poniedziałek, 26 października 2015

Oszukać fatum, czyli "Jaśnie pan" Jaume Cabré




Czytając książki wydaje się nam, że mamy do czynienia z nieskończoną ilością fabuł. Teoretycy literatury twierdzą, że tak nie jest. Ich zdaniem istnieje ograniczona liczba klasycznych wzorców, sztuka polega zaś na ułożeniu i wykorzystaniu elementów (bohater, miejsce akcji, czas akcji, cel bohatera) w oryginalny sposób, a także na opowiedzeniu historii w nieszablonowy sposób. W efekcie powstaje kolejna (mniej lub bardziej oryginalna) wariacja klasycznej fabuły. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ czytając  powieść „Jaśnie pan” przez cały czas towarzyszy czytelnikowi uczucie, że pisarz zręcznie żongluje znanymi motywami, dodaje kilka własnych przypraw, a w efekcie powstała zmyślna, wyrafinowana i wyszukana historia.

„Jaśnie pan” to przełomowa powieść wybitnego katalońskiego pisarza Jaume Cabré, przyjęta z uznaniem przez krytykę i obsypana literackimi nagrodami. Powstała w 1991 roku,  przed książkami „Wyznaję” i „Głosy Panamo”, więc polski czytelnik poznaje jego twórczość w nieco innej kolejności. „Jaśnie Pan”, podobnie jak poprzednie powieści, został przełożony przez genialną tłumaczkę Annę Sawicką, iberystkę i znawczynię kultury katalońskiej, która jest także autorką wstępu wprowadzającego czytelnika w historyczne realia utworu.

„Jaśnie pan” to znakomita panorama społeczna, a zarazem satyra, która pozwoliła autorowi w sposób dosadny, dowcipny (ale też brutalny) ukazać kilka prawd dotyczących natury ludzkiej. Akcja rozgrywa się w Barcelonie, w elitarnych kręgach, na kilka tygodni przed końcem 1799 roku, u samego schyłku XVIII wieku. Dzięki swadzie i gawędziarskiemu stylowi pisarza gładko wślizgujemy się w świat intryg, namiętności i walki o władzę - w sam środek „targowiska próżności”, w którym główne role odgrywają  najznakomitsi przedstawiciele śmietanki towarzyskiej: wyśmienici panowie i czcigodne matrony, których pojawienie się w salonach poprzedza pomruk pełnego zawiści szacunku (podczas gdy ich rozdęte i napuchnięte „ego” ledwo za nimi przeciska się w drzwiach).

Głównym bohaterem, jednym z najwybitniejszych przedstawicieli zblazowanej elity towarzyskiej  jest don Rafel Massó i Pujades piastujący stanowisko cywilnego prezesa Trybunału Królewskiego. Oto don Rafel: z zawodu – sędzia (znany z bezwzględnego egzekwowania prawa); z zamiłowania – astronom, prywatnie – koneser kobiecych wdzięków (czytaj: sprośny dziad), dla zaspokojenia własnej ambicji – „jaśnie pan”.

Don Rafel nie może się poszczycić arystokratycznym pochodzeniem, ale powetował sobie stokrotnie już ten mankament. Zajmuje wysokie stanowisko dzięki ciężkiej pracy, znajomościom, niejednokrotnie dzięki intrygom. Skrupulatnie pilnuje, by tytułować go „jaśnie panem”, by pieścić uszy dźwiękiem tych słów. Don Rafel i jego żona stanowią godną siebie, chociaż zupełnie kontrastową parę. Doña Marianna, stara dewotka, ma własne ambicje i pomysł na zdobycie prestiżu i wpływów. Stanowią niezbyt dobrane stadło, ale jeśli dbają dostatecznie, by nie wchodzić sobie w drogę, to osiągają nawzajem ze swojej działalności całkiem wymierne profity. Obserwując małżonków dojdziemy do wniosku, że pisarz obnaża religijną obłudę, a smaczku dodaje świadomość, że wszystko dzieje się w kraju słynącym z silnej katolickiej tradycji.

Małżonków Massó oraz (niemal wszystkich) pozostałych ważnych bohaterów powieści poznajemy na przyjęciu markiza de Dosrius, w pałacu przy ulicy Ample, na którym spotyka się elita towarzyska i który swym przybyciem i występem uświetnia znakomita śpiewaczka, słowik z Orleanu - Marie de l’Aube Desflors.  Diva zdążyła zasiać nieco fermentu w męskich sercach, jej zaś samej w oko wpadł młodzieniec, któremu postanowiła uświetnić wieczór w sposób szczególny. Tak oto młodziutki poeta, Andreu Perramon wpadł w objęcia artystki na kilka godzin przed jej śmiercią, a kiedy rano znaleziono ją z przebitym sercem i podciętym gardłem - stał się głównym podejrzanym w sprawie jej morderstwa. Młodzieniec łatwo mógłby udowodnić swoją niewinność, gdyby nie pech i splot nieszczęśliwych okoliczności. Niestety - świadek, który mógł potwierdzić jego alibi został wcielony do armii i właśnie otrzymał rozkaz wymarszu, a przy Andreu znaleziono dokument, który z jakiegoś powodu stał się niebezpieczny dla „jaśnie pana”. Można się domyślić, że sprytny i wpływowy polityk poruszy niebo i ziemię, by zlikwidować niewygodnego świadka, a dokuczliwy problem zamieść pod dywan. Czy mu się to rzeczywiście uda?

To, na co warto zwrócić uwagę i co sprawia, że książka jest jedyna w swoim rodzaju – to styl narracji, humor i dowcip, niezwykle plastyczny język i drobne przewrotne sztuczki, którymi autor co rusz zaskakuje czytelnika: „Siódmy cywilny prezes Trybunału Królewskiego w Barcelonie, drugi wśród prezesów, który nie zawdzięczał stanowiska kolorowi krwi, tylko własnym zasługom, pierwszy cywilny prezes Trybunału Królewskiego zakochany w doñi Gaietanie, baronowej de Xerta, swojej sąsiadce, westchnął smutno i wydmuchał nos”. [1] Dzięki tym zabiegom i przedstawieniu don Rafela w różnych sytuacjach, z najróżniejszymi niuansami, czytelnik ma wrażenie, że obcuje z człowiekiem z krwi i kości. Jego postępowanie czasem śmieszy, a czasem przeraża. Jaume Cabré stopniowo go obnaża. Pokazuje nam jego publiczny wizerunek, a potem zdziera z niego napuszoną zasłonę, całą politurę, aż docieramy do jego najskrytszych myśli, żądz, fobii, do jego brudnego sekretu. Aż zobaczymy "jaśnie pana" w jego śmiesznie żałosnej postaci.

Wróćmy jednak do motywów literackich, z których autor czerpie garściami. Autor książki zadbał nie tylko o to, by czytelnika na przemian rozbawić i skłonić do refleksji; mam wrażenie, że specjalnie nie zacierał tropów - chciał, by czytelnik odszukał ślady (nie tylko) literackich odniesień.  Jaume Cabré z całą pewnością jest wielbicielem Aleksandra Dumasa. Niewinny młodzieniec wtrącony do lochu, obciążający go pakiecik listów, których treści nawet nie zna; zamieszany w sprawę wpływowy urzędnik, dla którego dokumenty stanowią obciążenie i który zrobi wszystko, by pozbyć się świadka – to elementy zaczerpnięte z „Hrabiego Monte Christo”. Inny motyw: niewinny młodzieniec wiedziony w procesji na miejsce kaźni, gdzie ma oddać życie w towarzystwie innego więźnia, prawdziwego opryszka – to motyw kojarzący się z ukrzyżowaniem Chrystusa. Klimat finału powieści przypomina zakończenie słynnej opery Mozarta, w której pojawienie się Komandora stanowi zapowiedź kary. Oczywiście w „Jaśnie panu” Komandor się nie pojawi, ale czyż don Rafela nie nawiedza udręczony duch, a lawiny wydarzeń nie uruchomi ktoś zza światów? Wszystkie te motywy (a przecież skojarzeń jest więcej) Jaume Cabré zręcznie zmiksował dla wysnucia własnej oryginalnej historii.

Książkę klasyfikuje się jako kryminał. Rzeczywiście na samym początku mamy do czynienia z morderstwem. Jest trup, chociaż wcale nie najbardziej istotny dla powieści. Nie będziemy śledzić dochodzenia, w zasadzie uważny czytelnik od razu domyśla się w jaki sposób i dlaczego słowik z Orleanu musiał zginąć. „Jaśnie pan” nie jest kryminałem, w takim samym stopniu, jak nie jest nim komedia Don Juan Moliera, albo oparta na jego motywach opera Don Giovanni Mozarta. To opowieść o upadku człowieka, który zapomniał, że prawo jest bezwzględne jednakowe dla wszystkich. To także opowieść o samotności, która tak samo smakuje największemu nędzarzowi, człowiekowi niewinnie skazanemu, jak i bogaczowi w momencie gdy zaczyna się budzić jego sumienie. To też przypowieść o pechu i fatum, bo gdy w gwiazdach zapisany jest zły los, to człowiek jest zupełnie bezsilny, „równie dobrze może sikać pod wiatr”[2].


[1] „Jaśnie Pan”, Jaume Cabré, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015, str. 95
[2] Tamże, str. 386                                                                                                      

Biblioteka Paul-Marmottan
Ville de Boulogne-Billancourt, Academie des Beaux-Arts, Francja


***
http://www.obliczakultury.pl/literatura/beletrystyka/proza-zagraniczna/5190-jasnie-pan-jaume-cabre-recenzja


22 komentarze:

  1. Kiedy w księgarniach pojawiło się "Wyznaję" Cabre i dosłownie wszyscy oszaleli, postanowiłam sobie, że pozwolę temu pisarzowi dojrzeć (gdzieś z tyłu swojej głowy) zanim sięgnę po jego twórczość. Zastanawiam się czy przypadkiem ten moment już nie nastąpił, bo czytając Twoją recenzję stwierdziłam tylko: "idealne dla mnie" :) Kusi mnie zwłaszcza ta gra schematami literackimi i wyjście od motywu kryminalnego... No cóż, czas poważnie pomyśleć nad książkami pana Cabre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podeszłam do sprawy w taki sam sposób:) Kiedy pojawił się "Jaśnie pan", chronologicznie wcześniejsza powieść od "Wyznaję" i "Głosów Pamano" - stwierdziłam, że jestem gotowa, by go poznać;) Śledzę oczywiście recenzje pozostałych książek i już zdążyłam się zorientować (świetnie propaguje jego twórczość Ania RK - Myśli i słowa wiatrem niesione), że następne książki dostarczają zupełnie odmiennych wrażeń. Cieszy mnie to, że pisarz nie powiela swoich pomysłów i że będę go poznawać właśnie w tej kolejności.

      Usuń
  2. Cabré szturmem zdobył nasz czytelniczy rynek - każda kolejna powieść katalońskiego pisarza jest literackim wydarzeniem. Ja jeszcze nie miałem okazji poznać twórczości tego pana, ale prędzej czy później na pewno to uczynię.

    A co do opisywanej powieści, to wydaje mi się ona b. atrakcyjna głównie ze względu na te literackie gierki, uprawiane przez autora - lubię prozę, która nawiązuje do innych dzieł. Cenię sobie również zabiegi demitologizowania i obnażania ludzkich słabości - nie przepadam za posągowością, stąd szacunek dla pisarzy umiejących wykreować prawdziwie ludzkie postacie (niewolne od słabostek i wad).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W powieści Cabré nie ma żadnej posągowości. Oczywiście nasi bohaterowie mają o sobie wielkie wyobrażenie, zwłaszcza nasz "jaśnie pan", który żyje (dosłownie) "z głową w gwiazdach". Pisarz jednak zabawił się w ten sposób, że im bardziej bohater "wywyższa się" ponad innych ludzi - tym dłuższy rzuca za sobą cień... Książkę w dodatku czyta się lekko, cały czas towarzyszy świadomość, że pisarz igra z czytelnikiem, ogólnie całość pozostawia bardzo dobre wrażenie. Polecam :)

      Usuń
  3. Przeczytałam wszystkie powieści Cabre (w kolejności, w jakiej ukazywały się na naszym rynku, czyli odwrotnej do ich rzeczywistego powstawania), ale to właśnie ta pierwsza - "Jaśnie pan", najbardziej przypadła mi do gustu.
    Dzięki za obraz, teraz już wiem, jak wyglądał Ferran Sors (zresztą, podobnie go sobie wyobrażałam ;-) ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede mną teraz książka "Wyznaję" i bardzo jestem ciekawa na czym polega fenomen tej książki:)

      Usuń
  4. Cabre zafascynował mnie przy lekturze Głosy Pamano. Jestem ciekawa czy to zainteresowanie rozwinie się wraz z kolejnymi powieściami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja jeszcze nie czytałam żadnej książki Cabre. Muszę nadrobić te zaległości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede mną jeszcze dwie książki, obie stały się już głośne:)

      Usuń
  6. Cabre bardzo mnie ciekawi, ale nadal mam go jedynie w planach. Zacznę właśnie od "Jaśnie Pana" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze nie znam, bo jestem do tyłu z nowościami, ale chętnie poznam - głównie ze względu na czas akcji i plastyczny, pełen humoru język. Swoją drogą, tak napisana książka musiała być dużym wyzwaniem dla tłumaczki :)
    Jeśli chodzi o to, co napisałaś o ograniczonej liczbie klasycznych wzorców, zgadzam się z Tobą. Ktoś, kto przeczytał kilkadziesiąt albo kilkaset powieści, z łatwością dostrzeże, że istnieją jakby archetypy, powtarzające się tematy, ale w każdej książce są one nieco inaczej ujęte, inaczej obudowane wątkami pobocznymi. Na ile inaczej, to już zależy od talentu i umiejętności pisarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tak uważasz:) Będę się miała z pyszna, gdy ktoś w końcu zauważy, że wszystko mi się kojarzy z Dumasem;)
      Z pewnością książka była wyzwaniem dla tłumaczki i należy się jej wielki ukłon. Książka trafiła bez wątpienia w fachowe ręce...

      Usuń
  8. A dla mnie to pisarz całkowicie nieznany, więc jak czytam powyższe komentarze, to mam wrażenie, że coś mnie ominęło :) notuję sobie, bo wygląda na to, że to nie jest autor, którego mogę przegapić

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow! Ola, uwielbiam Twoje teksty i niezmiennie podziwiam za wiedzę, spostrzegawczość i umiejętności interpretacyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Anuś. Miło to usłyszeć z Twoich ust. Jak widzisz zaraziłaś mnie pisarzem;)

      Usuń
  10. Mimo, że nie spodobało mi się osadzenie w dawnych czasach, to znalazłaś w książce mnóstwo dobrego... Jak wpadnie w ręce, to nie zapomnę o Twojej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko dekoracje. Ta historia to opowieść o naturze człowieka. Ponadczasowa.

      Usuń
  11. Mnie urzekło ,,Wyznaję", a skoro na rynku pojawiły się inne książki autora pora po nie sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wyznaję" ciągle przede mną, ale liczę na to, że i mnie ta lektura zachwyci:)

      Usuń