wiernej, do końca życia walczącej o jego dobre imię i należne mu miejsce…

Juna – Józefina Szelińska, fot. Brunona Schulza,ilustracja z książki


Postawa Juny zainspirowała pisarkę tak dalece, że postanowiła w swojej nowej książce przedstawić biografię i portret Schulza właśnie z perspektywy kochającej go kobiety. Dzięki temu sylwetkę artysty i wizjonera, ale też dziwaka i człowieka prześladowanego przez fobie - poznamy inaczej. Dzięki pośrednictwu Juny potraktujemy jego drobną postać w zbyt obszernym garniturze nieco cieplej, z pewnym rozczuleniem. W jej czułym spojrzeniu Bruno nadal pozostanie ekscentrykiem, czasem draniem; ale taki mężczyzna wymaga jej opieki. Jest przecież bezbronny jak „skrzypce bez futerału”.*

Agata Tuszyńska nie miała łatwego zadania. Musiała tchnąć życie w ocalałe obrazy i grafiki Brunona Schulza, wyłuskać artystę, wyodrębnić pisarza z jego prozy i przywołać aurę, którą wokół siebie stworzył; odtworzyć historię ich znajomości (dzieje romansu) z nader oględnych wypowiedzi Juny… Trzeba było najpierw zbudować z potwierdzonych faktów stabilną konstrukcję i dopiero wtedy to rusztowanie okryć materią utkaną z jej wyobraźni, domysłów i przeolbrzymiej empatii…

Książka napisana jest w zmiennej narracji, częściowo przypomina dziennik Juny (stąd określenie: „apokryf” w podtytule). Fragmenty pisane jakoby przez Junę przeplatają się z komentarzem narratora. W ten sposób autorka interpretuje daną scenę, a zaraz potem zamieszcza wywód, który ma poprzeć jej hipotezę.

"Narzeczona Schulza" to nie tylko wyśmienity psychologiczny portret Józefiny Szelińskiej, w tle tej historii spotkamy sylwetki innych przyjaciół i ludzi, którzy wywarli wpływ na artystę (Zofia Nałkowska, Witkacy, Debora Vogel). Agata Tuszyńska stara się przedstawić realistyczny obraz miłości Bruna i Juny, podkreślić co ich w sobie nawzajem zafascynowało, a jednocześnie zmusza do zastanowienia się: dlaczego im się nie udało? Co ich rozdzieliło? Czy prawdą jest że Ona – wraz z resztą mieszkańców nie miała dostępu do Drohobycza z jego „Sklepów cynamonowych”? Czy poruszali się po tym mieście w innych wymiarach? Czy błędem były próby ucywilizowania pisarza i oderwania od tego kresowego miasta - „matecznika jego twórczości” ? Czy Juna przeglądała się w jego rysunkach jak w lustrze? Czy odnajdywała w nich tajemnice jego mrocznej duszy? Czy jej wiarę we własne siły zabiła zazdrość o inne kobiety? Czy kiedykolwiek mieli szansę na normalne życie? Czy myśl o małżeństwie była tylko jej mrzonką, a dla niego próbą ubrania rzeczywistości w formę, która jest społecznie akceptowana? Książka nie daje jednoznacznych odpowiedzi – wcale ich zresztą nie miała dawać. Pozwala natomiast zrozumieć ciężar jaki na swych barkach dźwiga artysta. I pozwoli zrozumieć kobietę, która odkrywa, że stanowi rywalkę dla SZTUKI i przekonuje się, że nigdy z nią nie wygra…

Wspaniała książka o miłości, sztuce i samotności. Wielkie wyzwanie, godna zaufania interpretacja i wiarygodna kreacja. Polecam.


* "Narzeczona Schulza", Agata Tuszyńska, str. 41




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:




24 komentarze:

  1. Zapowiada się wyśmienicie, przeczytam na pewno. Jest tu wszystko, co w literaturze lubię - miłość, wojna w tle i losy dawno minione.
    PS Dziękuję za cytat z Rainera Marii Rilkego (piękny!). Tej myśli nie znałam, dodaję do kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja - to autorka. Zręcznie wplata metafory i sentencje, które kojarzą się ze światem (i budują go) Bruna i Juny. W tym przypadku cytat nawiązuje do ulubionego poety naszej pary.

      Usuń
  2. Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie zachęciłaś. Biografia napisana z punktu widzenia kobiety, będącej jednocześnie oddaną artyście i zazdrosną o sztukę, zdaje się być nie tylko doskonałym źródłem wiedzy o autorze, ale także literacką gratką dla tych, którzy chcą czegoś więcej niż fakty. Oj trzeba będzie poszukać tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu jeszcze wypada wtrącić, że Juna rozumiała sztukę i była gotowa na ustąpienie jej uprzywilejowanego miejsca. Ale nic więcej nie powiem, żeby nie zepsuć przyjemności odkrywania tego świata... Warto sięgnąć. Dla mnie to wydarzenie literackie:)

      Usuń
  3. Koniecznie do przeczytania, zwłaszcza że jestem świeżo po lekturze wspomnień Chciuka o Drohobyczu, więc książka Tuszyńskiej byłaby dla mnie przedłużeniem pobytu w tym kresowo-literackim klimacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ten Drohobycz jest jakiś mityczny... Teraz, dzięki "Narzeczonej..." poznałam lepiej - ale nie wygląd miasta, raczej mentalność ludzi. Chętnie dowiem się czegoś więcej. Szukam notatki kim był Chciuk... Od czego tu zacząć? Co polecasz?

      Usuń
  4. Olu, kolejna polecona przez Ciebie pozycja, do której koniecznie muszę sięgnąć. Czytając Twoją recenzję ( majstersztyk!), poczułam niesamowity klimat tej książki i przez chwilę weszłam w inny świat, który mi poprzez nią, pokazałaś. Miłość, sztuka, samotność, i przedwojenne lata z wielkimi tamtej epoki w tle... Książka, która zdecydowanie znajdzie się w mojej "spiżarce" :)
    Pozdrawiam Cię cieplutko :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) To jedna z najważniejszych książek, na które czekałam niecierpliwie tego roku. Jestem pewna, że i Tobie dostarczy niezapomnianych wzruszeń... W "spiżarni" powinna znaleźć się koniecznie :)

      Usuń
  5. Piękny ten fragment listu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bruno pisał piękne listy. Sporo na ten temat się dowiemy. Z jego korespondencji właśnie narodziła się książka "Sklepy cynamonowe" - to ciekawa historia i warto ją poznać.
      List jest rzeczywiście piękny. Ale jeśli się wczytasz - to jest też do bólu szczery - można sobie wyobrazić jaką przykrość po latach sprawił kobiecie, która go kochała i była niegdyś narzeczoną...

      Usuń
  6. Uwielbiam sposób opowiadania Tuszyńskiej, ale w tym przypadku przeszkadzała mi pierwszoosobowa narracja. Wpychanie Junie w usta słów i myśli, których przecież mogło nie być. Na zewnątrz zimna jak kamień, a wewnątrz roztrzęsiona i płaczliwa. Nie wiem, jakoś nie uwierzyłam jej do końca. Choć nie przeczę, książkę pochłonęłam łapczywie i z wielkim przejęciem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy Juna była płaczliwa? Nie mogę się z tym zgodzić. Owszem narzekała, była na przemian kąśliwa, rozczarowana i załamana; wiele nie mogła podarować sobie i Brunonowi. Wydaje mi się jednak, że autorka przedstawiła jej stan ducha naturalnie... Mnie przekonała.

      Usuń
  7. Fascynująca opowieść. Rzeczywiście pisarka Agata Tuszyńska sprostała wyzwaniu, bo nie mogło być inaczej. Sama sobie nie wybaczyłaby, gdyby nie wykorzystała takiej gratki. To raczej zobowiązanie. Recenzja rewelacyjna. Muszę poznać tę historię koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fascynująca opowieść. Taka historia w historii... a to, że listy do biografki trafiły - to już chyba siła wyższa:)

      Usuń
  8. Mam tę ksiażkę w planach bo bardzo sobie twórczość Schulza cenię i wszystko co z nim związane mnie "kręci". Świetnie odwołuje się do jego dorobku młody twórca Radosław Rak w swoich tekstach, ciekawa jest też biografia Budzyńskiego. A "Narzeczoną" bardzo, bardzo chciałbym dorwać w swoje łapki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za nazwiska, szczególnie zainteresowała mnie książka "Schulz pod kluczem" Budzyńskiego. Temat wciąga :)

      Usuń
  9. Ha, Schulz to ten typ pisarza, o którym sporo słyszałem, trochę czytałem, ale z którego twórczością nie zetknąłem się jeszcze osobiście. Mimo to, bardzo interesuje mnie jego postać, twórczość, itd. Z tego względu przedstawiana przez Ciebie pozycja wydaje się bardzo wartościowa - pozwala z jeszcze szerszej perspektywy spojrzeć na Schulza, nie tylko jako na artystę, ale także jako na człowieka, który dorastał, dojrzewał, kochał, itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Schulz... nie darmo nazywany jest "czarnoksiężnikiem" słowa. Czeka Cię prawdziwa uczta literacka, gdy sięgniesz po "Sklepy cynamonowe" i "Sanatorium pod Klepsydrą"... Agata Tuszyńska z kolei wspomina o tym jak powstały "Sklepy cynamonowe", to romantyczna historia... Zresztą porusza wiele innych ciekawych wątków - np. rysunków Schulza, które muszą prowokować do najróżniejszych dociekań i utraconego dzieła ("Mesjasz").

      "Narzeczona Schulza" to studium psychologiczne kobiety - ale w gruncie rzeczy przecież chodzi o niego - o Bruna Schulza...

      Nie mniej ciekawa jest postać Ficowskiego. To ten sam człowiek, który przetłumaczył utwory Papuszy... Jego życiorys zaplątany w tę historię jest niemniej ciekawy...

      Usuń
  10. Przedstawienie Schulza z perspektywy kochającej go kobiety wydaje się genialnym zabiegiem. Cenię sobie książki, które nie tylko poruszają ważne tematy, ale też w oryginalny i nieszablonowy sposób je ujmują.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyglądam się tej książce od jakiegoś czasu i z chęcią przeczytałabym ją. Zapowiada się literacka gratka, w której Schulz zostaje pokazany inaczej, niż dotychczas. Dotąd, mimo że dzieła tegoż pisarza czytałam z ogromną przyjemnością, nie pomyślałam, aby chwycić za publikację dotyczącą jego osoby. Ta może i nie dotyczy jego samego, ale nie oszukujmy się - każda kobieta wywiera mniejszy, bądź większy wpływ na swojego partnera. Po twojej wyczerpującej recenzji i kilku dopiskach w komentarzach postaram się dotrzeć do książki Tuszyńskiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Raczej nie dla mnie, ale moja siostra na pewno będzie zainteresowana, bo z tego co wiem, kiedyś mi coś tam wspominała o Józefinie Szelińskiej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Napiszę tak, S. jest b. mało znany, i zawsze na tle innych wielkich jakoby np. Witkacego.
    Ad vocem Tuszyńskiej polecam książki dotyczące Gorszycielki - Dziennik Gorszycielki, Długie życie gorszycielki i uzupełnienie syna "Diabelski Młyn".
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Olu, na pewno przeczytam. Lubię te nietypowe biografie pisane przez Agatę Tuszyńską. A wszystko zaczęło się od Tyrmanda :) Schulza znam tylko z książki Budzyńskiego "Schulz pod kluczem" no i oczywiście trochę ze szkoły. Na studiach niestety całkowicie go pominięto. Ciekawi mnie zatem bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nazwisko Schulza i jego twórczość / z tytułów/ jest mi znane, ale "osobiście" się jeszcze z nim nie spotkałam.
    Mam książkę Budzyńskiego "Schultz pod kluczem" i najwyższa pora po nią sięgnąć a później po jego prozę.
    Do tej książki zachęciłaś mnie, ale Ty to zawsze robisz doskonale. Choćby ze względu na poszerzony kontekst jego historii.

    OdpowiedzUsuń