czwartek, 29 stycznia 2015

"ROK W ROZMOWIE. PISARZE KRYTYCZNYM OKIEM" - Wywiady Jarosława Czechowicza




CZŁOWIEK W PISARZU 

„Sztuka rozmowy, tak jak sztuka czytania, polega na współtworzeniu. Pytania i odpowiedzi, komentarze i riposty – wszystko to składa się na nowy tekst, którego żaden z uczestników dysputy nie jest wyłącznym autorem. A jednak to stawiający pytania ma najtrudniejsze zadanie” – Alberto Manguel

Jednym z zadań literatury jest objaśnianie otaczającej rzeczywistości. Po co rozmawiać z pisarzami, skoro swoje credo i poglądy zawarli w twórczości? Ponieważ tworząc, poddają analizie nie tylko świat zewnętrzny, dokonują też podróży w głąb siebie i własnej duszy. Po to, by „odczytać” książkę, trzeba zrozumieć przesłanie. Docieramy do sedna, gdy pojmiemy intencje autora. Wywiad zatem pozwala zbliżyć się do „człowieka” w pisarzu, zrozumieć jego motywy, a tym samym wejść głębiej w literaturę.

We wrześniu 2014 roku ukazała się książka, która jest zapisem kilkunastu wywiadów z polskimi pisarzami. Inicjatorem rozmów jest znany z dociekliwych i nieszablonowych recenzji i omówień krytycznych autor bloga literackiego „Krytycznym okiem”. Jego rozmówcami są: Kaja Malanowska, Remigiusz Grzela, Piotr Czerwiński, Dawid Kornaga, Marta Syrwid, Grzegorz Kozera, Jacek Wangin, Joanna Bator, Justyna Bargielska, Katarzyna Bonda, Ignacy Karpowicz, Anna Janko i Inga Iwasiów. Wywiady zostały wcześniej opublikowane na blogu (poza jedną, najważniejszą dla autora). Rok w rozmowie… to kilkanaście ciekawych spotkań. To świat przeżywany na trzynaście różnych sposobów, prezentowany przez nietuzinkowe i niebanalne osobistości. To także inspiracje książkowe – kilkanaście propozycji na każdy z dwunastu miesięcy najbliższego roku.

Rozmówcy Czechowicza są wielobarwni, często skrajnie różni. Jedni dopiero zaczynają literacką przygodę i poszukują swej drogi, inni mają imponujący dorobek. Jedni są otwarci, chętnie opowiadają o sobie, inni zgadzają się uchylić drzwi do swej prywatności zaledwie odrobinę. Piszą w różnych formach i w odmienny sposób. Jedni tworzą w zaciszu gabinetu, potrzebują izolacji i odpowiedniej scenerii. Dla innych warsztatem pracy jest samo życie, więc rzucają się na nie zachłannie, zdobywają doświadczenie eksperymentując, intensyfikując bodźce. Żyją tak, by ich nic nie ominęło… Mówią o swych inspiracjach, literackich wzorach, pasjach, blogach, o podróżach bądź emigracji, o niezbędnych zmianach w życiu, frustracjach i depresjach, wreszcie o własnej twórczości i o cenie, jaką się płaci za popularność. Czechowicz pozwala swym „gościom” narzucać ton, więc rozmowy są żywiołowe bądź melancholijne, smutne, gorzkie, a nawet cierpkie. Mimo tej rozmaitości, wywiady umieszczone w zbiorku stanowią w pewnym sensie całość, gdyż ich powstaniu przeświecała wspólna myśl. Zostały przeprowadzone, by ukazać system wartości twórców i wysondować, co nadaje ich życiu sens.

Na co możemy liczyć sięgając po książkę? Z pewnością dokonamy kilku ciekawych odkryć. Poznamy sylwetki twórców, z którymi nie mieliśmy dotychczas okazji się zetknąć albo pozbędziemy się paru stereotypów. Przekonamy się, że twórcy znani ze skłonności do emocjonalnego ekshibicjonizmu wbrew pozorom nie są skłonni odpowiadać na wszystkie pytania. Poznamy diagnozę polskiej literatury. Możemy też przyjrzeć się Jarosławowi Czechowiczowi w zupełnie nowej dla niego roli, podczas rozmów prowadzonych z prawdziwie dziennikarskim zacięciem. Jest taktowny i rzetelnie przygotowany. Potrafi cierpliwie krążyć wokół tematu, a jeśli nie otrzymuje odpowiedzi, dociera do sedna w inny sposób. „Podpuszcza”, gdy trzeba, ale nie jest prowokacyjny. Przede wszystkim zaś nie angażuje czasu pisarzy, by pytać o banalne i powierzchowne sprawy.


Recenzja została opublikowana w FA 01/2015


***


Akademicka Oficyna Wydawnicza i czasopismo FORUM AKADEMICKIE


poniedziałek, 26 stycznia 2015

„ODPŁYW” L.S. CHRISTENSENA - REALIZM POETYCKI W MISTRZOWSKIM WYDANIU




Lars Saabye Christensen to zasłużony i wielokrotnie nagradzany poeta i pisarz, czołowy norweski pretendent do literackiej Nagrody Nobla. Jego książki były już w Polsce publikowane („Herman” - Świat Literacki, 2000; „Jubel” – Książnica, 2003; „Półbrat” – Świat Literacki, 2004; „Beatles” – Arcadia Books, 2009), ale przeszły raczej bez echa.  W obecnej chwili jego twórczość jest odkrywana na nowo. W zeszłym roku nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazało się wznowienie książki „Półbrat” (tym arcydziełem pisarz w 2001 roku uwieńczył 25-lecie swojej pracy twórczej), a w styczniu 2015 roku miała miejsce polska premiera najnowszej powieści „Odpływ” (z 2012 roku).
Książka składa się z dwóch części, które stanowią pod względem formalnym odrębne powieści. „Błystka” jest melancholijną opowieścią o 15-letnim norweskim chłopcu, który spędza wakacje z matką na letnisku w Nesodden (w zatoce Oslofjorden). Jest 1969 rok, lato jest z różnych względów wyjątkowe i przejdzie do historii. Wszyscy wstrzymują oddech kibicując załodze statku kosmicznego, która ma wylądować na Księżycu. Ale tu, na Ziemi, także dzieją się równie ważkie sprawy. W życiu Chrisa kończy się pewien etap. Ma za sobą gimnazjum, powziął decyzję, że zostanie pisarzem; symbolicznie wyzwolił się spod wpływu ojca, przez co może przyjrzeć się swej relacji z matką. W powietrzu wisi przeczucie "kosmicznych" wydarzeń. Chris (a raczej: Funder, jak każe siebie nazywać) stawia sobie wyzwanie: chce napisać wiersz o Księżycu. Chłopiec wchodzi w trudne relacje z rówieśnikami i po raz pierwszy przeżywa zauroczenie. Neil Armstrong stawia swoje słynne kroki na Srebrnym Globie, a Funder – pierwsze kroki ku dorosłości…
„Pośrednik” to tragikomedia, przypowieść o zapomnianej przez Boga i ludzi amerykańskiej mieścinie, która było tak nędzna i udręczona, że jej nazwa zaczęła funkcjonować w języku potocznym, jako synonim czyśćca lub piekła. Karmack powoli wymiera. Ludzie wyjeżdżają, domy pustoszeją, ulice zarastają chwastami. Tylko jednemu człowiekowi wydaje się, że nadchodzą pomyślne czasy. Z powodu gwałtownie rosnącej liczby wypadków, rada miasta musi zatrudnić Pośrednika. Do jego obowiązków będzie należało przekazywanie rodzinom wiadomości o nieszczęśliwych wydarzeniach. Tę posadę, gwarantującą zarobek (a tym samym szansę na rozpoczęcie nowego życia) otrzymuje Frank Farrelli. Nie wie tylko jeszcze jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić.
Przechodząc z jednej przypowieści do drugiej – jesteśmy lekko zdezorientowani, ponieważ autor nie tylko porzuca swych bohaterów, zmienia także miejsce i czas, a nawet styl, klimat i… gatunek. Skąd taki dziwaczny zestaw? Czy mamy poszukiwać ukrytych wspólnych znaczeń? Kiedy zaczynamy godzić się z tym zamysłem – pojawia się epilog („Wióry i pył”), który logicznie cementuje obie historie. W tej części ponownie pojawia się bohater „Błystki”, tym razem jako człowiek w podeszłym wieku, który rozlicza się z życiem. Istotną rolę w tym rozliczeniu pełnią (dość przewrotne) refleksje na temat jego pisarstwa i twórczości. Narrator zastanawia się czy jego talent był błogosławieństwem czy przekleństwem. Czy pisząc swe powieści i wykorzystując doświadczenia i przeżycia innych osób, stał się po części „pośrednikiem"? Czy zdołał przeżyć swoje życie czy raczej przed nim umykał…?
Po przeczytaniu „Półbrata” i „Odpływu” można już dostrzec elementy, które w twórczości pisarza są stałe, a jednocześnie nadają jej indywidualny koloryt i specyfikę. Nieodmiennie zachwyca jego styl, język i świeżość sformułowań. Bez względu na rozmiary, jego powieści zawsze są kameralne i intymne. Bohaterami są osoby z fizyczną skazą, a zwłaszcza takie, które nie potrafią się dostosować, muszą "obłaskawiać" rzeczywistość. Powieści zawierają sporo elementów autobiograficznych autora, dużą rolę odgrywają relacje z matką. W sposób wzruszający kreśli jej portrety. Jego książki stanowią czuły i piękny hołd dla niej.
Książka trafia do mojej prywatnej kolekcji mistrzów. Nigdy też nie miałam większej pewności komu kibicować przy wręczaniu literackiej Nagrody Nobla…


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:


                                                                                                 Serdecznie dziękuję!





Recenzję książki "Półbrat" można przeczytać TUTAJ

piątek, 23 stycznia 2015

"Gniew", czyli czym Szacki naraził się Miłoszewskiemu





Zygmunta Miłoszewskiego - polskiego powieściopisarza, nowelisty, publicysty i współautora scenariuszy filmowych - nie trzeba nikomu przedstawiać. To, że na początku roku został nagrodzony za serię powieści o prokuratorze Szackim i stał się laureatem Paszportu Polityki, także odbiło się głośnym echem; podobnie jak wiadomość, że Gniew jest ostatnim tomem, którym autor definitywnie zamyka cykl. Warto może przypomnieć, że za drugą część, rozgrywającą się w Sandomierzu (Ziarno prawdy), Miłoszewski był już nominowany do Paszportu Polityki w 2011 roku, a w jego twórczości docenia się nie tylko interesującą intrygę kryminalną, gdyż ważniejsza często od tego wątku jest umiejętność postawienia diagnozy społeczeństwa polskiego, uwzględniającej kompleksy i problemy, a zwłaszcza nierozliczone sprawy, które pokutują do dziś…

Miłoszewski przyzwyczaił czytelników, że potrafi oddać klimat każdej miejscowości, w której toczy się akcja. W Ziarnie prawdy poznaliśmy uroki Sandomierza, tym razem przenosimy się na Warmię. Po rozwiązaniu ostatniej zagadki i stwierdzeniu, że z Warszawą nic go już nie wiąże, prokurator postanawia rozpocząć "nowe życie" w zupełnie innym miejscu. Wybrał Olsztyn, kierując się dosyć bibloardowym wizerunkiem miasta jezior i słońca, miejsca idealnego na wakacje i wypoczynek. Nie spodziewał się, że czekają go tu zupełnie odmienne doznania.

Przenosimy się do Olsztyna w samym środku zimy. Naszemu bohaterowi towarzyszy mgła,  marznąca mżawka bądź ulewny deszcz. Szacki jest w miarę zadomowiony, opadły już uniesienia związane z przeprowadzką i nową miłością. Nie jest specjalnie zadowolony z mieszkania, ani z pracy. Życie pod jednym dachem z  nową dziewczyną i nastoletnią córką jest (łagodnie mówiąc) dość skomplikowane. Nie bardzo lubi też swojego podwładnego, Edmunda Falka (młodego adepta prawa, idealistę), który ostentacyjnie wierzy w sprawiedliwość. Jego asystent jest w pewnym stopniu kopią Szackiego sprzed kilkunastu lat i tym samym - jego wyrzutem sumienia. Prokuratora denerwuje jego służbistość, ta postawa nie pozwala na popełnianie najmniejszego nawet błędu. Szacki jest nieco zagubiony, zmęczony i zblazowany, ale już na horyzoncie pojawia się nowa wielka sprawa, najbardziej osobista, z jaką do tej pory się zetknął.

Miłoszewski zadbał, by nie tylko zakotwiczyć powieść w polskich realiach, ale także (dzięki wycinkom z prasy) w odpowiednim czasie. Poznajemy architekturę Olsztyna, największe bolączki miasta (z permanentnymi korkami włącznie) i charakterystykę mieszkańców z uwzględnieniem ich lokalnego patriotyzmu. Główną jednak problematyką książki jest przemoc w rodzinie. To temat przewodni. Ta koncepcja nie pozwoliła być może rozwinąć skrzydeł pisarzowi, tak jak w poprzednich częściach, tym niemniej – sposób przedstawienia materii  robi wrażenie i jest to najmocniejsza strona książki. Miłoszewski spełnia misję, a czytelnik po lekturze nigdy nie powinien zignorować uporczywego szczekania psa, a tym bardziej rozdzierającego płaczu dziecka za ścianą…

Niewiątpliwie warto spojrzeć na portret Polaków oczami Miłoszewskiego, a cała seria jest godna polecenia. Żałować można trochę, że Ziarno prawdy nie zostało w swoim czasie nagrodzone Paszportem PolitykiGniew niestety nie dorównuje poprzedniczce. Zabrakło nieco ważkości tematu, zbyt dużo nagromadziło się komiksowych postaci drugoplanowych, rozwiązanie intrygi jest ciut przekombinowane; przede wszystkim wyraźnie odczuwa się, że autor… stracił serce do swojego bohatera. Miłoszewski w tej części po prostu  już chyba nie lubi Szackiego… 


Recenzję napisałam dla portalu:




poniedziałek, 19 stycznia 2015

JANUSZ ANDRZEJCZAK - "ŁAGODNIA"


Pamiętacie wiersze zainspirowane naturą ze zbiorku „Ulotnia” Janusza Andrzejczaka, wydanego w 2013 roku?




                                                                                      



Tym razem przedstawiam utwory z tomiku „Łagodnia” (wyd. rok 2012). Pośród nich ponownie przeważają wiersze wyrażające zachwyt nad pięknem przyrody, rozkochanie w lasach, jeziorach i ich tajemnicach. Ale przecież nie tylko… Zapraszając kolejny raz do niezwykłego świata, postanowiłam przedstawić autora w odmiennej odsłonie…


Pierwszy wiersz, to mój ulubiony utwór z prezentowanego zbiorku; drugi prowadzi w krainę dziecięcych wspomnień, wyjaśnia tytuł albumiku...












LUSTRO

Siebie samego nawet nie znam,
W moim odbiciu jakoś pusto…
Czy tę niewiedzę choć  okiełzna
Weneckie, obustronne lustro?

Kupiłem je za groszy kilka.
Dziad się upraszał; był po piwie.
Miał jeszcze wypchanego wilka;
Razem coś na mnie: żądnie, chciwie…

Przeląkłem się. „Nie, wilka nie chcę!”
Krzyknąłem gotów do odwrotu.
Na boku coś do wilka szepce…
„Lustro mam panie; patrz pan, to tu…”

I wskazał szponem. Orlim? Sępim?
Na owal stary co był lustrem.
„Nie będę se jęzora strzępił,
Nietsche w nim pisał Zaratustrę”.

Nie mogłem pojąć. „Jak to…pisał?!
Daj spokój chłopie takim żartom!”
„No wiem, oblicze lustra…łyse,
Ale ma duszę, bierz pan, warto!”

„No dobrze, wezmę lustro z duchem!
Z duszą, czy choćby i bez duszy”.
I gdy je wziąłem za pazuchę,
Wypchany lupus się poruszył…

W domu przetarłem to zwierciadło,
Spojrzałem w nie, a ono na mnie…
Coś jakby z twarzy mi odpadło…
Wenecka maska? Lico? Kamień?

Ktoś na mnie patrzył, ja na niego,
Ktoś niepodobny, z tamtej strony…
Coś chciał ode mnie; nie wiem czego…
Nadziei małej tlący płomyk...?

Wtem coś zmarszczyło taflę lustra,
Spadło i stłukło się; weneckie…
Nietschego nie ma. Coś tam z Prousta…
Stałem się znowu małym dzieckiem.




ŁAGODNIA

Gdzie widnokrąg tak się zaczyna jak kończy; tam właśnie.
Tam, gdzie ostatnia barwa łąki ledwo smużką gaśnie,
Grzbiet lasu w dali jest zaledwie i tylko domysłem,
Wierzba przy kapliczce, w niej diabeł, a w kapliczce Chryste.

Gdzie puszcza tajemna i łąka rozedrgana życiem,
Sosna niebo wskazująca czarnym ptakiem na szczycie,
Rzeka jak dziecko nieprzewidywalna, oczko wodne,
Mgnienia na nim ni stąd ni zowąd, z toni żyworodne.

Kamień jaszczurczy w środku pola: świadek i spoczynek,
Gniazdo na chałupie bocianie, a w nim pięć jedynek.
Tam, gdzie mgła jest zmyśleniem, samym wydechem się jawi,
I jest echem samym w sobie, z klangorem żurawim.

Gdy znad obrusa grzybem pachnie, a spod niego sianem,
Gdy pola całe w dmuchawcach jak zamiecią zawiane;
Gile jak jabłka na choince, ozdoby z tarniny...
Ti i więcej z wielością skutków, bez jednej przyczyny.

I gdzie okno, a za szybą z żurawiną słój wielki,
W głębi babcia w chuście, piec biały i w kwiaty kafelki.
A przed strzechą bez się lili, łan maków jak pochodnia;
Także gdy sypią się z nieba ziarna szpaków; Łagodnia...







JANUSZ ANDRZEJCZAK - poeta, prozaik, malarz, wędrowiec. Urodził się w 1956 roku w Toruniu. Tam mieszka i pracuje. Absolwent Mikołaja Kopernika w Toruniu. Nauczyciel, pedagog. Autor tomików poetyckich: TAKIJEDEN, ŁAGODNIA, ULOTNIA. Wiersze, opowiadania, eseje i krótkie formy prozatorskie publikuje w czasopismach literackich i internecie. 

sobota, 17 stycznia 2015

PRZYSIĘGA STALI - przygodowa powieść fantasy na miarę Weeksa i Scotta Lyncha - już 22 stycznia! [materiały prasowe]



Douglas Hulick
Przysięga stali
przeł. Łukasz Małecki

Premiera 22 stycznia 2015


Przebojowa kontynuacja Honoru złodzieja.

Minęły trzy miesiące, od kiedy Drothe spalił dużą część stolicy imperium Ildrekki i nieoczekiwanie dla samego siebie stał się jednym z najsłynniejszych, rządzących miastem Kamratów. Jako nowy Szary Książę ma nie tylko przyjaciół, ale też niestety coraz większą grupę wrogów, którym nie podoba się jego szybki awans.  Lokalni przywódcy wciąż sprawdzają, czy naprawdę zasłużył na swoją reputację, czy tylko uśmiechnęło się do niego szczęście. Mówi się, że krew Księcia jest tak samo czerwona,  jak krew zwykłego złodzieja.

Gdy zostaje zamordowany inny Szary Książę i wszystkie znaki wskazują, że to właśnie Drothe trzymał nóż, nasz bohater wie, że za chwilę jego krew może spłynąć ulicami Ildrekki. Dotychczasowi sojusznicy odwracają się do niego plecami, a po mieście krąży coraz więcej mrocznych plotek. Wtedy pojawia się dziwny mężczyzna, który twierdzi, że rozwiąże wszystkie jego kłopoty… w zamian za tą ofertę nie do odrzucenia, oczekuje tylko małej przysługi. Wilk, bo tak każe nazywać się tajemniczy szermierz, zmusza świeżo mianowanego Księcia do podróży w stronę dalekiego Djanu, egzotycznej krainy pełnej magów…

Porywająca, wartka akcja i znakomite postaci, które podbiją wasze serca – to najważniejsze cechy powieści Douglasa Hulicka. Młody autor ani na chwilę nie zwalnia tempa i po raz kolejny udowadnia, że zasługuje na miano jednego z najlepszych twórców fantasy.



Nowy talent wchodzi do gry! – Brent Weeks



Douglas Hulick – absolwent historii na New Mexico State University. Mieszka z rodziną w Minnesocie. Kiedy nie pisze, ćwiczy sztukę walki XVII wiecznymi włoskimi rapierami, uwielbia też gotować, czytać i przesiadywać w kawiarniach.
Jest badaczem i znawcą żargonu środowisk przestępczych średniowiecza. Jego pierwsza powieść z cyklu Opowieści o Kamratach to Honor złodzieja, którą pisał niemal dekadę. Przysięga stali to druga cześć cyklu. 







I część cyklu „Opowieści o Kamratach” Honor złodzieja



„Czysta przyjemność… Koniecznie przeczytajcie tę książkę”
Brent Weeks

“Już na samym początku czytelnik zostaje wrzucony w sam środek akcji. I od tego momentu biegnie ona szybko dalej, bez żadnych przerw. To nie jest typowa opowieść o bohaterach, o jakiej myślisz… Ale jeśli lubisz książki Brenta Weeksa albo Scotta Lyncha, to ta także ci się spodoba. NIE PRZEGAPCIE TEJ KSIĄŻKI!”

Powieść Honor złodzieja znalazła się w 2011 roku w gronie finalistów prestiżowej nagrody Kitschies Golden Tentacle.


Jestem pośrednikiem, a mój towar to informacja. Zdobywam ją w każdy możliwy sposób: opłacając donosicieli, podsłuchując, przekupując, szantażując, kradnąc i wrabiając… a także, w nielicznych przypadkach, torturując — krótko mówiąc, robię wszystko, co konieczne, by dotrzeć do sedna. Właśnie to odróżnia Nosy od zwyczajnych plotkarzy — my nie tylko gromadzimy elementy układanki, ale również łączymy je w całość. (…) Praca Nosów to coś więcej niż nadstawianie uszu na ulicy; my przesiewamy i łączymy informacje, kojarząc ze sobą elementy, które przeoczyłaby większość Kamratów. My nie ustalamy, że coś się dzieje — my ustalamy, dlaczego się dzieje.
A później sprzedajemy tę wiedzę.

Ildrekka to niebezpieczne miasto. Jeśli brakuje ci sprytu i przezorności, marny twój los. Na szczęście Drothe nie musi się tym martwić. Od wielu, wielu lat jest członkiem Kamratów, zna na wylot każdy najciemniejszy zaułek miasta, a złodzieje i mordercy to jego codzienne towarzystwo. Pracując jako informator dla szefa przestępczej organizacji, Drothe natrafia na ślad śmiercionośnej intrygi. Ten, kto wejdzie w posiadanie prastarej magicznej księgi, zawładnie światem…






czwartek, 15 stycznia 2015

Arivald z Wybrzeża, czyli przygody sympatycznego oszusta ["Ani słowa prawdy", Jacek Piekara]








Jacek Piekara – to pisarz należący do ścisłego grona polskich twórców fantasy. Większość jego bogatego dorobku stanowią opowiadania, z czego najbardziej znane są cykle o czarodzieju Arivaldzie z Wybrzeża i o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie. Cykl Inkwizytorski cieszy się większą popularnością, autor traktuje go priorytetowo i co jakiś czas pozwala czytelnikom poznawać nowe szczegóły alternatywnego średniowiecza i kolejne przygody mrocznego "bożego sługi". Nadarza się jednak okazja, by sięgnąć po cykl o czarodzieju, chociażby dla swoistej równowagi. O ile bowiem świat Mordimera jest dość posępny i brutalny (niepozbawiony humoru, który jednak prędzej wywoła dreszcz niż uśmiech), o tyle świat Arivalda, potraktowany z przymrużeniem oka, utrzymany jest w jaśniejszych barwach; tematyka jest lżejsza i nieco szelmowska.

Świat wykreowany w opowiadaniach o inkwizytorze jest zdecydowanie bardziej nowatorski, dopracowany i dojrzały. To jest zrozumiałe, cykl o Arivaldzie powstał znacznie wcześniej. Pierwsze opowiadanie (To, co najważniejsze) zostało opublikowane w magazynie Fenix w 1992 roku; kilka następnych ukazało się w latach 94-99. W roku 2000 wydawnictwo Prószyński i S-ka zaprezentowało osiem opowiadań w książce: Arivald z Wybrzeża. W roku 2005 wydawnictwo Runa dokonało reedycji książki.  Przygody czarodzieja ukazały się pod zmienionym tytułem (Ani słowa prawdy) i umieszczono w niej dwa, niepublikowane dotąd  utwory. We wrześniu 2014 Fabryka Słów podjęła się kolejnego jej wznowienia.


Na czym polega urok przypominanej stosunkowo często książki Jacka Piekary? Tworząc swoje universum autor czerpał szeroko z klasycznych schematów i rekwizytów. Jego świat nie jest nowatorski, jednakże nie można jednoznacznie stwierdzić, iż pozostaje całkowicie stereotypowy; twórca wlał w niego sporo świeżości. Seria o Arivaldzie jest jedną z wielu książek, która ukazuje siedzibę magów, ale jednocześnie nie jest to obraz utrwalony w literaturze. Szacowne grono magów otoczone estymą i respektem ludzi - z bliska prezentuje nieco zaskakujący obraz. To mocno zbiurokratyzowana instytucja; czarodzieje w zbliżeniu bardzo różnią się od archetypowego obrazu.  Bardziej przypominają zmanierowanych urzędników państwowych, którzy zrobią wszystko, by nie naruszać wypracowanej rutyny, niż niedostępnych i wyniosłych dostojników. Na tle Bractwa Magów ukazane są losy naszego bohatera, czarodzieja-samouka (w zasadzie oszusta), który zdecydowanie różni się od  współbraci (nie tylko brakami w wykształceniu, ale także dowcipem, siłą, sprytem, brakiem poszanowania dla etykiety oraz zamiłowaniem do przygód). Zanim Penszo stał się czarodziejem Arivaldem, zdążył zaznać życia zwykłego człowieka. Był  żołnierzem, poetą, bardem i wędrowcem. Nie dla niego zatem „grzanie stołka”, zdobywanie kolejnych szczebli kariery czy intrygowanie w celu uzyskania stanowiska. Jest po trosze outsiderem, cieszy się większą swobodą, a jego przełożeni tolerują jego elastyczne podejście do regulaminu… Arivald lubi  od czasu do czasu  przewietrzyć kości, chętnie bierze udział w misjach i wyprawach. Z tego względu mistrz Harbularer często powierza mu trudne zadania. Wypełniając misje Arivald wpada w najróżniejsze tarapaty. Na szczęście zawsze wychodzi z nich cało, bowiem nawet jeśli nie wszystko mu się udaje (miewa przecież olbrzymie braki w wykształceniu magicznym), to nadrabia miną, intelektem, siłą i sprytem.

Świat wykreowany przez Piekarę charakteryzuje się tym, nie można go w zasadzie rozrysować na mapie. Składa się z dwóch krain, które zostały zbadane: północy (zamieszkałej przez ludzi, którym pomagają magowie) oraz południa, opanowanego przez elfy i wiedźmiarzy. Przeprawa z jednego świata do drugiego jest dość ryzykowna – trzeba przepłynąć obok wysp zamieszkałych przez Danskarczyków, znanych z pirackiego rzemiosła. Dalej na południe znajdują się tereny zupełnie jeszcze nieodkryte. Tu kończy się nawet wiedza magów… Nasi bohaterowie przemieszczają się nie tylko lądem i morzem, Arivald niejednokrotnie przekonuje się, że możliwe są podróże między wymiarami… Świat zapełniony jest przeróżnymi magicznymi istotami. Magowie pozostają w konflikcie z wiedźmami, wiedźmiarzami i elfami. Zagłębiając się w opowiadania napotkamy inne fantastyczne istoty: trolle, koboldy, krasnoludy, wampiry oraz demony. Współistnienie tylu zantagonizowanych społeczności wymaga utrzymania uniwersalnej równowagi, nad którą czuwają tajemnicze siły, które zostały przez autora ukazane w sposób ciekawy i przewrotny.


Kolejne wznowienia książki o Arivaldzie świadczą, iż czytelnicy wcale nie mogą i nie chcą  wyrosnąć z przygód sympatycznego czarodzieja. Jeśli więc jeszcze ich nie znacie, warto to zmienić. Zbiorek nie jest całkiem równy (nie pod względem warsztatu - o poziom prezentowanych opowiadań autora zawsze możemy być spokojni;  książka dostarcza sporo rozrywki utrzymanej na dobrym poziomie). Różnice możemy raczej odczuć w przekazie i przesłaniu utworów. Najradośniejsze i chyba najciekawsze są  najstarsze opowiadania,  które z prawdziwym wdziękiem pokazują przygody niezdarnego i niepewnego jeszcze w swych sztukach czarodzieja, który udowadnia, że sam profesjonalizm to nie wszystko i że w każdej dziedzinie oprócz umiejętności – liczy się przede wszystkim serce okazane bliźniemu.




A Wy do którego bohatera macie większy sentyment: Arivalda czy Mordimera?



Recenzja napisana dla portalu:



wtorek, 13 stycznia 2015

SOPHIA LOREN "WCZORAJ, DZIŚ, JUTRO. MOJE ŻYCIE" - wkrótce premiera książki [materiały prasowe]




Sophia Loren Wczoraj, dziś, jutro. ZAWSZE!

Polska premiera autobiografii 5 marca.


Oryginalny tytuł: Yesterday, Today, Tomorrow: My Life
ISBN: 978-83-08-05498-7








Wieść o pierwszym Oscarze dotarła do niej, gdy przygotowywała pomidorowy sos. W wieku 72 lat wzięła udział w sesji dla kultowego kalendarza Pirelli (prezentującego artystyczne akty najseksowniejszych aktorek świata). Z miłości do mężczyzny zgodziła się na bigamię, odrzucając oświadczyny Carry Granta. Sophia Loren — ostatnia wielka ikona kina.

Naprawdę nazywa się Sofia Scicolone. Przyszła na świat 20 września 1934 roku w Rzymie na specjalnym szpitalnym oddziale dla samotnych matek. Dzieciństwo, naznaczone nędzą, wojną i głodem, spędziła w prowincjonalnym miasteczku pod Neapolem, by następnie wyruszyć w filmową podróż życia.

Wczoraj, dziś, jutro to historia wychudzonej dziewczynki z nieślubnego związku, która stała się symbolem seksu. Opowieść o drodze od epizodycznej roli w ekranizacji Sienkiewiczowskiego Quo vadis po nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej za całokształt twórczości. Wyznania kobiety, która pomimo dwóch poronień znalazła siłę, by podjąć walkę o własne dziecko. Wypełnione anegdotami wspomnienia aktorki żyjącej w błysku fleszy, współpracującej z największymi artystami dziesiątej muzy, jak Vittorio De Sica, John Wayne, Anthony Quinn czy Marlon Brando. Autobiografia Sophii Loren to spełniona baśń o Kopciuszku i rzetelna historia złotego okresu kinematografii w jednym.

Gdy myślę o swoim życiu i karierze, czasami sama się dziwię, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Może pewnego ranka zbudzę się i zrozumiem, że to był tylko sen. Oczywiście, nie zawsze było łatwo. Bywało trudno, bywało wspaniale, niczego nie żałuję -  Sophia Loren








poniedziałek, 12 stycznia 2015

Hołd dla Requiem Romana Maciejewskiego - Zaproszenie [materiały prasowe]






Szanowni Państwo,
Polskie Wydawnictwo Muzyczne oraz Autor, Czesław Dźwigaj zapraszają na wernisaż wystawy „Hommage to Requiem Romana Maciejewskiego”. Odbędzie się on 14 stycznia 2015 r. o godz. 18:00 w Bibliotece Materiałów Orkiestrowych (Warszawa, ul. Fredry 8).
„Wystawa, którą pragniemy Państwu zaprezentować, jest wystawą szczególną. Składają się na nią obrazy, rysunki i rzeźby powstałe z inspiracji muzyką, zrodzone ze spotkania z niezwykłym dziełem, które wyszło spod ręki Romana Maciejewskiego. Krakowski artysta Czesław Dźwigaj, obcując z „Requiem. Missa pro defunctis”, dając się porwać twórczej wyobraźni i natchnieniu, w swoim języku wyraża emocje i uniwersalne wartości, jakie niesie ze sobą utwór Romana Maciejewskiego. Rzadko mamy do czynienia z tak interesującym przykładem wzajemnej inspiracji, z tak pięknym przenikaniem się sztuk, toteż – zważywszy, iż Roman Maciejewski jest kompozytorem, którego twórczość powierzona została Polskiemu Wydawnictwu Muzycznemu – z radością postanowiliśmy pokazać w naszych wnętrzach efekt oddziaływania jednego twórcy na drugiego”. (Prezes PWM Adam Radzikowski)


Pozdrawiam 

Paulina Kabalak

piątek, 9 stycznia 2015

Skojarzenia: Samotność






fragment opowiadania "Milczenie", z książki: "Uciekinierka", Alice Munro

 „(…) pewnego lutowego dnia, Juliet stała po pracy pod wiatą przystanku autobusowego w miasteczku uniwersyteckim. Deszcz już nie padał, na zachodzie widać było pasmo czystego nieba, czerwone od słońca, które zaszło nad cieśnina Georgia. Ten znak wydłużających się dni, obietnica nowej pory roku, podziałał na nią w nieoczekiwany i miażdżący sposób.

Juliet zdała sobie sprawę, że Eric nie żyje.

Tak jakby przez cały czas, kiedy mieszkała w Vancouver, gdzieś czekał, czekał, żeby się przekonać, czy Juliet do niego wróci. Jakby możliwość bycia z nim wciąż pozostawała kwestią otwartą. Odkąd tu przyjechała, nadal żyła z Erikiem w tle i nie całkiem do niej docierało, że jego już nie ma. Nic z niego nie zostało. Pamięć o nim znikała z codziennego, zwyczajnego świata.

A więc to jest żałoba. Juliet czuje się tak, jakby ktoś wlał w nią worek cementu, który szybko stwardniał. Ledwo może się poruszyć. Wejście do autobusu, wyjście z autobusu, przejście kilku przecznic do jej budynku (dlaczego tu mieszka?) przypomina wspinanie się po stromej skale. A teraz musi to ukryć przed Penelopą.

Przy kolacji Juliet zaczęła się trząść, ale nie mogła rozluźnić palców, żeby odłożyć nóż i widelec. Penelopa obeszła stół i wyprostowała jej palce.

– To tatuś, prawda? – powiedziała.                
Później Juliet powtórzyła paru osobom, takim jak Christa, że były to najbardziej rozgrzeszające i najczulsze słowa, jakie ktoś do niej kiedykolwiek powiedział”.



***



* Obraz pochodzi z 1927 roku. "Automat" to nazwa restauracji typu fast-food, które stały się popularne w Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku. Dzieło znalazło się w 1995 roku na okładce magazynu "Time" jako ilustracja do artykułu na temat kondycji psychicznej mieszkańców współczesnych miast. Płótno jest własnością Centrum Sztuki miasta Des Moines, w stanie Iowa.






wtorek, 6 stycznia 2015

Miniatury Elżbiety Isakiewicz



Elżbieta Isakiewicz – reportażystka, dziennikarka, publicystka i pisarka. Autorka licznych, nagradzanych reportaży (nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za książkę „Ustna harmonijka: Relacje Żydów, których uratowali od Zagłady Polacy”; pierwsza nagroda w krajowej edycji konkursu dziennikarskiego Unii Europejskiej „Razem przeciw dyskryminacji” za reportaż o sytuacji cudzoziemców w Polsce pt. „Asfalt, goryl, żółtek”). W „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku” i „Tygodniku Powszechnym” publikowała reportaże, felietony i eseje. Napisała powieść „Liczenie słoni”, a w 2013 roku ukazała się książka: „Kaprys. Przypowieść o mężczyźnie i kobiecie”.  Na forum „Newsweeka” prowadzi blog: Kocim pazurem; na Facebooku posiada fan page, na którym publikuje niezwykle piękne miniatury literackie.

Dzisiaj pragnę zwrócić Waszą uwagę na owe miniatury. Czy je czytujecie? Warto rozgościć się w tym świecie na dłużej. Oto jedna z nich.

(fragment)


Fotografie – płyty nagrobne chwili.

Miewam do fotografii żal za udawanie. Tu rodzina nie bardzo święta upozowana do święta. Tu dziadek do machorki. (Na zdjęciach zamierzchłych ludzie pozują w śmiertelnej powadze misterium upamiętniania. Błysk flesza, podobny do błyskawicy, odbierają z poczuciem ekscytacji i grozy, jak zjawiska magiczne. Po wojnach, które przeskalowały strach, pokora zaczęła ustępować jakiejś szaleńczej postawie buty. Fotografowie żądają uśmiechu. Uśmiech, często uformowany w grymas, powleka odtąd człowieczą nędzę z nakazu nowego obyczaju, który wstydzi się nieszczęścia, pecha.)

...

Ciąg dalszy TUTAJ


***



Mam szczerą nadzieję, że kiedyś wszystkie miniaturki Elżbiety Isakiewcz, te skondensowane biografie, błyskotliwe myśli, poetyckie okruchy pamięci – doczekają się wydania w formie książki i będą mogły dotrzeć do szerokiego kręgu czytelników. Ileż tam jest ukrytego bogactwa!


FAN PAGE  Elżbiety Isakiewicz


Jest mi szalenie miło, gdyż do powyższego tekstu autorka wykorzystała fotografię mojego autorstwa. Bardzo dziękuję, to dla mnie prawdziwy zaszczyt!