środa, 25 maja 2016

Dziecko w sieci


 Wydawnictwo: Uniwersytet Śląski
Miejsce i rok wydania: Katowice, 2015
ilość stron: 400


Cyberprzemoc to prześladowanie, obrażanie lub wyśmiewanie kogoś z wykorzystaniem Internetu lub telefonu komórkowego. Przyjmuje ona formę nękania obraźliwymi SMS-ami, publikowania ośmieszających filmików lub dręczenia szyderstwami na forach i w komunikatorach społecznych. Cyberprzemoc to molestowanie w sieci. Okazuje się, że zagrożenie nie czyha wyłącznie ze strony obcych ludzi, ponieważ w dzisiejszych czasach największą traumę fundują sobie koledzy z klasy. Około 65% młodzieży w ankietach przyznaje, że miało styczność z cyberatakami w szkole. Media alarmują, że frustracja dzieci, które nie radzą sobie z „hejtem” w sieci, coraz częściej prowadzi do depresji, a nawet do samobójstw. Gdy dochodzi do tragedii, rodzice zaczynają szukać winnych i oskarżają administratorów portali społecznościowych. Dr Anna Waligóra-Huk uświadamia skalę problemu i uzmysławia, że winić nie można wyłącznie portali czy środowisk szkoły. Agresja rówieśnicza i cyberprzemoc to dzisiaj jeden z najbardziej złożonych problemów społecznych.

Książka wpisuje się w szeroko zakrojoną akcję profilaktyczną, której celem jest zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom w sieci. To fachowy podręcznik skierowany do nauczycieli i pedagogów oraz rodziców, którzy powinni poznać skalę zagrożenia. W pierwszej części, opierając się na teoriach naukowych, autorka wyjaśnia rolę mediów w komunikacji dzieci, mechanizm powstawania frustracji i agresji, wymienia formy cyberprzemocy oraz jej psychologiczne konsekwencje. Dzięki tym refleksjom zrozumiemy, dlaczego w wirtualnym świecie dzieci krzywdzą się nawzajem z taką łatwością i dlaczego przeniesienie przemocy z korytarza szkolnego do Internetu działa niszcząco na ich psychikę i poczucie bezpieczeństwa. Część druga stanowi udokumentowanie szeroko zakrojonych badań dotyczących bezpieczeństwa młodzieży w sieci, przeprowadzonych w dziesięciu losowo wybranych gimnazjach. Dane dotyczą szkół z terenów wiejskich, ale w pozostałych regionach sytuacja jest analogiczna, więc wnioski są ogólne.


Z przeprowadzonych obserwacji, rozmów i z przestudiowanych dokumentów wyłania się obraz kondycji polskiej szkoły. Na tym tle została przedstawiona analiza kilku konkretnych przypadków cyberprzemocy, które zostały odnotowane w badanych środowiskach. Przy ich rozpatrywaniu wzięto pod uwagę wszystkie okoliczności zdarzenia, sytuację rodzinną, popularność w szkole, motywację oraz zachowanie sprawców i ich ofiar. Prześledzono konsekwencje, a także przyjrzano się czynnościom podjętym w ramach interwencji. Wnioski są alarmujące.

Autorka dowodzi, że skutki cyberprzemocy są nieodwracalne. Dorośli jednak nie są w stanie wychwycić wszystkich niepokojących sygnałów i nie potrafią zapewnić wsparcia poszkodowanemu dziecku. Udzielając pomocy zapominają, że najważniejszym celem jest naprawienie relacji między dziećmi, więc ich działania są mało skuteczne. Jedynym wyjściem jest szeroko rozumiana profilaktyka. Niestety nauczyciele stosują ją incydentalnie, a rodzice jej nie znają, ponieważ nie angażują się w życie szkoły.

Dane statystyczne oraz wnioski przedstawione w książce przytłaczają. Istnieje światełko w tunelu, ale wymaga od dorosłych wysiłku – zmusza do rewolucji w sposobie myślenia. Dość porażające może się okazać odkrycie, że za tą rewolucją nie kryje się nic nowego: autorka jedynie dobitnie wymaga, by dorośli wypełniali swoje podstawowe obowiązki! Rodzic ma pielęgnować relacje ze swym dzieckiem i je wychować, szkoła ma go w tym wesprzeć. Autorka wskazuje nasze podstawowe błędy i wyjaśnia, jak ich unikać. Tylko wtedy, gdy od najmłodszych lat będziemy wpajać szacunek dla uczuć innych osób, uczyć krytycznego myślenia i mądrego korzystania z Internetu, a szkoła położy nacisk na pogłębianie relacji społecznych, nasze dzieci nikogo nie będą krzywdzić i same będą bezpieczne w sieci.



21 komentarzy:

  1. Cyberprzemoc dotyka nas wszystkich, ale to istotnie przerażające, że narażone są na nią dzieci. Jeśli dorosły średnio radzi sobie z hejtem (jako autorka wiem coś o tym, w ostatnich miesiącach dostaję sporo anonimowych wiadomości tego typu), jak może poradzić sobie osoba nieukształtowana psychicznie? To bardzo zaniża samoocenę, prowadzi do kompleksów, wyobcowania. Problem polega jednak na tym, że warsztaty i szkolenia organizowane przez szkoły skazane są na porażkę. Na takich zajęciach uczeń słyszy o cyberprzemocy przez trzy godziny raz w roku, natomiast przy komputerze spędza pięć godzin dziennie. Dlatego przeraża mnie nieograniczony dostęp dzieci do Internetu. To, że po powrocie do domu młodzi ludzie zaszywają się w swoich pokojach i bez kontroli dorosłych przesiadują na forach społecznościowych, grają w uczące agresji gry, niekiedy przez całe noce. Moim zdaniem jedną z przyczyn cyberprzemocy jest anonimowość użytkowników sieci. Można bezkarnie obrażać, straszyć, szkalować, stosować przemoc werbalną. Portale społecznościowe też mają sporo za uszami. Zablokowanie hejtera wysyłającego wiadomości na Facebooku nie jest żadną karą. Za chwilę założy nową stronę. Media też przymykają oko na hejt, wystarczy przeczytać komentarze pod dowolnym artykułem na Onecie lub innym tego typu portalu. Potrzebne są akcje ogólnospołeczne, może nawet forma jakiejś cenzury obyczajowej, choć to kwestia dyskusyjna. Na pewno warto zajrzeć do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno, to wszystko, o czym wspominasz, to prawda. Autorka jest tego zupełnie świadoma, ale wie też, że nie można znaleźć lekarstwa na wszystko. Zajęła się wycinkiem problemu, ale wycinkiem bolesnym – zastanawia się skąd agresja wśród samych dzieci (dlaczego krzywdzą się koledzy z klasy?) i jak można tę sytuację uzdrowić. Ten podręcznik ma pomóc dorosłym uświadomić sobie problem (bo często dorośli po prostu go nie dostrzegają!), a w efekcie ma nauczyć rodziców jak pomóc swojemu dziecku. Jak pomóc mu, gdy już doświadczył hejtu – a jeszcze lepiej, żeby zaczął to robić ZANIM dziecko zazna cyberprzemocy – ZANIM DOSTANIE SWÓJ PIERWSZY TELEFON I LAPTOP.

      Usuń
  2. Inicjatywa napisana i wydania podobnej książki jak najbardziej godna pochwały. Cyberprzemoc to temat równie aktualny co często bagatelizowany i zamiatany pod dywan. Niestety, ale najnowsza technologia zapewnia skuteczne narzędzia do jeszcze bardziej efektywnego i okrutnego znęcania się nad ofiarą. Trauma jest też o tyle bardziej dotkliwa, że wiele aktów przemocy jest nagrywanych i rozprzestrzenianych w Internecie, co oznacza, że osoba poszkodowana zupełnie pozbawiana jest prywatności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest tak, że temat jest bagatelizowany. Przeróżne fundacje i organizacje biją na alarm, organizowane są akcje i kursy. W Polsce ten problem zauważyła Fundacja Dzieci Niczyje, która przeprowadza badania i zainicjowała program: Dziecko w sieci. W ramach tego programu przygotowano materiały multimedialne, ulotki itp., które dostępne są w serwisie www.dzieckowsieci.pl – wystarczy wydrukować i przedstawić rodzicom na wywiadówkach. Działa też serwis Sieciaki.pl adresowany do dzieci 6-12 lat, w którym znajdują się informacje dotyczące bezpiecznego korzystania z Internetu. Tworzone są podręczniki, jak ten, który prezentuję. Przepraszam - to nie miał być atak na Ciebie, chciałam tylko podkreślić, że programy już istnieją, tylko trudno je wdrożyć... Problemem jest skala zjawiska i to – jak przekonać dorosłych, żeby zaczęli z sobą współpracować, żeby zapanować nad chaosem… A podręcznik polecam, bo pozwala zrozumieć dorosłym m.in. – skąd przepaść między pokoleniem rodziców, którzy przecież potrafią korzystać z komputera i telefonu, a pokoleniem ich dzieci – tzw. „internetowych tubylców”. Dobrze spojrzeć na tę sprawę oczami autorki…

      Usuń
  3. Bardzo cieszy mnie fakt, że dorośli nareszcie zaczęli zauważać, że Internet to źródło komunikacji, które może przerodzić się w coś strasznego. Każdy kontakt dziecka czy nastolatka z drugim człowiekiem może przerodzić się w kłótnię, ale dopiero w Internecie prawdopodobieństwo i skala wzrastają do niemożliwych wręcz rozmiarów. Mam nadzieję, że ten podręcznik okaże się pomocny rodzicom i pedagogom, bo cyberprzemoc to prawdziwe zagrożenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorośli musieli zauważyć, co się dzieje, bo coraz częściej dochodzi do skrajnych reakcji na hejt, nawet do samobójstw. To prawda, że problemem jest skala zjawiska, ale także to, że dziecko jest stale podłączone do sieci. To jeden z podstawowych problemów. Kiedyś – jeśli było narażone na szyderstwa i dokuczanie innych dzieciaków – problemy zostawiało się na boisku szkolnym, dziś – przynosi się je z sobą do domu. Jeżeli dziecko jest ofiarą cyberprzemocy, to nie ma bezpiecznego miejsca, w którym może się schronić. Jest przekonane, że rodzice go nie zrozumieją, więc się nie skarży, bo rodzice zabiorą mu telefon i odetną od sieci. Zostają z tym problemem same. Podręcznik ma otworzyć rodzicom oczy. Może dzięki temu - nie pozwolimy, by nasze dziecko zostało zagonione w taki kozi róg.

      Usuń
  4. Cyberprzemoc jest ogromnym problemem nie tylko w szkołach wiejskich, ale we wszystkich ośrodkach, w miastach także. Rozumiem, że autorka badała szkoły wiejskie, więc nie chciała wysuwać na podstawie wyników badań zbyt ogólnych wniosków.

    Pozwolę nie zgodzić się w pełni z twierdzeniem: "Jedynym wyjściem jest szeroko rozumiana profilaktyka. Niestety nauczyciele stosują ją incydentalnie, a rodzice jej nie znają, ponieważ nie angażują się w życie szkoły.
"
    Czy była badana częstotliwość i rodzaj stosowanych przez szkołę działań profilaktycznych oraz zaangażowanie w te działania rodziców? Stwierdzenie brzmi jak wniosek z wyników badania. Aż się prosi o przeprowadzenie badań w szkołach, które prowadzą profilaktykę aktywnie i porównanie jej skuteczności w przeciwdziałaniu aktom cyberprzemocy z badanymi szkołami wiejskimi.
    W naszej placówce, na nasz wewnętrzny użytek, przeprowadziliśmy tego typu badania dotyczące cyberprzemocy, były w niej również zawarte aspekty profilaktyki. Obraz, jaki się z naszych badań wyłania pokazuje, że akty cyberprzemocy mają miejsce w czasie, gdy dziecko przebywa w domu, że rodzice, niestety, nie kontrolują aktywności swoich pociech w sieci i nadal jeszcze, również niestety, rodzice znają się dużo słabiej na obsłudze komputera i internetu od swoich dzieci. Oznacza to, że nawet jeżeli mają dobrą wolę kontrolowania pociechy, to zwyczajnie nie potrafią tego zrobić.
    Pod tym względem sytuacja niedługo się zmieni, bo młode pokolenie rodziców jest już świetnie obeznane z komputerem, przywrócone zostaną zdrowe relacje pomiędzy pokoleniami czyli kto jest czyim przewodnikiem, w tym przypadku po świecie wirtualnym.
    Natomiast przypadki cyberprzemocy powinny być zgłaszane na policję i rozpatrywane zgodnie z przepisami o odpowiedzialności karnej młodzieży w wieku od lat 13.

    Chcę również zwrócić uwagę na fakt, że nauczyciele są równie często ofiarami ataków cyberprzemocy ze strony uczniów, co ich rówieśnicy. Być może należałoby przewietrzyć podstawy, na których oparte są relacje między rodzicami i dziećmi w domach, z uwzględnieniem odpowiedzialności, jaka spoczywa i na rodzicu i na nastolatku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że z Tobą, Magdo, będzie grubsza sprawa…
      Podstawowym problemem dla mnie przy pisaniu tej recenzji była ilość znaków, musiałam zmieścić się w limicie, więc nie mogłam napisać o wszystkich zagadnieniach lub trzeba było wyrazić się ogólnie. To prawda, że autorka przeprowadziła badania na losowo wybranych dziesięciu szkołach wiejskich. Cały czas jednak zestawia dane z analogicznymi wynikami badań, które wcześniej przeprowadzono (zajmowała się tym Fundacja Dzieci Niczyje) – widząc te dane sami się przekonujemy, że sytuacja jest dokładnie taka sama w środowiskach miejskich. Napisałam w recenzji, że wnioski można uznać jako ogólne – oczywiście nie miałam miejsca, by myśl rozwinąć.
      Zanim autorka doszła do ogólnokrajowych wniosków – rzetelnie wprowadza teorię. Poznajemy teorię frustracji, agresji, przemocy… To nie są teorie autorki – to przegląd pracy naukowców, psychologów i socjologów. W kolejnej części poznajemy wyniki badań autorki już przeprowadzone w szkołach, a prowadzone są bardzo gruntownie. To nie tylko analiza dokumentów (wszystkich! Od dziennika, dzienniczki uczniów, aż po raporty nauczycieli. To także ankiety, obserwacja bezpośrednia, badanie zwane plebiscytem życzliwości i niechęci, rozmowy z nauczycielami, rodzicami, uczniami, a także ze sprawcami cyberataków i ich ofiarami. To w skrócie. Oczywiście przebadano częstotliwość i rodzaj stosowanych przez szkołę działań profilaktycznych i zaangażowanie rodziców. Razem z przebadaniem środowiska, z którego pochodzi dziecko, jego sytuacji rodzinnej, relacji z rodzicami, rodzeństwem i rówieśnikami. Łącznie z sytuacją materialną. Absolutnie profesjonalne podejście.
      Widzę, że moja recenzja dotknęła Ciebie w jakiś sposób osobiście. Oczywiście, że z pewnością istnieją szkoły, które poważnie podchodzą do profilaktyki. Autorka nie twierdzi, że wszyscy są „źli”, a szkoły wybrała losowo. Problem jednak istnieje i to w dużej skali – więc nawet jeśli kilka szkół działa prawidłowo – to jeszcze nie uzdrawia sytuacji całościowo.
      Autorka nie miała też zamiaru atakować nauczycieli – ani zwalać na nich odpowiedzialności za to, co się dzieje. Nawet najlepiej przeprowadzona profilaktyka w szkole nie zadziała, jeżeli dziecko nie wyniesie z domu podstawowych wartości. Właśnie to chciałam przekazać we wnioskach.
      Książkę naprawdę polecam. Znajdują się w niej odniesienia do wielu problemów, o których nawet nie wspomniałam. Na przykład uświadomimy sobie, co powoduje, że dzieci tak łatwo budują sobie swoją popularność na krzywdzie kolegi. Internet dostarcza im do tego idealnych narzędzi. Dziecko nagrywa filmik ośmieszający kolegę i zdobywa szybkie uznanie, staje się gwiazdą w środowisku. Tym samym leczy swoje kompleksy. Jest też spojrzenie z innej perspektywy. Rozpatrując konkretny przypadek cyberprzemocy widzimy tylko dwie strony konfliktu: ofiarę i sprawcę. Jest jeszcze trzecia strona – obserwatorzy. Są świadkami nękania, a ich brak reakcji jest rodzajem przyzwolenia. Często dzieje się tak, że ofiara w przyszłości zemści się, stając się sprawcą, a obserwatorzy uczą się jak zdobywa się popularność i – robią to samo. Najczęściej bezmyślnie. To błędne koło, a to uświadamia ile jeszcze musimy zrobić, by to chociaż trochę przyhamować.

      Usuń
    2. Olu, nie chciałam, żeby moja wypowiedź zabrzmiała agresywnie. Z drugiej strony jesteśmy zewsząd atakowani i obwiniani o całe zło tego świata, więc jesteśmy w permanentnej gotowości do odpierania ataków.
      Dziękuję Ci za dodatkowe wyjaśnienia w komentarzu. Znalazłam w sieci spis treści i przyznam, że książka wygląda na interesującą, ale cena.... niestety takie rzeczy albo człowiek kupi sam, albo nie ma do nich dostępu.
      Znalazłam tylko wersję elektroniczną książki, masz książkę papierową? Jest gdzieś dostępna?

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Nic się nie przejmuj, Magdo. Rozumiem, co czujesz.
      Cena rzeczywiście jest konkretna. I faktycznie widzę w ofertach wyłącznie w formie elektronicznej. Na stronie:
      http://www.ibuk.pl/fiszka/151444/cyberprzemoc-wsrod-mlodziezy-ze-szkol-wiejskich.html - jest także oferta "wypożyczenia" (cokolwiek to znaczy).
      Książka jest wydana na papierze (taką posiadam). Jeśli gdzieś natknę się na ofertę, to Cię powiadomię. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Temat "hejtu" powinien zostać poruszony przez rodziców wraz z rozpoczęciem korzystania przez kilkulatka z komputera, youtuba i innych portali. Dziecko musi mieć świadomość, że coś raz wrzucone do sieci już tam zostanie i brać odpowiedzialność za to, co pisze. Programy profilaktyczne w szkołach na pewno są potrzebne, jednak według mnie tego typu edukacja musi zacząć się w domu.
    Bardzo ważny temat i dobrze, że powstała taka publikacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie istota problemu. Autorka chce dotrzeć przede wszystkim do rodziców i przekonuje, że gdy nie dbamy o zdrowe relacje, nie wpajamy pewnych wartości, gdy cały czas przyzwyczajamy, że w naszym domu najważniejszy jest telewizor - w pewnym sensie sami przykładamy rękę do tego, że nasze dziecko w przyszłości zamieszka w wirtualnym świecie...

      Usuń
  6. Przeczytałam i wpis i komentarze i w zasadzie wszystko zostało już powiedziane, a przynajmniej wszystko to, co sama mogłabym napisać pod wpisem. A zwłaszcza to o roli rodziców, czy opiekunów. Wiem, jak to wygodnie jest pozostawić dziecko z tabletem, grami, internetem, dorosłym wydaje się wówczas złudnie, że mają chwile spokoju, a skończyć się to może tragedią. Myślę, że często nasze (opiekunów) postępowanie wynika nie zawsze z niewiedzy, co raczej z lenistwa czy wygodnictwa i myślenia życzeniowego- że nas to nie dotknie, że my się przed tym uchronimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się okazuje, cyberprerzemoc - to temat rzeka. Z myślenia życzeniowego wynika wiele konsekwencji np. to, że rodzice nie przyjmują do wiadomości, że ich dziecko może się niewłaściwie zachowywać. Słyszałam wielokrotnie na zebraniach coś w tym stylu: "- Mój syn w domu jest grzeczny. Skoro łobuzuje w szkole, to wasz problem". Wcale się nie dziwię, że nauczycielom opadają ręce...

      Usuń
  7. Książka bardzo potrzebna. Smutne jest jednak to, że żadna profilaktyka nie zastąpi regulacji prawnych. Internet i nowe technologie będą w coraz większym stopniu częścią naszego życia i jest to obszar wymagający takiego samego uporządkowania prawnego jak inne dziedziny życia. Czyli za złym postępowaniem idą konsekwencje. Do momentu, gdy wielkie firmy czerpiące zyski ze swoich użytkowników, niby darmowych kont, będą stały ponad prawem to będą ofiary cyberprzemocy oraz jej sprawcy. Okazja czyni złodzieja. Na dowód podam przykład. Znany portal społecznościowy może odmówić policji i prokuraturze udostępnienia adresu IP sprawcy cyberprzemocy. Kogo zatem chroni ten stan rzeczy, bo z pewnością nie ofiarę. Taką sytuację znam z własnego doświadczenia, a raczej doświadczenia mego dziecka.
    Prawo powinno chronić nas wszystkich, a dzieci w szczególności. Dlaczego mimo możliwości technologicznych portale nie ograniczają dostępu dzieciom poniżej wieku przewidzianego regulaminem, nikt tego nie egzekwuje i nie kontroluje. Czemu producent zabawki, która może okazać się niebezpieczna dla dziecka za to odpowiada, a właściciele portali, których użytkowanie przez dziecko może być równie niebezpieczne już nie? Najprościej jest zwalać odpowiedzialność na rodziców oraz dzieci.
    Prawo powinno skutecznie obligować właścicieli portali i stron do walki z ,,hejtem'. Kary finansowe z odpowiednią ilością zer oraz widmo zamknięcia strony powinny być skuteczną motywacją do działania. Dziś tzw. mowę nienawiści, która jest karana, możemy znaleźć na każdym forum dyskusyjnym. Co robią administratorzy? Często nic, a dlaczego? Ostre dyskusje generują kolejne wejścia na stronę, kliknięcia, a za to płacą reklamodawcy. Właściciel portalu lub strony powinien być odpowiedzialny nie za publikowanie złych treści, a za ich rozpowszechnianie. Bo co innego oznacza pozwalanie na to, aby znieważanie drugiego człowieka, poniżanie go, groźby były widoczne dla milionów użytkowników po wsze czasy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyłaś bardzo ważny problem, w przypadku cyberprzemocy chyba nawet najistotniejszy. I rzeczywiście profilaktyka tu nie pomoże, bo jak zauważyłaś – wszelkie „gorące” wymiany zdań są przez właścicieli stron po prostu pożądane… Ten problem powinni rozważyć jednak twórcy prawa.
      Bardzo mi przykro, że podobna sprawa dotknęła Ciebie i Twoje dziecko. Przypuszczam, że w dzisiejszych czasach podobne zagrożenia czyhają na nas w każdej chwili i na razie nie ma na nie lekarstwa.
      Napisałaś zdanie: ”Najprościej jest zwalać odpowiedzialność na rodziców oraz dzieci”. – Masz rację – skutki odczuwają dziś jedynie dzieci i ich rodzice. Muszę jednak zamieścić dopisek. Wracając do książki – nie było intencją autorki zwalać odpowiedzialności na rodziców. Ona zajęła się specyficznym wycinkiem cyberprzemocy – chodzi o sytuację, gdy dzieci krzywdzą inne dzieci, gdy hejt płynie od kolegów z klasy. Myślę, że wielu rodziców spotyka się z tym problemem dopiero wtedy, gdy pokrzywdzone jest jego dziecko. Często jest wtedy za późno, by różne sprawy (spiralę niechęci w klasie) odkręcić. Książka ma otworzyć rodzicom oczy na wiele problemów, także na brak przepisów i regulacji prawnych. To też pewnego rodzaju profilaktyka, gdy będziemy umieli ostrzec nasze dzieci, że coś takiego ma miejsce w sieci, że mogą spotkać się z podobną sytuacją… Sama pewnie wiesz ze swego doświadczenia, że dziecko ma za sobą często tylko swojego rodzica...Dobrze, żeby był to rodzic świadomy.

      Usuń
  8. Jak widzę, bardzo kontrowersyjna lektura. Niestety to nic dla mnie, ale jeśli będę potrzebować czegoś takie aby polecić, to wspomnę o tej pozycji komu trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka nie jest kontrowersyjna. Tematyka i problem - jak najbardziej...

      Usuń
  9. Ostatnio brałam udział w spotkaniu na temat przemocy w sieci i dane statystyczne były powalające. Problem się nasila i warto wiedzieć, jak z tym sobie radzić, a przede wszystkim jak pomóc dzieciom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również - nieco orientowałam się w temacie, ale dopiero statystyki otwarły mi oczy na skalę problemu...

      Usuń