poniedziałek, 18 kwietnia 2016

TA KSIĄŻKA JEST ZE MNIE – rozmowa z Wiolettą Leśków-Cyrulik, autorką książki „Sezon zamkniętych serc”















Dzisiaj Waszym i moim gościem jest Wioletta Leśków-Cyrulik – nauczycielka, bibliotekarka, instruktorka teatru dziecięcego, koordynatorka kampanii społecznej „Cała Polska czyta dzieciom”, a także pisarka. W lutym ukazała się jej książka „Sezon zamkniętych serc”. To debiut, ale warsztat, styl, a przede wszystkim tematyka – świadczą o dojrzałości pisarskiej. Co zaś najważniejsze – pod postacią powieści obyczajowej i romansu – autorka zwraca uwagę na istotny problem natury społecznej. Zapraszam do wysłuchania rozmowy:)



***


Aleksandra Urbańczyk: Gratuluję godnego pozazdroszczenia debiutu. Przeczytałam z przyjemnością, a lekturze cały czas towarzyszyło mi wrażenie, że czytam dobrze napisaną książkę. Jak długo powstawał ten projekt?

Wioletta Leśków-Cyrulik: Dziękuję, bardzo miło słyszeć takie słowa:) Książka w zasadzie nie była „projektem”, przynajmniej do pewnego czasu. Pisałam od zawsze, nawet w szkole, ale nigdy z myślą o publikacji. Powieść powstawała, jako odskocznia od codziennych zajęć, także od mojego intensywnego życia zawodowego. Zarys fabuły wymyśliłam w ciągu kilku dni, gdy chorowałam. Często tak robię. Wymyślałam różne historie, a potem o nich zapominałam. Jednak ten pomysł nie dawał mi spokoju. Spisywałam tę historię jakieś dwa lata. Nie spieszyłam się, ponieważ w ogóle nie myślałam o publikowaniu.  Ta myśl pojawiła się dopiero po pięciu latach.

A.U.: Co Cię przekonało, żeby wyciągnąć książkę z szuflady?

Autorka: Po postawieniu ostatniej kropki - schowałam zeszyt do szafy. Odetchnęłam.  Zrobiłam stosowny wpis na moim starym blogu i stwierdziłam, że to już koniec. To mi wystarczyło. Jednak myślę, że podświadomie w każdym piszącym gdzieś w głębi tli się chęć sprawdzenia własnej twórczości. Przygotowanie rękopisu do wysłania potencjalnym wydawcom to długi proces, bardzo czasochłonny, wymagający wielu poprawek. Ja ten czas znalazłam na urlopie wychowawczym, po urodzeniu trzeciego dziecka, gdy ukończyło półtora roku. Postanowiłam spróbować, chociaż wciąż bez nadziei na powodzenie. W międzyczasie założyłam nowy blog. Zaczęłam się rozglądać, przygotowywać i rozsyłać tekst do wydawnictw. Po pięciu miesiącach przyszła pierwsza odpowiedź - pozytywna. A po upływie pół roku książkę wydano. W sumie od momentu jej powstania upłynęło siedem lat.

A.U.: W takim razie nie można powiedzieć, że jesteś blogerką, która nagle postanowiła wydać książkę?

Autorka: Nie. Jestem raczej blogerką, która postanowiła prowadzić blog, gdy miała książkę w szufladzie, a nie miała czasu na pisanie następnych dłuższych form. Chociaż wtedy jeszcze nie myślałam o tym, co leży w szufladzie - jako o „mojej książce”… Jak widać nie mogę obyć się bez pisania.



A.U.: Jak ujęłabyś temat swojej książki? Co Ci zagrało w duszy, gdy ją pisałaś?

Autorka: Chciałam dotknąć kilku spraw. Najważniejszą jest niezdolność do poradzenia sobie z traumą, niezdolność do miłości, ale także poplątanie i pomylenie poczucia odpowiedzialności za drugą osobę -z miłością. Chciałam także, by ta problematyka została ujęta w jakiejś akceptowanej formie.

A.U.: …powieści obyczajowej, romansu?

Autorka: Nie chciałam jednak, by ta historia została odczytana, jako typowy romans…

A.U.: W jakim stopniu ta książka odzwierciedla Ciebie?

Autorka: Ta książka jest ze mnie. Ale może uściślę: w warstwie fabularnej jest to rzecz wyjęta z wyobraźni, bieg akcji został przeze mnie wymyślony. Natomiast emocje bohaterów, refleksje narratora i postacie pochodzą całkowicie ze mnie. Wydaje mi się, że nie mogło być inaczej. Piszę w taki sposób, że najpierw wymyślam wydarzenia, szkicuję mniej więcej ich dialogi, a potem, podczas rozpisywania scen wchodzę w ich świat i razem z nimi przeżywam kolejne sytuacje, rozmowy i refleksje. Dlatego każda z postaci w większym lub mniejszym stopniu myśli i mówi "mną", a niektóre nawet zachowują się tak jak ja. Z kolei mój, (czyli także bohaterów) sposób myślenia i przeżywania wynika z osobistych doświadczeń, ale też z obserwacji, z rozmów, z sytuacji przeżytych przez lata na gruncie zawodowym. Od 18 lat pracuję jako nauczycielka i wychowawczyni. Kilkanaście lat pracy z ludźmi pozwala na pewne obserwacje i spostrzeżenia.

A.U.: Twoja książka oczywiście nie jest typowym romansem.  Co prawda czytelnika wprowadzasz w idylliczny obraz – młodzi ludzie przeprowadzają się na Islandię, w miejsce, które ma stać się ich rajem na ziemi. Jednak jest to pozorna sielanka. Gdy zaczynamy zagłębiać się w tę historię, odkrywamy, w jakim stopniu związek Agnieszki i Darka jest skomplikowany. Wydaje się, że wyjazd ma posłużyć przede wszystkim Agnieszce, a okazuje się, że ma stać się rekonwalescencją dla nich obojga. W Twojej książce ważne było, żeby ich w ogóle gdzieś wysłać, wypchnąć w nowe środowisko. Miałaś szeroki wybór. Mogłaś rzucić ich w dowolne miejsce na świecie - na Kaszuby, w Bieszczady i do Nowego Jorku. Dlaczego Islandia?

Autorka: W 2009 to był dla mnie wybór idealny. Islandia była daleko i brzmiała egzotycznie. Dziś raczej jest blisko i swojsko, ale wtedy tak mi się nie wydawało. W tej książce jest dużo osobistych emocji, którymi obdzieliłam bohaterów. Chyba zadziałał odruch, żeby akcję wyprowadzić gdzieś daleko i w ten irracjonalny sposób oddalić ich ode mnie. Ale ważny jest też pewien klucz. To klimat Islandii: deszcz, wiatry, krótkie i chłodne lato. Oczywiście ważne jest położenie na środku oceanu. Idealne. Do tego skały, niewiele drzew, mało dostępny interior. To moje klimaty, one odpowiadają mojemu usposobieniu. I przeżyciom bohaterki. Ale przede wszystkim Darek i Agnieszka potrzebowali się oddalić - dosłownie i w przenośni. Minęło kilka lat i przestępca miał opuścić więzienie, Darek słusznie podejrzewał, że Agnieszka źle to zniesie, więc kiedy nadarzyła się okazja, wywiózł ją "na koniec świata".



A.U.: Skoro uchyliłaś rąbka tajemnicy, to mogę powiedzieć, co od razu rzuciło mi się w oczy podczas lektury. Bardzo istotne wydaje mi się to, że naświetlasz ważny problem i zmuszasz czytelnika, żeby go sobie przemyślał. Nie pokazujesz momentu bolesnego zdarzenia, obudowujesz go aluzjami, natomiast zwracasz uwagę na to, co przeważnie nam umyka. Niestety słyszymy o podobnych zdarzeniach dosyć często. Oczywiście, współczujemy ofiarom przemocy, ale czas zatrzymuje się w miejscu tylko osobie pokrzywdzonej. Świat pędzi dalej, atakują nas kolejne medialne wiadomości, już po chwili jesteśmy myślami gdzie indziej, już pochłania nas coś innego. A Twoja książka zatrzymuje nas po drugiej stronie lustra. Pokazuje, że tragedia nie sprowadza się jedynie do samego zdarzenia. To nie jest przysłowiowe kilka minut strachu. Napastnik został ujęty bądź nie, osądzony - ale to nie przywraca ofierze spokoju. Te kilka minut – to dopiero początek „drogi przez mękę”. Dla nas życie mknie dalej, ale skrzywdzoną osobę czeka całe życie ze świadomością zdarzenia, długi proces rehabilitacji i niekończąca się droga do „normalności”. 

Autorka: Takie właśnie było założenie książki - to właśnie chciałam pokazać! Bo po takim zdarzeniu nie ma normalności. Pięć minut dramatu – to kilka minut, które determinuje całe dalsze życie. Zastanawiałam się, co dzieje się z kobietą i z jej otoczeniem dalej, kiedy już sprawa zostanie na poziomie prawnym wyjaśniona, gdy dobiegnie końca ewentualna pomoc psychologiczna. Jaki to ma wpływ na jej życie, na przyszłe relacje z ludźmi? Jak zdarzenia z przeszłości mogą kształtować życie ludzi, z którymi ona zetknie się w odległej przyszłości, a którzy nawet nie wiedzą, co ją spotkało? Jak ją samą to kształtuje, bo przecież trudno sobie wyobrazić, by (poza skrajnymi przypadkami) jej życie było już do końca zdominowane przez to, co się wydarzyło niegdyś… Jak to wszystko wpływa na bohaterkę? Jak sobie z tym radzi? Kto, oprócz niej staje się ofiarą? Słowem – jak wielki jest zasięg i jak szeroki jest zakres zniszczeń?

A.U.: Udało Ci się to zobrazować. Po takim zdarzeniu świat legnie w gruzach – ale nie ucierpi tylko ofiara przemocy. Dramat dotyka każdego, kto pojawia się w jej orbicie. To nie musi być partner. To może być matka, przyjaciółka czy opiekun. Jeśli w ten sposób spojrzymy na Agnieszkę i Darka, to dostrzeżemy, co ich blokuje. Agnieszka w tym związku jest bardziej pacjentką niż partnerką, a Darek ma głęboko zakodowany syndrom opiekuna. Ten układ jednak już im nie służy. Był potrzebny Agnieszce do pewnego momentu, ale dziś oboje są tylko uzależnieni. Ta sytuacja ich nie wzmacnia, tylko dusi. Na pierwszy rzut oka wydaje się nam, że czasem Agnieszka jest okropna, nawet winimy ją za to, że związek się sypie. Ale jeśli przemyślimy sprawę, to musimy przyznać, że Darek stał się (w sposób niechcący) ogniwem ograniczającym. Agnieszka była podświadomie gotowa do zmian zanim się do tego przyznała przed sobą i zanim gotowy był Darek. Wydaje mi się, że w ten nieco „jungowski” sposób możemy odczytać symbolikę sceny z otwartym oknem, gdy Darek jest zły na Agnieszkę za wyziębianie mieszkania.

Autorka: Tak. Agnieszka nie do końca zdaje sobie sprawę, że powinna się od Darka uwolnić. A on w najlepszej wierze jest nadopiekuńczy i uzależniony od pomagania jej. To w pewnej mierze jego racja bytu, chociaż z drugiej strony chętnie by się od niej uwolnił. Poczucie obowiązku powoduje, że w ogóle nie dopuszcza tej myśli. Natomiast Agnieszka nieświadomie próbuje wyrwać się spod jego „kurateli”. Jest dla niego niemiła. Nie dopuszcza go zbyt blisko…



A.U.: Więc wyjazd stał się w końcu takim katalizatorem i doprowadził do czegoś, co i tak nieuchronnie musiało nastąpić. Przy okazji wprowadziłaś wątek klasycznego trójkąta i zdrady, ale te motywy nie zostały wprowadzone z błahych powodów. Wszystko ma swoje znaczenie.

Autorka: Właśnie. Każda postać była do czegoś potrzebna. Zwróćmy uwagę, na ważną rzecz. Społeczeństwo wywiera pewnego rodzaju presję na to, by ofiara przemocy swoją traumę przepracowała i tym cudownym sposobem się od niej uwolniła. Tymczasem - to tak po prostu nie działa. Postać Darka obrazuje tę presję. Darek wywiera ją na Agnieszkę zupełnie nieświadomie. Pomaga jej, jednak przez lata nie może doczekać się efektów. Zupełnie nie rozumie, że sam fakt, że ona nie osunęła się na dno, to już jest sukces jego postępowania. Agnieszka utrzymuje się na powierzchni, ale czuje, że on jest zawiedziony. Zaczyna się błędne koło. Narasta w niej poczucie winy, ale także frustracja, która przechodzi czasem w agresję. Poza tym utwierdza się w przekonaniu, że nic nie potrafi, na nic nie ma wpływu i że to jest jej wina. Ma swojego królewicza z bajki, teoretycznie powinna tryskać szczęściem, a wszystko jest „nie tak”. W zasadzie tkwi przy Darku trochę ze względu na jego „zasługi”.

A.U.: Wydaje mi się, że udało nam się dotrzeć do istoty książki, a mimo wszystko zbytnio nie zdradzić treści:) Żeby już nie iść w tym kierunku, a zwrócić uwagę na inne ważne sprawy - zapytam o coś innego. Jesteś jednym z koordynatorów kampanii społecznej „Cała Polska czyta dzieciom”. To znaczy, że wierzysz w wychowawczą rolę literatury. Twoja książka świadczy też o tym, że ufasz w jej terapeutyczną i społeczną rolę. Twoja powieść w ogóle jest w pewnym sensie hołdem dla książki…

Autorka: Literatura pełni wiele funkcji. Wymieniłaś trzy kluczowe. Jej zadaniem jest przekazywanie wartości, ale w takiej formie, by nie odstraszała, bo nikt nie chce być pouczany. Jeśli fabuła pozwala te wartości przeżyć, a zatem przyjąć, jako własne, wtedy czytelnik może z literatury coś zaczerpnąć, oswoić własne problemy. Niekoniecznie wprost i dosłownie. Może się zainspirować.





AU.: Przechodzimy w zasadzie do teorii. Ale chciałam zwrócić uwagę na to, że w powieści umieściłaś wiele symboli i tropów, które zdradzają Twoją fascynację książkami i wiarę w ich rolę. Parę przykładów. Poznajemy refleksje głównej bohaterki, a przy okazji jej (Twój) zachwyt pewnymi zdaniami i frazami z Tołstoja czy Flauberta. Agnieszka myśli o pisarstwie, chociaż jej plany jeszcze nie są sprecyzowane. W Polsce pracowała w bibliotece, a na Islandii odnalazła swoje miejsce też w pewien sposób – dzięki książkom, mimo nieznajomości języka. Książka stała się pewnym symbolicznym „międzynarodowym” językiem, który zbliżył ją do ludzi. I na koniec najważniejsze: Przecież Janek jest pisarzem…

Autorka: Zgadza się. Dotarłaś do sedna. Motyw książki stale przewija się w treści. I nie dzieje się tak bez powodu. Właściwie wszyscy bohaterowie "Sezonu" to ludzie czytający, niektórzy także piszą.  Agnieszka ma świadomość terapeutycznej roli książki. Próbuje spisać swoje przeżycia, by nabrać do nich dystansu. Janek jest pisarzem i to zdolnym, on też porządkuje swój świat poprzez książki. To też jest ważne w roli, jaką odegra.

A.U.: Przy okazji uzyskałaś pewien dodatkowy kontekst. Janek napisał książkę „Opowieści mojej babci”. Nic nie wiemy o tej książce, tylko tyle, że odbędzie się jej premiera w Polsce. Ale to ważne jest dla ogólnej sytuacji. Babcia – to symbol ciepła, bezpiecznego dzieciństwa. Wszystkiego tego, czego nie miała Agnieszka. Wszystko się zgrabnie splata.

Autorka: Truizmem byłoby mówić, że człowiek, który czyta, to człowiek myślący, dążący do zrozumienia różnych spraw, poszukujący rozwiązań. To człowiek otwarty. I tacy są moi bohaterowie. Dlatego pozwoliłam sobie podarować im pewnego rodzaju happy end - chciałam, by jako ludzie otwarci potrafili dostrzec, co jest w życiu dobre. Żeby nauczyli się nie skupiać na złych stronach. Żeby nauczyli się być szczęśliwi pomimo zła, które ich spotkało.

A.U.: Serdecznie dziękuję za rozmowę:)

Autorka: A ja bardzo dziękuję za zaproszenie. To wielka przyjemność móc porozmawiać z Tobą o książce:)



14 komentarzy:

  1. Sama bym na tę książkę nie zwróciła uwagi. Dziękuję, Olu, za możliwość przeczytania tej rozmowy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie. Ja Tobie dziękuję, że poświęciłaś nam uwagę:)

      Usuń
  2. Książkę widziałam, ale jeszcze nie miałam okazji przeczytać. Myślałam, że to typowy romans, a tu zaskoczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli komuś zależy, to znajdzie romans. Ale najlepsze ukrywa się głębiej:)

      Usuń
  3. Islandia mnie kusi, zarówno literacko, jak i naprawdę. Czuję, że lektura mogłaby przypaść mi do gustu :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się to, że autorka nie wybrała Islandii jako ozdobnik, tylko wszystko ma swoje uzasadnienie:)

      Usuń
  4. Olu, piękna rozmowa. Bardzo wartościowa. Nie miałam pojęcia, że Wiola napisała książkę:) Poczytuję od czasu do czasu jej blog, ale przez te nasze choroby mam ostatnio duże zaległości i jak widać, nie wiem, co się w świecie dzieje. Zaciekawiłaś mnie tą książką. Bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)
      Tak właśnie trafiłam do książki Wioli. Czytałam jej blog i kiedy usłyszałam zapowiedzi książki - stwierdziłam, że to jest dziewczyna, która ma coś do powiedzenia. Intuicja mnie nie zawiodła:)
      Jeśli jeszcze nie dotarłaś, to podsyłam Ci link do relacji spotkania Wioli z jej Czytelnikami. Zjawiskowe zdjęcia. Zobaczysz w oczach uczestników, co Wiola zrobiła ze słuchaczami :)
      https://www.facebook.com/fotografiapozytyw/photos/a.155208308209602.1073741832.118151961915237/155208351542931/?type=3&theater

      Usuń
  5. Współcześni pisarze, a w szczególności debiutanci, to często osoby anonimowe i słabo znane. Dzięki takim rozmowom (bardzo ciekawie poprowadzonym) potencjalny czytelnik zyskuje świetną sposobność by dowiedzieć się czegoś o nowym autorze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Olu, jestem pod wrażeniem Waszej rozmowy - Ty i Wiola jesteście fantastyczne! Splagiatuję to, co napisała u mnie Wiola, ale nie da się powiedzieć inaczej - mądre pytania, mądre odpowiedzi. Mądre kobiety! Książkę Wioli właśnie kończę, i podobnie jak Ty, jestem pod wrażeniem tego debiutu, choć znając Wiolę, tego się właśnie spodziewałam :)
    Cudnie było Was posłuchać obu... Nie sądzisz, że takie spotkanie w realu byłoby równie fascynujące?
    Ściskam Cię mocno!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, pięknie Ci dziękuję za Twoje słowa - tym większe mają dla mnie znaczenie, że już znasz książkę!
      Spotkanie z Wami - byłoby dla mnie zaszczytem. Może kiedyś uda się je zrealizować :):):)
      Jestem też święcie przekonana, że powinnyście zorganizować wspólne spotkanie autorskie. W jakimś magicznym miejscu, oczywiście...

      Usuń
  7. Dziękuję za ten ciekawy wywiad, bo miałam okazję dowiedzieć się o wartościowej książce. Przy okazji poznałam też bloga Wioli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie. Książkę gorąco polecam:)

      Usuń