poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Zjawisko literackie: Izaak Babel





Sierpień – to kolejny miesiąc, który kojarzy się z podróżami, więc w urlopowym cyklu czas na kolejną wyprawę w czasie i przestrzeni. Opowiadań Izaaka Babla z pewnością nikt nie zalicza do kategorii: „literatura podróżnicza”, ale jednocześnie nie można zaprzeczyć, że ich tematyką jest pewnego rodzaju - specyficzna podróż. Skoro nasza wyprawa z założenia jest niekonwencjonalna – nic nie stoi na przeszkodzie, by odbyć ją w towarzystwie legendarnego pisarza, który był nie tylko świetnym obserwatorem i kronikarzem wydarzeń, twórcą bardzo plastycznym (fragmenty jego opowiadań stanowią niemal malarskie impresje), ale przede wszystkim jest mistrzem zdań, któremu pragną dorównać utalentowani i wysoko cenieni pisarze. Na czym polega fenomen jego utworów? Warto się nad tym pochylić...


Izaak Babel [źródło zdjęcia] był rosyjskim prozaikiem, dramaturgiem i dziennikarzem. Uczestniczył (jako oficer polityczny, korespondent polowy i redaktor przyfrontowej gazety) w wojnie polsko-bolszewickiej w szeregach Pierwszej Armii Konnej pod dowództwem Siemiona Budionnego, a swoje doświadczenia i refleksje wykorzystał pisząc serię opowiadań, które opublikował w 1926 roku. Cykl ten przysporzył mu wrogów, a w roku 1939 (w okresie czystek stalinowskich) stał się jedną z przyczyn jego aresztowania. Pisarza oskarżono o działalność trockistowską i szpiegowską, zarzucono mu członkostwo w organizacji terrorystycznej. Jego przeciwnicy zeznali, że „Armia Konna” jest paszkwilem na rewolucję, który miał przedstawić sławny oddział w jak najgorszym świetle „eksponując gołosłownie jedynie jaskrawe i okrutne epizody”[3]. Został skazany na śmierć przez rozstrzelanie. Wyrok wykonano w styczniu w 1940 roku.




W Polsce opowiadania należące do cyklu „Armia konna” zostały wydane m.in. w zbiorze: „Historia jednego konia” (seria Nike, Wydawnictwo Czytelnik). Do sięgnięcia po nie przekonał mnie Jerzy Pilch[1], który umieszcza Izaaka Babla w panteonie swych mistrzów. Pilch należy do starej dobrej szkoły, której entuzjastką była także Wisława Szymborska, z którą się przyjaźnił. Oboje żywili przekonanie, że każda książka (opowiadanie) powinna zaczynać się wyważonym, dobrym zdaniem, które ma stanowić jej zalążek i wizytówkę, co znaczy, że powinno być tak skonstruowane, by można z niego wywieść całą treść utworu. Zdanie „Ogary poszły w las” – nie spełnia tego warunku, dlatego Szymborska zżymając się na początek „Popiołów” Żeromskiego dziwiła się: „Czyje ogary, dlaczego poszły, co je przestraszyło, jaki las?” [2]. Jerzy Pilch wspominając pisarzy, który w sposób mistrzowski rozpoczyna swoje utwory – jednoznacznie wskazuje Izaaka Babla. Babel był także ulubionym pisarzem Oty Pavla[3], który już wcześniej zachwycił mnie swoimi opowiadaniami. Większej zachęty nie potrzeba - sięgam po tomik, w myśl zasady, że przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi – i szybko się przekonuję, że w opowiadaniach Babla - perfekcyjne są wszystkie zdania, nie tylko pierwsze.




„Historia jednego konia” to cykl króciutkich opowiadań przedstawiających epizody wojny polsko-bolszewickiej, które składają się na daleki od kreowanego przez propagandę obraz Konnej Armii. To szereg refleksji-impresji z życia słynnego oddziału, które nie ograniczają się do przedstawienia żołnierskiej poniewierki, ale ukazują także wojnę z perspektywy cywilnej ludności - mieszkańców miasteczek i wsi Podola - miejsc, do których dotarła rewolucja. Ponieważ pisarz wywodził się z kupieckiej żydowskiej rodziny, jednym z motywów książki jest także obraz ginącego żydowskiego świata. W gruncie rzeczy opowiadania rzeczywiście dowodzą rozczarowania Babla sposobem prowadzenia wojny, przebiegiem rewolucji i wykorzystywaniem jej haseł do rozgrzeszenia każdego rodzaju podłości i okrucieństwa, które dotykają niewinnych ludzi. Opowiadania mają zdecydowanie antywojenną wymowę.  



Styl Babla jest niezwykle sugestywny. Partie realistyczne (wręcz surowe) przeplatane są z silnie kontrastującymi fragmentami poetyckimi. Ludzka krzywda opisana jest ascetycznie, co wzmacnia siłę przekazu, natomiast ramę utworów, ich tło i scenerię tworzą plastyczne i malownicze opisy krajobrazu, które czasem wręcz porażają swoją metaforyką. Nie trzeba jednak obawiać się okrutnych opisów, ponieważ najbardziej krwawe u Babla są zachody słońca…

Narratorem i naszym przewodnikiem jest młody żołnierz, który przemieszcza się ze swym oddziałem, przeprawia się przez rzekę Zbrucz, przeżywa kłopoty z zakwaterowaniem i zdobyciem pożywienia, bierze udział w potyczkach wojennych, a także miewa zatargi z innymi żołnierzami. Narrator przygląda się swoim współtowarzyszom, ale także mieszkańcom zdobywanych miast i wsi - i zapisuje swoje refleksje. Nie jest to stereotypowy obraz wojny, raczej szereg scenek i migawek, które ukazują wojnę i rewolucję w różnych ich wymiarach i odsłonach.  




„Praliśmy szlachtę pod Białą Cerkwią. Praliśmy aż w niebie grzmiało”[5] – tak zaczyna się jedno z opowiadań, ale mocne początki – to nie jedyny atut opowiadań Babla. Prawie każdy utwór zawiera fragment stanowiący malarską impresję: „Spokój zmierzchu sprawił, że trawa na podzamczu stała się niebieska. Nad sadzawką wzeszedł księżyc, zielony jak jaszczurka”[6]; „Zagony purpurowych maków kwitną wokół nas, południowy wiatr swawoli z żółknącym życie (…) Spokojny Wołyń rozwija się w skrętach, Wołyń ucieka od nas w perłową mgłę brzeźniaków, wpełza między ukwiecone pagórki i słabnące jego ręce wikłają się w pędach chmielu. Pomarańczowe słońce toczy się po niebie jak odrąbana głowa (…)”[7].

Opowiadania cechuje zwięzłość i różnorodność, autor stosuje zmienny styl i język, który dostosowuje do sytuacji i portretów swoich bohaterów. Nie stroni od humoru: „Dlatego napiszę wam tylko odnośnie tego, co moje oczy własnoręcznie patrzyły”[8]. Czyż nie jest pyszny (i straszny!) - potraktowany satyryczną kreską portret Galina (wydawcy partyjnej gazetki z wymownym bielmem na oku), który snuje miłosną pieśń, rozwodząc się nad koniecznością i historią wymordowania tyranów? Ileż podobnych smaczków znajdziemy w lekturze!



Nie można nie wspomnieć, że polski czytelnik poznaje opowiadania w tłumaczeniu Jerzego Pomianowskiego - wybitnego tłumacza literatury rosyjskiej, który przekładał utwory m.in. Czechowa, Tołstoja, Bułhakowa i Achmatowej, ale to o warsztacie Izaaka Babla wyraził się z zachwytem: „Zdanie Babla jest dla mnie metrem z Sevres - jasności, dobitności, a nawet ukrytej śmieszności wszystkich naszych dramatów" [9]. Czy wielbiciele doskonałych opowiadań potrzebują lepszej rekomendacji?

Perfekcja zdań nie jest przypadkowa. Babel potrafił dwadzieścia dwa razy przeredagować jedno krótkie opowiadanie, by uzyskać formę, która zdołała go usatysfakcjonować. W czym tkwi sekret jego pisarstwa? Twórca uważał, że "żadne żelazo nie wchodzi w serce z tak mrożącą siłą jak w porę postawiona kropka"[10]. Czytajmy zatem Babla, by poznać pisarski kunszt i perfekcję - tym bardziej, że w tomiku: "Historia jednego konia" poza utworami z cyklu: "Armia konna" zostały opublikowane inne znakomite opowiadania. Każdy utwór, to literacka perełka, która składa się z idealnie skrojonych zdań i słów. A przecież nie tylko warsztat i konstrukcja mają tutaj znaczenie. Jeszcze ważniejsze jest przesłanie i świadomość, że za każde swoje słowo - pisarz zapłacił najwyższą cenę...

  
[1] „Zawsze nie ma nigdy” J. Pilch, E. Pietrowiak, WL, 2016
[2] Tamże, str. 57
[5] „Historia jednego konia”, Izaak Babel, Czytelnik, rok 1988, str. 91
[6] Tamże, str. 97
[7] Tamże str. 14
[8] Tamże, str. 99
[10] http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,12785892,Pisane_w_siodle.html



***
Ilustracje nie pochodzą z książki. Starałam się je dobrać w taki sposób, by oddać charakter utworów. Ostatnie zdjęcie przedstawiające Izaaka Babla - zostało wykonane w 1939 roku, przez NKWD


18 komentarzy:

  1. Czytałam to tak dawno, że nic już nie pamiętam. :-) Bardzo Ci jestem wdzięczna, Olu, za przypomnienie tego autora. Ten właśnie tomik leży gdzieś u mnie zapomniany między innymi z serii Nike (szczególnie cenię sobie "Homo Faber" Maxa Frischa), a ponieważ jestem złakniona pięknej literatury i wybitnej frazy literackiej, biegnę poszukać. Będzie na dzisiejszy wieczór. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Homo Faber" już przeczytany. Od jakiegoś czasu kompletuję sobie serię Nike. Teraz czytam "Malinę" Ingeborg Bachmann.
      Życzę emocjonującej lektury:)

      Usuń
  2. Ola poleca, Pilch poleca - i jak tu nie przeczytać? :-)
    A propos zdań pierwszych - i zgadzam się z rolą, jaką przypisuje im Pilch, i nie zgadzam zarazem. Początek książki decyduje, czy będziemy czytać ją dalej, ale koniec jest co najmniej tak samo ważny, bo to on bardziej zapada w pamięć (przynajmniej tak jest w moim wypadku). W każdym razie zacytowane "Praliśmy szlachtę pod Białą Cerkwią" - wzór zwięzłości. I niesamowitej obrazowości - jedno zdanie, kilka słów, a już całą akcję widać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytać, czytać!:)
      Co do ostatnich zdań - to wydawało mi się tak oczywiste, że o nich nie wspomniałam. Przyznasz jednak, że autorzy często nie przykładają do nich większej wagi. Dbają, by koniec utworu zapadł w pamięć, ale już początek sobie odpuszczają. Nie przypuszczam też, żeby Pilch miał coś przeciwko doskonałym zakończeniom;) Co do opowiadania "Konkin", którego pierwsze zdania zacytowałam - o jego zakończenie możesz być równie spokojna:)

      Usuń
    2. Skrót myślowy... oczywiście miało być: "Przyznasz jednak, że autorzy do pierwszych zdań często nie przykładają..."

      Usuń
  3. Ha, sam fakt, że utwór wydano na łamach serii "Nike" stanowi dla mnie b. dobrą rekomendację. Jeśli dodać jeszcze Twoją ciekawą recenzję, czuję się w pełni przekonani, by bliżej zainteresować tą książką. Swoją drogą dość znaczący jest fakt, że opowiadania, które uważano za "paszkwil na rewolucję" zostały opublikowane w PRLu. Po raz kolejny raz przekonuję się, że nie taka komunistyczna cenzura straszna jak ją malują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał Babel nieco szczęścia (i protegujących przyjaciół). Opublikował kilka opowiadań z cyku Armia konna w piśmie Majakowskiego. Wydaniu pełnej książki chciał przeszkodzić Budionny, ale przed interwencją cenzury uchroniła Babla protekcja Maksyma Gorkiego. Książka szybko została przetłumaczona na wiele języków.
      Jestem pewna, że książka Cię usatysfakcjonuje:)

      Usuń
  4. Zachęciłaś mnie do "bliższego poznania" dorobku Babla. Czuję, że będę nim zachwycona. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ewuś:) Tobie Babla polecam szczególnie:)

      Usuń
  5. Lubię czytać Twoje teksty, ale czy książka przypadłaby mi do gustu - nie wiem. Kiepsko odnajduję się w krótkich formach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś docenisz:) Wtedy sięgnij po Babla:)

      Usuń
  6. Zbiorek stoi u moich rodziców na półce, przeczytam, bo każde zdanie to rekomendacja, taka jak lubię, a i cytowany malowniczy fragment wschodzącej nocy uwiódł moje zmysły. Dziękuję Olu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nie wiemy jakie skarby codziennie mijamy;) Służę uprzejmie:) Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Cóż za wnikliwa recenzja! Same przypisy i dobór zdjęć kosztowały mnóstwo czasu i pracy! Reszta to Twoja erudycja. No i Autor, którego uhonorowałaś należycie.
    Poszukam książki, ale w wydaniu przyjaźniejszym dla oczu (większe litery). Nie wiem dlaczego, ale zawsze mijałam się z twórczością pana Babla. Czas na spotkanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Magduś:) Przyznaję, że Babel trochę za mną chodził... Ale obrazy nasunęły się od razu podczas czytania. Gdzieś mi ten Kossak kołatał się z tyłu głowy, więc świetnie się nadał dla zilustrowania i oddania klimatu opowiadań:)

      Usuń
  8. Wracam tu kolejny raz, by tym razem do końca przeczytać Twoją opinię, która jak zwykle jest majstersztykiem sztuki recenzenckiej.
    Poczułam się bardzo zachęcona tym bardziej, że wydana jest w mojej ulubionej serii Nike a w niej wydawano wartościowe książki.
    Podobnie miało się z Kolibrem, tyle, że wydawany był nieporównywalnie gorzej od Nike.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anno:) Nie mam zbyt wiele książek z serii Koliber, głównie lektury szkolne. Ostatnio jednak przekonałam się do serii NIKE. Jeszcze źle nie trafiłam!:)

      Usuń
    2. Ja też lubię ją bardzo i mam kilka dobrych pozycji....a i tą pewno sobie nabędę, jak tylko spotkam na allegro.

      Usuń