sobota, 23 maja 2015

ROZMOWANKI Z JANOSZKIEM, ŚLĄZAKIEM Z TENERYFY




„Pan Bóg, lepiąc osiemdziesiąt lat temu pod Zabrzem Horsta Eckerta – czyli Janoscha, nie mógł tego zrobić na trzeźwo! To niemożliwe – mieć taki życiorys! Niewiarygodna szczerość, tragizm sklejony z komizmem – jakby były śledziami z jednej beczki – zapierają dech. Znam tysiące biografii niezwykłych ludzi, ale ta – mojego kumpla z Teneryfy – powala na ziemię. Janosch jest genialnym Ślązakiem” * - Kazimierz Kutz


„Dzisiaj w nocy obudziłem się i wiedziałem już, jaki jest wzór na moje życie. Każdy człowiek ma taki wzór, który udaje mu się odnaleźć lub nie. Mój wzór to: POWRÓT DO ZABRZA (duchem). Zabrze oznacza również: za brzegiem. Za rzeką. Za rzeką - to mój dawny wzór na życie. Woda to mój dawny wzór na życie. W mojej egzystencji zawsze chodziło o rzekę i wodę. Zawsze musiałem żyć nad wodą: nad jeziorem Ammersee i teraz nad oceanem. Wracam do Zabrza (duchem) na ulicę Ciupki 3 [chodzi oczywiście o numer 6 – przyp.red.]. I wtedy moje życie zatoczy krąg. Nie będę musiał się odradzać”** – Janosch




Janosch, czyli Horst Eckert, to urodzony w Zabrzu pisarz niemieckojęzyczny, niezwykle popularny w świecie twórca książek dla dla dzieci, malarz i ilustrator, autor kultowej (i kontrowersyjnej) książki "Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny". Angela Bajorek to germanistka i znawczyni literatury Janoscha. Jest jedną z nielicznych osób, którym udało się zdobyć zaufanie pisarza znanego z osobliwej niechęci do mediów. Efektem ich kilkuletniej korespondencji jest książka „Heretyk z familoka”, która stanowi  biograficzny portret artysty.
         
Pierwsze, co uderza w biografii Janoscha, to obraz jego niewyobrażalnie koszmarnego dzieciństwa. Pisarz urodził się w 1931 roku, w robotniczej osadzie Zaborze-Poremba (dzisiejsze Zabrze). Pierwsze lata życia spędził w dość trudnych warunkach, w (nieistniejącym już) „familoku”, w którym mieszkali dziadkowie i urodzili się jego rodzice. Pisarz najchętniej powraca pamięcią właśnie do tego okresu i wspomina tę część dzieciństwa z prawdziwym sentymentem. Kiedy status rodziców zaczął się poprawiać i rodzina Eckertów przeprowadziła się do własnego mieszkania, rozpoczęła się trwająca latami gehenna. Problemem był nie tylko alkoholizm i brutalne skłonności ojca oraz skrzywione poczucie macierzyństwa matki. W życiu Janoscha zawiodły wszystkie instytucje wychowawcze. Mały Horst jednakowo bał się rodziców, nauczycieli ze swojej niemieckiej szkoły i kolegów z klasy; nienawidził lekcji religii (na których uczono, że Führer jest „prawą ręką Boga”) i czuł strach przed Trzecią Rzeszą. W koszmar zmieniły się nawet zwykłe treningi, na których straszono chłopca, że za kiepskie wyniki sportowe może trafić „do gazu” (i nie były to, bynajmniej, czcze pogróżki!). Biografia zawiera drastyczne szczegóły, które wprawiają w osłupienie, a czytelnik przestaje się dziwić, że przez całe życie pisarz starał się uporać z traumą dzieciństwa, między innymi za pomocą ucieczki w alkohol. Dzisiaj jest szczęśliwym i spełnionym człowiekiem, który odnalazł swoje miejsce w świecie, własną filozofię i pogodę ducha. Jednym z trudniejszych etapów, który pozwolił pisarzowi rozliczyć się z przeszłością i od niej uwolnić - było napisanie szczerej (i trochę szalonej) powieści, opartej na autobiograficznych motywach.

"Cholonek", to książka otoczona legendą. W Polsce ukazała się w roku 1974 i jak głosi anegdota, została dopuszczona przez władze, ponieważ miała dopiec Ślązakom. Miała stać się przeciwwagą dla serii filmów, w których zostało wyeksponowane ich bohaterstwo i patriotyzm. Początkowo spotkała się z niechętnym przyjęciem. Wywołała krajową debatę i burzę. Krytycy określili ją dziełem antyśląskim, antypolskim i rewizjonistycznym. Zarzucano autorowi, że mało jest Polski w "Cholonku", że rani uczucia patriotyczne, a Polacy ukazani są w złym świetle. Książka pojawiła się zaledwie cztery lata po podpisaniu umowy z RFN, potwierdzającej uznanie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, trwało właśnie wdrażanie i utwierdzanie polityki „Śląska piastowskiego”, dlatego motyw polskości bądź jej braku był tematem drażliwym. Na łamach prasy książka została skrytykowana, natomiast czytelnicy przyjęli ją zdecydowanie cieplej. Docenili intencje autora. Dostrzegli (głęboko skryty pod warstwą ironii, groteski i dosadnego dowcipu) obraz tragicznych losów ludzi żyjących na „ziemi niczyjej”. Z czasem nawet krytycy zwrócili uwagę na odwagę pisarza i jego gotowość do zmierzenia się z ciemną stroną środowiska, z którego pochodzi. "Cholonek" jest książką specyficzną. Janosch potraktował rodaków w sposób brutalnie szczery, zupełnie ich nie oszczędzając. Często jednak w wywiadach podkreśla, że nie czuje się od nich lepszy, sam przecież jest jednym z nich. Dzisiaj powieść jest uznana za jedną z ważniejszych książek o Górnym Śląsku, a czytelnicy pokochali jej „perwersyjne piękno” i czarny (od pyłu węglowego) humor.

Książka Angeli Bajorek zawiera genezę utworu i klucz do jego zrozumienia. Udowadnia, że "Cholonek" wszedł na stałe do polskiej (zwłaszcza śląskiej) kultury i stał się źródłem inspiracji artystów. Motywy książki Janoscha zostały przemycone do filmu Janusza Kidawy z 1980 roku („Grzeszny żywot Franciszka Buły”), przy czym obraz Ślązaków został nieco uszlachetniony. Inaczej postąpili Mirosław Neinert i Robert Talarczyk, którzy zachowując klimat oryginału, dokonali adaptacji "Cholonka" na scenę. Od roku 2004 sztuka wystawiana jest przez Teatr Korez z Katowic. Jej premiera stała się jednym z najważniejszych wydarzeń w śląskiej kulturze i przyczyniła się do spopularyzowania książki; sam spektakl stał się kultowy. Sztuka nie schodzi z afisza,  niezmiennie cieszy się sporym powodzeniem w różnych częściach Polski i za granicą.

Książka Angeli Bajorek, rzecz jasna, nie skupia się jedynie na "Cholonku". Pisarka wiernie przedstawia szczegóły życia pisarza, przede wszystkim  udało jej się ukazać niełatwą drogę, którą pokonał jako artysta. Poznamy jego aspiracje malarskie i pasję podróżowania. Dowiemy się dlaczego nigdy nie ukończył Monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych i za co, paradoksalnie, dzisiaj jest ceniony jako malarz. Przekonamy się w jakich okolicznościach wpadł na pomysł napisania historii o Misiu i Tygrysku, który uczynił z niego milionera. Dowiemy się która książka przyniosła mu sukces, a także dała początek marce „Janosch”. Zobaczymy za co pokochały go dzieci i w jaki sposób jego sukces przerodził się w olbrzymią przemysłową machinę, która przytłoczyła pisarza i omal go nie zmiażdżyła. Będziemy musieli poważnie zastanowić się czy rzeczywiście zasłużył na miano heretyka. Z pewnością zrozumiemy jego decyzję o odcięciu się od świata i ucieczce na Teneryfę.

Angela Bajorek napisała książkę niezwykłą. Nie tylko udało jej się skłonić Janoscha do zwierzeń, ale też stworzyła barwny, pełen rozbrajającej szczerości i ciepła portret „światowego” artysty, który dotąd stanowił zagadkę dla Polaków. "Heretyk z familoka" to znacznie więcej niż biografia. To opowieść o „mocarzu” – człowieku, który poznał piekło, a który nigdy nie pozwolił się zniewolić. Większość życia zajęło mu zrywanie krępujących okowów. Napisanie "Cholonka", symboliczne spalenie dobytku, ucieczka na Teneryfę, a teraz zgoda na opublikowanie biografii – to kolejne etapy oczyszczenia, które prowadzą do osiągnięcia harmonii i wewnętrznego spokoju. Polecam książkę. Powinna stać się wydarzeniem nie tylko dla Ślązaków.



*z kładki książki

**http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/3777109,biografia-janoscha-pt-heretyk-z-familoka-rozmowa-z-autorka-angela-bajorek,3,id,t,sa.html



 Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:






Temat powiązany, warto zobaczyć:

poniedziałek, 18 maja 2015

CZŁOWIEK Z EPOKI HEMINGWAYA ["Sweetland", Michael Crummey]



„Sweetland” to eponim. To nazwa jednej z wielu skalistych wysepek Nowej Funlandii w Kanadzie, a jednocześnie nazwisko jednego z jej mieszkańców, głównego bohatera powieści. Moses Sweetland jest 69-letnim mężczyzną, byłym rybakiem i latarnikiem, członkiem niewielkiej społeczności zamieszkującej osadę rybacką Chance Cove. To człowiek, który przyzwyczaił się do tradycyjnego trybu życia, zahartował się i dostosował do trudnych warunków. Mógłby uchodzić za bohatera innej epoki, żyje niejako poza czasem. Dostęp do internetu to jeden z jego nielicznych ukłonów w stronę postępu i techniki, a zarazem ustępstwo poczynione z przyjaźni do chorego chłopca.
Mieszkańcy Chance Cove tworzą wspólnotę w zasadzie już skazaną na naturalną zagładę. Przebywają tu tylko ludzie w podeszłym wieku i garstka dzieci, młodzież wyemigrowała w poszukiwaniu pracy. Jest pewne, że za kilka lat najmłodsi również opuszczą wyspę. Rząd wdrożył program redukcji kosztów utrzymania miejsc, które za kilka lat i tak przestaną istnieć. W zamian za wysokie odszkodowania zaproponowano mieszkańcom przeniesienie na stały ląd. Warunkiem jest ich jednomyślne przystąpienie do projektu. Sweetland jest jednym z ostatnich mieszkańców, który odrzuca propozycję. Co go do tego skłania? Zrozumiemy jego decyzję, gdy poznamy stopniowo odsłanianą przeszłość bohatera. Moses Sweetland nie może postąpić inaczej. Przez lata, gdy poszukiwał swego miejsca w świecie, opuszczając wyspę i powracając – przekonał się, że wyjazdy nie przyniosły mu nic dobrego. Ostatniej próby omal nie przypłacił życiem. O mały włos tragedii uniknęli także emigranci, których przez przypadek wyratował, a dla wielu z nich ta przygoda zakończyła się śmiercią bądź utratą najbliższych. Sweetland zdał sobie sprawę, że świat nie może mu niczego zaoferować, jego przeznaczeniem jest pozostanie na rodzinnej wyspie. Tym bardziej, że mężczyzna ma miłość do wyspy we krwi. W końcu jest potomkiem pionierów, którzy ją skolonizowali i nazwali ją własnym rodowym nazwiskiem. „Sweetland” to dużo więcej niż eponim. Nasz bohater nie tylko kocha wyspę, ale utożsamia się z nią. Chce tu pozostać, mimo iż warunki są coraz cięższe, a świat, który kocha, niebezpiecznie się „kurczy”.
Rząd nie rozumie motywów upartego starca, a sąsiedzi nie mogą mu wybaczyć, że odbiera im szansę na rozpoczęcie nowego życia. On sam jednak nie może postąpić inaczej. Czuje też instynktownie, że przeprowadzka źle odbije się na chorym dziecku… Sytuacja rodzi poważny konflikt. Mężczyzna samotnie stawia czoło niezadowolonemu społeczeństwu. Nie robią na nim wrażenia anonimowe groźby ani próby sabotowania jego działań. Ustępuje dopiero wtedy, gdy pojmuje, że kartą przetargową w tej grze stało się dobro dziecka.
Powieść obnaża niewesołą prawdę o społeczeństwie. Sweetland jest powszechnie szanowanym i lubianym człowiekiem, zawsze gotowym nieść pomoc, sąsiedzi mogą liczyć na niego w każdej potrzebie. A jednak ktoś wysyła mu anonimowe pogróżki. Formy nacisku, nawet psychicznego, stają się coraz bardziej wyraźne, ludzie przestają przebierać w środkach… Nie wiadomo do czego mogliby się jeszcze posunąć, gdyby Moses nie ustąpił.
Sweetland podpisuje umowę, co nie znaczy, że zgadza się na przeprowadzkę. Ma zamiar wcielić w życie swój własny plan… Co zrobi? Jak się do tego przygotuje? Czy samotnemu człowiekowi uda się przechytrzyć biurokrację? Jakie będą konsekwencje? Na te pytania warto samemu poszukać odpowiedzi w tej nietuzinkowej powieści.
Trzeba zwrócić uwagę na sposób, w jaki Crummey kreuje nieprzyjazny świat, podkreślając niegościnność wyspy i trudne warunki poprzez pełne ironii i przekory (bądź wykorzystujące grę słów) nazwy i nazwiska: Sweetland, Loveless, Chance Cove. Czyż nazwa wyspy nie eksponuje surowości krajobrazu, pełnego stromych, chłostanych wiatrem niebezpiecznych klifów? Czyż Loveless nie jest idealnym określeniem (niemal klątwą) najbliższego sąsiada? Czy nie zastanawia nas ironia zawarta w nazwie osady, którą mieszkańcy opuszczają, ponieważ spodziewają się znaleźć swoją ostatnią „szansę” jedynie z dala od Chance Cove?
Powieść Crummeya jest zbudowana z dwóch wyraźnie odmiennych części. Pierwsza jest realistyczną kroniką rozpadu społeczności i zapisem epoki, która odchodzi w przeszłość. Druga staje się kameralną opowieścią o sile i bezbronności człowieka, o jego konfrontacji z niewyobrażalną samotnością. W tej części pisarz, wykazując się sporym kunsztem, zaczyna prowadzić z czytelnikiem swoistą grę. Odwołuje się do jego wrażliwości, zmusza do ciągłego rewidowania poglądów, do wychwytywania aluzji i zastanawiania się, czy w kolejnych epizodach mamy do czynienia z poetyką snu, scenami realnymi, grą chorej wyobraźni, czy wręcz szaleństwem.

Podczas lektury rzuca się w oczy pokrewieństwo (w klimacie i wymowie) z opowiadaniem Hemingwaya. Powieść „Sweetland”, podobnie jak nowela „Stary człowiek i morze”, jest metaforycznym obrazem zmagań człowieka, stającego wobec wyzwania, które go przerasta. Moses Sweetland, zupełnie jak Hemingwayowski Santiago, walczy z żywiołami, przeciwnościami losu i własną naturą (także ze swoim wiekiem). W powieści Crummeya odnajdziemy także echo wzruszającej przyjaźni mężczyzny i chłopca. Nowela Hemingwaya przepełniona jest wiarą w moc człowieka, ma silną humanistyczną wymowę. Crummey podejmuje dialog z mistrzem. Zgadza się z przesłaniem, a zarazem rzuca kolejne wyzwanie i zmusza do zastanowienia – czym byłaby walka człowieka i czy nadal pozostanie on niezwyciężony, będąc zdany na własne siły nie tylko w obliczu potężnych sił natury, ale także w opozycji do własnej wspólnoty. W ten sposób interpretację egzystencjalną wzmacnia społeczno-obyczajową wymową powieści.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:



środa, 13 maja 2015

"Przysługa", Kate Atkinson






DIAGNOZA SPOŁECZEŃSTWA


Edynburg w Szkocji. Miasto jest oblężone przez turystów, których przyciągnął prestiż jednego z największych na świecie festiwali sztuki. Przed budynkiem, w którym mieści się scena teatralna, dochodzi do niegroźnej kolizji dwóch pojazdów. Tłum zamiera, gdy jeden z kierowców w ataku furii rzuca się z kijem bejsbolowym na sprawcę zdarzenia. Niemal dochodzi do zbrodni, na szczęście ktoś wykazuje się refleksem, w porę udaje się przerwać brutalną napaść.
„Przysługa” jest drugą z książek popularnej brytyjskiej pisarki, których bohaterem jest eks policjant i prywatny detektyw. Jackson Brodie oficjalnie odszedł ze służby, w rzeczywistości jednak nie może się z tym pogodzić. Do Edynburga przybył tylko dla swojej przyjaciółki, która występuje w festiwalowej sztuce. W zasadzie przyjechał, by ratować związek. Julia jednak nie ma dla niego czasu, jest pochłonięta sprawami festiwalowymi, więc mężczyzna samotnie snuje się po okolicy. Jest jednym ze świadków incydentu, wkrótce narazi się miejscowej policji i wplącze w poważną aferę, kiedy odkryje zwłoki dziewczyny…
          
Incydent przed zatłoczonym teatrem stał się punktem wyjścia powieści. Oglądamy zdarzenie oczami wielu osób, po czym wątki, jak nici ze środka pajęczyny, rozsnują się w różne strony. Jakson Brodie nie jest jedynym świadkiem zdarzenia. W tłumie znaleźli się niemal wszyscy istotni bohaterowie powieści. Tworzą grupę przypadkowych gapiów, których autorka połączy w interesujący sposób. Mężczyzna, który interweniował, to Martin Canning, autor bestsellerowych powieści detektywistycznych z nie najwyższej półki. Kiedy poznamy go nieco lepiej, docenimy jego akt odwagi. W kolejce do teatru czeka Gloria Hatter, stłamszona żona miejscowego multimilionera i malwersanta. Na miejscu znajdzie się także Archie Monroe, zblazowany dzieciak, syn policjantki Louise, któremu brakuje silnej ręki ojca. Ich historie staną się ważne dla książki i zgrabnie wplotą w jej akcję. Zdominują treść, gdyż warstwa obyczajowa jest ważniejsza i ciekawsza od kryminalnej. Autorka mniej skupiając się na dochodzeniu, kieruje uwagę na proces, który ukształtował bohaterów, a portrety psychologiczne staną się najmocniejszą stroną  powieści. Liczne wątki są powiązane dzięki działaniom detektywa, przy czym on sam nie staje się postacią centralną. Odgrywa tylko jedną z równorzędnych ról.
          
Jedną z najważniejszych bolączek współczesnego społeczeństwa, na którą zwraca uwagę Kate Atkinson, jest brak prawidłowych międzyludzkich relacji. Ten problem dotyka ludzi niezależnie od ich statusu majątkowego i miejsca, w którym mieszkają. „Przysługa” to studium samotności. Poznamy samotność mężczyzny, którego rygorystyczny ojciec wpędził w kompleks niższości. Martin Canning czuje się pariasem towarzyskim, uważa Alexa Blake’a (pseudonim literacki i alter ego) za swoją ciekawszą i lepszą wersję. Doświadczymy samotności bogatej kobiety, która ma rodzinę, całe życie spędziła w luksusie, nagle jednak odkrywa, że jej dom i bezpieczeństwo, to fikcja. Czy poradzi sobie z prawdą, która zaczyna ją przytłaczać? Sytuacja Louise Monroe jest zupełnie odmienna. Wychowuje dziecko, które jest dla niej całym światem, ale nadchodzi moment, gdy jej syn zaczyna się niebezpiecznie oddalać. Przyjrzymy się także jaki los może spotkać emigrantki, które podejmują spore ryzyko, kiedy decydują się wyrwać z biedy.

Książka ukazała się w kolekcji „Czarnej serii” wydawnictwa Czarna Owca, nie stanowi jednak klasycznej powieści kryminalnej, raczej można w niej dostrzec pastisz tego gatunku. Kate Atkinson jest bystrą obserwatorką i kronikarką rzeczywistości. Książka napisana jest w sposób oryginalny, pisarka dysponuje dobrym warsztatem literackim, nie stroni od przewrotnego humoru i ponurej ironii. Powieść intryguje, ponieważ pozostawia szerokie pole do interpretacji. Można potraktować ją jako rodzaj rebusu i podjąć grę, którą autorka prowadzi z czytelnikiem. Można spojrzeć głębiej i dostrzec, że intryga kryminalna stała się pretekstem, by przeprowadzić analizę współczesnego społeczeństwa. Autorka wnikliwie przygląda się człowiekowi, który jej zdaniem stanowi niezgłębioną zagadkę. Niemal każdy jej bohater posiada wiele twarzy i kryje w sobie kolejne warstwy. Jak rosyjska zabawka – matrioszka.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:




sobota, 9 maja 2015

Skojarzenia: Poświatowska i Siudmak (w rocznicę urodzin poetki)






***


bądź przy mnie blisko
bo tylko wtedy
nie jest mi zimno

chłód wieje z przestrzeni

kiedy myślę
jaka ona duża
i jaka ja


to mi trzeba
twoich dwóch ramion zamkniętych
dwóch promieni wszechświata

- Halina Poświatowska


***

Halina Poświatowska urodziła się 9 maja 1935 roku. W tym roku przypada 80 rocznica jej urodzin.
W polskiej poezji poetka zajmuje miejsce wyjątkowe. Jej twórczość jest świadectwem rozpaczliwej walki o życie i miłość. Przegrała, ale pozostawiła po sobie bogaty dorobek i bezcenne dla czytelników świadectwo swych zmagań.

W kwietniu br. nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazały się:



Jestem Julią - to wybór najpiękniejszych wierszy Poświatowskiej o nienasyconym miłością sercu, którego tragedia nie zdołała złamać [Wydawnictwo Literackie]

Na Elementarz... składają się wiersze, listy i fragmenty prozy, które tworzą razem poruszający przewodnik po najgłębszych zakamarkach duszy poetki. Zebrane w tej książce teksty pozwalają dojrzeć również mniej znane oblicze Poświatowskiej: ironiczne, mroczne i dalekie od ckliwego stereotypu [WL]


***

*Wojciech Siudmak - polski malarz, czołowy reprezentant realizmu fantastycznego. Jest autorem rysunków i ilustracji m.in. do cyklu powieści science fiction "Diuna" Franka Herberta i do książki: "Przemyślny szlachcic don Kichot z Manczy" w przekładzie Wojciecha Charchalisa. 
.







czwartek, 7 maja 2015

"Ostatnia arystokratka", Evžen Boček







Dzisiaj książka, która nie wymaga wstępu i która została stworzona ewidentnie na poprawę humoru...




REPRYWATYZACJA PO CZESKU


Kostka to jeden z lepiej zachowanych zamków w Czechach, który po upadku komunizmu zostaje zwrócony prawowitym właścicielom. 
Spadkobiercy, czyli Kostkowie z Nowego Jorku, to zupełnie przeciętna rodzina, która musi nie tylko przejąć nieruchomość, ale przede wszystkim zmierzyć się ze swoim dziedzictwem...



Recenzja TUTAJ



poniedziałek, 4 maja 2015

"Usypać góry. Historie z Polesia" - Małgorzata Szejnert









"Usypać góry. Historie z Polesia" to wyprawa w czasie i w przestrzeni. To opowieść o niemal mitycznej dla nas krainie, ale także historie ludzi, którzy historię tego regionu kultywują. To oddanie hołdu Ryszardowi Kapuścińskiemu, który urodził się w Pińsku, ale nie zdążył już o nim napisać swojej książki. To wspomnienie sylwetek innych wybitnych postaci. Czy dbamy należycie o pamięć i doceniamy misję polskiego i białoruskiego rysownika, malarza, pianisty i kompozytora - Napoleona Ordy? Czy wiemy czym wsławiła się pińska flota? Czy zdajemy sobie sprawę, że Polesie - to nie tylko hołubiony przez nas obraz dworków szlacheckich, ale przede wszystkim niezwykły konglomerat, w którym żyli obok siebie Polacy, Litwini, Białorusini i Żydzi, z którymi dzielimy wspólną przeszłość? Jak słusznie zauważa Olga Tokarczuk - książka Małgorzaty Szejnert "przywraca nam szeroką perspektywę na naszą własną historię i zbiorową tożsamość".


***


WSPÓLNE KORZENIE


Polesie to równina pokryta lasami, położona w dorzeczu Prypeci, Bugu i Dniepru.
Obszar ten od wieków był zamieszkany przez różne grupy etniczne, narodowe i wyznaniowe, mieszkańcy tworzyli barwny konglomerat, w którym krzyżowały się wpływy społeczne i polityczne...



Recenzja TUTAJ 





sobota, 2 maja 2015

Spotkanie z Hanną Kowalewską [materiały prasowe]



Oddział Warszawski
Stowarzyszenia Pisarzy Polskich
i Wydawnictwo Literackie

zapraszają na spotkanie z

HANNĄ KOWALEWSKĄ

oraz  prezentację
najnowszej książki Autorki

Tam, gdzie nie sięga już cień





Spotkanie poprowadzi
 Małgorzata Karolina Piekarska

Fragmenty książki przeczyta Autorka





Zapraszamy
5 maja 2015 r. (wtorek) o godz. 18.00
do Domu Literatury przy Krakowskim Przedmieściu 87/89




***

Opis książki

***

NAJDŁUŻSZY CIEŃ ZOSTAWIAJĄ CI, KTÓRYCH KOCHALIŚMY NAJMOCNIEJ

Tej książki nie można czytać obojętnie!
Znakomite dialogi, świetnie zbudowane postaci, zaskakująca fabuła i wielkie emocje. Mocne studium skomplikowanych relacji uczuciowych.

Inka, młoda graficzka, pracująca w warszawskiej galerii, dostaje telegram od dawno niewidzianej ciotki Berty. Kobieta jest umierająca. Chce się pożegnać i opowiedzieć o czymś bardzo ważnym… Inka przyjeżdża do nadmorskiej miejscowości, w której dorastała, jednak tam nikt oprócz ciotki na nią nie czeka. Wręcz przeciwnie – Inkę wita chłód, a nawet wrogość. Dlaczego? Co takiego stało się w przeszłości, że jedna z krewnych Berty potrafi splunąć dziewczynie w twarz? Dlaczego Inka od lat nie odbiera telefonów od przybranego brata Zbyszka i unika rodzinnych stron? Dlaczego jej przyjaciele z młodości nie ułożyli sobie życia, są samotni lub w nieudanych związkach?
Hanna Kowalewska opowiada poruszającą rodzinną historię, w której jest wszystko: zaskakujące tajemnice, nieplanowane miłości, wybaczenie i trwała pamięć.
To opowieść o odrodzeniu, o magii zaklętej w bursztynach, listach do Pana Boga rysowanych na piasku, sile ognia i ludzkich więzi.
Wyraziści bohaterowie, ich sekrety i duża dawka namiętności, które nie podlegają chłodnej kalkulacji – wszystko to tworzy wnikliwy portret pokolenia niezobowiązujących związków, które nie bardzo potrafi kochać, ale jednocześnie nie przestaje tęsknić za miłością i jej szukać…
Mimo że autorka podejmuje trudne tematy, miłość i namiętność splata ze śmiercią, utratą, nienawiścią czy odrzuceniem, książka jest pełna ciepła i humoru.