wtorek, 9 lutego 2016

Klątwa, papier toaletowy i najazd muflonów, czyli ciąg dalszy kłopotów „Arystokratki” z Kostki







Evžen Boček od  1992 roku jest kasztelanem na zamku w Miloticach, na Morawach. Jego funkcja, związane z nią sukcesy i frustracje natchnęły go do pisania. Znalazł brawurowy sposób, by odreagować zawodowe problemy. W książkach ukazuje rozmaite bolączki i utrapienia, ale także komiczne sytuacje, które zapewne czasem mu się przytrafiają, tyle tylko, że je skumulował, ubrał w lekką formę, wtłoczył w zabawną fabułę, wyolbrzymił i porządnie obśmiał. W efekcie powstała powieść, która otrzymała w 2013 roku nagrodę Miloslava Švandrlíka, przyznawaną w Czechach za najlepszą humorystyczną książkę roku i która również polskim czytelnikom przypadła do gustu.


„Arystokratka w ukropie” to kontynuacja "Ostatniej arystokratki" i jak można wnioskować z otwartego zakończenia – możemy się spodziewać dalszych części. Słowo „kontynuacja” nie jest całkowicie adekwatne. Obie części pierwotnie stanowiły całość, ale pisarz przestraszył się objętości i postanowił (słusznie) opublikować je oddzielnie. To tłumaczy, dlaczego książki  utrzymane są dokładnie w tym samym duchu i klimacie. 





Sięgając po „Arystokratkę w ukropie” udajemy się na spotkanie z dobrze znanymi bohaterami. Minęła już euforia związana z przejęciem zamku wraz z jego skarbami, nowi właściciele całkowicie się już zadomowili, a nawet częściowo zdołali spacyfikować służbę. Zdążyli się także przekonać ile kosztuje utrzymanie obiektu, a w ich oczy zaglądnęło widmo bankructwa. Pozostaje jeden ratunek: wszyscy mieszkańcy muszą zmierzyć się z masową turystyką i podporządkować Miladzie. Tylko przedsiębiorcza i nieugięta menadżerka może poprowadzić ten tonący statek do bezpiecznego portu i uchronić zamek przed wszechogarniającą anarchią…

Z powodu dużego zainteresowania do zamku zaczyna napływać potężna fala turystów. Czy mieszkańcy sobie z nią poradzą? Czy ich problemy się zakończą, a każdy członek załogi zajmie wyznaczone miejsce w szeregu? Przekonamy się jednak, że pewne rzeczy się nie zmieniają. Jan nadal, swoim zwyczajem, będzie torpedować pomysły, pani Cicha pociągać z butelki, a Spock, co prawda, nie zamęcza nikogo wydumanymi chorobami, ale tylko wtedy, gdy jest odurzony prozakiem. Okazuje się, że nie można liczyć na hrabiego („nędzarza z Kostki”), który każde zetknięcie z turystą traktuje jako okazję do wyłudzenia pieniędzy. Nieprzydatna jest także hrabina Vivian, która nie zna czeskiego. Nasza dzielna narratorka – Maria jest jedyną osobą, która jest zdolna ponosić odpowiedzialność za rodzinny biznes. Na szczęście wparcie przychodzi ze strony psychodelicznej lokatorki (właściwie zakładniczki) - Deniski.

Źródło komizmu książek Evžena Bočka tkwi nie tylko w nagromadzeniu gagów i dziwacznych sytuacji, w ciętym języku narratorki, ale przede wszystkim w zestawieniu osobliwych (potraktowanych karykaturalną kreską), uzależnionych od siebie postaci, które dzieli pokoleniowa, kulturowa i mentalna przepaść. Nasi bohaterowie mają dość odmienne poglądy na funkcjonowanie zamku oraz przekonania o własnej roli i znaczeniu. Ich działania najczęściej są sprzeczne, co prowadzi do serii spektakularnych katastrof, które rozgrywają się niezmiennie na tle bajkowej scenerii. Zabawnie jest obserwować zachowania służby, która zachowała wielkopańskie maniery, poznawać (z księgi gości) wrażenia turystów, a nade wszystko przyglądać się rodzinie Kostków, która wbrew swojej naturze nie może zachowywać się zwyczajnie, lecz musi podporządkować się regułom marketingu…Poznajmy zatem dalsze losy mieszkańców zamku, którzy na żądanie pozują do scenek z życia szlachty, a także (już z własnej inicjatywy) pragną zasymilować się z europejską arystokracją.






Nie oczekujmy po książce moralizatorstwa ani specjalnego wyrafinowania. Nie ma także gwarancji, że zostanie odebrana przez wszystkich jednakowo. Preferujemy różne rodzaje humoru, więc to, co u jednych wywoła serię niekontrolowanych ataków śmiechu, innym dostarczy relaksu bardziej powściągliwego. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że Evžen Boček nie miał zamiaru stworzyć wiekopomnego dzieła, a jedyną jego ambicją było wywołanie uśmiechu na twarzy czytelnika, to musimy stwierdzić, że jego eksperyment jest szalenie udany.

Książka jest przykładem czeskiego humoru, ale warto zwrócić uwagę także na pewien dodatkowy smaczek. Jednym z bohaterów jest przedstawiony w komicznym świetle książę Schwarzenberg (największy rywal hrabiego z Kostki i sól w jego oku). Opisana postać jest osobą nie tylko autentyczną i publiczną, ale występuje pod własnym nazwiskiem. To Karel Jan Nepomuk Josef Norbert Bedřich Antonín Vratislav Menas książę Schwarzenbergu, czyli: Karel Schwarzenberg – czeski arystokrata i polityk, który startował w wyborach na prezydenta Czech w 2013 roku. To jeden z najlepszych przykładów na potwierdzenie słynnego czeskiego dystansu do siebie. Jak dotąd nic nie wskazuje na to, by książę Schwarzenberg miał ochotę pozwać Evžena Bočka do sądu…

Przezabawna książka, polecam!


"Ostatnią arystokratkę" oraz "Arystokratkę w ukropie" można nabyć
w wydawnictwie: http://stara-szkola.com/





25 komentarzy:

  1. Ha! Książka idealna dla mojego poczucia humoru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam dla rozrywki i relaksu:)

      Usuń
  2. Dobrze, że autor podzielił historię na poszczególne tomy. Inaczej, można by było umrzeć ze śmiechu - wczoraj zaczęłam czytać "Ostatnią arystokratkę" i muszę powiedzieć, że dobrze mi ta książka na lutowe chandry robi. A brzuch mnie rozbolał (ze śmiechu, rzecz jasna) już po kilkunastu stronach.
    Już teraz się z Tobą zgodzę, specjalnego wyrafinowania tu nie ma, ale to wymóg konwencji. Od książki, której lektura co strona zapewnia zdrową dawkę śmiechu, trudno byłoby na dodatek oczekiwać literackiego kunsztu. A nawet jeśli, to śmiech z nawiązką wynagradza te braki.
    Widać, że książę również ma poczucie humoru ;-) W końcu to zaszczyt, znaleźć się w książce. W dodatku - za życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że według gabarytów książka jest w sam raz. Działa tak jak lekarstwo - jest dobre na chandrę, ale nie można przedawkować. Bardzo się cieszę, że książka sprawia Ci uciechę:)
      Nie można też za bardzo przyczepiać się do literackich braków. Jeśli ktoś uważa, że postacie nie są zbytnio zróżnicowane, to pamiętać należy, że nie oglądamy rzeczywistości, tylko wspomnienia Marii, więc obraz jest skrzywiony przez jej poczucie humoru i pewną złośliwość.
      A co do księcia, to szacun. ("Nie jestem żadnym zasllanym hllabią, tylko księciem", "Supell wózek. Jednak co dolally, to dolally"). Chciałabym zobaczyć minę naszych polskich polityków po podobnych passusikach...

      Usuń
  3. Właśnie kończę czytać :) Wkurzona Maria podoba mi się jeszcze bardziej niż spokojna Maria :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maria jest, jak zwykle świetna. Ale mnie najbardziej podoba się przemiana jej ojca w Scrooge'a. Uwielbiam jego rozliczenia, a jeszcze bardziej konne przejażdżki:)

      Usuń
  4. Dobra, idę sobie kupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie czytaj w pracy:) Będziesz rechotać:)

      Usuń
    2. W mojej pracy czytanie jest niemożliwe, zatem spokojnie :)

      Usuń
  5. Ha, trochę dziwię się, że autor przeraził się objętości, do jakiej spuchło jego dzieło, bowiem ostatnimi czasy opasłe tomiszcza cieszą się na rynku czytelniczym całkiem sporą popularnością. Chyba, że, tak jak wspomniała Marta, powodem decyzji o poszatkowaniu powieści była trosko o dobro czytelnika, którego mogłaby zabić zbyt duża dawka poczucia humoru :)

    Dawno już nie czytałem utworu, przy którym regularnie zaśmiewałem się na cały głos - ostatnio coś takiego zdarzało mi się przy dziełach Douglasa Adamsa ("Autostopem przez Galaktykę" i kontynuacje) oraz Terry'ego Pratchetta. A ponieważ śmiech to zdrowie, to przed twórczością Evžena Bočka na pewno nie będę się wzbraniał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor wypowiedział się gdzieś, że taka objętość przystoi Biblii, a nie jego książce. Wydaje mi się, że to była dobra decyzja. Dzięki temu nie tylko stopniujemy sobie przyjemność, ale nie dochodzi też do przesytu tych wszystkich gagów. Jest akuratnie:)

      Usuń
  6. Nie czytałam jeszcze pierwszej części, więc wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna na doła, chandrę i odreagowanie po całym dniu:)

      Usuń
  7. Uwielbiam czeski humor, więc tym bardziej dziwię się swojej ignorancji... Dziękuję Olu, teraz wiem czego szukać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, Małgosiu, na poprawę humoru:)

      Usuń
  8. A my właśnie doszłyśmy ostatnio z panią Bookowską do wniosku, że publikacja tych dwóch części jako całości mogłaby się „Arystokratce” przysłużyć (http://panibookowska.blogspot.com/2016/02/arystokratka-w-ukropie-evzen-bocek.html), bo kolejny, osobny tom sugeruje jakieś nowe elementy, posunięcie się do przodu, a tej świeżości „Arystokratce w ukropie” trochę brakuje.

    Pamiętam te wybory, kiedy Schwarzenberg startował. Był obok Zemana głównym faworytem (choć moi znajomi Czesi narzekali, że to żaden wybór – jeden burak, drugi nie umie nawet za bardzo mówić po czesku ;)). Gdyby wygrał, czytanie „Arystokratki” nabrałoby dodatkowego smaczku – byłyby to kpiny z nie byle kogo, z samego prezydenta! :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Dlatego właśnie takie ważne wydało mi się zaznaczenie, że to jest specyficzna kontynuacja. Wiedziałam od początku (albo po prostu zwróciłam na to uwagę), że książka powstała od razu, nie miałam żadnych problemów z tym, że nie rozwinięto pobocznych wątków. Teraz powstała zupełnie nowa sytuacja; gdy już mam świadomość, że autor pracuje nad dalszą częścią jednak mam nadzieję, że coś się wydarzy: pojawią się nowe postacie, Marta spotka adresata swoich listów, może poznamy jeszcze jakiegoś bohatera z naszej rzeczywistości...Może sama Vondráčková odwiedzi Kostkę, kto wie? A może Kostkovie zwiedzą Orlik. A co do wydania książki w jednym kawałku - to jednak skłaniam się ku temu, że autor dobrze zrobił. Ubawiłam się setnie, ale gdybym otrzymała książkę w całości musiałabym sobie robić przerwy. To oczywiście tylko mój punkt widzenia, każdy ma swoje własne odczucia:)

      Usuń
    3. Myślę, że ja bym ją pochłonęła z przyjemnością nawet w wersji książki-olbrzymki, ale to prawda, każdy ma swój punkt widzenia :). Też już się nie mogę tego Maksa doczekać, niechże się ten książę w kolejnej części wreszcie pojawi! :D

      Usuń
  9. O pierwszej części czytałam jak na razie same pozytywy i postanowiłam sobie, że ją przeczytam. Po Twojej recenzji jestem tym bardziej pewna, że to seria dla mnie. Po ostatnich wyborach książkowych potrzeba mi trochę rozrywki, humoru i szaleństwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ostatnio przyglądając się Twojej lekturze, pomyślałam, że raczej przebywamy na antypodach i nawet przydałoby się wymienić książkami, żeby dojść do równowagi;)

      Usuń
  10. Może kiedyś się skuszę. Najpierw musiałabym jednak sięgnąć po "Ostatnią arystokratkę" ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba się dam w końcu skusić, te książki mają tak fantastyczny PR, że zabawne, że do łez, że muszę to w końcu skonfrontować ;)

    OdpowiedzUsuń