czwartek, 7 lipca 2016

Podróże z Janem Józefem Szczepańskim






Jeszcze daleko do urlopu, ale ja już w drodze...Podróżuję w czasie i przestrzeni, a jednocześnie przed oczami przesuwają mi się kadry z moich własnych wypraw...Nic nie szkodzi, że oglądaliśmy pewne zjawiska w odstępie niemal 50 lat i niektóre ścieżki niezupełnie nam się pokryły. Najważniejsze, że emocje i wrażenia - pozostały te same. Niektóre myśli, a przede wszystkim krajobrazy - wyciągnął mi autor wprost z głowy. Czytam książkę i odkrywam jak wiele mamy wspólnych wspomnień...

Wiele się zmieniło od czasu wydania książki "Trzy podróże", którą można by zaszufladkować jako cykl reportaży, gdyby nie wyjątkowo piękny język, którym posługuje się autor i który powoduje, że książkę umieszczam w dziale: literatura piękna, i to w sekcji pisarzy, którzy potrafią czarować słowem. Wcześniej reportaże z tej książki był już publikowane trzykrotnie, pod różnymi tytułami. Są owocem wypraw autora na Bliski Wschód, do Afryki i do Indii. Wiele wody upłynęło od czasu wydania ostatniej książki ("Trzy podróże" opublikowano w 1981 roku), świat od tego czasu poszedł naprzód. Doszło do kolejnych zamachów stanu, wielokrotnie zmienił się układ sił. Dzisiaj Jan Józef Szczepański nie użyłby pewnych sformułowań. Nie mówiłby z taką pewnością o narzucaniu europejskiej kultury krajom afrykańskim i nie obstawałby przy niewzruszonej pozycji chrześcijaństwa. Pamiętajmy jednak, że reportaże powstały przed 1964 rokiem! Są zapisem ówczesnej sytuacji politycznej, a J.J. Szczepańskiego naprawdę fascynowały procesy historyczne i cywilizacyjne, które zachodziły w krajach, których dziś nawet nie wypada nazwać krajami "Trzeciego Świata". Autor był świadkiem przełomu dziejów i te zmiany w reportażach udało mu się uchwycić. Gdyby jego książka była zwyczajnym reportażem - byłaby dziś tylko ciekawostką, zapisem podróży uchwyconej w interesującym momencie. Jednak należałaby już tylko do przeszłości. Chcę jednak zwrócić uwagę na ciekawy aspekt, bowiem naszym narratorem jest podróżnik spoza żelaznej kurtyny, dla którego czasem bardziej egzotyczny jest świat zachodniej Europy, niż stosunki i polityczne układy w afrykańskich portach. Jednocześnie ani przez chwilę nie mamy wrażenia, że jesteśmy uwikłani w jakieś doktryny, autor jest ponad to - jest obywatelem świata. Ciekawe wydają się, nawet dzisiaj, obserwacje człowieka, który ma okazję porównać rzeczywistość na kilku kontynentach. Przede wszystkim zaś, na pierwszy plan w książce wysuwają się i pochłoną naszą uwagę przepiękne fragmenty prozy - opisy wrażeń i krajobrazów, portrety osób i miast, które nie tylko przykuwają sugestywnością, ale sprawiają wrażenie uniwersalnych. Podczas lektury wydaje mi się, że autor zdołał jakimś cudem "ukraść" mi moje wspomnienia i przelać na papier. Zachwycam się więc książką pełną głębokich refleksji, podziwiam zaklęte w niej obrazy i przekonuję się, że właśnie obcuję z jednym z "tych" pisarzy - wypełnionych empatią i niezwykłą  wrażliwością na urodę świata...




"Wejścia do portu w Dżiddzie bronią liczne szańce raf koralowych. Wełnią się na nich rąbki pian odgraniczając wąską, krętą linią ciemny granat morza od szmaragdowych płycizn. Droga jest zawiła, pełna zasadzek, o czym świadczą wyraźnie dwa zardzewiałe wraki po obu stronach ciasnego przejścia przez pierwszy wał. Trzeba dobrze znać ową drogę, bo ostrzegawcze znaki w postaci boi i tyk z przywiązanymi do czubka wiechciami rozmieszczone są z beztroską dezynwolturą. Tylko małe łódki rybackie o pochylonym w tył trójkątnym żaglu poruszają się tu swobodnie." [1]

"Coraz więcej przestrzeni zagarnia pustynia. Nie robi wrażenia wspaniałości ani grozy. Wieje z niej smutek nieużytku. Olbrzymia, różowopopielata piaskownica, której widok zniechęca i nuży. Tylko wzdłuż kanału biegnie podwójna struna szosy i kolejowego toru. Czasem przemknie samochód lub autobus, czasem przeleci pociąg z dieslowską lokomotywą. Jeszcze jeden nerw nowoczesnego życia rozpięty w tej pustce. Ścieżką obok toru wędrują z rzadka maleńkie, objuczone osiłki, poganiane przez kobiety całe spowite w czerń.
Suniemy bardzo wolno w konwoju złożonym z kilkunastu statków - przeważnie tankowców. Mijają nas łodzie i barki. Ludzie na nich ubrani są w spłowiałe pasiaste galabije, w brudne turbany lub bezkształtne mycki. Sternicy barek siedzą bokiem do olbrzymich kół sterowych, poruszając leniwie szprychy śniadą stopą. Wszyscy wyglądają na nędzarzy utrzymujących się przy życiu mocą obojętności" [2]

"Istnieją pewne wyobrażenia rzeczy nieznanych, których potwierdzeń szuka się bezwiednie. Wyobrażenie wschodniego miasta o krętych, wąskich uliczkach, pełnego schodków, ciemnych przejść pod ostro sklepionymi łukami, kipiącego kolorowym ruchem i gwarem. Chciałoby się je widzieć całe w pionowych akcentach, stłoczone gęstym labiryntem, trudne do odcyfrowania jak zawiły rysunek arabeski. A tu płaskość. Kilka poprzecznych ulic - szerokich, zapylonych traktów bez nawierzchni, uchodzi natychmiast w pustkowie nagiego krajobrazu. Parterowe, niechlujnie pobielone domy z gliny lub niewypalonej cegły rozsypują się z wolna pod uderzeniami słonecznego żaru. W ich kształtach nie ma śladu artystycznej wyobraźni. Trudno nawet określić to mianem architektury - mianem, które zawiera w sobie pojęcie ofensywnej manifestacji ludzkiego ładu przeciwko porządkowi przyrody. Tu jest tylko bierna obrona. Dążenie do zapewnienia sobie, kosztem najmniejszego wysiłku, schronienia przed kurzem i upałem. Nieporządne szczeciny domków, połączone ze sobą lichymi murkami, wyglądają jak nie dokończone. Nie wiadomo: może nie osiągnęły jeszcze zamierzonej formy, a może już się walą." [3]

"Była wielką, piersiastą kobietą z ciemnym meszkiem nad wargą, z gęstymi, czarnymi włosami opadającymi na czoło i prostym nosem greckiej bogini. Nad szerokim dekoltem odsłaniającym  - potężne ramiona chwiały się wydłużone krople kolczyków." [4]

"Powolnym krokiem snują się postacie biblijnych pasterzy. Wysoki kostur w prawej dłoni, w lewej różaniec - nierzadko plasykowy (...). Nie zwracają na nas uwagi. Ich świat, pełny, całkowity, odmienny od naszego, jest przed nami zamknięty. Ale w tej obcości jest coś znanego. Przypomina się takie samo uczucie skrępowania - jak gdyby w obliczu skostniałej, zapatrzonej w siebie starości (...) Tak pachniały niektóre nasze miasteczka przed wojną. I był w nich także ten nastrój nieokreślonej bezczasowości, nastrój obozowiska. Prowizoryczność i ruina, zasiedziałość i wyczekiwanie - bezterminowy postój na koczowniczym szlaku. Izraelski Ejlat po drugiej stronie zatoki jest ponoć nowoczesną osadą (...) Ale nasze dawne Bełzy i Kazimierze Dolne były krewnymi jordańskiej Akaby." [5]

"W taksówce panował ciężki, blaszany skwar, przez okna wnikał gorący kurz, miałki jak mąka. Szybko skończył się asfalt." [6]

"Kolory rzeczy oddzielone brutalnym ostrzem słońca od swoich płaszczyzn skakały nam w oczach jaskrawymi plamami" [7]

"Dzień zgasł nagle, bez ostrzeżenia. Zapełgały światełka w płytkich wnękach ubogich sklepików. Nie handlowano już. Kupcy o powolnych, dostojnych ruchach siedzieli przykucnięci na poduszkach, plotkując cichymi głosami, pijąc kawę z maleńkich filiżanek i sącząc dym nargilów przez giętkie rurki, wybiegające ze wspólnego zbiornika." [8]

"Jego ziewanie udzielało się i nam. Myślałem o perspektywie tygodniowego postoju tu, na szlaku przygód Sindbada Żeglarza, w samym centrum jednego z najdrażliwszych politycznych konfliktów obecnej doby, i myśl ta ciężka była od melancholijnej nudy." [9]

***

To tylko kilka fragmencików - miniaturek literackich i barwnych impresji, którymi wypełnione są reportaże. Wszystkie pochodzą zaledwie z pierwszej części pt. "Do raju i z powrotem". Mam nadzieję, że Was zachęcą, by wziąć udział w  niezwykłej podróży...



[1] - "Do raju i z powrotem" w: "Trzy podróże", Jan Józef Szczepański, Wydawnictwo Literackie, 1981  str. 33
[2] - Tamże, str. 24
[3] - Tamże, str. 29
[4] - Tamże, str. 16
[5] - Tamże, str. 30
[6] - Tamże, str. 45
[7] - Tamże, str. 85
[8] - Tamże, str. 37
[9] - Tamże, str. 71

9 komentarzy:

  1. Ja też czasami podczas czytania książki mam wrażenie, że autor „kradnie” mi wrażenia, wspomnienia. To niesamowite uczucie. Piszesz, że autor posługuje się pięknym językiem, czaruje słowami. I to mnie najbardziej pociąga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozpisywałam się o autorze. Mam zamiar poznać go lepiej, już nabyłam jego dzienniki. Muszę się zaprzyjaźnić z kimś, kto tak pisze:)
      Napisałam, że pisarz "kradnie" wrażenia, bo gdy opisuje atmosferę na ulicach, wschodnich bazarach, podczas rejsu - to wyraża dokładnie to, co sama czułam. A poza tym, czytając odczujesz ten upał i skwar na swojej skórze, wiatr we włosach i krzyk mew nad głową...

      Usuń
  2. Książka sprawia wrażenie niezmiernie ciekawej. Patrząc na prezentowane cytaty, które można uznać za próbkę stylu pisarza, wydaje mi się, że "Podróże" można by porównać do dzieł Herberta, np. do "Barbarzyńcy w ogrodzie" - w tym dziele Herbert zabiera nas w fascynującą podróż po kulturze cywilizacji z basenu Morza Śródziemnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemknęło mi takie porównanie przez myśl:) Z tym, że Herbert stworzył opowieść o złotych wiekach sztuki i cywilizacji europejskiej, a Szczepański zdawał się mówić, że nie należy jedynie zachwycać się egzotyką, chcąc ją poznać, starał się dotrzeć do prawdy...

      Usuń
  3. Piękny język i podróże to mnie niesamowicie zachęca do sięgnięcia po książkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, z pewnością także znajdziesz w niej coś dla siebie:)

      Usuń
  4. Piękny, poetycki język - niesamowite odkryć, że w ten sposób można pisać nie fikcję, a reportaże!
    Mówi się, że w książkach szuka się nowego i tego, czego samemu nie ma się szansy poznać. A dla mnie największą frajdą jest odkrycie wspólnego z pisarzem zbioru wrażeń, myśli i uczuć. Wbrew przysłowiu, przyciągają mnie podobieństwa ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się nad tą książką… To właśnie między innymi język sprawia, że autor przekroczył reguły stosowane w reportażu, łączy kilka odległych gatunków. Reportaże powinny być pozbawione komentarza i zalecany jest ascetyzm artystyczny… Pod tym względem autor pożeglował daleko poza ramy…
      Zgadzam się z Tobą, odkrywanie wspólnego zbioru wrażeń jest tym, co najlepsze w literaturze. Bez tej umiejętności nie moglibyśmy rozczytywać się w poezji:)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń