czwartek, 31 grudnia 2015

ZMAGANIA Z SUMIENIEM







Matthew Kneale jest brytyjskim pisarzem, którego mieliśmy okazję poznać w 2014 roku, kiedy została opublikowana jego dosyć głośna i obsypana nagrodami, polifoniczna (opowiedziana przez 21 narratorów) powieść historyczna, która odkrywa niechlubną kartę historii brytyjskiej kolonizacji i dotyczy zagłady rdzennej ludności Tasmanii. Dzisiaj polski czytelnik poznaje go w zupełnie innej odsłonie. „Drobne występki w czasach obfitości” to zbiór dwunastu opowiadań, które potwierdzają, że pisarz szeroko interesuje się innymi kulturami, ale nie tylko spogląda w przeszłość - przede wszystkim przejmuje się współczesną kondycją człowieka i jest mocno zaangażowany społecznie.

W przeciwieństwie do poprzedniej, pełnej rozmachu powieści – „Drobne występki…” to zbiór niezbyt obszernych, niemal intymnych opowiadań. Ludzie, których portretuje Kneale, mają odmienne problemy, pochodzą z różnych kręgów kulturowych, ale sportretowani zostali w specyficznym momencie - często znajdują się w drodze. Ich podróże (podejmowane dla wypoczynku lub służbowo) bądź migracje (wymuszone przez czynniki ekonomiczne lub polityczne) można odczytywać w sposób alegoryczny. Życie człowieka jest przecież w pewnym sensie podróżą. Poszczególne historie i wnioski z nich płynące składają się na ogólny wizerunek człowieka. Motywem przewodnim utworów jest obraz jego zmagań z własnym sumieniem. Ludzie, w których psychikę wnikamy, pochodzą z różnych części świata i warstw społecznych. Ich problemy przeważnie nie wiążą się z koniecznością zaspakajania podstawowych potrzeb. „Drobne występki”, których się dopuszczają - to zbiorcze określenie wszelkiego rodzaju „grzeszków”, które mają na sumieniu. Nie zawsze są to czyny karalne. Czasem tylko moralnie dwuznaczne bądź nie do końca przyzwoite. Wynikają z różnych przyczyn - z nieznajomości obcej kultury, z zaniedbania, przede wszystkim zaś są rezultatem stosowania wobec siebie taryfy ulgowej. Dlaczego mimo pewnych oporów bohaterowie je popełniają? Ponieważ znajdują dobry powód (przeważnie coś więcej niż chęć zysku) - np. konieczność poprawienia swojego wizerunku w oczach bliźnich. Do działania często popycha poczucie doznanej krzywdy, a wtedy występek staje się sposobem jej  zadośćuczynienia.  

Kneale ukazuje swoich bohaterów w trudnych sytuacjach, wystawia na pokusy i analizuje ich zachowanie. Kolejne epizody układają się w obraz, który stanowi diagnozę ludzkiej natury. Człowiek nie ma problemów z osądzaniem bliźnich. Z całą surowością oceniamy cudze błędy, jesteśmy wtedy głusi na okoliczności łagodzące. Dla siebie jednak stosujemy bardziej elastyczne standardy. To co potępiamy u innych, przestaje być takie oczywiste, gdy dotyka nas samych. Postępki innych rażą, ale gdy nam dzieje się krzywda i w jakiś prosty sposób będziemy ją sobie mogli zrekompensować – z pewnością to zrobimy. Nie cofniemy się wtedy przed występkiem. Nie tylko znajdziemy usprawiedliwienie, ale z pewnością skorzystamy z różnych sposobów, by przekonać siebie, że nasze postępowanie jest podyktowane wyższą koniecznością. Czasem po prostu czujemy się „lepsi” i z tego tytułu uzurpujemy sobie prawo do „naprawiania świata”. Zdaniem Kneale’a nikt nie jest jednoznacznie dobry ani zły. Opowiadania ukazują wewnętrzną walkę człowieka, którą w chwili słabości przegrywa. Tak dzieje się na całym świecie - w malutkiej kolumbijskiej wiosce, na prowincji Azji, ale także w luksusowych dzielnicach Londynu i Dallas. Granice w tej kwestii nie mają znaczenia. Natura ludzka wszędzie jest taka sama.

Mimo poważnej tematyki utwory bynajmniej nie są pozbawione humoru i ironii, a przede wszystkim są wyjątkowo różnorodne. Jedno jest pastiszem popularnych powieści obyczajowych, których tłem jest rozpoczynanie życia od nowa w toskańskim raju. Niektóre przypominają relację z podróży. Kilka z nich uzmysławia jak źle radzimy sobie z pożegnaniami. Różne zatem drogi prowadzą do tego, by ukazać człowieka w przełomowych dla niego momentach. Najwybitniejszymi opowiadaniami, których puenta wywołuje szczególne wrażenie, a nawet wstrząs, to: „Kamień” i „Metal”. Układ zbioru jest dokładnie przemyślany, utwory stanowiące wstęp i zakończenie („Kamień”  i „Biel”)  –  ukazują sytuacje, w których gra toczy się o najwyższą stawkę. Nie należy się jednak obawiać, że poszczególne opowiadania kończą się zawsze w sposób przytłaczająco dramatyczny. Często mamy do czynienia z happy endem. Tyle, że u Kneale’a nawet szczęśliwe zakończenie posiada jakiś dodatkowy sens bądź jest przewrotne.




Rzadko się zdarza, by zbiór opowiadań utrzymany był na jednakowo wysokim poziomie. Ta sztuka udała się autorowi „Drobnych występków…”. Tomik jest spójny, styl Kneale’a charakteryzuje się precyzją narracji i lekkością pióra (duża w tym względzie także zasługa tłumacza). Wszystkie opowiadania dopracowane są w najdrobniejszym szczególe. Są przewrotne, zawierają błyskotliwą i mocną puentę, przeważnie skrywają drugie dno. Czasem dopiero pod sam koniec lektury dociera do czytelnika jak wysoka była stawka i o co właściwie toczyła się wewnętrzna walka bohatera.
                                                                                                                                           
Najnowsza książka stanowi potwierdzenie umiejętności pisarskich autora, który równie dobrze sprawdza się w monumentalnej powieści, jak i w krótkiej formie. Pisarz jest gawędziarzem, posiada zdolność przykuwania uwagi już od pierwszego zdania. Potrafi naświetlić problem pod różnymi kątami i przedstawić go z odmiennych punktów widzenia. Wykazał tę umiejętność w powieści „Anglicy na pokładzie”, teraz potwierdził, że robi to w sposób mistrzowski. „Drobne występki w czasach obfitości” to zbiór utworów kameralnych i skupionych na jednostce. Pisarz jednak zadbał,  by jego bohater mógł za każdym razem przejrzeć się w oczach drugiego człowieka, często przedstawiciela innej kultury, przez co dany problem nabiera uniwersalnego wymiaru.




Za książkę dziękuję wydawnictwu:


***


Przy okazji wszystkim życzę:
Do siego roku!






czwartek, 24 grudnia 2015

Wigilia w obrazach


Wigilia. Jej nazwa pochodzi od łacińskiego słowa „vigiliare” – czuwać. Zgodnie z tradycją, gdy zabłyśnie pierwsza gwiazda na niebie, zasiądziemy do wspólnej wieczerzy.Tym samym rozpoczniemy rodzinne święta pełne tradycji, których początki giną w mrokach niepamięci. Wieczór wigilijny jest jedną z najważniejszych uroczystości rodzinnych, do dziś pielęgnujemy wiele ludowych zwyczajów i religijnych obrzędów. Niektóre przejęliśmy z sąsiednich państw, inne są typowo polskie. Na stole powinno znaleźć się dwanaście potraw. Nasi przodkowie tak obmyślili jadłospis, by uwzględniał wszystkie płody rolne. Zwyczaj strojenia choinki przywędrował do nas dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku i pochodzi z Niemiec.Dzielenie się opłatkiem jest tradycją typowo polską. Po wieczerzy jest czas na śpiewanie kolęd, których początków należy szukać w żywej szopce wystawionej w 1223 roku przez św. Franciszka z Asyżu i jego współbraci. Po kolacji wręczymy sobie prezenty, a ostatnim obrzędem wigilijnym jest wspólne wyjście na pasterkę, na tradycyjne, wspólne czuwanie.

                       
Wszystkim życzę tradycyjnej wigilii, której towarzyszyć będzie okruch 
magii uchwyconej w obrazach, serdecznych rozmów przy stole 
i kolędowania, cieszenia się swoim towarzystwem, 
potrawami i prezentami. 
Wesołych Świąt!














poniedziałek, 21 grudnia 2015

WIEDZA O DZIECKU UKRYTA JEST W NAS SAMYCH





Czy można sobie wyobrazić dzieciństwo bez książek Astrid Lindgren? Można, ale byłoby pozbawione czegoś istotnego… Za co je kochamy? Za humor, szczerość i nieograniczoną wyobraźnię. Za wiarę w dziecko, znajomość jego psychiki i poważne do niego podejście. Za przekraczanie granic. Za możliwość ukrycia się w idyllicznym obrazie Bullerbyn, ale także za odważne podchodzenie i przedstawianie istotnych problemów – buntu wobec dorosłych, rozterek wieku dorastania, a nawet sięganie po tematy tabu, których inni pisarze bali się bodaj musnąć. Astrid Lindgren pomogła wielu dzieciom oswoić się z tematami sprawiającymi ból – z niesprawiedliwością, samotnością, a nawet śmiercią.

Napisała ponad 20 powieści, zbiory opowiadań, sztuki teatralne i słuchowiska radiowe. Wiele jej książek sfilmowano. „Pippi” stała się jednym z największych bestsellerów dla dzieci wszech czasów. Pisarkę obsypywano nagrodami, przychodziły do niej listy od wielbicieli z całego świata, o jej urodzinach pamiętali politycy oraz monarchowie. Stała się patronką szkół, ulic i dzielnic, jej nazwisko nadano asteroidzie. Pomimo ogromnej popularności pozostała zawsze taka sama - uśmiechnięta, wrażliwa i skromna.

Książka Margarety Strömstedt nie jest zwykłą biografią. Pozwala poznać fakty z życia pisarki, wyjaśnia czemu tak ważne dla niej był okres dzieciństwa, dlaczego kochała i tak doskonale rozumiała psychikę dzieci i co ją skłoniło do sięgnięcia po pióro. Dowiemy się dlaczego przez długie lata skrzętnie chroniła swoją prywatność i co ją w końcu zmusiło do publicznego wyznania. Książka jest jednak czymś znacznie więcej. Stanowi barwną panoramę epoki, w której żyła Astrid, uwzględniającą zmiany kulturowe i społeczne, a także wydarzenia historyczne, których była świadkiem. Stanowi połączenie refleksji na temat pisarki, wspomnień samej Astrid, a także fragmentów książek, które stanowią echo jej przeżyć. W ten sposób poznajemy także portrety jej najbliższych, bowiem często stawali się prototypami książkowych postaci. Wreszcie nauczymy się dopatrywać w bohaterach książkowych cech samej autorki. Szczególne znaczenie mają dwie kreacje – dobrze ułożona, opiekuńcza i grzeczna Lisa z Bullerbyn oraz wyzwolona, zbuntowana i zwariowana Pippi Pończoszanka. Zdaniem Strömstedt - obie tworzą uzupełniające się połówki autoportretu pisarki. To rzecz ważna i znamienna, gdyż  wielbiciele Astrid Lindgren z pewnością odczuwają w całej jej twórczości to szczególne oscylowanie między układnością a buntem. Kiedy lepiej poznamy pisarkę, przekonamy się, że te same kontrastowe siły kierowały nią przez całe życie. Delikatność i opiekuńczość wyniosła z domu rodzinnego. Bunt i odwaga w głoszeniu własnej opinii - stały się przyczyną wielu jej kłopotów, zadecydowały o jej życiowym powołaniu, z czasem popchnęły ją do działalności publicznej.




Dlaczego zaczęła pisać książki? Troszeczkę pomogła jej w tym Opatrzność. Napisała pierwszą książkę, kiedy skręcona noga uniemożliwiła jej pracę i wyjście z domu. Pisarką jednak stała się długo przed tym wydarzeniem, długo zanim to sobie uświadomiła. Zupełnie nie planowała takiej kariery, można śmiało powiedzieć, że to było jej przeznaczenie. Fascynujące jest śledzenie jej twórczej drogi, która przecież zaczyna się jeszcze na długo przed dramatycznymi wydarzeniami, zanim życie zmusiło ją do podjęcia skromnego kursu stenografii i pisania na maszynie, przed rozpoczęciem pracy w rozmaitych redakcjach, które zapewniły jej praktyczne i zawodowe umiejętności. Jej proces dojrzewania do pisarstwa zaczyna się już w dzieciństwie. Opowiadanie miała we krwi. Jej dziadkowie i rodzicie byli wytrawnymi gawędziarzami. Astrid lubiła ich opowieści o przeszłości, które później stały się tłem jej książek. Kiedy doczekała się własnych dzieci - mogła przekazać rodzinne historie, ale z łatwością przychodziło jej także tworzenie nowych. Jej córka wymyślała przedziwne postacie – np. Pippi Pończoszankę, a Astrid dopowiadała przygody, które trzeba było przecież dopasować do dziwacznego imienia. Kiedy skręcona noga unieruchomiła Astrid w łóżku, postanowiła zrobić córce niespodziankę. Spisała historyjki Pippi, które oprawiła i podarowała jej na 10 urodziny. Drugi egzemplarz wysłała do wydawcy. Kiedy czekała na odpowiedź już pisała następną książkę.

Pierwsze wydawnictwo ją zignorowało, a raczej przestraszyło się jej książki. Nieco później Astrid wysłała „Pippi” oraz „Dzieci z Bullerbyn” na konkurs zorganizowany przez Rabén&Sjögren. „Pippi” wygrała bezkonkurencyjnie. Wydawca nie tylko opublikował obie książki, ale także zaproponował pisarce stanowisko głównego redaktora. Związana była z tym miejscem przez 25 lat, stała się autorytetem, wspierała i udzielała fachowych porad i pomocy początkującym pisarzom - m.in. Hansowi Petersonowi, którego znamy z serii z fenomenalnymi ilustracjami o kocie Mangusie.

Kiedy Astrid Lindgren chwyciła za pióro, ani przez moment nie myślała o karierze. Jej książki wypłynęły z głębokiej potrzeby postawienia się na miejscu dziecka i przemożnej chęci zwrócenia uwagi na ich prawa. Jej sprzeciw budził fakt, że dzieci są tłamszone przez dorosłych, że nie są traktowane poważnie i nikt ich uważnie nie słucha. Dzisiaj jej książki należą do klasyki, ale kiedy publikowane były po raz pierwszy – wywołały rewolucję. Astrid zaczęła pisać, gdy dzieci nie traktowano jako pełnowartościowych obywateli, raczej jako materiał, który należy ukształtować przez surową dyscyplinę. Po przełomowych odkryciach Freuda, który zwrócił uwagę na dzieciństwo, jako na okres, który wpływa na ukształtowanie osobowości – społeczeństwo szwedzkie zaczęło dojrzewać do zmian. Książki Lindgren wydane w tym momencie wywołały szeroki odzew. Dzieci je pokochały. Doceniły, że pisarka nie kokietuje dorosłych, nie stosuje moralizatorstwa i zwraca się bezpośrednio do nich. Dorośli zareagowali różnie. Jedni podziwiali, inni wpadli w panikę. Nie obyło się bez krytyki i wielkiej narodowej dyskusji, która przetoczyła się po opublikowaniu drugiego tomu przygód Pippi Pończoszanki, a zwłaszcza po ukazaniu się powieści „Bracia Lwie Serce”. Z czasem głosy sprzeciwu ucichły, wydaje się zresztą, że Astrid w ogóle nie ich nie zauważyła. Była całkowicie pochłonięta twórczością.






Margareta Strömstedt – szwedzka pisarka i dziennikarka - została poproszona przez wydawcę Hansa Rabéna o napisanie biografii Astrid Lindgren pod koniec lat sześćdziesiątych. Nie podjęła się jednak tego zadania od razu. Dała sobie dużo czasu na to, by poznać miejsca i ludzi związanych z Astrid, jej rodziną i przyjaciółmi. Przede wszystkim jednak rozmawiała z Astrid, stała się jej przyjaciółką i powierniczką, uzyskała dostęp do jej serca i wspomnień. Dzięki temu obraz pisarki jest bardzo wnikliwy, szczery i ciepły. Wchodząc w tak bliską relację biografistka jednak ograniczyła sobie w pewnym sensie swobodę ruchów. Z pewnością odkryjemy kilka nierozjaśnionych cieni i fragmentów życiorysu, w których wyraźnie wyczuwa się granicę sfery ochronnej, którą Astrid wyznacza. Czy to wada? Nie! Z pewnością nie musimy poznać nazwiska ojca pierwszego dziecka, relacji między mężem i synem ani kłopotów małżeńskich, by poznać dogłębną genezę jej utworów. Jeśli czytelnik zgodzi się na uszanowanie pewnej strefy prywatności – bardziej zależy mu na poznaniu poglądów i przesłania pisarki niż na rozdrapywaniu ran - lektura przyniesie mu sporo niezapomnianych wzruszeń i satysfakcję.


Recenzja opublikowana na portalu:








                                                                                                                      

wtorek, 15 grudnia 2015

Mity i ateiści




Człowiek jest istotą mitotwórczą. Już w zamierzchłych czasach, gdy brakowało nauki i jej narzędzi, tworzył mity, ponieważ chciał zrozumieć naturę świata i nadać znaczenie temu, czego doświadczał. Człowiek jest obdarowany twórczą wyobraźnią. Dlatego tworzy literaturę i jeszcze chętniej poddaje się jej urokowi, mity zaś stanowią bardzo wdzięczny temat narracji. Człowiek posiada jeszcze inną cechę – w obliczu zagrożenia zaczyna wyolbrzymiać niebezpieczeństwo. Powstaje skrzywiony obraz, który jest przekazywany dalej i z czasem utrwala się w społecznej świadomości. Niestety, we współczesnym świecie nadal funkcjonuje zasada Josepha Goebbelsa: „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”.

"50 mitów o religiach" to książka cenionych naukowców i religioznawców. John Morreall i Tamara Sonn postanowili przyjrzeć się mitom, które narosły wokół poszczególnych wyznań, ukazać mechanizm ich powstawania i konsekwencje rozpowszechniania. Autorzy nie poddają naukowej i historycznej ocenie przekazów, które tradycyjnie już należą do wielu systemów religijnych i których rola w tłumaczeniu kluczowych aspektów ludzkiej egzystencji jest zaakceptowana (np. biblijna opowieść o Adamie i Ewie). Ich celem stało się uświadomienie, w jaki sposób zniekształcenia, półprawdy i mylne wyobrażenia pogłębiają wrogość między ludźmi o odmiennych przekonaniach religijnych.

Książka składa się z dwóch części. Pierwsza stanowi wprowadzenie do tematu i pozwala czytelnikowi uzmysłowić sobie, z jakich przyczyn definicja religii jest mało precyzyjna i nieczytelna, a także dlaczego do tej kategorii zalicza się idee i światopoglądy, które należałoby raczej traktować jako systemy filozoficzne bądź etyczne (np. buddyzm). W części zasadniczej autorzy skupiają się na mitach dotyczących największych i najstarszych religii. Sięgają po kilka przykładów pochodzących z mniej znanych tradycji, by ukazać związki i przenikanie idei pomiędzy poszczególnymi kultami (np. wpływ zoroastryzmu na judaizm, chrześcijaństwo i islam). Wreszcie starają się rozwiać mity, które narosły wokół ateizmu, bowiem coraz częściej ateiści postrzegani są przez wyznawców religijnych jako zagrożenie dla ich wiary.

John Morreall i Tamara Sonn w sposób wyczerpujący, przystępny i niepozbawiony humoru odpowiadają na popularne pytania: Czy średniowieczny kościół prześladował naukę? Dlaczego Żydzi nie jedzą wieprzowiny ani homarów i czy uważają się za naród wybrany? Czy Księgi Rodzaju nie można pogodzić z teorią ewolucji? Czym są Protokoły Mędrców Syjonu? Czy Ewangelie zostały napisane przez naocznych świadków życia Jezusa? Czy Jezus mógł urodzić się w Betlejem? Czy Jego ukrzyżowany wizerunek zawsze był symbolem chrześcijaństwa? Czy istniała papieżyca Joanna? Czy większość muzułmanów stanowią Arabowie? Czy Koran potępia judaizm i chrześcijaństwo? Czy nakłania do wojen i terroryzmu? Kim byli Zaratusztrianie? Czy voodoo to czarna magia? Czy rastafarianie to nałogowi marihuaniści? Czy Budda jest bogiem? Czy niewierzący istotnie nie mają na czym oprzeć swojej moralności, a życie bez religii jest pozbawione celu?

Opracowanie nie ma charakteru encyklopedycznego. Każdy rozdział stanowi rozwinięcie odrębnego mitu, który stał się pretekstem do wysnucia interesującej opowieści. W efekcie książka przypomina zbiór refleksji, które wyjaśniają różnice w mentalności między przedstawicielami kultury zachodniej i wschodniej. W pewnym sensie stanowi ona fascynującą opowieść o naturze ludzkiej. Uczy tolerancji, skłania do poszukiwań, uświadamia jak ważny jest dialog i pozwala zrozumieć, że z przedstawicielami innych religii więcej nas łączy niż dzieli. Udowadnia, że większość fałszywych wyobrażeń i mitów rodzi się z niewiedzy i ignorancji. Te najgroźniejsze powstają z pogardy, ksenofobii i bezkrytycznego podejścia do stereotypów etnicznych.


Recenzja została opublikowana w: FA nr 12/2015


„Forum Akademickie” – Ogólnopolski Miesięcznik Informacyjno-Publicystyczny - znalazł się w finale tegorocznej edycji konkursu Popularyzator Nauki. 
17 grudnia br. w siedzibie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego odbyła się uroczysta gala, na której ogłoszono zwycięzców. 
"Forum Akademickie" zwyciężyło w kategorii: Media.
Serdecznie gratuluję!

źródło









        

czwartek, 10 grudnia 2015

Czar przedświątecznego Wiednia


Czas gorączkowych przygotowań przedświątecznych już się rozpoczął... W ramach relaksu zapraszam na spacer wśród zabytków i romantycznych uliczek, w gwarze świątecznych jarmarków...