piątek, 2 września 2016

Spotkanie z twórczością Urszuli Jaksik


Nieczęsto goszczą na moim blogu książki obyczajowe, co nie znaczy, że ich nie doceniam.  Istnieje całkiem spore grono polskich autorek, którym kibicuję, ich książki traktuję jak odwiedziny u dobrych znajomych i wypatruję nowości. Jedną z nich jest Urszula Jaksik – która mnie zaintrygowała, jako autorka i osobowość. Jest przykładem kobiety, która nie tylko wierzy, ale także realizuje swoje marzenia.



Nie do końca można powiedzieć, że debiutowała późno, ponieważ w 1981 roku wygrała konkurs w „Płomyku”, ale potem na długie lata odłożyła pióro do szuflady… Czytelnicy miesięcznika „Twój STYL”, którzy w numerze 7(300) Lipiec 2015 natknęli się na obszerny artykuł o innym konkursie literackim i na wywiad z Urszulą Jaksik, znają okoliczności jej ponownego debiutu. Można także zajrzeć do rozmowy (tutaj), którą miałam przyjemność przeprowadzić, a która dotyczyła m.in. obrazu kobiet śląskich zawartych w książce „Zaułek szczęścia”. Wspominam o tym, ponieważ autorka pochodzi z Bytomia, a ja (czytelniczka i Ślązaczka) szukam w jej książkach śląskich smaczków; w samej zaś sylwetce autorki z dumą rozpoznaję cechy, które cenię w swoich pobratymkach…

W największym skrócie: Urszula Jaksik jest osobą, której życie nie rozpieszczało. W 1997 wzięła udział w konkursie literackim ogłoszonym przez „Twój STYL” pod hasłem „Miesiąc z życia kobiety”. Zgłosiło się ponad 300 osób, a jej praca, która należała do najlepszych, została opublikowana na łamach miesięcznika i wydana w formie książki. W tym momencie Urszula Jaksik uwierzyła w siebie, w moc swoich marzeń i siłę tkwiącą w kobiecie. Dzisiaj zostawiła już wiele problemów za sobą, ukończyła Uniwersytet Trzeciego Wieku, zaczęła podróżować, pasjonuje się fotografią i oczywiście realizuje się w twórczości. Pisze książki, których tematem nie jest już „wybrany miesiąc z życia kobiet” - ale to, co w ich życiu jest najistotniejsze i najtrudniejsze.

W książkach autorka skupia się na relacjach matki i dziecka i krąży wokół tematu, który stanowi najtrudniejszy aspekt macierzyństwa – wokół choroby. W „Zaułku szczęścia” to niepełnosprawność matki; w „Domu nad brzegiem oceanu” – nieuleczalna choroba dziecka. Najnowsza książka: „Odwrócone życie” - zawiera podobne elementy, ale jest dojrzalsza. Jest pokłosiem prawdziwej podróży na Teneryfę, a śląskie elementy (dzieciństwo w familokach, życie śląskich kobiet, krajobraz i wygląd górnośląskiej aglomeracji) wplecione są w akcję znacznie śmielej. Jasno też został skrystalizowany pogląd, który przenika wszystkie książki autorki, a teraz stał się mottem, że wszystko, co nam się przydarza ma przyczynę i swój głęboko ukryty sens…



W najnowszej książce poznajemy losy kilku bohaterów. Aldona, Ewa, Teresa, Artur i Wiktor – to osoby w różnym wieku, spokrewnione z sobą, bądź nie. Mieszkają w różnych miejscach, nawet w różnych strefach klimatycznych. Niektórzy nigdy się nie spotkają i nie dowiedzą o swoim istnieniu, ścieżki innych przetną się w zaskakujący sposób. W zasadzie trudno jednoznacznie stwierdzić, czyje losy są kluczowe. Wszyscy mają do spełnienia swoje zadanie i z różnych przyczyn ich życie jest „odwrócone”. Wszyscy w pewnym sensie coś tracą, ale jednocześnie także coś wygrywają… Śledząc ich postępowanie - przekonujemy się, że to nie odległość mierzona w kilometrach decyduje o tym, czy jesteśmy blisko z drugą osobą. Czasem niebezpiecznie oddalamy się, nawet, gdy żyjemy pod jednym dachem.

Samotność jest siostrą cierpienia. Człowiek znosi swój ból w samotności, nie zdając sobie sprawy, jak wielu ludzi przeżywa pokrewne problemy… Aldona i Ewa – to kobiety, które nic o sobie nie wiedzą, chociaż mają wiele wspólnego. Żyją w odmiennych realiach, ale pochodzą ze Śląska, a los nie oszczędził im traumatycznych przeżyć. Obie zbyt szybko musiały nauczyć się samodzielności i każda postanowiła to zrobić na własnych zasadach. Tylko czy azyl, który sobie zbudowały okaże się całkowicie bezpieczny? Aldona schroniła się na drugim końcu świata. Znalazła dom i pracę na Teneryfie i zgodnie z tym, co sobie założyła – nigdy nie uzależniła się od mężczyzny. Tylko jak na tej rajskiej wyspie i w samotności poradzić sobie z nieuleczalną chorobą syna? I dlaczego to, co jest wybawieniem dla jednej osoby – musi zostać okupione bólem drugiej?

Przyglądając się niełatwym decyzjom bohaterów - poznajemy różne wymiary samotności i rodzaje ucieczki. Możemy dojść do wniosku, że nigdy do końca nie jesteśmy w stanie rozszyfrować swoich bliskich. Przekonujemy się także, że samodzielność posiada zalety i wady. A jednej strony - człowiek dojrzewa dopiero wtedy, gdy bierze życie we własne ręce, ale kiedy mu się wydaje, że panuje już nad wszystkim – przewrotny los uświadomi mu, że nigdy nie będzie całkowicie wolny i niezależny… Podobnie, jak w poprzednich książkach – Urszula Jaksik wypowiada się także o niełatwych relacjach rodziców i dzieci i ukazuje najtrudniejszą stronę macierzyństwa, rzuca swoim bohaterom wyzwania najcięższego kalibru. Jednakże trzeba wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie jej pisarstwa – nawet, gdy boleśnie doświadcza swoich bohaterów, autorka nie zamierza epatować nieszczęściem i dramatem. Wręcz przeciwnie. W najbardziej beznadziejnych przypadkach dostrzega - jeśli nie promyk nadziei, to przynajmniej światełko pocieszenia…

Pomijając małego chochlika, który wkradł się do korekty – książka wypada bardzo pozytywnie. Na uwagę zasługuje przede wszystkim doskonała kreacja Ewy i Artura – młodych ludzi, którzy prowadzą skrajnie odmienny tryb życia, różnią się diametralnie, ale doświadczają zupełnie takiego samego wyalienowania. To największy atut tej książki. Autorka wykazała się doskonałą znajomością psychiki młodego człowieka. Portret Ewy i Artura – to bardzo realistyczne studium samotności. To wyrazista i dobrze skrojona para bohaterów, których czytelnik na długo zatrzyma w pamięci. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu: Pascal



18 komentarzy:

  1. Samotności doświadczamy przez całe życie bez względu na to czy jesteśmy otoczeni innymi ludźmi czy też nie. Ona chyba jest nam przyrodzona, bo przecież inni znają tylko i wyłącznie nasz wygląd zewnętrzny...Nie wiem, może ja tak odczuwam. Jednakże z wieloma sprawami pozostajemy zawsze sami, tak jak choćby z decyzjami. Nikt za nas decyzji tak naprawdę nie podejmie...chociaż może by nam było wtedy lżej, bo byłoby w razie czego na kogo zrzucić winę.
    Nosimy w sobie to piętno samotności.....nawet w tłumie.

    Pisarka mnie bardzo zainteresowała tematami swych książek, które wymieniłaś, a także jako urodzona na Śląsku i kończąca tam szkołę średnią również szukam tych smaczków, o których piszesz.
    Rzucę okiem w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czuję, dokładnie to ujęłaś w słowa...
      Jeśli szukasz śląskich smaczków, to książka "Odwrócone życie" - ich dostarczy. Autorka wkomponowała w pejzaż śląskie torowiska i familoki. Obydwa nieodłączne elementy krajobrazu, obecny gdzieś w tle naszych miast. Kiedy ktoś przejeżdża przez śląską aglomerację - dziwi się, że jedno miasto płynnie przechodzi w następne, można się nie zorientować gdzie są granice. To też znalazło się w książce. Teraz czekam na książkę, w której bohaterowie pospacerują ulicami Bytomia...

      Usuń
  2. Doskonale pamiętam tamten konkurs i publikowane po nim opowiadania. A także swoje zdziwienie, że można umieć tak pisać, nie będąc zawodowym pisarzem. Obudziłaś wspomnienia, Olu :) Autorka zwycięskiego tekstu umknęła mi potem, pochłonęła mnie praca i życie rodzinne. Z przyjemnością wrócę do książek Pani Jaksik. Cieszę się, że o niej napisałaś! Mądrze jak zwykle.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Wiolu :*
      Bardzo jestem ciekawa jak odebrałabyś obraz samotności, wokół której osnuta jest powieść.

      Usuń
  3. Widziałam dzisiaj tę książkę w Empiku. Jej okładka jest bardzo przyciągająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście jest przyjemna i pasuje do treści:)

      Usuń
  4. Jak zwykle piękny i mądry tekst. Bardzo zachęcająco napisałaś i o autorce, i o jej twórczości. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem świeżo po lekturze "Odwróconego życia". Książka dostarczyła mi podobnych emocji. Jestem pod wrażeniem pisarki, jej pięknego spełnienia. Pamiętam konkurs w "Zwierciadle" na "Dzień po dniu", czytałam je i nawet po cichu myślałam, by pisać, ale zabrakło odwagi. Odwagę cenię w pisarce najbardziej. Koniecznie muszę poszukać wcześniejsze jej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznaję, że nie zdarza mi się sięgać po książki obyczajowe polskich autorek, ale czytając Twój tekst poświęcony twórczości pani Jaksik, mam ochotę to zmienić, tym bardziej, że bardzo lubię pozycje poruszające tematykę samotności i wyobcowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka - słusznie - kojarzy się z kobiecą literaturą, ale wątek samotności bohaterów wykracza poza tę kategorię...

      Usuń
  7. Uzmysłowiłaś mi, że też debiutowałam wieki świetlne, wygrywając konkurs w Przekroju, chyba byłam w 7 albo 8 klasie, ale moja polonistka skutecznie wybiła mi z głowy pisanie na lata :) Cieszę się na Panią Jaksik, chętnie poczytam, lubię obyczajowe książki. Dziękuję Olu :) robisz świetną pracę!

    Kisses

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję! :):):)

      Chciałabym dzisiaj zobaczyć minę Twojej polonistki;)

      Usuń
    2. Czasami mam wrażenie, że polonistów wspierających zapędy pisarskie uczniów można ze świecą szukać.

      Usuń
  8. Pamiętam nagrodzony "Miesiąc z życia kobiety" oraz wywiad z pisarką, publikowany w "Twoim Stylu" (swoją drogą, czasopismo chyba nadal organizuje te coroczne konkursy?). Inspirująca historia, która pokazuje, jak wiele zależy od tego, żeby uwierzyć w siebie! Muszę przyjrzeć się tym powieściom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal organizuje. Nie śledzę pisma regularnie, raczej z doskoku, ale w egzemplarzu, który mam - zaraz po wywiadach z trzema laureatkami konkursu - jest od razu ogłoszenie o nowej edycji konkursu, który miał zostać rozstrzygnięty w grudniu. To w zeszłym roku. W tym - nie mam pojęcia... Może ktoś na sali wie?

      Usuń
  9. Bardzo lubię książki pani Urszuli Jaksik. Nie zawierają sztampowych fabuł, tylko opowiadają o rzeczywistych problemach, niosą ten rodzaj mądrości, jaką nabywa się wraz z życiowymi doświadczeniami. I lubię śląski koloryt, w którym osadzeni są bohaterowie.
    Wątek samotności przewija się w twórczości pani Jaksik od samego początku. Nie umiem zapomnieć bohaterki "Zaułku szczęścia", która ratowała się przed uczuciem osamotnienia "adoptując" ... groby. Wyobrażała sobie, że to jej krewni. Niekiedy lepiej mieć krewnych zmarłych, niż wcale.
    Ten wątek, ma zwyczaj samoistnego powracania do mnie obrazem, jaki powstał w mojej głowie podczas lektury książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo rzeczywiście - mają bohaterowie Urszuli Jaksik coś w sobie, czego się nie zapomina.

      Usuń