poniedziałek, 21 grudnia 2015

WIEDZA O DZIECKU UKRYTA JEST W NAS SAMYCH





Czy można sobie wyobrazić dzieciństwo bez książek Astrid Lindgren? Można, ale byłoby pozbawione czegoś istotnego… Za co je kochamy? Za humor, szczerość i nieograniczoną wyobraźnię. Za wiarę w dziecko, znajomość jego psychiki i poważne do niego podejście. Za przekraczanie granic. Za możliwość ukrycia się w idyllicznym obrazie Bullerbyn, ale także za odważne podchodzenie i przedstawianie istotnych problemów – buntu wobec dorosłych, rozterek wieku dorastania, a nawet sięganie po tematy tabu, których inni pisarze bali się bodaj musnąć. Astrid Lindgren pomogła wielu dzieciom oswoić się z tematami sprawiającymi ból – z niesprawiedliwością, samotnością, a nawet śmiercią.

Napisała ponad 20 powieści, zbiory opowiadań, sztuki teatralne i słuchowiska radiowe. Wiele jej książek sfilmowano. „Pippi” stała się jednym z największych bestsellerów dla dzieci wszech czasów. Pisarkę obsypywano nagrodami, przychodziły do niej listy od wielbicieli z całego świata, o jej urodzinach pamiętali politycy oraz monarchowie. Stała się patronką szkół, ulic i dzielnic, jej nazwisko nadano asteroidzie. Pomimo ogromnej popularności pozostała zawsze taka sama - uśmiechnięta, wrażliwa i skromna.

Książka Margarety Strömstedt nie jest zwykłą biografią. Pozwala poznać fakty z życia pisarki, wyjaśnia czemu tak ważne dla niej był okres dzieciństwa, dlaczego kochała i tak doskonale rozumiała psychikę dzieci i co ją skłoniło do sięgnięcia po pióro. Dowiemy się dlaczego przez długie lata skrzętnie chroniła swoją prywatność i co ją w końcu zmusiło do publicznego wyznania. Książka jest jednak czymś znacznie więcej. Stanowi barwną panoramę epoki, w której żyła Astrid, uwzględniającą zmiany kulturowe i społeczne, a także wydarzenia historyczne, których była świadkiem. Stanowi połączenie refleksji na temat pisarki, wspomnień samej Astrid, a także fragmentów książek, które stanowią echo jej przeżyć. W ten sposób poznajemy także portrety jej najbliższych, bowiem często stawali się prototypami książkowych postaci. Wreszcie nauczymy się dopatrywać w bohaterach książkowych cech samej autorki. Szczególne znaczenie mają dwie kreacje – dobrze ułożona, opiekuńcza i grzeczna Lisa z Bullerbyn oraz wyzwolona, zbuntowana i zwariowana Pippi Pończoszanka. Zdaniem Strömstedt - obie tworzą uzupełniające się połówki autoportretu pisarki. To rzecz ważna i znamienna, gdyż  wielbiciele Astrid Lindgren z pewnością odczuwają w całej jej twórczości to szczególne oscylowanie między układnością a buntem. Kiedy lepiej poznamy pisarkę, przekonamy się, że te same kontrastowe siły kierowały nią przez całe życie. Delikatność i opiekuńczość wyniosła z domu rodzinnego. Bunt i odwaga w głoszeniu własnej opinii - stały się przyczyną wielu jej kłopotów, zadecydowały o jej życiowym powołaniu, z czasem popchnęły ją do działalności publicznej.




Dlaczego zaczęła pisać książki? Troszeczkę pomogła jej w tym Opatrzność. Napisała pierwszą książkę, kiedy skręcona noga uniemożliwiła jej pracę i wyjście z domu. Pisarką jednak stała się długo przed tym wydarzeniem, długo zanim to sobie uświadomiła. Zupełnie nie planowała takiej kariery, można śmiało powiedzieć, że to było jej przeznaczenie. Fascynujące jest śledzenie jej twórczej drogi, która przecież zaczyna się jeszcze na długo przed dramatycznymi wydarzeniami, zanim życie zmusiło ją do podjęcia skromnego kursu stenografii i pisania na maszynie, przed rozpoczęciem pracy w rozmaitych redakcjach, które zapewniły jej praktyczne i zawodowe umiejętności. Jej proces dojrzewania do pisarstwa zaczyna się już w dzieciństwie. Opowiadanie miała we krwi. Jej dziadkowie i rodzicie byli wytrawnymi gawędziarzami. Astrid lubiła ich opowieści o przeszłości, które później stały się tłem jej książek. Kiedy doczekała się własnych dzieci - mogła przekazać rodzinne historie, ale z łatwością przychodziło jej także tworzenie nowych. Jej córka wymyślała przedziwne postacie – np. Pippi Pończoszankę, a Astrid dopowiadała przygody, które trzeba było przecież dopasować do dziwacznego imienia. Kiedy skręcona noga unieruchomiła Astrid w łóżku, postanowiła zrobić córce niespodziankę. Spisała historyjki Pippi, które oprawiła i podarowała jej na 10 urodziny. Drugi egzemplarz wysłała do wydawcy. Kiedy czekała na odpowiedź już pisała następną książkę.

Pierwsze wydawnictwo ją zignorowało, a raczej przestraszyło się jej książki. Nieco później Astrid wysłała „Pippi” oraz „Dzieci z Bullerbyn” na konkurs zorganizowany przez Rabén&Sjögren. „Pippi” wygrała bezkonkurencyjnie. Wydawca nie tylko opublikował obie książki, ale także zaproponował pisarce stanowisko głównego redaktora. Związana była z tym miejscem przez 25 lat, stała się autorytetem, wspierała i udzielała fachowych porad i pomocy początkującym pisarzom - m.in. Hansowi Petersonowi, którego znamy z serii z fenomenalnymi ilustracjami o kocie Mangusie.

Kiedy Astrid Lindgren chwyciła za pióro, ani przez moment nie myślała o karierze. Jej książki wypłynęły z głębokiej potrzeby postawienia się na miejscu dziecka i przemożnej chęci zwrócenia uwagi na ich prawa. Jej sprzeciw budził fakt, że dzieci są tłamszone przez dorosłych, że nie są traktowane poważnie i nikt ich uważnie nie słucha. Dzisiaj jej książki należą do klasyki, ale kiedy publikowane były po raz pierwszy – wywołały rewolucję. Astrid zaczęła pisać, gdy dzieci nie traktowano jako pełnowartościowych obywateli, raczej jako materiał, który należy ukształtować przez surową dyscyplinę. Po przełomowych odkryciach Freuda, który zwrócił uwagę na dzieciństwo, jako na okres, który wpływa na ukształtowanie osobowości – społeczeństwo szwedzkie zaczęło dojrzewać do zmian. Książki Lindgren wydane w tym momencie wywołały szeroki odzew. Dzieci je pokochały. Doceniły, że pisarka nie kokietuje dorosłych, nie stosuje moralizatorstwa i zwraca się bezpośrednio do nich. Dorośli zareagowali różnie. Jedni podziwiali, inni wpadli w panikę. Nie obyło się bez krytyki i wielkiej narodowej dyskusji, która przetoczyła się po opublikowaniu drugiego tomu przygód Pippi Pończoszanki, a zwłaszcza po ukazaniu się powieści „Bracia Lwie Serce”. Z czasem głosy sprzeciwu ucichły, wydaje się zresztą, że Astrid w ogóle nie ich nie zauważyła. Była całkowicie pochłonięta twórczością.






Margareta Strömstedt – szwedzka pisarka i dziennikarka - została poproszona przez wydawcę Hansa Rabéna o napisanie biografii Astrid Lindgren pod koniec lat sześćdziesiątych. Nie podjęła się jednak tego zadania od razu. Dała sobie dużo czasu na to, by poznać miejsca i ludzi związanych z Astrid, jej rodziną i przyjaciółmi. Przede wszystkim jednak rozmawiała z Astrid, stała się jej przyjaciółką i powierniczką, uzyskała dostęp do jej serca i wspomnień. Dzięki temu obraz pisarki jest bardzo wnikliwy, szczery i ciepły. Wchodząc w tak bliską relację biografistka jednak ograniczyła sobie w pewnym sensie swobodę ruchów. Z pewnością odkryjemy kilka nierozjaśnionych cieni i fragmentów życiorysu, w których wyraźnie wyczuwa się granicę sfery ochronnej, którą Astrid wyznacza. Czy to wada? Nie! Z pewnością nie musimy poznać nazwiska ojca pierwszego dziecka, relacji między mężem i synem ani kłopotów małżeńskich, by poznać dogłębną genezę jej utworów. Jeśli czytelnik zgodzi się na uszanowanie pewnej strefy prywatności – bardziej zależy mu na poznaniu poglądów i przesłania pisarki niż na rozdrapywaniu ran - lektura przyniesie mu sporo niezapomnianych wzruszeń i satysfakcję.


Recenzja opublikowana na portalu:








                                                                                                                      

11 komentarzy:

  1. Każdy ma prawo do swoich tajemnic, dlatego te cienie, o których piszesz dla mnie również nie będą problemem :) Ach Astrid! Bez niej szczeniackie lata nie byłyby takie same :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie odbieram tę książkę:) Czytając czujemy po prostu głębokie porozumienie dusz biografistki i jej muzy. Kolejne fakty przedstawione są w pełnej zrozumienia narracji, nie miały wyszukiwać bądź podsycać sensacji:)

      Usuń
  2. Poluję na tę książkę w bibliotece już od dawna i ciągle nie mam szczęścia. Już nawet napisałam ją mężowi na liście, z której miał mi wybrać prezent pod choinkę, ale nie wiem, czy wybrał akurat tę. W końcu sobie kupię, bo nie wytrzymam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto:) Dla wielbicieli dzieci z Bullerbyn, szalonej Pippi, zmyślnego Emila, rozczulającego Sucharka, odważnej Ronji (i wielu innych) - to pozycja obowiązkowa:)

      Usuń
  3. Ha, wychodzi na to, że sytuacja z pisaniem biografii jest analogiczna do prób dokładnej charakterystyki elektronu, tj. podania jego masy i pędu (nie jest możliwe równoczesne wyznaczenie obu tych wartości). Bliska relacja z osobą, której życie staje się tematem książki pozwala poznać bardzo wiele istotnych faktów, ale nawiązana relacja i wynikający z tego szacunek dla sfery prywatnej, uniemożliwiają zaprezentowanie całej wiedzy, jaką się posiadło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się Twoje obrazowe porównanie;)
      Muszę od razu wyjaśnić, że o ile w życiorysie pisarki rzeczywiście znajdziemy fragmenty zaledwie muśnięte, to nie ma to najmniejszego wpływu na wyjaśnienie twórczości i emocji pisarki, które w swe książki przelała. To ewentualnie miała być informacja dla osób, które nie tyle chcą poznać książkę dla genezy utworów, raczej gonią za sensacją... Nie chciałam też, by ktoś odniósł wrażenie, że autorka chce coś zataić. Biografia jest rzetelna.

      Usuń
  4. Czytałam niedawno artykuł o życiu Astrid. Jak ja bym chciała mieć tak niespożytą życiową energię i tyle radości w sobie, co Ona...! Zanotowałam sobie z artykułu cytat, który świadczy o tym, że Astrid miała również naturę refleksyjną: "Trzeba żyć tak, żeby powoli przyzwyczajać się do śmierci". Melancholia nie była jednak głównym rysem jej charakteru, czego dowodzi wypowiedziane natychmiast po tym zdaniu: "Tra la la".
    Uwielbiam Astrid! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdanie również znalazło się w książce. Melancholia, jak wynika z biografii, była jednak jedną z jej bardzo ważnych cech. Pisarka znana była też z błyskotliwych puent i ripost. Wydaje mi się, że w tym miejscu bardzo inteligentnie wybrnęła z sytuacji. Odpowiedziała całkowicie szczerze, ale zaraz potem nieco zbanalizowała wypowiedź, żeby nie miała przytłaczającego charakteru. Też uwielbiam Astrid:) Kto się z nią zetknął musiał się jej bać albo całkowicie pokochać:)

      Usuń
  5. Ja też czytałam ostatnio artykuł o życiu Astrid. Było to chyba w "Twoim Stylu". Uwielbiam historie osób, które nie planowały kariery i osiągnęły sukces dzięki swoim ukrytym dotąd talentom. To niesamowite, że gdyby nie skręcona noga, Astrid może nigdy nie zaczęłaby pisać. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wierzę, że była pisarką dużo wcześniej, zanim uraz nogi zatrzymał ją w domu. Nie ten, to inny pretekst - prędzej czy później zmusiłby ją do spisania tych wszystkich historii, które już miała w głowie:)

      Usuń
    2. W sumie zapewne masz rację. Musiała mieć od dawna talent w sobie. :-)

      Usuń