środa, 24 czerwca 2015

UCHWYCIĆ SEDNO EGZYSTENCJI- "Moja walka", Karl Ove Knausgård




Karl Ove Knausgård - to jedno z najgorętszych nazwisk światowej sceny literackiej, autor najgłośniejszej i najbardziej „sensacyjnej” książki ostatnich lat. W maju miała miejsce premiera drugiej części wielotomowej autobiografii, która wywołała sporo zamieszania w życiu osobistym autora (wywołała skandal i protest rodziny, która zagroziła pozwami sądowymi), ale w tym samym czasie została wysoko oceniona przez krytyków i  entuzjastycznie przyjęta przez czytelników. Prawa do niej zakupiło 19 krajów, książka sprzedaje się w wielomilionowych nakładach i wywołuje burzę emocji. Czegokolwiek by o niej nie powiedzieć – wyrazić zachwyt bądź próbować wyliczać słabsze punkty powieści – i tak musimy przyznać, że mamy do czynienia z literackim fenomenem.
Powieść, która rozrosła się do sześciu tomów, w początkowym zamyśle miała być książką poświęconą ojcu. Miała przedstawić historię upadku człowieka, który w wieku 40 lat porzucił żonę, zmienił styl życia i wkroczył na drogę, która znalazła smutny koniec w alkoholizmie. Z czasem pisarz nabrał rozmachu, projekt zmienił charakter, przesunął się jego środek ciężkości. Relacje z ojcem stały się jednym z najważniejszych motywów, ale jego historia posłużyła tylko jako pretekst do opisania własnego życia. Brzmi dość zwyczajnie? Z pewnością, ale książka nie jest typowa. Autor wybrał drogę niekonwencjonalną, podszedł do pisania o sobie jak do rozwiązywania równania z wieloma niewiadomymi. Jego książka nigdy nie miała stać się typową autobiografią, lecz nieskrępowaną i niezakłamaną autoanalizą. Biografowie skupiają się przeważnie na wyliczaniu najważniejszych wydarzeń z życia bohatera, w „Mojej walce” fakty przedstawione są po to, by ułatwić dotarcie do skomplikowanej osobowości narratora.
33-letni Knausgård postanowił na chwilę odpocząć od swego zbyt przewidywalnego i monotonnego życia, które prowadził w Bergen. Opuścił Norwegię (i żonę), przeniósł się na pewien czas do Sztokholmu. Nigdy nie wrócił. Rozwiódł się i rozpoczął zupełnie nowe życie. Nie uczynił tego z premedytacją; tłumaczy, że tak po prostu się „stało”. W końcu jednak musiało do niego dotrzeć, że wykonał dokładnie taki sam krok, jak ojciec. W pewnym sensie zaczął iść po jego śladach. Kiedy to zrozumiał, musiał poważnie zastanowić się nad sobą i swoim życiem. W swojej książce nie poprzestał na dogłębnym przeanalizowaniu charakteru relacji z ojcem, ten proces zaledwie stał się punktem wyjścia do zastanowienia się nad wszystkimi zewnętrznymi czynnikami, które wpłynęły na jego ukształtowanie. Projekt zaczął powstawać, gdy Knausgård zbliżył się do czterdziestki, do magicznego wieku, który nieubłaganie wiąże się z kryzysem wieku średniego. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że miał stać się sposobem na uchwycenie się czegoś istotnego w momencie, gdy zaczyna doskwierać poczucie „utraty sensu”…
Jaki jest zamysł książki? Mimo osiągnięć na polu prywatnym i zawodowym, pisarz często doznaje wrażenia, że świat wymyka mu się z rąk. „Moja walka” to między innymi próba dotarcia do przyczyn tego zjawiska. To założenie wymagało od pisarza otwartego przyznania się przed sobą, co dla niego jest istotne, co go uszczęśliwia, ale także, co sprawia ból i powoduje, że od tego życia pragnie się czasem uwolnić. Brzmi znajomo? Czyż czasem nie przeżywamy podobnych rozterek, chociaż niekoniecznie publicznie się do tego przyznajemy? Knausgård nie boi się otwartości. Potrafi wyznać, ile czułości wzbudzają w nim jego własne dzieci, by za chwilę, bez zająknięcia, przejść do opisu piekła, jakie rozpętują. Pisarz bez zahamowań opisuje swoje frustracje, z którymi mierzy się podczas wypełniania swej najważniejszej, ojcowskiej roli. Z taką samą szczerością, odwagą ekshibicjonisty i z wyłączoną autocenzurą mówi o wszystkich dziedzinach swego życia, nie waha się pisać wprost także o swoich najbliższych. Pisze o najbanalniejszych sprawach: o zakupach, pracy, mieszkaniu, spacerach i podróżach. O kłótniach, pretensjach, o wrednej sąsiadce. Rzecz jasna, pisze także o chwilach cudownych i wielkich, o przebłyskach szczęścia, o narodzinach dzieci, ale także o śmierci najbliższych.

Co najbardziej fascynuje nas w tej prozie? Na czym polega jego szczególna, niemal sterylna szczerość? Pisarz zupełnie nie dba o „poprawność polityczną”. Swobodnie sięga po tematy tabu. Jeżeli jego babcia lub teściowa zaglądają do kieliszka, to pisarz pisze o tym bez upiększeń, bez eufemizmów i wydaje się – bez zahamowań. Jeżeli pcha wózek z dzieckiem i widzi, że kobiece spojrzenia ześlizgują się po nim, to przyznaje, że w tym momencie czuje się mało męski. Jeżeli pisze o swym największym szczęściu, o dzieciach i o nowych obowiązkach, których się podejmuje, to udowadnia, że robi to z miłości, ale potrafi jednocześnie przyznać, że dzieci nie mogą przesłonić mu całego świata, że musi sobie wywalczyć własną przestrzeń i zadbać o prawo do pisania i tworzenia. Jedną z osób, która często pojawia się w powieści Knausgårda i która najlepiej go chyba rozumie - jest jego przyjaciel, Geir. W jednej z rozmów Geir stwierdza, że  Karl Ove jest „skazany na prostolinijność”*. Być może jest to klucz do zrozumienia przesłania, które towarzyszyło autorowi podczas pisania książki. Wszystko przecież co przeżywa, co robi i w co się angażuje - musi być prawdziwe. Ta sama naturalność, bezpośredniość i szczerość zostaje przeniesiona do twórczości. Kiedy pisze - musi do końca pozostać wierny sobie.

W Pierwszej części „Mojej walki” pisarz przedstawia swoje dzieciństwo i młodość oraz okres poszukiwania własnej drogi twórczej. Tłumaczy sobie świat przez pryzmat relacji z ojcem. W drugiej odsłonie  Knausgård poświęca uwagę żonie i dzieciom, które dopiero pojawiły się na świecie. 

Drugi tom jest wyraźnie pogłębiony przez ukazanie ukształtowanych już poglądów pisarza na temat literatury i sztuki, a w rozważania o życiu zręcznie zostały wplecione eseje o charakterze artystyczno-filozoficznym. W tym momencie autobiografia zyskuje znacznie szerszą perspektywę, zaczyna przypominać film z podwójną ścieżką muzyczą. Pierwszy motyw, to proces dotarcia do siebie, jako człowieka; drugi (równorzędny) – to próba dotarcia do siebie jako artysty. Knausgård sporo miejsca poświęca  przemyśleniom na temat własnego pisarstwa. Poznając jego refleksje zdajemy sobie sprawę, że jest twórcą totalnie świadomym, który dokładnie wie, jaką misję ma spełnić. Ten wątek stanowi zarazem wyjaśnienie i usprawiedliwienie kontrowersyjnego stylu pisania „Mojej walki”. Chcąc uzyskać ściśle określony efekt, pisarz nie mógł posłużyć się inną metodą, a w całym dziele umieścił sporo wskazówek, które mają pomóc zrozumieć jego zamysł. Wtrącenie uwagi o Prouście wcale nie było przypadkowe. Dzieło Knausgårda nawiązuje do znanego cyklu mimo różnic w języku i stylu (konwencjonalna fabuła jest zastąpiona intymnym obnażeniem neurotycznego bohatera). Równie nieprzypadkowo pojawiają się inne wielkie nazwiska. Podczas oglądania inscenizacji sztuki Ibsena w reżyserii Bergmana pisarz przeżył olśnienie. Pojął, że uczestniczy w czymś niezwykłym, że oglądając spektakl udało mu się zajrzeć w „samo jądro istnienia, w samo sedno egzystencji”** i to doznanie pozostawiło w nim trwały ślad. W swojej twórczości zapragnął osiągnąć ten sam stopień mistrzostwa, osiągnąć podobny cel. Chciał, by czytelnik „Mojej walki” doszedł do wniosku, że pisarz w modelowy sposób ukazał rozterki człowieka, a także, by zyskał przekonanie, że udało mu się „trafić w sedno”, ukazać kwintesencję życia.
Równie ważny wpływ na pisarza wywarło malarstwo Rembrandta, którego nazywano portrecistą duszy. Malarz przez całe życie z pietyzmem malował własne autoportrety. Powstało ich prawie sto, stanowią udokumentowanie upływu lat, ukazują zmiany jakie czas i doświadczenia wyryły na jego twarzy. Knausgård zachwyca się zwłaszcza  ostatnim autoportretem,  w którym mistrz bez upiększeń, w sposób naturalistyczny dostrzega w sobie zmęczonego życiem starca. Jeżeli pojmiemy tę prostotę i autentyzm w sztuce Rembrandta, a także realizm, umiejętność ukazywania trudnych relacji międzyludzkich poprzez specyficzny sposób zagęszczania emocji w twórczości Bergmana oraz sprowadzenie fabuły do mniej ważnego elementu w pisarstwie Prousta - dotrzemy do tej siły,  która kierowała Knausgårdem podczas pisania „Mojej walki”. Przy pisaniu "Mojej walki" działał ten sam mechanizm, który kazał Rembrandtowi malować kolejne portrety... Zrozumiemy także jak wysoko pisarz ustawił sobie poprzeczkę. Pisarz nie ekscytuje się sobą i swoimi przeżyciami, traktuje je jako materiał badawczy, zajmuje się nimi ponieważ ma je pod ręką. Nie czuje się specjalnie wartościowym człowiekiem, uważa się raczej za „króla bylejakości”. Natomiast to, jak posłużył się tym materiałem świadczy o sporej finezji i kunszcie, ale także o tym, że doskonale zna swoją wartość, jako twórca i jak głęboko w tradycjach literackich jest zanurzony. Napisanie autobiografii, która miała spełnić jego wszystkie założenia, wymagała poświęcenia. Pisarz doskonale rozumiał, że jeśli zrezygnuje z totalnej szczerości, jego książka utraci siłę. Czytelnik natomiast musi już sam rozważyć, czy wystawienie na widok publiczny wszelkich rodzinnych sekretów należy policzyć pisarzowi jako przejaw całkowitego braku empatii czy raczej jako rodzaj złożenia siebie i swoich najbliższych w ofierze na „ołtarzu sztuki”.
Podczas lektury autobiografii czytelnik zwykle zastanawia się nad wiarygodnością narratora. W tym przypadku z pewnością szybko dojdziemy do wniosku, że jego obraz pozbawiony jest elementu „kreacji”. Nie mamy podstaw sądzić, by autor był zmuszony cokolwiek przekłamywać. Dzięki opisom pełnym szczegółów i drobiazgowych codziennych czynności całkiem dobrze poznajemy jego otoczenie, sposób funkcjonowania oraz myśli; czytelnikowi wydaje się, że Knausgård wpuścił go do swojej głowy. To, co w niej znajdzie czasem go zachwyci, a czasem oburzy. Gdybyśmy jednak mieli zdolność czytania w cudzych myślach, obrazy znalezione w głowach nawet naszych najbliższych - niejednokrotnie mogłyby nas przerazić.
Kiedy zaczynamy przygodę z książką Knausgårda, styl wydaje się dość oschły, pisarz w ogóle nie dba o to, by się czytelnikowi przypodobać. Po pewnym czasie zaczynamy się orientować, że chłód jest pozorny i że cały czas tuż pod powierzchnią zwykłych spraw kryją się wielkie emocje. Skąd zatem takie wrażenie? Po to, by wszystko „zadziałało” według planu, pisarz musiał zdobyć się wobec siebie na spory dystans. Ten zabieg powoduje, że czasem wydaje się, że nie śledzimy jego losów lecz znajdujemy się w laboratorium, w którym (w warunkach sterylności) autor rozprawia się z sobą, biorąc każdy element swego życia, ogląda pod mikroskopem, po czym odkłada na miejsce. Narrator jest mężem i ojcem, a także artystą, a chwilami zagubionym chłopcem. Cały czas jednak jest bezkompromisowym i krytycznym obserwatorem, ukazującym wszystkie odcienie odczuć z chirurgiczną precyzją i analityczną skrzętnością. Jego autoanaliza jest bez wątpienia odbiciem sumienia.
„Moja walka” to genialny tytuł. Jest kontrowersyjny, spełnia marketingowe zadanie (od razu zwraca na siebie uwagę i „zapowiada” rewolucję). Jest też przede wszystkim zdecydowanie uprawniony. Pisarz przekonuje, że jego życie jest bezustanną „walką”. Jest zmaganiem o uczucie ojca, później o miejsce w społeczeństwie. Walką o prawo do własnej przestrzeni życiowej i do wykonywania tego, co kocha najbardziej – do tworzenia. Czytelnik zaś, odnajdując pewne ślady własnych frustracji w prozie Knausgårda, nie może się nie zgodzić z poglądami pisarza. Życie człowieka to nieustająca walka… 


* "Moja walka", Karl Ove Knausgård, str.599, t.2
** Tamże, str. 267, t. 2




Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję:



czwartek, 18 czerwca 2015

"Pamiętnik Wacławy. Ze wspomnień młodej panny ułożony", Eliza Orzeszkowa




BAŚŃ O SZLACHETNEJ PRACY

Wacława jest jest piękną i bogatą panną, która po długim okresie rozłąki z rodziną i ośmiu latach nauki opuszcza pensję. Dziewczyna jeszcze nie wie jak potoczy się jej los. Rodzice rozwiedli się, mieszkają osobno, a ich priorytety są zupełnie odmienne. Zgodnie z ich wolą, Wacława ma spędzić rok u matki, a następny u ojca. Kim stanie się w przyszłości? Czy pokocha barwny salonowy świat swej matki czy raczej przekona się do ideałów ojca i wybierze styl życia wypełnionego nauką i pracą?

Z chwilą powrotu Wacławę porywa wir spotkań towarzyskich, a jej matka i babka mają dla niej obmyśloną przyszłość.Trzeba dziewczynę korzystnie wydać za mąż, by ją zatrzymać przy sobie i zdusić w zarodku wpływy ojca. Co ważniejsze, Wacława powinna poślubić człowieka z „nazwiskiem”, żeby przywrócić dobre imię rodu po mezaliansie jej matki. Dziewczyna szybko ulega wpływowi fascynującego świata. Czy jej matkę stać na tak wystawny styl życia? Nawet jeśli majątek poważnie na tym ucierpi, kobieta nie zamierza oszczędzać. Trzeba przecież zrobić wrażenie na konkurentach i znaleźć najodpowiedniejszą partię…

Wacława jest bystrą obserwatorką i szybko zaczyna postrzegać otoczenie w prawdziwym świetle. Uświadamia sobie, że w towarzystwie nikt nie ujawnia emocji ani prawdziwych myśli. Członkowie socjety uwięzieni w sztywnym gorsecie konwenansów zmuszeni są do stwarzania gry pozorów.  Świat, w który wkroczyła powoli traci blask. Pod grubą warstwą blichtru i pozłoty zaczynają ujawniać się starannie zamaskowane rysy i pęknięcia. Wacława jest zdumiona, gdy odkrywa, że kobiety w jej wieku bywają już zmęczone życiem i znudzone. Jeszcze bardziej zniesmaczona jest nieporadnością życiową młodych mężczyzn. Dochodzi do przykrego wniosku, że w tym miejscu nie liczą się ludzie, lecz ich majątki, a świat pozorów wdarł się nawet do sfery uczuć. Kiedy sobie to uświadamia, próbuje wyplątać się ze związku, który z góry skazany jest na porażkę. Niestety w tym momencie wkracza apodyktyczna babka. Nestorka rodu, która lubi podporządkowywać rodzinę swoim kaprysom, nalega na małżeństwo, grożąc młodziutkiej krewnej i jej matce wydziedziczeniem… Czy Wacława ugnie się przed jej wolą? Czy odważy się skazać matkę i siebie na utratę pozycji towarzyskiej i tułaczkę?  Dziewczyna naprawdę stanęła przed trudnym wyborem…

Elizie Orzeszkowej zawsze udawało się uchwycić klimat czasów,  a jej książki były wyrazem jej społecznego zaangażowania. Pisarka była jedną z pionierek polskiego pozytywizmu, kierunku w filozofii i literaturze, który rozwinął się po upadku powstania styczniowego. Jego zwolennicy uważali, że w ówczesnej sytuacji najważniejszym zadaniem i wyzwaniem jest „praca u podstaw”. Skoro państwo nie posiadało suwerenności, należało do tego doprowadzić okrężną drogą, a o polską tożsamość walczyć poprzez konstruktywną pracę, edukację, poprawę warunków życiowych oraz krzewienie patriotyzmu. „Pamiętnik Wacławy” jest głosem zabranym w publicznej debacie dotyczącej wychowania młodego pokolenia oraz konieczności poprawy sytuacji kobiet. Powieść miała stać się ostrą krytyką próżniaczego i jałowego trybu życia arystokracji. To zamierzenie się powiodło, obraz tej sfery jest najmocniejszą stroną książki, pisarce udało się obnażyć pustkę moralną salonów. Zdecydowanie słabiej poradziła sobie z tą częścią, która miała ukazać łatwość zdobycia zawodu (przykład Franusia jest nieco infantylny, a „misja” młodziutkiej nauczycielki, która po trzech latach nauki zdobywa gruntowną wiedzę, by stać się rzetelnym pedagogiem, psychologiem i mentorem też jest mało prawdopodobna).

Każdy, kto zastanawia się nad genezą „Pamiętnika Wacławy” od razu skojarzy utwór z pozytywistycznym programem, warto jednak zwrócić uwagę na inne aspekty, przede wszystkim na motywy, które pozostają w ścisłym związku z życiem osobistym pisarki.

Eliza nie znała swego ojca, zmarł, gdy była małym dzieckiem. Matka szybko wyszła po raz drugi za mąż, prowadziła bujne życie towarzyskie, zupełnie oddalając się od dzieci. Eliza wkrótce trafiła do przyklasztornego pensjonatu, gdzie spędziła pięć lat i przez ten czas matka ani razu jej nie odwiedziła. Zaraz po ukończeniu pensji została wydana za mąż za dużo starszego Piotra Orzeszkę. Małżeństwo nie było udane, z czasem doszło do rozwodu. Pierwsze lata wspólnego pożycia pisarka wspomina jako czas „beztroskiego karnawałowania”. Wkrótce zmęczył ją błahy tryb życia i  zaczęła szukać natchnienia w ojcowskiej bibliotece. Podczas lektury dostrzec można korelacje między życiorysem pisarki, a losami głównej bohaterki; autorka wyposaża Wacławę w dużej części we własne doświadczenia. Rozwód pisarki odbije się echem w książce, rozwodzą się rodzice Wacławy oraz jedna z jej przyjaciółek. Matka zdobywa się na szlachetność i nie zmusza córki do małżeństwa, co można odczytać jako „zarzut” wobec własnej matki. Najciekawszy jednak trop wiedzie do ojca Wacławy. Czytelnika uderza kontrast między realistycznie przedstawioną i bardzo „intensywną” relacją córki i matki a zupełnie inaczej potraktowanym (wyidealizowanym, odrealnionym) związkiem Wacławy z ojcem. Matka, która posiada swoje wady, jest niemal namacalnie obecna w powieści, natomiast postawiony na piedestale, otoczony nimbem szlachetności, uwielbiany ojciec pojawia się jedynie we wspomnieniach i fragmentach listów. Jego  obecność jest wyczuwalna, chociaż przez cały czas pozostaje „wielkim nieobecnym”. Można wnioskować, iż obraz szlachetnego naukowca z powieści jest odbiciem własnej tęsknoty pisarki za utraconym ojcem.

„Pamiętnik Wacławy” to jedna z wczesnych powieści pisarki. W tym okresie Orzeszkowa starała się podkreślać służebną i wychowawczą funkcję literatury, stąd jej stały komentarz oraz nazbyt wyraźny dydaktyzm. Sięgając po książkę trzeba liczyć się z koniecznością obcowania z afektownym i kwiecistym, miejscami zbyt barokowym językiem (zdarza się od czasu do czasu niezamierzony efekt humorystyczny). Rzecz jasna, konwencja książki, która miała przyjąć formę pamiętnika pisanego przez egzaltowaną pannę, narzuciła styl, który  nawet jeśli jest nieco przesadzony, to w pewnym sensie dodaje także książce specyficznego uroku. Jeśli jednak czytelnik od razu do niego się nie dostroi, może mu doskwierać brak dyscypliny (częste powtórzenia), wybujała czułostkowość i sentymentalizm.

Pomimo kilku mankamentów książkę warto poznać, chociażby po to, by zestawić z najgłośniejszym dziełem pisarki („Nad Niemnem”). Czy można porównywać tak odległe od siebie utwory? „Nad Niemnem” uchodzi w polskiej literaturze za jedno z najdoskonalszych dokonań literackich realizmu krytycznego, ma formę zbliżoną do epopei; „Pamiętnik Wacławy” jest daleki od doskonałości. Zestawienie tych powieści może być jednak ciekawe dla prześledzenia rozwoju warsztatu literackiego i ewolucji stylu pisarki. Ciekawym doświadczeniem może być porównanie wspólnych elementów, które w drugiej powieści pojawiły się w wersji wysubtelnionej, wygładzonej i dojrzałej.  „Nad Niemnem” nie jest bynajmniej udoskonaloną wersją „Wacławy”, ale dotyka tych samych wartości  i utkany jest na podobnej osnowie. Można nawet prześledzić metamorfozę bohaterów, gdyż w obydwu powieściach występują te same archetypy. Wacława przeobraża się w Justynę Orzelską, obie panny podejmują walkę z konwenansami. Wzdychająca i łzawa babka Ludgarda przerodzi się w praktyczną Martę, Michał (mąż Zeni) w Benedykta (ojciec Elizy miał na imię Benedykt, ponowny hołd dla ojca), matka Wacławy w Emilię. Agenor, Lubomir i Henryk stopią się w postać Zygmunta Różyca.  W „Pamiętniku Wacławy” dostrzec też można przedsmak wirtuozerii w opisach przyrody i domostw, którą odnajdziemy w „Nad Niemnem”. Oczywiście książki odbiera się inaczej, pisarka przecież podeszła zupełnie inaczej do procesu pisania. Z czasem zrezygnowała z przesadnego dydaktyzmu, przestała komentować zdarzenia, stała się obserwatorką. Na różnice wpłynęły jeszcze inne czynniki. Orzeszkowa zupełnie inaczej potraktowała swoich bohaterów. W „Nad Niemnem” pochyliła się nad losami zwykłych ludzi, natomiast czytając „Pamiętnik Wacławy” mamy wrażenie, że oglądamy zmagania herosów i heroin. To odczucie podkreśla jeszcze teatralne, wręcz wodewilowe zakończenie. W finale na scenę wkraczają wszyscy bohaterowie i następuje publiczne „osądzenie” (dobro zostaje nagrodzone, zło ukarane). Mamy więc okazję skonfrontować powieści, które zajmują się podobnymi problemami i mają wspólne przesłanie, ale należą do zupełnie innych gatunków.  „Nad Niemnem” jest powieścią realistyczną, natomiast „Pamiętnik Wacławy” jest połączeniem moralitetu i baśni z morałem.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:





środa, 17 czerwca 2015

Zaproszenie na spotkania z Sandrą Kalniete - autorką książki "W butach do tańca przez syberyjskie śniegi" [Materiały prasowe]






Wydawnictwo ZNAK zaprasza na spotkanie z Sandrą Kalniete, łotewską eurodeputowaną i autorką książki: "W butach do tańca przez syberyjskie śniegi",
które odbędą się w poniedziałek 22 czerwca o g. 17.30 w warszawskiej księgarni Matras, przy ul. Nowy Świat 41 i
we wtorek 23 czerwca o g. 18.00 w krakowskiej księgarni Pod Globusem, przy ul. Długiej 1






Sandra Kalniete - urodziła się w syberyjskiej tajdze. W jaki sposób jej rodzina się tam znalazła – o to nie pytała. Do czasu…

W latach osiemdziesiątych dojrzała już Kalniete wyrusza w przeszłość w poszukiwaniu prawdy ukrywanej przez dekady pod warstwą traumy, strachu i sowieckiej propagandy. Wędrówka ta uczyni z niej jedną z czołowych postaci łotewskiej walki o odzyskanie niepodległości, po latach zaś zaowocuje niniejszą bestsellerową opowieścią.

Rekonstruując losy swoich bliskich, pisarka odtwarza dzieje całego narodu łotewskiego w XX wieku, szczególnie doświadczenie dwóch totalitaryzmów z ich wstrząsającymi zbrodniami. Na obu tych planach toczy się narracja wnikliwa i rzetelna, ale też bardzo osobista, dając czytelnikowi zarazem szeroką panoramę i intymny portret we wnętrzu.

Widzimy więc wojnę, terror, łagry, tortury, katorżniczą pracę, mróz i głód, a obok tego skomplikowane rodzinne relacje, młodzieńcze miłości zesłańców, wiejskie potańcówki czy eleganckie suknie szyte ze szmat. To rzecz o skrajnym upodleniu człowieka, ale i świadectwo tego, że wola życia i pragnienie zachowania godności dają o sobie znać w każdych warunkach.


***


Sandra Kalniete - absolwentka Łotewskiej Akademii Kultury w Rydze. W latach 80. była jedną z założycielek Łotewskiego Frontu Ludowego, głównej łotewskiej organizacji opozycyjnej. W roku 1991 objęła stanowisko wiceministra spraw zagranicznych, od 1993 roku pełniła rolę ambasadora Republiki Łotewskiej przy ONZ (1993-1997), we Francji (1997-2000) oraz przy UNESCO (2000-2002). W 2004 roku została pierwszym komisarzem unijnym pochodzącym z Łotwy. Od 2009 roku zasiada w Parlamencie Europejskim, gdzie przewodniczy grupie Pojednania Europejskich Historii (Reconciliation of European Histories). Sandra Kalniete jest autorką przetłumaczonej na 13 języków książki „W butach do tańca przez syberyjskie śniegi” (łot. Ar balles kurpēm Sibīrijas sniego) poświęconej historii rodziny Kalniete i czasom zesłania na Syberię.



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Tajemniczy autor sensacyjnego debiutu "Notebook" - ujawniony! [Wydawnictwo Literackie - materiały prasowe]


zapowiedź




Wydawnictwo Literackie
Wydanie: I
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-08-05592-2
Data premiery książki i ebooka: 02.07.2015



Już 2 lipca premiera przełomowej powieści, która łączy tradycyjną narrację z technologicznymi fajerwerkami. Dzięki temu mariażowi czytelnik będzie mógł osobiście śledzić postępy w prowadzonym śledztwie oraz głębiej wejść w powieściowy świat. 


Notebook” to wciągająca powieść sensacyjna o współczesnej Polsce. W wypadku drogowym pod Piotrkowem Mazowieckim ginie młoda kobieta Dagmara Frost. Wezwany na miejsce, dobiegający czterdziestki i rozczarowany życiem, prokurator Radosław Bolesta z początku nie widzi w sprawie nic podejrzanego. Gdy jednak chce poinformować o tragedii rodzinę dziewczyny,  okazuje się, że kobieta była na świecie zupełnie sama. Żadnych krewnych, żadnych przyjaciół. Tak jakby ktoś celowo pozacierał wszelkie ślady. Prokurator ma nadzieję, że pomoże mu laptop znaleziony przy zmarłej na miejscu wypadku. Jeszcze o tym nie wie, ale uruchomienie komputera zmieni całe jego dotychczasowe życie.

Oprócz niesamowicie wciągającej fabuły Notebook oferuje dodatkową rozrywkę – to pierwszy na świecie thriller, w którym na tak dużą skalę połączono fikcję literacką z technologią rozszerzonej rzeczywistości. Czytelnicy równolegle z lekturą będą mogli za pomocą bezpłatnej aplikacji Viuu skanować zawarte w książce kadry, a następnie na ekranach telefonów lub tabletów oglądać materiały filmowe. 



A tak to działa:





Tomasz Lipko – prawnik z wykształcenia, dziennikarz, fotoreporter, producent filmowy. Przez dziesięć lat był reporterem sejmowym i korespondentem wojennym Radia Zet, następnie reporterem głównego wydania Wiadomości TVP, reporterem i prowadzącym program TVN „Uwaga”. Pisał reportaże m.in. dla „Polityki”, „Gazety Wyborczej”, „Przekroju” i magazynów kobiecych. Od sześciu lat właściciel studia filmowego www.foxmultimedia.pl


WYDAWNICTWO LITERACKIE zaprasza na wywiad, w którym autor thrillera "Notebook" zdradza szczegóły powstania tej wyjątkowej pozycji.
Wywiad TUTAJ








wtorek, 9 czerwca 2015

"Coś, o czym chciałam ci powiedzieć", Alice Munro



ZMIANY
„Coś, o czym chciałam ci powiedzieć” to zbiór opowiadań z 1974 roku. Jego premiera w Polsce miała miejsce w zeszłym roku, polscy czytelnicy poznali go więc dopiero po upływie 40 lat. Tom zawiera wczesne utwory pisarki, ale w jej przypadku – niezależnie od tego, czy sięgniemy po debiutancki „Taniec szczęśliwych cieni”(1968), któryś z późniejszych zbiorów, czy ostatnią książkę „Drogie życie” (2012) – nie doszukamy się w ich poziomie literackim znaczących różnic. Wszystkie składają się z misternie skonstruowanych utworów, których wymowa jest ponadczasowa i uniwersalna.
Zgodnie ze swym zwyczajem pisarka z dużą empatią i wrażliwością przygląda się człowiekowi i poddaje analizie jego naturę. Tradycyjnie skupia się na zwykłej, szarej codzienności, sprawiając wrażenie, że w jej opowiadaniach nie ma miejsca na doniosłe wydarzenia. Czy na pewno? Munro ukazuje człowieka zawsze w przełomowym dla niego momencie, a przemiana, jakiej podlega, refleksja czy odkrycie prawdy na swój temat są najczęściej nieoczekiwane, przeważnie szokujące, stają się dla bohaterów wydarzeniem o wymiarze kosmicznym.
W omawianym zbiorze pisarka najczęściej zestawia w sposób kontrastowy dwójkę bohaterów. Jeden z nich posiada cechy społecznie akceptowane i cenione, drugi uchodzi w pewnym sensie za nieudacznika. Czytelnik zostaje zmuszony do zastanowienia się nad tym, co zwykle kryje się za „doskonałymi i kryształowymi” portretami, a to prowadzi do rewizji poglądów. Pisarka lubi w jednym tomie podjąć kilkakrotnie ten sam temat lub wątek, ukazuje podobny problem, tyle że w rozmaitych wariacjach. W tej książce pokrewnymi utworami, mającymi zbliżoną wymowę, ale zupełnie inną scenerię i dekoracje, są: „Ceremonia pożegnalna” i „Zadymka”, w których autorka obnaża pozory, oraz „Spacer po wodzie” i „Marakesz”, których bohaterowie należą do odchodzącego świata i przestają nadążać za zmianami… Tych podobieństw jest oczywiście znacznie więcej, dzięki czemu zbiór wydaje się idealnie zharmonizowany.
Tytuł książce nadało opowiadanie ukazujące relacje dwóch sióstr. Punktem wyjścia – a może raczej: punktem zapłonu – jest powrót do miasta mężczyzny, z którym jedna z nich była związana w młodości. Historia opowiedziana jest z punktu widzenia Et – kobiety, która dorastała i spędziła życie w cieniu swej pięknej siostry. Char od zawsze olśniewa i onieśmiela urodą, za to Et ma intuicję i lepiej zna się na ludziach. Char przyjmuje powrót Blaikiego ze stoickim spokojem, natomiast Et pełna jest najgorszych przeczuć. Czuje, że musi objąć siostrę wzmożoną troską.
„Coś, o czym chciałam ci powiedzieć” to nowela znakomicie obrazująca styl prozy Munro. Sposób narracji wielokrotnie zmusza czytelnika do zmiany percepcji. Autorka tylko zaznacza najważniejsze wydarzenia, wskazuje kierunek i pozwala czytelnikowi błądzić wśród splątanych ludzkich emocji. Ufa, że uda mu się odnaleźć właściwą ścieżkę. Czytelnik sądzi, że Et jest zazdrosna o siostrę, a potem bezgranicznie jej współczuje; lituje się nad losem jednej z sióstr, by dać się przytłoczyć dramatem drugiej. Alice Munro do perfekcji opanowała także inną niezwykłą umiejętność. Jej sposób opowiadania jest tak powolny i wyciszony, że na pierwszy rzut oka wydaje się, iż emocje bohaterów są zaledwie „letnie”. Nasza czujność jest uśpiona. Nagle jednak następuje moment, w którym uświadamiamy sobie, że spokój jest tylko pozorny. Dostrzegamy, że pod gładką powierzchnią relacji przetacza się emocjonalna nawałnica.
Temat siostrzanych więzi zostaje podjęty także w noweli „Ceremonia pożegnalna”. Punktem wyjścia znowu jest sytuacja, gdy jedna z sióstr niepokoi się o drugą. Eileen przyjeżdża do June, by wesprzeć ją podczas pogrzebu syna. Zawsze perfekcyjna June kolejny raz ją zaskakuje, ponieważ (zważywszy na okoliczności) nieprzyzwoicie dobrze sobie radzi. W jej domu, jak zwykle, wszystko funkcjonuje jak w szwajcarskim zegarku. Egzystencja Eileen, w przeciwieństwie do ułożonego życia siostry (które przypomina zaprojektowany w każdym detalu ogród japoński), jest pasmem niepowodzeń, a ona sama dryfuje bez żadnego celu. Prawda jednak jest taka, że ta sytuacja na co dzień jej nie doskwiera. Nie do zniesienia staje się dopiero w idealnym domu June. Która z nich jest jednak bardziej nieszczęśliwa?
Opowiadanie „Materiał” podejmuje problem znaczenia narzuconej roli, z którą sobie musi radzić żona pisarza. Bohaterka jest rozwódką. Jej pierwszym mężem był stawiający pierwsze kroki pisarz. Ich miłość była szalona i gwałtowna, ale pewne cechy charakteru męża tak irytowały, że kobieta nie widziała możliwości spędzenia życia w tym związku. Nie mogła i nie chciała przyjąć na siebie roli bufora, chroniącego artystę przed światem. Po latach kobieta czyta bestseller eksmęża. Okazuje się, że książka jest nadspodziewanie dobra, a w dodatku osnuta wokół ich wspólnej rzeczywistości, utkana z ich wspomnień. Nie tylko wyzwala to „demony przeszłości”, ale także zmusza do refleksji nad motywami własnego postępowania. Kobieta zdaje sobie sprawę z niedojrzałości, jaką wykazała się w roli młodziutkiej żony…
W „Jak poznałam mojego męża” narratorka jest boleśnie świadoma, w jakim stopniu jej życie odbiega od ideałów, jak bardzo jest „przyziemne” w porównaniu do jej dziewczęcych „ulotnych” (dosłownie!) marzeń. „Spacer po wodzie” to obraz mężczyzny, który rozmyśla nad naturą zmieniającego się świata. Uświadamia sobie, że dociera do granicy, po przekroczeniu której przestanie za procesami przemian nadążać. Nieco podobnym utworem jest „Marrakesz”. Tym razem bohaterką jest kobieta, która nie potrafi „rozszyfrować” swojej wnuczki. Trochę dla eksperymentu doprowadza do jej spotkania z młodym sąsiadem. Przysłuchując się ich rozmowie, chce dotrzeć do ich świata. Czy jej się to udaje? Nawet nie zauważa, że opowieść o przygodzie w Marrakeszu stała się sygnałem i mostem porozumienia przerzuconym między dwojgiem samotnych ludzi. „Przebaczenie w rodzinie” to utwór, który obrazuje trudne relacje między rodzeństwem. Narratorka przez lata widzi w sobie ofiarę wpływu brata, rodzinnej „czarnej owcy”. Wydarzenia każą jej jednak zerwać ze stereotypowym myśleniem i zaakceptować zachowania i cechy, które wcześniej wydawały się jej społecznie niedopuszczalne. „Odnaleziona łódź” to młodzieńcza historia odkrywania swojej seksualności. „Kaci” to smutna opowieść o napędzaniu społecznej nienawiści i o życiu z poczuciem winy, której nie można okupić. „Dolina Ottawy” jest subtelnym hołdem dla matki…
„Coś, o czym chciałam ci powiedzieć” to zbiór utworów połączonych motywem zmian. Alice Munro ukazując skomplikowane relacje damsko-męskie oraz układy rodzinne, uświadamia jak niedoścignione są ideały oraz jak trudno poznać naturę drugiego człowieka, skoro sam dla siebie stanowi on zagadkę. Opowiadania pokazują momenty przełomowe, kiedy bohaterowie czegoś się o sobie dowiadują. Znają oni smak goryczy towarzyszący utraconej miłości i życiowym rozczarowaniom. Książka krąży wokół konfrontacji marzeń z rzeczywistością bądź mówi o refleksjach, które przychodzą zbyt późno, by coś w życiu zmienić.

Cechą charakterystyczną opowiadań Munro jest ich perfekcyjna i złożona konstrukcja. Bohaterowie są skomplikowani, często kryją swoje prawdziwe oblicze, a utwory mają drugie dno i bywają przewrotne. Nie wystarczy przeczytać ich w sposób bierny, trzeba z nimi „poobcować”. Dać sobie czas do namysłu, podjąć wysiłek, by odkryć intencje nie od razu uchwytne. Proza Munro zdecydowanie przeznaczona jest dla czytelnika dojrzałego. Pisarka w dużym stopniu ufa inteligencji, empatii czytelnika i jego umiejętności czytania „między wierszami”. Dopiero, kiedy uda się dopasować wszystkie elementy układanki, złożone z tego, co autorka zechciała odsłonić i z tego, co trzeba wydedukować, czytelnik zachwyci się wykreowanym światem, a zarazem będzie czerpał satysfakcję ze świadomości, że w pewnym sensie, dzięki własnej intuicji i emocjonalności, ten świat współtworzy.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:


piątek, 5 czerwca 2015

Powieść-alegoria, czyli zderzenie kultur ["Dom pająka", Paul Bowles]




Paul Bowles to amerykański poeta, prozaik, tłumacz, utalentowany kompozytor, a także podróżnik, który w 1947 roku osiadł w Tangerze. Publikował artykuły podróżnicze, był zafascynowany muzyką marokańską, propagował wiedzę i kulturę tego kraju. W roku 1949 ukazała się jego debiutancka powieść „Pod osłoną nieba”. W 1955 napisał „Dom pająka”, utwór poświęcony miastu, które szczególnie (obok Tangeru) sobie upodobał. Powieść miała przedstawiać życie społeczności, które we współczesnym świecie wciąż funkcjonuje jak w średniowieczu. Kiedy zaczął pisać książkę, doszło do wydarzeń, których nie mógł zlekceważyć. Uzmysłowił sobie wkrótce, że nie pisze o tradycyjnym życiu w Fezie, tylko o możliwym jego rozpadzie.
U schyłku XIX wieku wyścig mocarstw kolonizujących Afrykę przyspieszył. W 1885 roku dokonano podziału i ustalono strefy wpływów państw kolonialnych. W 1912 roku niemal cały obszar Maroka znalazł się pod protektoratem Francji. Proces dekolonizacji rozpoczął się po II wojnie światowej. W Maroku, po latach rozruchów i powstań plemiennych, Francuzi wygnali sułtana Muhammada V i zastąpili go swoim sprzymierzeńcem, który według powszechnego przekonania nie miał praw do tronu. To wydarzenie stało się zarzewiem buntu. Tłem powieści Bowlesa są narodziny nacjonalistycznego zrywu przeciwko Francuzom oraz wydarzenia o charakterze rewolucyjnym, które ogarnęły Maroko w 1954 roku.
Powieść ukazuje zetknięcie się kultur, a proces ten obserwujemy oczami dwóch równorzędnych bohaterów. Jednym z nich jest amerykański pisarz John Stenham, który od kilku lat mieszka w Maroku, nieomal zadomowił się w Fezie i z zamiłowaniem oddaje się studiowaniu zwyczajów miejscowej ludności. Mimo wieloletniej praktyki i pewnej zażyłości z niektórymi jej przedstawicielami, nie czuje się specjalistą w tej dziedzinie, raczej zdaje sobie sprawę z przepaści, jaka zawsze będzie dzielić kultury zachodniej Europy i północnej Afryki. Drugim bohaterem jest 15-letni arabski chłopiec, pochodzący z ortodoksyjnej, zubożałej, lecz szanowanej rodziny. Amar nie ma jeszcze ugruntowanych przekonań, nie do końca wie, kim chce zostać. Śledzimy jego chłopięce poszukiwania i przemyślenia na temat własnej roli w rodzinie i społeczeństwie.
Dzięki zestawieniu dwóch bohaterów pochodzących z zupełnie innych światów, obserwujemy fakty z różnych perspektyw, poznajemy argumenty przedstawicieli obu stron konfliktu. Co prawda rola Stenhama wydaje się początkowo dość neutralna (jest Amerykaninem, a gniew zrewoltowanych kieruje się przeciwko Francuzom), ale w toku powieści Bowles subtelnie przedstawił proces ewoluowania konfliktu.
Stenham i jego nowo poznana towarzyszka – podróżniczka, wyznawczyni liberalnych poglądów Polly Burroughs – stają się świadkami niepokojących wydarzeń. Oboje zlekceważyli ostrzeżenia i nie zdołali się w porę ewakuować z kraju, teraz mogą jedynie czekać na rozwój wypadków. Z kolei Amar pilnie obserwuje świat i uczy się odbierać jego sygnały. Śledzi poczynania rodaków, bacznie przygląda się działalności nowo powstałej nacjonalistycznej partii Al-Istiklal. Analizuje sytuację i przekonuje się, że pobudki jej członków nie są do końca czyste i szlachetne. Partia chce pozbyć się Francuzów, ale nie zamierza przywracać starych porządków. W tym celu bezwzględnie manipuluje rodakami. Powoli przekonujemy się, że w konflikcie jest więcej odcieni i stron, niż tylko dwie. Mimo gwałtownie rodzącej się samoświadomości Amar jest ciągle niedojrzały i pozwala, by inni decydowali za niego. W kulminacyjnym momencie, gdy wydaje mu się, że może być jedynie biernym obserwatorem zamieszek, zostaje odcięty od miasta i od rodziny. Trafia pod opiekę Stenhama i jego towarzyszki.
W tym momencie pojmujemy znaczenie tytułu powieści i motta książki, zaczerpniętego z Koranu („I ci, którzy sobie wzięli opiekunów poza Bogiem, są podobni do pająka, który przygotował sobie dom. A przecież dom pająka jest najnędzniejszym z domów. Gdyby oni byli wiedzieli!”). Słowa cytatu odnoszą się do sytuacji Maroka, a jednocześnie stanowią przestrogę dla Amara. W jednym i drugim kontekście fragment brzmi złowieszczo. Przekonamy się o tym, gdy poznamy scenę końcową, postępek Amerykanów. Incydent zaskakuje czytelnika lekkomyślnym okrucieństwem. W zasadzie nic się nie stało, ale w świetle słów Koranu epizod nabiera symbolicznego znaczenia. Jest oskarżeniem postępowania Zachodu wobec świata arabskiego. Warto dodać, że Bowles nie opowiada się po żadnej ze stron. Pokazuje raczej, że każdy jest zdolny do popełnienia podłości.
Kiedy rozszyfrujemy tytuł, zaczynamy dostrzegać, że powieść przepełniona jest symboliką i jawi się jako alegoria. W tym kontekście Amerykanie uosabiają postawy zachodnich społeczeństw. Stenham bezustannie analizuje, bada, wyciąga wnioski, teoretyzuje, ale działa niechętnie. Madame Veyron z kolei zawsze postępuje pod wpływem impulsu, ale bezmyślnie. Żadna ze stron właściwie nie potrafi pomóc. Z drugiej strony Amar to personifikacja nie do końca ustabilizowanego, podlegającego wpływom Maroka. Nie dowiemy się z powieści jak i kiedy zakończy się konflikt; Bowles w trakcie pisania nie mógł tego jeszcze wiedzieć (wydał książkę w 1955 roku, Maroko odzyskało wolność rok później). Wybrał zakończenie otwarte, o charakterze symbolicznym, dzięki czemu utwór zyskał wymiar uniwersalny.
„Dom pająka” jest powieścią wielowarstwową, psychologicznie złożoną, otwartą na liczne interpretacje. Można doszukać się w niej namiętnego romansu bądź zachwycić się mistrzowskimi opisami Fezu i krajobrazu Maroka, gdyż historia opowiedziana jest pięknym (nierzadko lirycznym) językiem. Jest doskonałym źródłem poznania mentalności mieszkańców tego kraju oraz jego historii. Pisarzowi udało się stworzyć obraz nieufnej koegzystencji przedstawicieli różnych kultur. Starał się również zgłębić naturę zemsty. Wyjaśnia (i słowa te brzmią proroczo) dlaczego muzułmanie, nawet nie widząc cienia nadziei, gotowi są podejmować ryzyko (poświęcać życie), by „ukarać” cudzoziemców i innowierców. Wszystko to sprawia, jak podkreśla w znakomitym wstępie Francine Prose, że książka wciąż jest aktualna, wpisuje się w realia naszego niebezpiecznego, skażonego terroryzmem świata.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości: