środa, 22 czerwca 2016

Biała Rika, czyli dzieciństwo w czasach PRL-u





Obraz przeszłości wraz z upływem czasu przeważnie ulega złagodzeniu. Jednym z zadań książek i pisarzy jest rozliczanie historii, ale też wpływanie na uzdrowienie relacji między społeczeństwami. Należy otwarcie mówić o tym, co boli; książka jednak powinna leczyć, nie jątrzyć. I taka jest właśnie twórczość Magdaleny Parys: ukazuje splątane losy dwóch narodów, przenosi w nie tak daleką przeszłość, pokazuje, w jaki sposób wielka historia wpływa na to, kim się stajemy. Pisarka już zdobyła uznanie. Zadebiutowała w 2011 roku powieścią sensacyjno-obyczajową i thrillerem politycznym („Tunel”), a w roku 2015 otrzymała Europejską Nagrodę Literacką Angelus za wielowątkową, napisaną z rozmachem, sensacyjno-kryminalną powieść „Magik” (recenzja TUTAJ). Właśnie ukazała się jej najnowsza powieść, która tym razem może zaskoczyć jej wielbicieli. „Biała Rika” ponownie ukazuje skomplikowane polsko-niemieckie relacje, ale jednocześnie jest książką kameralną i wyjątkową, stała się dla autorki pretekstem do zmierzenia się z jej osobistą historią.

Główną bohaterką książki jest dziewczynka dorastająca w czasach PRL-u. Rodzice się rozwiedli, jej świat wywrócił się do góry nogami, Dagmara musi na nowo sobie go poukładać i wytłumaczyć. Już niebawem odkryje, że zmiany są nieodłącznym elementem naszego życia i najczęściej nie mamy na nie wpływu. Sporo do przemyślenia dostarczy dziewczynce frapująca historia jej przyszywanej babci.

Dagmara dorasta w czasach, w których jeszcze nie zabliźniły się wojenne rany i dziewczynka wiele słyszy o nienawiści Polaków i Niemców, o zbrodniach wojennych, o poniemieckich mieszkaniach, które potraktowano, jako rekompensatę za utracony dobytek i doznane krzywdy. Tylko jak z tymi opowieściami pogodzić historię dziadka Karola, babki Riki i jej bliźniaczej siostry – Gerdy? Jak połączyć pogardę do Niemców i intensywne pragnienie emigracji do ich kraju? Jak wyjaśnić tajemnicę rodzinną, skoro w domu pełnym dusznych relacji i tłumionych emocji ostrożnie trzeba stąpać wśród wspomnień, a także rozważnie traktować historię, bo nic nie układa się według szablonowego obrazu: „skrzywdzony Polak” i „zły Niemiec”? Wreszcie – jak zagnieździć się w domu, pokochać nową rodzinę, skoro dorośli już planują kolejny wyjazd „na zawsze”?



Czytając książkę skupiamy się na losach Dagmary i jej przyszywanej babci. Zamysł książki opiera się na ich spotkaniu. Dagmara wkracza w świat dorosłych próbując zrozumieć ich zasady i rozwikłać losy Białej Riki. Jeżeli ktoś może zrozumieć rozterki Dagmary, to tylko jej przyszywana babcia. Obie mogą się przeglądać w swoich losach, jak w zwierciadle. Rika musi się pogodzić z faktem, że nie może być Niemką, Dagmara nie może zostać w Polsce. Obie na swój sposób są wyobcowane i muszą sobie poradzić z ustaleniem własnej tożsamości.

Konstrukcja książki jest niezwykle oryginalna. Narracja przypomina pamiętnik i rządzi nią nie zawsze chronologiczna logika wspomnień. Wtrącone zaś inną czcionką uwagi (przekomarzania Dagmary z bliskimi osobami i redaktorką książki) spełniają kilka zadań – to dowcipne, nowatorskie rozwiązanie, bo pomysł z rodzinną cenzurą jest całkiem zabawny. Dzięki tej konstrukcji wprowadzony został drugi plan czasowy – poznajemy wspomnienia dziecka, które są uzupełnione i redagowane przez dorosłą już narratorkę. Wreszcie – dzięki temu zabiegowi uświadamiamy sobie jak subiektywnie zapamiętujemy wydarzenia i w jakim stopniu ludzka pamięć jest niedoskonała.

Dziękuję autorce za opis lat osiemdziesiątych, ponieważ znakomicie uchwyciła ich realia. Skąd to wiem? Jestem niemal rówieśniczką Magdaleny Parys i pisarce udało się przywrócić klimat mojego dzieciństwa. A była to era trzepaków, bez komórek i Internetu, a mimo to – nam, dzieciakom - nie przyszło nigdy do głowy, że można się nudzić. To były czasy świeżych jeszcze w pamięci opowieści wojennych, którymi karmili nas dziadkowie. To sklepy świecące pustkami („Mamo, NA PRAWDĘ? Idziesz przez Carrefour – i na półkach nic, TYLKO OCET?” – cytuję córkę znajomych). To paczki z Niemiec witane z niemal bałwochwalczym uwielbieniem i stopniowe wykruszanie się naszych bliskich kolegów i koleżanek, którym udało się wyjechać w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Wszystkiego po trochu znowu doświadczyłam dzięki książce Magdaleny Parys… Przypomniały mi się nawet krople do nosa, których zaaplikowanie groziło eksplozją mózgu... Za co jeszcze dziękuję autorce? Za to, że w kilku słowach potrafiła uchwycić zagubienie młodego człowieka, któremu przyszło wchodzić w dorosłość w dobie transformacji ustrojowej, na początku lat dziewięćdziesiątych: 
„Strasznie trudno być w Polsce zwykłym człowiekiem. Pamięć nie wybacza (…) przenosi w genach komunizm, ojca milicjanta i ojca prywaciarza”. Str.143



Czym jest „Biała Rika”? Balladą o dzieciństwie i o niezwykłej więzi z dziadkami. Wbrew pozorom nie jest książką tylko o jednej babci. Jest hołdem dla wszystkich babci i dziadków. Niezależnie od tego, kim są (byli): marynarzami, powstańcami, nauczycielami czy całkiem zwykłymi ludźmi; recytują Goethego czy Mickiewicza, żyją po jednej lub drugiej stronie granicy - wszyscy oni mają wpływ na to, kim staną się ich wnukowie. To pełna wdzięku i humoru, pozbawiona patosu, bardzo kobieca i zaskakująco polska powieść.

Jakieś jeszcze skojarzenia? Uparcie nasuwa mi się „Sońka” Karpowicza. Nie, tu nie ma nic wtórnego. Pomysł Magdaleny Parys jest całkowicie świeży i oryginalny. Mówię raczej o wrażeniach, które wywołuje lektura, bowiem czytelnik zaczyna w sobie odczuwać potrzebę wzniesienia się ponad podziały, ponad pułapki, które przyniosły zawirowania historii i przytulić do serca tę czy inną bohaterkę, bo przecież wyobcowanie, zagubienie i konieczność porzucenia wszystkiego, co się kocha – zawsze boli tak samo. Oboje – Karpowicz i Parys – pochylają się nad losem prostej kobiety, która pozwoliła sobie posłuchać głosu serca.

„Wszystko jest zmyślone” – mówi w wywiadzie pisarka – „Prawdziwe są tylko emocje”. Nie dajmy się zwieść. Jeżeli emocje są prawdziwe – to wszystko jest prawdą...


22 komentarze:

  1. Brzmi cudownie, bo ubóstwiam pamiętniki - a tutaj, jak piszesz, mamy coś na kształt i podobieństwo, a na dodatek moje dzieciństwo również przypadło na lata 80-te. No i - co za zbieg okoliczności - niedawno "blogowo" wspominałam swój własny pamiętnik z czasów PRL-u (a konkretnie: z wakacji), więc jestem wprowadzona w klimat :-)
    Krople do nosa, których aplikacja groziła eksplozją mózgu?! Uff, takich wspomnień na szczęście nie mam. Za to trzepak, gra w klasy (lub w gumę) i oranżady w proszku, konsumowane z zagłębienia dłoni - o! To i moje dzieciństwo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że całkiem dobrze jesteś wprowadzona w klimat:) Książkę Magdaleny Parys polecam, pasjami lubię takie przewrotne historie, które uświadamiają, że świat nie składa się tylko z bieli i czerni, że nie można myśleć stereotypami.
      Główna bohaterka - to nie tylko dziecko dociekliwe i inteligentne, przede wszystkim też - niezły urwis. To odziera wspomnienia z patosu, dodaje wdzięku i zadziorności. Rozdział o kroplach mnie autentycznie rozbawił:)

      Usuń
  2. Same zalety. I wierzę Ci :) Ostatnim zdaniem naprawdę mnie poraziłaś, w jak najlepszym sensie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówię - nie zmieniłabym ani słowa. Z każdą książką rośnie mój podziw dla pisarki.

      Usuń
  3. Jaka wspaniała recenzja. Ostatnie zdanie jest fenomenalne. Książka już czeka na mojej półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Życzę wspaniałych wrażeń:)

      Usuń
  4. Niemalże zaczęłam skakać z radości, że już kupiłam tę książkę i mogę dobrać się do niej w każdej chwili :) Inaczej po Twojej recenzji cierpiałabym na czytelniczy głód i potężną chęć natychmiastowego zakupienia owej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa czy przypadnie Ci do serca:)

      Usuń
  5. I ja lubię książki z którymi mogę wspominać.....powracać do tamtych lat, tym razem byłyby to już lata mojej młodości i przy okazji przypominać sobie, bo pamięć przecież jest ulotna. A ja mam tak, że pamiętam tylko w zasadzie dobrze to co mi się wryło w pamięć.
    Moich dwu wujków, przyrodnich braci taty, ożeniło się z Niemkami. One w ten sposób mogły zatrzymać swe rodzinne gospodarstwa. Wprawdzie nikt z młodych w tych rodzinach nie wyjechał do NRF, ale kontakty z tamtą stroną były większe niż z nami.
    Natomiast byłam niezmiernie zdziwiona, gdy po latach nawiązałam kontakt na NK z moimi kolegami i koleżankami z VII klasy i liceum i dowiedziałam się jak dużo z nich opuściło Polskę i osiedliło się w Niemczech.....wykorzystując jakieś niemieckie pochodzenia.
    Ta recenzją zachęciłaś mnie do odszukania książek Pani Parys w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że dosyć przeżyłam wyjazdy naszych kolegów i koleżanek. W piątej klasie podstawówki tak się wyludniło, że musiano połączyć kilka klas w jedną. Dla mnie książka "Biała Rika" stała się taką opowieścią uniwersalną. Można w niej zobaczyć odbicie wielkiej historii, ale można też odnaleźć siebie... Jeśli lubisz czasem sięgnąć po sensację, polecam "Magika". "Biała Rika" to zupełnie inny klimat... Obie przeczytać warto.

      Usuń
    2. Za sensacją nie przepadam....wolę społeczno - obyczajowe lub obyczajowe.

      Usuń
    3. Nie namawiam, oczywiście, nic na siłę. Ale "Magik" posiada warstwę obyczajową. Pokazuje jak sobie radzą Polacy już zadomowieni na emigracji, ukazuje współczesny obraz mediów itp. Wyjaśnia kilka spraw z przeszłości i rzuca światło na stosunki polsko-niemieckie.

      Usuń
  6. Cenię sobie pozycje, których akcja osadzona jest w PRL-u chociaż moje własne dzieciństwo przypadło na okres przejściowy, tj. zmierzch PRL-u i narodziny dzikiego polskiego kapitalizmu :)

    „Biała Rika” wydaje się także interesującą powieścią z uwagi na podejmowaną tematykę - relacje polsko-niemieckie to sprawa szalenie intrygująca, szczególnie, jeśli uda się odrzucić uproszczenia, schematy i stereotypy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Relacje polsko-niemieckie - to ulubione tło i tematyka powieści Magdaleny Parys. Przedstawione zawsze w szalenie interesujący sposób. To bardzo kameralna historia, napisana z punktu widzenia kobiet - co absolutnie nie znaczy - że tylko dla kobiet.

      Usuń
    2. Moje dzieciństwo też przypadło na zmierzch PRL-u.

      Zastanawiają mnie słowa autorki, że "wszystko jest zmyślone", bo na stronie wydawcy jest napisane: "Oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o namiętności, grzechu, rozłące i pamięci".

      Jak to pogodzić ze sobą?:)

      Usuń
    3. Pisarka nie ukrywa, że oparła historię na faktach, a jednocześnie podkreśla, że nie wszystko zostało "przekalkowane" z życia do książki. Wykorzystuje swoją osobistą historię (opis dzieciństwa, wrażenia, które towarzyszyły przeprowadzkom) - co nie znaczy, że każde zdarzenia, które opisała - musiało mieć miejsce. W książce sporo miejsca poświęcono losom przyszywanej babci. I tu zapewne pisarka musiała nie tylko załatać liczne luki, ale także dopasować te losy do przesłania książki. Być może wcale nie doszło do spotkania pisarki z Gertrudą (bliźniaczą siostrą Ruth - Białej Riki). A to spotkanie (dla potrzeb literatury) było potrzebne, żeby dopełnić losy naszych bohaterów, nadać im głębi, a nawet szerszy kontekst. Myślę, że pisarka m.in. o tym mówi.

      Usuń
  7. Poszukam sobie tej książki :) dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie mi miło poznać i porównać wrażenia:)

      Usuń
  8. Moje dzieciństwo to również lata 80-te, i też lubię powroty sentymentalne do czasów, do których nigdy nie chciałabym jednak wrócić w rzeczywistości. A z trzepakami to jest tak, że opowiadałam swoim dzieciom jakie akrobacje na nich robiłam, po czym usłyszałam, że gdyby im coś takiego przyszło do głowy, to nawet nie chcą sobie wyobrażać mojej reakcji ( jestem nadopiekuńczą mamą, fakt :-().
    Olu, jak zawsze zachęcasz recenzją, którą się smakuje!
    Pozdrawiam Cię bardzo ciepło, już znad pięknego polskiego Bałtyku :) I obiecuję, że odezwę się w mailu, bo w końcu dopędziłam CZAS, który wciąż przede mną uciekał!
    Serdeczności!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowcipne masz dzieci i coś jest na rzeczy w ich wniosku;) Dzisiaj trzepaków nie ma (prawie), ciekawe czy my - matki - potrafiłybyśmy spokojnie patrzeć na wygibasy naszych pociech?
      Książkę - powrót do dzieciństwa, a także zadumę nad pogmatwanymi losami - serdecznie polecam. I cieszę się, że znalazłaś chwilę, żeby wpaść:)
      Dobrze, że wyjechałaś w jedno ze Swoich magicznych miejsc:) Nie biegnij już, zwolnij! Zasłużyłaś na wypoczynek:) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  9. Wyczuwam tu świetną lekturę. Ciekawi mnie i temat, i opis realiów, i klimat, i emocje. Zdecydowanie coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Intuicja dobrze Ci podpowiada :) Książkę polecam:)

      Usuń