czwartek, 1 października 2015

(NOT SO) HAPPY END - "Wakacje", Stanley Middleton





Wydawnictwo: Wiatr od morza
Tytuł oryginału: Holiday
Tłumaczenie: Bartosz Lewandowski
Data premiery: 28 września 2015
Ilość stron: 288
ISBN: 978-83-936653-8-9
                                                                  


Edwin Fisher, po rozstaniu z żoną wyjeżdża na tygodniowe wakacje do Bealthrope, nadmorskiego kurortu. To nie jest modny ośrodek. Fiszer ma za sobą urlopy spędzone w bardziej ekscytujących miejscach. Teraz jednak potrzebuje odmiany. Letnisko, z którym związane są jego dziecięce wspomnienia, ma stać się rodzajem azylu, cichą przystanią, w której nasz bohater będzie powoli dochodził do ładu z myślami i nabierał odpowiedniego dystansu do dramatycznych wydarzeń. Z czasem odkryjemy inne aspekty, które wpłynęły na wybór ośrodka.

Państwo Fisherowie przeżyli koszmar, a ich wspólne życie stało się nie do zniesienia. Pod wpływem impulsu Edwin odszedł od żony, ale nie ma jeszcze sprecyzowanych planów, nie wie czy postąpił słusznie, nie wie nawet czy żałuje pochopnego kroku. W zasadzie znajduje się w stanie zawieszenia. Wydawać by się mogło, że potrzebuje odpowiedniego tła i okoliczności, by nabrać dystansu… Edwin poddaje się klimatowi kurortu. Korzysta z rozrywek, spaceruje, zawiera znajomości, obserwuje małżeńskie pary z różnym stażem i oddaje się niezobowiązującym flirtom. Uczestniczy w hałaśliwym życiu letniska, a jednocześnie różne sytuacje nasuwają mu skojarzenia i wspomnienia związane z ojcem i żoną, więc często powraca w myślach do kolejnych wydarzeń i drąży przeszłość. W pewnym momencie zaczyna odczuwać presję, ponieważ dochodzi do przypadkowego spotkania z teściem, który natychmiast bierze sprawy w swoje ręce i podejmuje działania, których celem jest posklejanie ich małżeństwa.

„Wakacje” to powieść oparta na pozornie prostym schemacie, trudno mówić o klasycznej akcji, autor raczej skupia się na budowaniu nastroju. Narracja jest refleksyjna, fabuła została podporządkowana przemyśleniom bohatera. Proza Middletona jest gęsta, przeznaczona do powolnego smakowania, oddana z pieczołowitością i skoncentrowana na drobiazgach. Przekonamy się, że diabeł naprawdę tkwi w szczegółach...

Zdaniem głównego bohatera - Bealthorpe jest kurortem, w którym czas się zatrzymał, a czytelnika stopniowo zaczyna ogarniać podobne wrażenie. Powoli poddajemy się rytmowi lektury - śledzimy rozwój wydarzeń, przeżycia bohatera, historię jego związku, ale przecież także jesteśmy atakowani rozmaitymi scenkami  rodzinnymi  - zdajemy sobie wreszcie sprawę, że w swej powieści pisarz poddaje diagnozie instytucję, jaką jest małżeństwo. Jego wnioski nie straciły na aktualności, ponieważ fabuła jest rozpięta poza czasem, historia Fisherów mogła się wydarzyć czterdzieści lat temu, równie dobrze mogła mieć miejsce nawet wczoraj…

Zanurzając się w tę niespieszną historię, błądząc po zakamarkach duszy głównego bohatera, jednocześnie towarzysząc mu w wakacyjnych epizodach, czytelnik dociera do prawdy o związku Edwina i Meg. Po drodze zaczyna dostrzegać zręcznie rozstawione drogowskazy, bowiem  „Wakacje” to powieść z kluczem. Pisarz wielokrotnie odwołuje się do znanego dramatu i skłania do spojrzenia na głównych bohaterów przez pryzmat literackich skojarzeń. W tym świetle Meg i Edwin stają się echem Nory i Torwalda z „Domu lalki”, a urlopowe scenki z udziałem małżeńskich perypetii, cała ta małżeńska symfonia staje się przygotowaniem do finału zanurzonego w „ibsenowskim” klimacie.

Docierając do finału zaczynamy nie tylko doceniać genialny zamysł autora, ale nagle staje się jasne, że pisarz stale trzymał nas w szachu, dosłownie droczył się z czytelnikiem. Zaczynamy rozumieć co przez cały podskórnie drażniło, bo przecież do pasji potrafi doprowadzić narracja, w której autor zręcznie wyślizguje się, nie chce opowiedzieć się za żadną ze stron… Middleton uwielbia być tajemniczy, a jednocześnie jest dogłębnie szczery. Dopiero w samym zakończeniu dostrzegamy całą maestrię i koncepcję książki, która polega m.in. na tak prostej sztuczce, jaką jest zmiana tła i perspektywy wydarzeń. To, co poznajemy pośród zgiełku hałaśliwego kurortu – rozstrzygnie się w miejscu skrajnie odmiennym i kameralnym. W czterech ścianach własnego domu, w którym dominuje cisza - każda myśl  i każdy krok wybrzmi krystalicznie czysto i boleśnie szczerze…

Nagroda Bookera za ambitną, wysublimowaną prozę i za wnikliwe studium ludzkiej natury.




Stanley Middleton (1919-2009) - angielski pisarz, autor licznych powieści i słuchowisk radiowych. W roku 1974 jego powieść „Holiday” zdobyła Nagrodę Bookera (ex aequo z Nadine Gordimer z RPA, za książkę „Zachować swój świat” – „The Conservationist”). Middleton grał na organach i był malarzem. Malował akwarelami. Jedna z jego prac ilustrowała wydanie „Holiday” z 2006 roku (wydawnictwo Oak Tree Press).



„Wakacje” to pierwsza książka, która pozwala polskiemu czytelnikowi poznać prozę Middletona. Pisarz nie był zbytnio popularny nawet w Anglii, ponieważ nie był "medialny", nie zabiegał o poklask i nie lubił szumu wokół siebie. Był jednym z „tych” pisarzy, którym wystarczało natchnienie, możliwość pisania książek i kreowania literackich światów. 

44 komentarze:

  1. Już skończyły się wakacje, a Ty proponujesz książkę o wakacjach :-) Brak typowej akcji mi nie przeszkadza, bo lubię czytać o emocjach bohaterów, a nawiązanie do "Domu lalki", który czytałam kilka lat temu, bardzo mnie intryguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przewrotna pora, bo i tytuł przewrotny...

      Usuń
    2. Ja także cenię sobie powieści, w których autor niekoniecznie koncentruje się na akcji absorbującej czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Takie refleksyjne utwory, w których silny akcent położono na wewnętrzne przeżycia bohaterów to dla mnie prawdziwa gratka. A okładka proponowanego dzieła jest zachwycająca :)

      Usuń
    3. W takim razie książka cię usatysfakcjonuje. A okładka w rzeczywistości prezentuje się jeszcze piękniej i ciekawie dopełnia całości:)

      Usuń
  2. Oj tak, chciałabym przeczytać. Sama fabuła nie uwodzi, anturaż też niezbyt, ale ta przewrotność sprawia, że koniecznie chcę się ją poznać i sprawdzić, czy autorowi uda się igrać także ze mną. Do tego jestem fanatyczką Ibsena, jest on moim odkryciem ubiegłego roku i przyznam, że "Dom lalki" to mój ulubiony dramat, głównie z uwagi na jego feministyczny charakter.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu muszę dodać, że skojarzenia z "Domem lalki" raczej nie dotyczą feminizmu...

      Usuń
  3. Uwielbiam taki zabieg, gdy pisarz droczy się z z autorem. Interesująca książka, którą chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Znowu kusi, jak wszystko z Wiatru od Morza. Właśnie czytam "Wybranego" i "Wakacje" też pewnie w końcu dopadnę. Nie wiem, czy słusznie, ale skojarzył mi się ten klimat z "Amerykańskim apetytami" Joyce Carol Oates. Przyturlam się tu znowu, kiedy przeczytam i będę mogła podzielić się wrażeniami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na Twoją recenzję "Wybranego", bo bardzo jestem ciekawa "czy wszyscy jesteśmy lekko pomyleni";)
      Niestety nie znam utworu Oates, ale zaintrygowałaś mnie. Przeczytałam informację o książce i całkiem możliwe, że masz rację. Czekam w takim razie, aż się zaczniesz turlać:) Bardzo lubię, gdy jedna książka wywołuje cały łańcuszek skojarzeń:)

      Usuń
  5. Książka wydaje mi się idealna na leniwe, niedzielne i niezbyt słoneczne popołudnie. Chyba raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fabuła wydaje się leniwa, ale tuż pod powierzchnią kryją się gejzery...

      Usuń
  6. Aj aj, ale kusisz :) Szczególnie ostatni akapit wywołał we mnie gęsią skórkę! Brawo Olu! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Interesująca propozycja, nie powiem :) Szczególnie, że "Dom lalki" to dzieło, które cenię wysoko zarówno na papierze, jak i w Teatrze Telewizji (był taki kiedyś), z doskonałą rolą śp. Zbigniewa Zapasiewicza (wg mnie świetny aktor, lubię też słuchać audiobooków, które czytał).
    Ale nie o "Dom lalki" tu chodzi tylko o nawiązania, o zabawę z czytelnikiem, a to już inna sprawa i kusząca niezmiernie. I przyznam, że akwarela bardzo mi się podoba, uwielbiam akwarele, więc nietrudno mnie zachwycić, swoją drogą :)

    Poszłam sobie poczytać co o pisarzu wie BiblioNETka, jest tylko ta jedna nowość na razie. Recenzja wyróżniona przez Redakcję, którą tam znalazłam, nawet w 30% nie pokazuje tego, co znalazłam w Twojej, nie zachęca, nie ma tam słowa o Ibsenie i "kluczu", wynika z niej, że to ambitna pozycja, ale niekoniecznie satysfakcjonująca, chyba, ze wierzyć na słowo recenzentce, że to "literacka uczta". Czy ja wiem, czy nasze gusta są podobne?
    Nie pozostaje nic innego, jak sprawdzić samemu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim miło mi to słyszeć :) Przyznam Ci się jednak, że jeśli chodzi o tę powieść, to recenzent, wbrew pozorom, nie ma prostego zadania. Musisz zostać trochę enigmatyczna, bo dotarcie do sedna grozi ujawnieniem zbyt wielu szczegółów. Nawiązania do "Domu lalki" zatrzymały mnie ewidentnie, ale każdy czytający szuka własnego klucza:)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie coś dla mnie Olu:) A jeszcze jestem świeżo po ponownej lekturze "Domu lalki. Powieść, z kluczem, w której autor wodzi czytelnika za nos, nawiązania, tematyka... Wszystko to szalenie mnie interesuje. Jak zwykle dziękuję za kolejną inspirację czytelniczą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i życzę ciekawej lektury:)

      Usuń
  10. Książka już znalazła się na mojej liście życzeń i mam nadzieję, że wkrótce będę mogła cieszyć się lekturą. Czuję, że to powieść warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz niebanalne powieści - polecam:)

      Usuń
  11. "Dom lalki" czytałam jeszcze w liceum. Aż nabrałam ochoty na powrót, choć pamiętam, że bohaterowie ogromnie mnie wkurzali.
    Pięknie napisałaś o "Wakacjach". Bardzo zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Anuś:) Sięgnij, sięgnij. To ten sam typ, też Cię wkurzą;)

      Usuń
    2. Ej, tak mi dobrze życzysz? Chcesz, żebym chodziła wkurzona? :P

      Ola, będziesz na TK w Krakowie?

      Usuń
    3. Czytelnikom życzę jak najbardziej, żeby się nigdy nie nudzili, żeby chodzili "podminowani" przez bohaterów i swoje lektury stale;) Nawet jeśli mają się trochę podenerwować;)
      Raczej w Krakowie nie będę.

      Usuń
    4. Pfff... Choć właściwie... Lepiej się irytować niż ziewać. :D

      O. :(

      Usuń
    5. No właśnie... Kto powiedział, że zawsze musimy lubić bohatera?

      Usuń
    6. Ha! pewnie, że nie! Ale ile jest takich książek lub filmów, których główny bohater jest antypatyczny? Coś nas musi trzymać przy lekturze, a skoro nie jest to bohater, to co?

      Usuń
    7. A doktor House? A Dexter? Może nie są całkiem antypatyczni i na swój sposób ich lubimy, są wręcz fascynujący, ale w prawdziwym życiu nie chciałabym, by jeden z nich był moim szefem, a drugi bratem...brrr.

      Wracając do "Wakacji". Tu jest nieco inna sytuacja. Edwin to niestety nie dr House, ani Dexter, nic z tych rzeczy. Mamy tu dwie strony konfliktu i ciekawym zabiegiem jest to, że pisarz nie opowiada się jednoznacznie po żadnej ze stron, trzeba sobie zdanie wyrobić samemu, ale pojawia się jakiś nowy szczegół i znowu musisz przemyśleć sprawę... Nie mogę się wypowiadać w imieniu wszystkich czytelników, ale ja nie mogłam polubić ani jednej, ani drugiej strony. Oczywiście jest „coś”, co mnie przy książce trzymało – to język i styl autora, a także stałe czekanie na "haczyk", który w końcu musiał kryć się w powieści...

      Usuń
  12. Nie miałam pojęcia, że jest to tak złożona, refleksyjna i wartościowa powieść. Ani że autor otrzymał za nią Nagrodę Bookera. Jestem zafascynowała Twoją rzeczową recenzją i zapisuję "Wakacje" do koniecznego przeczytania. PS. Pierwszy raz spotkałam się też z wydawnictwem Wiatr od morza. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Wcześniej czytałam "Sweetland" wydany przez Wiatr od morza. Obie lektury polecam:)

      Usuń
  13. Po pierwszych kilku zdaniach Twojej opinii sądziłam, że będzie to kolejna lektura z cyklu: lekkie, łatwe i przyjemne. A tu proszę! Takie zaskoczenie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się kojarzy okładka i tytuł. Sięgamy, bo mamy skojarzenia z wypoczynkiem. Okazuje się jednak, że to tylko dekoracje, autor wciąga nas w coraz głębsze refleksje... Podobał mi się ten zabieg, a "haczyk" w tytule wyczuć można przecież na kilometr:)

      Usuń
  14. "dochodzi do przypadkowego spotkania z teściem" - No proszę, szukał azylu, a trafił na teścia. ;) Szczególnie zainteresowałam się, gdy padło hasło: Dom lalki, ty to potrafisz przyciągnąć do książki! Wspomniana gra z czytelnikiem też zachęca. Szkoda, że autor nie zdobył większej popularności, wydawałoby się, że wydawca powinien trochę pomóc introwertycznym pisarzom, którzy zasługują na rozgłos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się raczej, że to pisarz nie szukał rozgłosu. Gdzieś się doczytałam, że na pytanie co znaczy dla niego Nagroda Bookera - powiedział, że zamieszanie związane z nagrodą odciągnęło go od pisania i przez kilka dni nie potrafił z siebie nic wykrzesać. Dla niego najważniejszy był proces tworzenia, jeśli pisał - to już dla niego stanowiło nagrodę...

      Usuń
    2. Jasne, rozumiem, że ktoś tak podchodzi do sławy/nagród/mediów itd., nie zmuszałabym też nikogo do zmiany stanowiska, ale musisz przyznać, że jest w tym druga strona medalu: my, czytelniczki, sporo tracimy, gdy taka twórczość nie jest w ogóle promowana. ;)

      Usuń
    3. Tak, pewnie masz rację. Ale od czego są literackie nagrody, jeśli nie formą nagrody, a zarazem promocji autora? Pewnie wydawca mógłby starać się w jakiś sposób bardziej pomagać pewnym pisarzom, ale czy czytelnik nie podszedłby do tego nieufnie? Wydaje mi się, że Wiatr od morza akurat znalazł dobry sposób - dobiera książki starannie, buduje zaufanie czytelnika, który wie, że za każdym razem, gdy sięgnie po książkę, będzie to pozycja wartościowa. Do mnie przemawia ten sposób promocji.

      Usuń
  15. Oprócz tego, że Twoja recenzja jest niezwykle mięsista (od razu skojarzyła mi się z takim apetycznym,pachnącym czerwonym jabłuszkiem, które kusi nie tylko swoją formą, ale przede wszystkim treścią :)), to jeszcze przywołała tytuły, których nie znam, a myślę, że są warte poświęcenia im uwagi.
    Dziękuje Ci za to, będę do Ciebie częściej zaglądać. :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć:) Wpadaj i rozgość się, zapraszam serdecznie.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  16. Na początku pomyślałam, że to taka schematyczna powieść, ale... przekonały mnie Twoje słowa pod koniec recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Schematyczna? Nie, raczej nie. To jedna z tych powieści, które uwodzą stylem pisania i klimatem...

      Usuń
  17. Po takiej recenzji, pozostaje mi tylko sięgnąć po tę książkę, tak więc wpisuję koniecznie na moją listę czytelniczą!

    OdpowiedzUsuń
  18. Natchniony pisarz, który nie przejmuje się otoczką medialną-koniecznie muszę poznać jego twórczość.

    OdpowiedzUsuń