niedziela, 22 listopada 2015

Pisanie to styl życia. Z wizytą u Czechowa






Kraków przywitał mnie wieczorową porą. Byłam tu wiele razy, lecz miasto widziałam w świetle dnia, po raz pierwszy mam okazję zobaczyć je po zmroku. Musiało wcześniej padać, bo mokry bruk połyskuje w świetle rzęsistych świateł. Jest ciepło, lecz zimny wiatr raz po raz zrywa mi kaptur z głowy. Idę z wolna, by nie przyjść przed czasem, a liście wirują wokół moich nóg i pomykają wesoło zmiecione podmuchem. Myślę sobie, że idę z nurtem, dokładnie w tę stronę, którą  wskazuje mi wiatr. Nie mogło być inaczej. Musiał się pojawić, by zatańczyć w "halkach czarownic", to dobry znak.

Spotkanie autorskie odbywa się w restauracji "Wiśniowy sad. Kuchnia rosyjska" - w przyjemnie kameralnym miejscu, z obrazami, z których spoglądają na nas bohaterowie utworów Czechowa. Przed nami lampka wina. Słuchamy fragmentów książki w interpretacji Marii Gutowskiej oraz rozmowy, do której znakomicie przygotował się red. Marcin Wilk i którą prowadzi z reportażystką, dziennikarką i publicystką - a dziś przede wszystkim: pisarką Elżbietą Isakiewicz, która prezentuje swoją niezwykłą książkę. Marcin Wilk prowadzi wywiad z pisarką, a ja słucham tej zajmującej gawędy i już nie wiem czy to jest zwykła rozmowa czy raczej radiowa audycja... Jesteśmy zasłuchani, wyciszeni. Czujemy się wciągnięci w świat Elżbiety Isakiewicz, w opowieści o jej kotach i Czechowie. Dlaczego właśnie Czechow? Nie tylko ze względu na lokal. To pisarka zadbała, byśmy spotkali się w tym miejscu. Czechow jest jej mistrzem i przewodnikiem. Z pewnością każdy, kto zetknie się z jej mikroopowieściami - zauważy obecnego w nich ducha i kto wie, może znowu zechce odświeżyć tę znajomość, sięgnie po jego twórczość, spróbuje odczytać inaczej... Oczywiście pada pytanie, o tę fascynację i Elżbieta Isakiewicz opowiada, że spośród pisarzy - Czechow jest najbliżej postrzegania prawdy w drugim człowieku. Nikt tak jak on nie pisał o duszy człowieka i jego kondycji. Owszem, obnażał jego wady i ułomności, czasem robił to z dystansem, czasem ironicznie, ale nigdy nie oceniał i nie wydawał wyroków. Raczej otulał bohatera swoim współczuciem. Zamieszczał refleksje w opowiadaniach i przy okazji stała się rzecz niezwykła, bo opisując duszę człowieka udało mu się "uchwycić wszechświat",  a to wszystko osiągnął za pomocą krótkiej formy.


Elżbieta Isakiewicz w towarzystwie Marii Gutowskiej i red. Marcina Wilka


Dlaczego pisarka tworzy mikroopowieści?
Może lepiej nie mówić: tworzy. Ona je wychwytuje ze zdarzeń, które ją otaczają, filtruje przez własną wrażliwość i zapisuje, by uchronić przed zapomnieniem. Potrzebę utrwalania takich chwil najlepiej ujęła w swym wierszu Julia Hartwig: "niezapisane wspomnienia więdną jak nieuprawiany ogród".[1] W dorobku Elżbiety Isakiewicz znajdują się zatem liczne reportaże (wielokrotnie nagradzane, w tym Nagrodą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego), a także wyjątkowa książka "Kaprys. Przypowieść o mężczyźnie i kobiecie"; jednocześnie jednak, obok tych oficjalnych publikacji - pisarka zawsze skrzętnie zapisywała własne refleksje, a jej spostrzeżenia i zapiski stawały się zatrzymanymi w kadrze chwilami. Kiedy udostępniła je na swoim fanpage'u - okazało się, że nie tylko spotkały się z gorącym przyjęciem, ale wywołały falę niezwykle osobistych i wzruszających komentarzy. To dało pisarce poczucie więzi z odbiorcą. Z czasem czytelnicy zaczęli  domagać się, by miniaturki zebrać w książkę, by można było do nich powracać, by nie rozpłynęły się w przestworzach Internetu. Efektem tej niezwykłej zażyłości twórcy z czytelnikami jest właśnie wydany (premiera miała miejsce w październiku br.) tomik: "Lekkie halki czarownic", stanowiący wybór mikroopowieści - bardzo osobistych, krótkich utworów literackich.

Niech nikogo nie zwiedzie pozorna zwiewność tytułu i lekkość prezentowanych form. Mikroopowieści - to odpryski rzeczywistości, wspomnienia i przemyślenia związane z przeczytanymi lekturami, spotkanymi ludźmi i własnymi przeżyciami. Znajdziemy tu refleksję, a często także drugie dno. Trudno utwory jednoznacznie sklasyfikować, to nie są zwyczajne opowiadania. To raczej opowiadania, które zostały zredukowane do sedna i kwintesencji. Stanowią mieszankę gatunkową, bo znajdziemy w nich nieco reportażu, szczyptę poezji, ale także sporo zwyczajnej prozy życia. W ten sposób powstały utwory, które przekonują nas swoim autentyzmem, a zachwycają liryzmem. Skąd się biorą? Z własnych doświadczeń, z opowieści najbliższych, ze scenek, które zostały zaobserwowane na ulicy. Wszystkie zaczerpnięte są z życia, ale również silnie naznaczone emocjonalnością autorki. Nad każdym tekstem warto się pochylić, dać mu trochę przestrzeni, odnaleźć zgrabną puentę i ukryte znaczenie, a jednocześnie przepuścić tę historię przez swoją duszę i wyzwolić echo własnych skojarzeń.


"Lekkie halki czarownic" pozbawione są ilustracji, do których autorka przyzwyczaiła czytelników na fanpage'u. Od razu spieszę wyjaśnić, że publikacja na tym nie traci. Ilustracje nie są potrzebne, gdy pisarz mistrzowsko "maluje" słowem:

"Aż tu takie zdarzenie. Pociąg (jadę na wakacje) zatrzymuje się na małej stacji. Parna noc. Zapach podkładów kolejowych, siana, piasku. Pachnie równy i spokojny sen słońca, które gdzieś w ciemności czeka brzasku.
To nie paryskie rewiry. Łaciną, co ją zwał językiem gęsim, a gadała nią Europa, nie przemówisz tu do pól, nie wydoisz krowy. To wymaga własnej mowy. On wziął ją stąd - nie mógł być inny! I raptem staje się dotykalny, bliski. Jak ta letnia noc, kiedy wszystko mości się na swoim miejscu, zboże jest płowe, a pociąg rusza ze stacji Rejowiec." [fragm. miniaturki "Ojczyzna Reja"]




Kiedy pisarz odsłania swoje wewnętrzne przeżycia istnieje niebezpieczeństwo, że zbyt dużo ujawni. "Czy Pani wyznacza sobie taką nieprzekraczalną granicę?" - pada pytanie z sali. Powracamy znowu do Czechowa, ale także do Flauberta, którzy wyznawali zasadę, że mistrzostwo tkwi w tym, by właśnie zbyt dużo nie powiedzieć. Elżbieta Isakiewicz wyznaje, że wzięła sobie tę zasadę do serca i nigdy nie odsłania zbyt wiele, chroniąc własną prywatność. A ja przy okazji sobie myślę, że zasada Czechowa i Flauberta nie służy wyłącznie pisarzowi. Jest równie ważna dla czytelnika. Dzięki niej proza wkracza na wyższy poziom, daje odbiorcy więcej satysfakcji. Czytelnik przecież nie lubi, by zbyt wiele przed nim odkrywać, by do szczętu tłumaczyć. Lubi mieć pozostawione pole dla wyobraźni, lubi czuć, że pisarz ma szacunek dla jego intelektu. Najlepiej, gdy pisarz zaznacza najważniejsze zdarzenia, wskazuje kierunek i pozwala czytelnikowi trochę pobłądzić wśród splątanych emocji. Wtedy czytelnik  może poczuć satysfakcję, że w pewnym sensie, dzięki własnej emocjonalności, empatii i przenikliwości, wspólnie z autorem dzieło "współtworzy". Tak pisał Czechow i Flaubert. Na tym polega proza Munro. Odzwierciedleniem tej zasady jest "Kaprys" Elżbiety Isakiewicz.


A oto jedna z mikroopowieści, którą prezentuję za zgodą autorki (jedna z moich ulubionych miniaturek zaprezentowanych w "Lekkich halkach"):


NA KRAWĘDZI

"Na krzywym progu chaty ze sczerniałych bierwion, z zielonymi futrynami i lekko pochylonym kominem siedzi bosonogi mężczyzna w podziurawionych portkach. Twarz ma ogorzałą i pomarszczoną jak dno dawno-wyschłej rzeki.
Stary człowiek głaska rudą kurę. U jego stóp czarny kundel z wilgotnym różowym nosem spod półprzymkniętych powiek śledzi lot pszczoły, która sfruwa na zapodzianą w trawie łodygę kwitnącego rzepaku. Obok brązowa krowa stoi w tajemnej ciszy swego majestatu. W jej mokrych niezgłębionych oczach migotliwie trzepocze odbicie wody z cynowego wiadra, którą człowiek od czasu do czasu zaczerpuje blaszanym kubkiem.
Chata i wszystko inne istnieje w suche popołudnie z otwartym niebem, pod lipą. Jedna z jej gałęzi osuwa się i muska zmurszały, zamszony dach - nie wiadomo, wysychają jej soki, czy słania się z leniwego przesytu liści.
- Gorąco. Trzeba się napić wody - stary człowiek wskazuje wiadro.
Nabieram wodę dłońmi. Jest studziennie zimna, twarda, przejrzysta.
Stary człowiek z aprobatą kiwa głową. Żegnam się i podążam tam, skąd przyszłam.
Gdzie byłam? Na krawędzi jakiegoś schyłku czy już po nim? A może minęłam przypadkiem wymyślony przez starego człowieka raj? Czy uroiła go także pszczoła lub krowa i spotkali się w jednym obrazie? (Prawdziwe raje mają cechy ziemskie, nie przesładza je ich doskonałość ani nie ogranicza wieczna szczęśliwość). Nigdy się tego nie dowiem. Już nie powtórzy się ta kompozycja postaci, przedmiotów, barw i tła. Ale przecież coś się zdarzyło.
Będzie mnie odtąd dopadać pragnienie zaczerpnięcie wody - takiej jak tamta". [2]



Wracam ze spotkania.
W głowie mi szumi od natłoku wrażeń, wiatru, a może także leciutko od wina.  Myślę o związkach. Nie tylko przecież Czechow ujął wszechświat w nowelach. Elżbiecie Isakiewicz udało się uchwycić w swoim tomiku, w jego czterech porach roku - przemijanie i historię życia ludzkiego. Jeszcze jestem zaplątana w "halki czarownic", ale też zaczynam przyspieszać kroku, by wrócić do samochodu. Czeka mnie jeszcze przecież podróż do domu (nie ja prowadzę!). Idę Grodzką. Z oddali słyszę dźwięki tęsknej i rzewnej melodii. Czy mogło być lepiej?... Pod Kościołem Świętych Apostołów Piotra i Pawła koncertuje samotny muzyk, a utwór przez niego wykonywany więzi przechodniów, nie pozwala odejść. Głowy nie dam, ale wydaje mi się, że jest to jedna z sześciu znanych suit na wiolonczelę. Jestem pewna, że dzisiaj mnie właśnie "to" spotkało. Właśnie dzisiaj "postacie, przedmioty, barwy i tło"  ułożyły się w idealną kompozycję. Cieszę się magią tego wieczoru, który przywiódł mnie do "Wiśniowego sadu", zagrał koncert na zmysłach, oczarował, przeniósł w czasie i przestrzeni - przywitał wiatrem, a pożegnał Bachem...


Za zaproszenie na wieczór autorski jeszcze raz serdecznie dziękuję...









[1] Julia Hartwig, "Zapisane", Wydawnictwo a5, 2013, fragment wiersza "To co przeżyliśmy"
[2] Elżbieta Isakiewicz "Lekkie halki czarownic i inne mikroopowieści", Wydawnictwo Perspektywa, str. 54

22 komentarze:

  1. Piękna nastrojowa refleksja! Cudowny klimat Krakowa i jego artystycznej duszy. Jestem pod wrażeniem utworów Elżbiety Isakiewicz, szukam w wolnej chwili jej nowych wpisów, nowych spostrzeżeń i przemyśleń. Uwielbiam krótką formę przekazu, jest w nich wiele treści i dużo miejsca na własne myśli. Niedawno powróciłam do Czechowa, do jego opowiadań właśnie. Mają to do siebie, że z czasem wyczyta się więcej. Munro daje to samo. Znamy te nazwiska, ale niedawno odkryłam "Ułeczkę" Lecha Zaciury (autor niestety już nie żyje) - refleksyjne opowiadania zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Każdy ma swoją "Ułeczkę", krótką uliczkę, zaułki, tylko, żeby dostrzec, co się tam dzieje... http://www.lomazy.eu/uleczka/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję - i dziękuję za link do "Ułeczki"... Właśnie jestem pod wrażeniem z lektury... Te opowieści i tajemnice szeptane przez lipę, partyjka w durnia z babcią... Bardzo lubię tego typu wspomnienia. Myślę, że wkrótce poznam resztę utworów...

      Usuń
  2. Przepiękny tekst, Olu. Nie dziwię się, że z takiego spotkania wyszłaś z głową pełną szumiących myśli - czytając o nim sama byłam nim niemało zaaferowana. A i dzięki niemu z wielką chęcią przyjrzę się "Lekkim halkom czarownic" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :) Książkę polecam, jestem pewna, że dostarczy Ci wielu wrażeń :)

      Usuń
  3. Przyznam szczerze, że o pani Elżbiecie Isakiewicz jak dotąd nie słyszałem w ogóle, a widzę, że zdecydowanie warto poświęcić swój czytelniczy czas dziełom tej artystki. Z Twojej relacji najbardziej podoba mi się określenie "wychwytywanie zdarzeń". Wydaje mi się, że to niezwykle cenna umiejętność, która charakteryzuje naprawdę wielkich pisarz - z otaczającej ich rzeczywistości potrafią oni wyłowić rzeczy, fakty, zdarzenia czy postacie, które za sprawą niezwykłej wyobraźni są przekształcane i składane w literackie dzieło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mikroopowieści pani Elżbiety można w zasadzie podzielić na teksty dwojakiego rodzaju. To refleksje płynące z lektur, a wtedy pisarka dopisuje własną puentę, albo scenki z życia wzięte. Jej miniaturki zaczynają się wówczas w ten sposób: "Mama opowiada: wracam z przychodni..." bądź opisem: "Kobieta z małym psem idzie niezgrabnym krokiem osiedlową ulicą...". To scenki, które często sami oglądamy na ulicy. Jakiś fragment podsłuchanej rozmowy na przystanku; sprzedawca na bazarze, który zaintrygował wypowiedzią i postawą; słowik, który przyleciał do centrum miasta, by obwieścić światu wiosnę... To jest pochylenie się nad szczegółem, ale także słuchanie drugiego człowieka - często nam, niestety, ta sztuka nie wychodzi...

      Usuń
  4. Jedno teraz czuję...zazdrość o tak niezwykłe i magiczne - tak! takie przecież było! - popołudnie :) A po autorkę sięgnę na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było, było magicznie:) Bardzo będę ciekawa Twoich wrażeń:)

      Usuń
  5. Przepiękny tekst :) "wychwytywanie zdarzeń" Tobie, Olu, również nie jest obce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, Małgosiu :) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  6. Ależ piękny klimat odmalowałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna recenzja :D

    Zapraszam do dyskusji :)

    http://artemis-shelf.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie tylko Czechow. Skłania do refleksji jak Borges, zachwyca jak Hrabal...

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytając relację ze spotkania miałam wrażenie jakbym sama tam była... Coś niesamowitego. Takie spotkania to jeden z powodów przez które czasami żałuję przeniesienia do mniejszego miasta. Niestety takich wydarzeń u nas nie ma.

    www.mocnosubiektywna.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla takich wydarzeń jednak warto przejechać nawet sporo kilometrów:)

      Usuń
  10. Pięknie oddałaś klimat Krakowa wieczorową porą i kameralnej rozmowy o mikropowieści. Aż chciałoby się też tam być...

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniała recenzja! Aż chciałoby się być w tym miejscu i słuchać wywiadu z autorką. W tym momencie pozostaje mi tylko lektura jej książki. )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, spotkanie rzeczywiście było magiczne:) Książkę polecam. To refleksje, które zapadają w pamięć...

      Usuń
  12. Olu zawsze potrafisz stworzyć niepowtarzalny klimat, a jestem oczarowana i zazdroszczę Ci tego spotkania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klimatu nie stworzyłam, klimat mnie oczarował:) Starałam się go tylko przekazać... Dziękuję, Martuś:)

      Usuń