środa, 27 stycznia 2016

Piękno duszy ekscentrycznego dziwaka, czyli samotność według Hrabala


„Zbyt głośna samotność” – to książka, która wygląda niewinnie, a zawiera w sobie tyle warstw, że nie wypada jednym zdaniem ogarnąć jej znaczeń. Jest to, między innymi, przypowieść o człowieku w obliczu zmian. Czasy się zmieniają, także jesteśmy tego świadkami i prędzej czy później, dotknie nas ten sam problem. Bohater Hrabala nie potrafi odnaleźć się wobec zmian, które dotyczą sfery jego pracy. Nadchodzi epoka, w której przestaje się cenić wysiłek indywidualnego pracownika. Zastępuje się go ludźmi wykonującymi czynności taśmowo i machinalnie, od których nie wymaga się żadnej inwencji. Zdaniem pisarza – to najlepsza droga do tego, by człowiek zmienił się w automat. To także krytyka ustroju, ale zostawmy to, podążmy raczej tropami ku aktualnym treściom, a jest ich sporo. „Zbyt głośna samotność” – historia zwykłego prasowacza makulatury stanowi przecież ponadczasową metaforę, w której pisarz zawarł ocenę kondycji współczesnego mu człowieka i która nie straciła swej aktualności.





Haňťa pracuje w składnicy starego papieru przy obsłudze prasy hydraulicznej. Już od 35 lat przerabia zwały zużytego papieru na kostki. Jest przywiązany do swej pracy i praktycznie nie widzi nic poza nią. Od świtu do nocy haruje w zatęchłej piwnicy, a zajęcie to nie jest dla niego ani zbyt ciężkie, ani nieciekawe. Nasz bohater odnalazł w niej sens życia, pasję, a przede wszystkim: misję.

Podczas wojny stracił bliską osobę. To ważny trop, bo przekonujemy się, że Haňťa nienawidzi hitleryzmu, ale w gruncie rzeczy jest pacyfistą. Kiedy czasy się ustabilizowały nigdy już nie ułożył sobie życia, ale znalazł pracę. Wybrał ją z premedytacją. Zależało mu na zdobyciu wykształcenia. Nie wiemy dlaczego nie podjął studiów, prawdopodobnie nie miał ku temu środków. Wybrał pracę w składnicy makulatury, ponieważ przeczuwał, że w ten sposób w jego ręce trafią wartościowe książki. Zauważmy, że nie pomyślał nawet o pracy w bibliotece, w której mógłby obcować z książkami w lepszych warunkach. Prawdopodobnie w tym miejscu spotykamy zawoalowaną krytykę komunizmu. Zapewne Haňťa wierzył, że prędzej znajdzie wartościowe książki na śmietniku niż w instytucjach państwowych. Nasz bohater bardzo poważnie podszedł do swojej pracy. Swoją rolę widział w misji ratowania książek. Starannie przeglądał każdą dostawę makulatury, by nie przeoczyć ważnych dzieł. Wszystkie je przeczytał. Nie brał bezpośredniego udziału w wojnie, ale zaraz po niej dokonał „bohaterskiego” czynu: uratował pokaźną część zbiorów Pruskiej Biblioteki Królewskiej. Dostrzec w tym epizodzie można głęboki humanizm tego człowieka. Pamiętajmy, że wojna dopiero się zakończyła i ludzie nienawidzą wszystkiego, co niemieckie. Nasz bohater także, ale potrafi oddzielić hitleryzm od osiągnięć niemieckiej kultury.

Przeczucie go nie myliło, pracując przy makulaturze stale trafiały do niego perły literatury i dzieła filozofów. Dzięki temu poznał Kanta, Hegla, Platona, Nietzschego, ale także Goethe’go, Schillera, Erazma z Rotterdamu, Holderlina oraz księgi mistrzów Wschodu. Książki wartościowe zabierał do domu. Jego mieszkanie zmieniło się w schronisko dla książek. Układał je w stosy, a gdy trudno było już manewrować w ich labiryncie, zaczął konstruować wsporniki i belki pod sufitem. Poruszał się w mieszkaniu mając nad głową tony woluminów, co w pewnym momencie zaczęło robić się nie tylko przytłaczające, ale także niebezpieczne. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w tym opisie Hrabal  w sposób niemal "beckettowski" zaszyfrował alegorię ludzkości, którą zaczyna przytłaczać wiedza...

Kiedy zabrakło miejsca w domu, nasz bohater musiał wymyślić sposób na książki, których nie mógł uratować. Skoro nic dla nich nie mógł już zrobić, chciał im przynajmniej zapewnić godny koniec. Obmyślił specjalny rytuał przypominający pochówek. Książkę – jedną z pereł literatury przeznaczoną do sprasowania kładł otwartą na ważnej sentencji, a następnie opakowywał ją pozostałą makulaturą. Powstałą kostkę ozdabiał obrazem bądź grafiką znanego artysty (oczywiście pochodzącą z makulatury). Tak powstało dzieło sztuki, a zarazem miejsce spoczynku wybitnego dzieła. Swoisty krzyk rozpaczy, a zarazem gest bezradności. Oczywiście miał świadomość, że to, co robi jest niezrozumiałe dla pozostałych ludzi. Nasz bohater jest wyobcowany na wielu poziomach. To nie tylko odizolowana praca i brak bliskiej osoby. To także świadomość, że czasem nic już nie można zrobić, że toczy się beznadziejną walkę... 

Zwróćmy uwagę na poważny problem, z którym się zetknął Haňťa. Rzecz w tym, że „wypełniacz” – czyli cała masa, która trafi do kostki i która otaczała wybraną przez niego książkę – nie jest godna tego dzieła. Na to jednak bohater nie ma wpływu. Musi wykorzystać to, czym dysponuje. A trafiają tu przeróżne rzeczy, także śmieci: pokrwawiony papier od rzeźnika, z resztkami gnijącego mięsa, w którym żerują larwy i chmary much. Zdarza mu się zgniatać myszy, które uwiły gniazda w jego makulaturze. Pisarz wybrał dość makabryczny sposób, by w alegoryczny sposób zobrazować tę samą myśl, którą uchwycił Cyprian Kamil Norwid w słynnym zdaniu: „ideał sięgnął bruku”. A kiedy Hrabal jeszcze czytelnikowi przedstawia obraz głównego bohatera, który w niemal analogicznym obrazie dokonuje pochówku swojego wuja – wkłada szczątki jego ciała do trumny i dokłada książkę Kanta, otwartą na znaczącej sentencji o znaczeniu samotności i wieczności – jesteśmy już pewni, że pisarz w sposób dobitny chce wyrazić pewną myśl. Ukazuje nam w potwornie dosłowny sposób – co po nas pozostanie, co zostaje po człowieku… To, co materialne, jest ulotne i obraca się w proch. To, co ma szansę przetrwać – to myśl człowieka. Jakże dobrze rozumiał to Haňtio!

Idźmy dalej tym tropem…

Spójrzmy na naszego bohatera oczami ludzi z jego otoczenia. Oto mężczyzna, odludek, całymi dniami przesiadujący w zatęchłej piwnicy, przesiąknięty jej nieprzyjemnymi wyziewami, niezbyt dbający o higienę i niestroniący od alkoholu. Taki człowiek kojarzy się jednoznacznie. Czy przysiadłbyś się do niego w autobusie? Czy miałbyś ochotę poruszyć filozoficzne tematy? A jednak nasz bohater bez trudu w rozmowie zapędziłby nas w kozi róg. Czyż nie robił tego z profesorem? Wygląda jednak jak kloszard, kojarzy się z degeneratem. A przecież Haňťa nie jest prostakiem. Jest wrażliwy, empatyczny i inteligentny. Jest filozofem…

Co chciał w ten sposób Hrabal przekazać? Stwierdza, że nie potrafimy spoglądać w głąb człowieka, że pozory są mylące? A może chciał powiedzieć, że nie tylko po śmierci, ale już za życia nasza powłoka cielesna jest nic nie warta, że tak naprawdę liczy się tylko umysł człowieka? Według pisarza - myśl wypełniająca człowieka stanowi największą wartość, wzniosły ideał. Bez niej człowiek jest pusty jak świątynia bez Boga. Ku czemu w takim razie zmierza świat, który zatrudnia bezwolnych ludzi przy taśmie? Kim oni sami się stają? Czy kryją w swym wnętrzu wartościową księgę?

Czytając książkę Hrabala nie można nie zwrócić uwagi na stosunek do pracy naszego bohatera i na etos pracy, jakim przesiąknięty jest utwór. Zapewne wtedy, gdy autor pisał swoją książkę, nie taki był jego zamysł, nie było potrzeby zwracać uwagi na podobny problem. Ten aspekt jednak pokazuje, że dzieło jest obrazem swoich czasów i nawet bezwiednie zakodowane są w nim pewne wartości. Gorliwość do pracy, jaką wykazuje Haňťa - powinno się butelkować, a następnie szczepić nią dzisiejszą młodzież (wychowaną na serialu „Kiepskich” i przesiąkniętą ideą doktryny społeczeństwa informacyjnego, co doprowadziło do tego, że młodzi ludzie nie odczuwają „obowiązku” ani „potrzeby” pracy, który był naturalny dla starszych pokoleń).

Biorąc pod uwagę rozmiary książeczki, podziw wzbudza ilość i ważkość problemów, które pisarz w niej porusza (sprzeciw wobec wojny, etos pracy i zagrożenie, jakie płynie z dehumanizacji człowieka). W tym świetle „Zbyt głośna samotność” nie stanowi zwykłej przypowieści o człowieku. To poruszająca opowieść o jego skarleniu…


Uwierzycie, że trafiła do mnie z makulatury?...



48 komentarzy:

  1. Kocham tę książkę (pomimo, że jej jeszcze nie czytałam). Za co? Za tytuł. Samotność jest przecież z reguły cicha, nieśmiała, niezauważana. A tutaj - głośna. Lubię, gdy książki uwodzą mnie tytułem i - oczywiście - gdy nie rozczarowują potem treścią. Ale o to w przypadku Hrabala się nie obawiam.
    Ciekawie odczytałaś metaforę "przytłoczenia" bohatera woluminami literatury. Zawsze mnie zaskakuje, że w dobie powszechnego dostępu do informacji i wiedzy, wciąż pozostajemy na nią, w większości wypadków, odporni. A może to przesyt treścią i wynikający z niej stres informacyjny sprawiają, że nie chcemy (i nie wiemy, jak) z tego informacyjnego dobra korzystać.
    Skoro "Zbyt głośna samotność" trafiła do Ciebie z makulatury... To musi być przeznaczenie! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie trafiłaś z tytułem. Sięgnęłam zastanawiając się w jaki sposób autor zobrazuje "zbyt głośną" samotność i w ogóle co to znaczy, że może być zbyt głośna. Samotność to samotność. Czy może być większa lub mniejsza? A jednak może...Trudno jest nawet skonstruować jednoznaczną definicję samotności, bo każdy odczuwa ją inaczej, może być związana z inną sferą. Czasem to brak tej drugiej osoby. Innym razem to poczucie, że robimy coś niezwykle istotnego, ale tego nikt nie rozumie i nie docenia (mówiąc prawdę: nikogo to nie obchodzi). A kiedy indziej na wyalienowanie wpływa sytuacja, na którą nie mamy wpływu i z której nie widzimy wyjścia. Pisarz zadbał o to, by naszego bohatera dotknęła po trochu każda z tych rodzajów samotności...

      Masz rację - czasem nie wiemy jak skorzystać z informacji, po trosze dlatego, że jesteśmy nimi zasypywani ze wszystkich stron, wszystkiego nie można przyswoić chociażby z chaosu medialnego... W zasadzie pisząc o przytłoczeniu wiedzą miałam na myśli coś nieco innego - to, że wiedza obraca się przeciwko człowiekowi. Ale to akurat prawdopodobnie jeszcze wpływ poprzedniej lektury, a przy omawianiu książki jest nieistotne...

      Czy to było przeznaczenie? Myślę, że trochę jestem jak Haňťa, który nie potrafi obojętnie przejść obok książki w kontenerze z makulaturą;)

      Usuń
    2. Pięknie piszesz o różnych odmianach samotności. Wygląda na to, że bohater Hrabala jest najbardziej samotnym mężczyzną na świecie... Smutne. Ale ja lubię takie książki. Samotność to subiektywne odczucie, które można stopniować. Samotnym można być przecież także w przysłowiowym tłumie.
      Na pewno sięgnę po Hrabala - intryguje mnie pisarz, który, wbrew nakazom stereotypu (słynne czeskie poczucie humoru), radość przyprawia smutkiem. Albo na odwrót, smutek - radością. Ale najpierw przeczytam "Ostatnią arystokratkę", którą, po przeczytaniu notki u Ciebie, wypożyczyłam właśnie z biblioteki :-)
      P.S. Jeśli to książki znajdują kogoś, a nie na odwrót, to wierzę, że to właśnie przeznaczenie ;-)

      Usuń
    3. W "Zbyt głośnej samotności" raczej nie znajdziesz tego słynnego czeskiego humoru. W innych pozycjach tak - np. w książce "Taka piękna żałoba". Świetnym przykładem "odczarowywania" okropności świata humorem i śmiechem znajdziesz w opowiadaniach "Śmierć pięknych saren. Jak spotkałem się z rybami" (Ota Pavel) - niedawno wznowione przez wyd. Czuły Barbarzyńca Press. Wspaniałe, polecam.
      Co do "Arystokratki", to początkowo, gdy doszłam do orzeszków na lotnisku - pomyślałam: co za wariactwo? Ale później szczerze rodzinkę polubiłam, a naprawdę nie ma znowu tak wielu pozycji rozrywkowych, których lektura bawi, odstresuje, ale pozostaje inteligentna:) Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :)

      Usuń
    4. Jestem przygotowana na tony smutku i samotności, jakie mogą mnie spotkać podczas czytania tej książki. Ale ta mikstura smutku i śmiechu też mnie korci. Dziękuję za nowe tytuły. Wydaje się, że to będą bardzo ciekawe lektury (bo kolejne piękne tytuły do kolekcji już są)!
      Właśnie tego się po "Arystokratce" spodziewam. Czasem dobrze zrobić sobie małą przerwę od literackiego smutku. Mam nadzieję, że porwie mnie ten czeski humor i będę mogła się pośmiać w tą ponurą pogodę :-)

      Usuń
  2. Świetne zdjęcie, bardzo pomysłowe. :-) Ciężko uwierzyć, że książka trafiła do Ciebie z makulatury... Widocznie tak po prostu miało być. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Przyznaję, że trafiło mi się kilka perełek.

      Usuń
    2. Oo, to ciekawe. :-) Mam nadzieję, że napiszesz o nich w kolejnych postach. :-)

      Usuń
  3. Czyli Haňťa miał rację, wartościowe powieści trafiają do makulatury. Musze przyznać, że intrygująca jest ta książka, podobnie jak jej bohater. Rytuał pochówku książek łamie serce... Ciekawi mnie ten mataforyczny wydźwięk tej lektury, pytanie czy mam szanse znaleźć ją w bibliotece? Chyba raczej zostają mi antykwariaty i skupy makulatury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa czy książkę znalazłabym w mojej bibliotece. Ale sam tytuł nie należy chyba do książek, których nie można znaleźć. Z pewnością znajdzie się na Allegro. Wznowień nie pamiętam...

      Usuń
  4. Aj, Hrabal to jeden z tych pisarzy, po którego dzieła od dawna planuję sięgnąć, tyle, że jeszcze tego nie uczyniłem. Sytuacja tym bardziej godna pożałowania, że swego czasu zostałem obdarowany zbiorkiem "Perełka na dnie. Rozmowy".

    A co do Twojej recenzji, to chylę przed nią czoła. Bardzo podoba mi się przeprowadzona przez Ciebie drobiazgowa analiza i próba wytłumaczenia poszczególnych zachowań i działań bohatera. Utwór wydaje się bardzo interesujący - najbardziej atrakcyjne są sylwetka protagonisty oraz rozbudowany wątek wyobcowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję... Mam jedynie nadzieję, że zachowasz przychylną opinię na temat recenzji także w trakcie lektury... Wydaje mi się, że to jedna z książek, do której można podejść z różnych stron i każdy w niej znajdzie coś dla siebie. Ciekawa jestem Twoich wrażeń.

      Usuń
  5. A ja się nie dziwię, że trafiła do Ciebie z makulatury, bo dzisiaj tam trafiają perełki z dawnych wydań. Książki, które wymagają myślenia w trakcie czytania.

    Znakomicie wydobyłaś sedno Hrabalowskiego przesłania....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Czasem zdarza mi się mieć dostęp do "transportu" książek przeznaczonych do kasacji z biblioteki. I wtedy cud się zdarza, bo gdybym szukała pozycji w samej bibliotece, to jej nie dostanę, ale potem w książkach przeznaczonych na przemiał łowię te perełki.

      Usuń
    2. Myślałam kiedyś o takim dostępie, ale u mnie nie ma skupu makulatury, w którym można, by pomyszkować.
      Wiele z tych książek trafia na aukcje allegro....

      Usuń
    3. Bo ludzie przekonali się, że jest nisza. Brakuje wznowień książek, których się poszukuje, a z drugiej strony cena jest dużo mniejsza. Ostatnio dokupiłam sobie na Allegro dwa tomy "Dzienników" Dąbrowskiej za 2,40 każdy. Reszta też pochodzi z makulatury. Co prawda to stare wydanie Czytelnika, jeszcze cenzurowane, ale póki nie zdobędę nowego niech będzie i to...

      Usuń
  6. Jakie książki można znaleźć w miejscach, w których nigdy nie powinny się znaleźć. Jestem zaintrygowana przedstawieniem etosu pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz widzę jak to przeokropnie zabrzmiało;)

      Usuń
  7. No proszę jakie skarby z makulatury można trafić ;)

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękna, wspaniała, ponadczasowa! Uwielbiam <3
    A w tym, że książka trafiła do Ciebie z makulatury musiał maczać palce sam Hrabal :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hrabal jest jednym z moich ukochanych pisarzy. Wracam do jego książek regularnie i ciągle biję przed nim pokłony. "Zbyt głośna samotność" to książka wstrząsająca i ciągle mam ją w pamięci. Cieszę się, że na nią trafiłaś, Hrabal wart jest odkrywania wciąż i na nowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Magduś:) Dawno Cię tu nie było; cieszę się, że Hrabal skłonia do odwiedzin:)

      Usuń
    2. Olu niezmiennie mam Cię w pamięci <3

      Usuń
  10. Wstyd się przyznać, ale nie znam ani tego autora ani jego twórczości, jednak po przeczytaniu TAKIEJ recenzji oczywiście jestem bardzo zaintrygowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, witaj Toukie:)
      Nigdy nie wiadomo jakimi drogami nas wybierają lektury. Nie trzeba się wstydzić, tylko otwierać na nowe drogi... Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Jeszcze nie czytałam nic Hrabala. Ale mam w domu jego książkę, chyba "Obsługiwałem angielskiego króla" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jedna z bardziej znanych jego książek, też jeszcze przede mną:)

      Usuń
  12. Milion lat temu pracę semestralną z Hrabala pisałam. I się o dziwo nie zniechęciłam ;) A, fakt, sama go wybrałam. To było moje pierwsze spotkanie z jego prozą. I piękne czasy literackich olśnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę odżałować, że trochę w cielęctwie sobą inaczej nie pokierowałam. Ciekawiej pisać prace semestralne o Hrabalu niż o porównaniu współczesnego i przedwojennego Kodeksu Postępowania Administracyjnego;)
      Ale piękne czasy literackich olśnień, mam nadzieję, zdarzają się ciągle:)

      Usuń
  13. Pięknie rozebrałaś tę książkę na części pierwsze. Chapeau bas! :)

    Jeszcze co do tytułu – trzeba przyznać, że Mistrz miał po prostu wybitny talent do wymyślania tytułów. Bo przecież takie „Sprzedam dom, w którym już nie chcę mieszkać” wręcz ocieka melancholią, mrozi smutkiem. A sławny patron warszawskiej księgarnio-kawiarni, „Czuły barbarzyńca”? A „Taka piękna żałoba”? „Dobranocki dla Cassiusa”, „Miasteczko, w którym czas się zatrzymał”, „Schizofreniczna ewangelia”?

    A to widziałaś? https://www.youtube.com/watch?v=17cH8-O7ses Ten trailer jest tak piękny, że naprawdę nie wiem jak to możliwe, że jeszcze tego filmu nie obejrzałam!

    Hrabal mówił, że urodził się po to, by napisać „Zbyt głośną samotność”. Myślę, że coś w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję! Nie widziałam tego filmiku. Nie wiem jak się go odbiera w całości, ale trailer jest magiczny! Często cała magia skupia się właśnie w tych paru migawkach... Jestem pod wrażeniem. Realizatorzy wspaniale wydobyli "poetyckość" scen. Książki sypiące się z góry, a później zgniatane - to boli...Odjeżdżający wagon z Cyganką...
      Zgadzam się z Tobą co do tytułów. To genialne posunięcie - budować je na oksymoronach... To od razu zmusza czytelnika do zastanowienia i wydobywa różne rzeczy... Już je musimy rozpatrywać z różnych stron:)

      Usuń
  14. Niestety jeszcze nie czytałam tego autora.
    Super recenzja. Zachęca do sięgnięcia po książkę.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy. Życzę wielu wrażeń podczas lektury. Pozdrawiam wzajemnie :)

      Usuń
  15. Olu, ja również chylę czoła przed recenzją! Zresztą, jak przed każdą. Jesteś w tym doskonała, a ja smakuję Twoje słowa z prawdziwą przyjemnością. I chociaż wiem, że na wiele z książek, o których piszesz, nie starczy mi czasu, to czerpię przyjemność z Twoich przemyśleń i refleksji, które naprawdę ubogacają!
    Hrabala nie czytałam, ale sięgnę. Lubię "Samotność..." w tytułach:)
    Ściskam Cię mocno!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie Ci dziękuję, Moniko. Także za odwiedziny. Doceniam, bo wiem, że teraz jesteś zagoniona przy książce... Ja również lubię zarezerwować sobie trochę czasu na refleksję i "filiżankę zadumy" u Ciebie... Wiem, że jesteś zajęta.
      Proszę Cię, napisz,
      gdy zawitasz na Śląsku:) Może już przy okazji promocji? :)

      Usuń
    2. Oczywiście serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  16. Muszę muszę muszę zacząć swoją przygodę z Hrabalem. Słyszałam już tak moc dobrego o jego książkach, że nawet nie wiem od której zacząć. I teraz jeszcze Ty namawiasz... ajjajaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już Naia wspomniała, że Hrabal wypowiadał się, że urodził się po to, by napisać tę książkę. Coś w tym musi być. Może warto zacząć właśnie od niej...Poza tym książka nie jest szczególnie obszerna, wielu recenzentów zwraca uwagę na poetyckość języka. A to kojarzy się z pewną oszczędnością środków wyrazu. Mistrzostwo tej książki nie tylko kryje się w treści, ale także w tym, że zawiera tylko to, co niezbędne.

      Usuń
  17. mysle, że kiedyś się na tą książkę skuszę

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniała recenzja wspaniałej książki, a pomysł z butelkowaniem zapału do pracy znakomity. Ja chyba raczej zaproponowałabym coś w formie dropsów;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wspaniała recenzja wspaniałej książki, a pomysł z butelkowaniem zapału do pracy znakomity. Ja chyba raczej zaproponowałabym coś w formie dropsów;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Faktycznie - niezły zbieg okoliczności. A sama książka ogromnie mi się podobała i mam nadzieję do niej wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że zachwyciłaś się książką. Ja też chętnie do niej wrócę. Zwróciłaś uwagę na filmik, który podesłała Naia? Powinien Ci się spodobać:)

      Usuń