piątek, 9 września 2016

Sztuka wybaczania





Co wypada wiedzieć o Ormianach?

Stosunkowo łatwo dotrzeć do informacji, że wywodzą się ze starożytnego ludu indoeuropejskiego, a ponieważ przyjęli chrzest już w 301 roku n.e. - stanowią najstarszy naród chrześcijański. Pochodzą się z Zakaukazia i Wyżyny Armeńskiej, ale w wyniku prześladowań zostali rozproszeni po świecie i tworzą dziś kilkumilionową diasporę. Skąd to rozproszenie? Dzieje narodu są niezwykle burzliwe. W XIV wieku ich tereny popadły w niewolę Imperium Osmańskiego, Ormianie stali się nie-islamskimi poddanymi, podlegającymi odrębnym prawom (wyższe podatki, brak praw politycznych), nigdy jednak nie przestali myśleć o autonomii. Ich nadzieje odżyły w 1878 roku, podczas wojny rosyjsko-tureckiej wojska carskie powitano z entuzjazmem, jako wyzwolicieli. W odwecie wojska tureckie zrównały z ziemią 120 wiosek ormiańskich, rozpoczynając serię masakr. Prześladowania i pogromy, które miały ugiąć i stłamsić ducha Ormian nasilały się, aż przyjęły swoją kulminacyjną formę w roku 1915, gdy rząd Enver Paszy zarządził deportację Ormian z terenu całego tureckiego państwa. Przez wiele lat opinia publiczna nie wiedziała, a raczej - udawała niewiedzę, że eufemizm: deportacja" - maskował prawdziwy charakter działań, które miały na celu planową i całkowitą eksterminację ormiańskiego narodu.

Plan zaczęto realizować 24 kwietnia - od aresztowania i wymordowania przedstawicieli ormiańskich elit. Później ten sam los spotkał większość mężczyzn. Pozostałą część ludności zmuszono do wielodniowej wędrówki w głąb pustyni - bez wody i żywności, w palącym słońcu, z przyzwoleniem na gwałty, rabunki i zbrodnie, których dokonywała okoliczna ludność. Jaki był cel tej tułaczki? Ormianie, którym mimo wszystko udało się przeżyć - mieli trafić do obozów pracy lub zagłady. Mało kto jednak do nich trafiał. Z 18 tysięcznego konwoju Ormian z Erzurumu - dotarło zaledwie jedenaście osób [1].

Obudzenie świadomości

Państwa zachodnie wiedziały o sytuacji Ormian, ale zajęte były prowadzeniem działań na wielu frontach I Wojny Światowej. Po jej zakończeniu nowy rząd turecki, co prawda, wytoczył proces osobom odpowiedzialnym za rzeź, ale to była pusta formalność. Wszyscy oskarżeni zdołali opuścić kraj, żaden wyrok nie został wykonany. Główni sprawcy zginęli później w zamachach dokonanych przez ormiańskich mścicieli z partii danszaków. Z biegiem czasu Turcja rozpoczęła politykę negacji swoich działań, do dziś nie przyznaje się do ludobójstwa. Przez wiele lat opinia międzynarodowa unikała tematu, dopiero w 1984 roku Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (a w 1986 roku - Komisja ONZ ds. Praw Człowieka) uznały masakrę Ormian z 1915 roku za zbrodnię ludobójstwa. Te daty oznaczają początek drogi do budzenia powszechnej świadomości współczesnego społeczeństwa.

Dzisiaj nasza wiedza jest znacznie szersza, co w dużej mierze zawdzięczamy historykom, dziennikarzom, a także literatom. To właśnie oni - nie orężem, ale piórem walczą, by prawda w całej pełni ujrzała światło dzienne. Powstało wiele książek, które ukazują historię Ormian, pisarze wypowiadają się w różnej formie i rozmaitych gatunkach. Znakomitym przykładem jest „Księga szeptów” Varujana Vosganiana (wyrażona w poetycki sposób epopeja narodowa, która właśnie zakwalifikowała się do ścisłego finału Nagrody Angelus). Warto wiedzieć, że Elif Szafak (uznana za najlepszą, obok Orhana Pamuka, współczesną pisarkę turecką) oddała swój głos w sprawie ludobójstwa w powieści „Bękart ze Stambułu”, za co spotkały ją szykany, została oskarżona o obrazę narodu tureckiego. 

Polski czytelnik ma obecnie doskonałą okazję, by poznać kolejny głos w tej sprawie. Aline Ohanesian podjęła wątek exodusu narodu ormiańskiego w swojej debiutanckiej powieści, która natychmiast zdobyła uznanie międzynarodowej krytyki. „Dziedzictwo Orchana” nie jest historią opowiedzianą przez pryzmat wielkiej polityki, a pisarka nie używa wielkich słów. Ukazuje dramat z perspektywy zwyczajnego człowieka, który nie do końca rozumie jakie są przyczyny nieszczęść, które na niego spadają. Siłą tej prozy jest skupienie się na historii jednostki, co pozwala czytelnikowi zidentyfikować się z przeżyciami i emocjami głównych bohaterów. Powieść ukazała się w Polsce pod koniec sierpnia, natomiast jej światowa premiera miała miejsce w 2015 roku - dokładnie w setną rocznicę tragicznych wydarzeń.


Fabuła książki

W roku 1990, w tureckiej wsi umiera ekscentryczny przedsiębiorca - Kemal Turkoglu, który zostawia po sobie kłopotliwy testament. Nie dość, że majątek został rozdysponowany niezgodnie z oczekiwaniami spadkobierców, to jeszcze rodzinny dom przypadł nieznanej kobiecie. Orchan, wnuk zmarłego i dziedzic jego firmy ma dwa wyjścia. Może podważyć testament, który nie jest do końca zgodny z tureckim prawem, albo poznać ukryte motywy dziadka, odszukać tajemniczą kobietę i dowiedzieć się, co ich w przeszłości łączyło.

Seda dożywa swoich dni w ormiańskim domu starców, w Kaliforni. Seda – oznacza „echo” i nie jest jej prawdziwym imieniem. Ma upamiętniać wydarzenia z przeszłości. Staruszka przyjmuje Orchana niechętnie, nie chce słyszeć o domu w Turcji i nie ma ochoty na rozmowy o przeszłości. Jednak sprawy z dokumentami wymagają ponowienia wizyt i po kilku próbach podjęcia rozmowy kobieta zaczyna się przed młodym człowiekiem otwierać. A kiedy zacznie mówić – nic już nie zdoła powstrzymać strumienia bolesnych wspomnień. Tylko czy Orchan jest przygotowany, by usłyszeć prawdę o swoim majątku, pochodzeniu i kraju? A czytelnik? Czy zdoła bez emocji wysłuchać spowiedzi Sedy?

Wraz z bohaterami pogrążamy się we wspomnieniach. Cofamy się w czasie i śledzimy losy młodziutkiej Ormianki i zakochanego w niej tureckiego chłopca. Obserwujemy, w jaki sposób wielka historia bezlitośnie wdziera się między nich i rzuca im zupełnie różne wyzwania. Kemal stanie się żołnierzem, któremu przyjdzie walczyć na froncie I Wojny Światowej. Lucine musi podążyć za swoim fatum. Każde z nich na swój sposób będzie walczyć o przetrwanie…

Uzyskać współczucie, wybaczyć sobie

Czytelnik szybko się przekonuje, że Orchan wcale nie wywołał lawiny wspomnień. Seda i ludzie tacy jak ona – wszyscy, którzy przeżyli pogrom – wygnańcy, ocaleni, sieroty i przybłędy, których nazywano „resztkami miecza” - nigdy się od przeszłości i swoich wspomnień nie uwolnili. Przeżyli, ale do końca życia nosili na barkach brzemię winy, że nie zdołali uratować bliskich. Oni, a później także ich dzieci – stali się strażnikami, a jednocześnie zakładnikami koszmarnej przeszłości.

„Dziedzictwo Orchana” jest mocnym debiutem. Co prawda Aline Ohanesian wykorzystała elementy często eksploatowane w beletrystyce (motyw nieszczęśliwej miłości, konflikt pokoleń, rodzinne sekrety), ale stanowią one zaledwie ramę i pretekst do tego, co dużo ważniejsze – do ukazania wstrząsającej opowieści, którą autorka zbudowała w oparciu o wspomnienia swojej prababki. Książka jest wyrazem hołdu dla niej i dla wszystkich, którzy zdołali przeżyć pogrom. Jest także wyrazem czci dla ofiar. Jakże przytłaczająca jest wiedza, że ci, którzy przeżyli – zazdrościli zmarłym członkom rodziny, którym śmierć podarowała błogosławieństwo niepamięci...


Co zmusza Ormian do powracania do historii, rozpamiętywania bólu i rozdrapywania ran? To proces niezbędny – chociażby z punktu widzenia psychologii. Naród wystarczająco długo milczał. Teraz może swój ból wykrzyczeć, odkryć światu swoją historię i liczyć na to, że wreszcie zostanie odpowiednio zinterpretowana. To nie przywróci ofiarom życia, ale tym, którzy wciąż są więźniami międzypokoleniowej traumy – pozwoli (być może) przejść do następnego etapu żałoby…


35 komentarzy:

  1. Piękny tekst, Olu - jak zwykle :) Oczywiście czuję się zachęcona do przeczytania książki, pomimo niewielkich mankamentów.
    Zastanawiam się jednak nad tym czy ten krzyk, tak długo trzymany w sobie, pobudzi nas do rzeczywistego zastanowienia się nad piętnem ludobójstwa. Czy kolejne tragedie nie pozbawiły nas empatii? Mam wrażenie, że w naszym kręgu kulturowym książka może wywołać tylko westchnienie, krótki żal i pójście dalej. Byle tylko nie zapomnieć, bo o takim krzyku nie powinno się zapominać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Olgo:*
      Zastanawiam się nad słowem: mankament – tak bym tego nie ujęła, bo to, co jednym nie będzie pasowało – dla innych będzie tym elementem, który pozwoli przetrawić wszystkie informacje i w ogóle skłoni do sięgnięcia po książkę…

      Faktem jest, że pojęcie ludobójstwa nie jest nam obce. Wiele wiemy przecież na temat Holocaustu. Nie każdy jednak wie, że ludobójstwo Ormian „zainspirowało” Hitlera…

      Usuń
  2. Mam już tę książkę na półce. Czuję, że wywoła we mnie wiele emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, przygotuj się na wielkie emocje...

      Usuń
  3. Bardzo dobry tekst, który czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Tematyka książka mocno zajmująca - co ciekawe to już kolejna (po "Księdze szeptów"), wydana w krótkim odstępie czasu, pozycja traktująca o rzezi Ormian. Dobrze, że ten fakt historyczny (przez władze tureckie zbywany milczeniem) zostaje przekuty w literaturę - wydaje się, że w ten sposób jeszcze efektywniej może on dotrzeć do szerszej (a co istotne - międzynarodowej) świadomości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Cieszę się, bo to ważna i przejmująca historia, świat powinien o niej wiedzieć. Książek jest oczywiście wiele więcej, ale nie wszystkie u nas się ukazały.

      Usuń
  4. Zdecydowanie nie dla mnie. Jestem zmuszona odmówić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie ta książka bardzo wzruszyła, a jednocześnie przybiła..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba jednak przyznać, że książki o tak przytłaczającej tematyce spełniają ważną rolę, mogą przynieść oczyszczenie. A autorka symbolicznie wyciągnęła rękę do narodu tureckiego... Może zbyt optymistycznie spojrzała na Orchana, ale taka postawa - byłaby bardzo przyzwoita...

      Usuń
  6. Warto wspomnieć, że niedawno wznowiono powieść "Czterdzieści dni Musa Dah" Franza Werfela, także o rzezi Ormian. Stary egzemplarz z 1959 roku, który posiadam, pochodzi z rodzinnej biblioteczni Mojej Lepszej Połowy. Jego rodzina ma ormiańskie korzenie, stąd zainteresowanie tematem i owa książka. Z tego powodu chętnie sięgnę po opisaną przez Ciebie powieść, ze świadomością, że to nie jest lektura lekka, łatwa i przyjemna. Ale nie chcę czytać tylko i wyłącznie tego, co lekkie, łatwe i przyjemne. O niektórych sprawach należy wiedzieć i o nich pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za literówkę.

      Usuń
    2. Ha! Książka była na fincie, a ja miałam punkty :) Teraz nie mam punktów i czekam na książkę :)

      Usuń
    3. Dziękuję za podrzucenie tytułu, zapisuję go sobie... Widzę, że tematyka jest Ci dobrze znana. Jestem pewna, że książka zrobi na Tobie wrażenie. Mam nadzieję, że będziemy miały w przyszłości okazję również na jej temat porozmawiać...:)

      Usuń
    4. Znana ogólnie lecz na tym koniec. Jest czas i okazja zagłębić się w temat. Czas w sensie - czas najwyższy, bo jako takiego czasu zwykle brakuje :)
      Rozmowa z Tobą - zawsze! :)

      Usuń
  7. Parafrazując Twój śródtytuł - budzisz moją świadomość! I ochotę, żeby sięgnąć po książki z nieznanego mi jak dotąd kręgu kulturowego (Szafak i Pamuka oczywiście znam, ale ze słyszenia, a nie "z czytania"). Historia przedstawiona z jednostkowej perspektywy to, wydaje mi się, zawsze dobry sposób, aby wzbudzić zainteresowanie i nie pozwolić czytelnikowi odwrócić się plecami od spraw, o których po prostu trzeba wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo przyjemnie mi to usłyszeć:)
      W recenzji świadomie podałam tytuły innych pozycji, bo książka Aline Ohanesian nie ukazuje wyczerpująco podłoża konfliktu. Pokazuje niuanse w stosunkach sąsiedzkich między Turkami a Ormianami, a później naprawdę w poruszający sposób przedstawia co spotkało zwyczajnych ludzi. Czytelnik odczuwa całą grozę na swojej skórze. A potem zechce z pewnością poszukać głębiej przyczyn konfliktów. Bo ta historia nie dotyczy tylko Ormian. Leży w korzeniach naszej historii. Upewniła Hitlera, że skoro świat nie rozliczył tej zbrodni, a właściwie o niej zapomniał - tak samo stanie się w przypadku jego planów. Genezy Holocaustu można szukać w tamtych wydarzeniach...

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Olu! Przyznać muszę, że Twój piękny tekst wzruszył mnie i przeraził. Tak niewiele o nich wiem. Trudno zrozumieć, dlaczego na niektóre nacje spadło tyle nieszczęść i nadal cierpieć, i wybaczać?...
    Serdeczności przesyłam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Olu! Przyznać muszę, że Twój piękny tekst wzruszył mnie i przeraził. Tak niewiele o nich wiem. Trudno zrozumieć, dlaczego na niektóre nacje spadło tyle nieszczęść i nadal cierpieć, i wybaczać?...
    Serdeczności przesyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Haniu...
      Tego nie można zrozumieć, tak jak nie można zrozumieć Holocaustu... A, co gorsza, wydaje mi się, że nigdy się niczego nie nauczymy...
      Pozdrawiam wzajemnie!

      Usuń
  12. Powieść, która zrobiła na mnie duże wrażenie, jakże potrzebne są takie historie, aby nie zapomnieć, często uświadomić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są potrzebne. Tylko czy czegoś nauczą?

      Usuń
    2. Dla tych, co chcą wyciągać wnioski i się uczyć, z pewnością tak.

      Usuń
  13. To podobno Turcy wymyślili pierwsze prymitywne komory gazowe własnie dla likwidacji Ormian. Jakoś "świat" nie kwapi się nazwać to ludobójstwem.
    Dla samego poznania martyrologii Ormian warto przeczytać tę i tę drugą książkę. Zachęciłaś mnie do poszukania obu w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prymitywne komory gazowe... aż mi przebiegł dreszcz po grzbiecie... Czytając tego typu książki i widząc, co się dzieje na świecie - dochodzi się do wniosku, że "człowiek" - to nie brzmi dumnie...

      Usuń
    2. W ogromnej liczbie przypadków niestety nie brzmi.....świat pełen jest potworów ludzkiej skórze.
      Odbieram to wszystko ogromnie negatywnie. Staję się coraz bardziej uwrażliwiona.

      Usuń
    3. Też tak mam, a po książkach tego typu długo nie można się pozbierać...

      Usuń
  14. Niesamowity i niezwykle interesujący tekst. Jestem pod wielkim wrażeniem Twojego pisarskiego warsztatu... "Dziedzictwo Orchana" to książka o której słyszałam już wiele dobrego, jednak dopiero Twoja recenzja przekonała mnie ostatecznie do tego, żeby ją przeczytać.
    Muszę dodać, że właśnie dzięki takim recenzjom jak Twoja przypomina się dlaczego tak kocham czytać i pisać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Alicjo, to ja Tobie dziękuję za wizytę i dobre słowo:) To dzięki takim chwilom przypominam sobie dlaczego warto prowadzić blog:)

      Usuń
  15. Już chyba rok temu czytałam przepiękną "Księgę szeptów" i do tej pory od czasu do czasu myślę o Ormianach. W dodatku spotkałam wtedy Varujana Vosganiana i ta historia już zawsze będzie mi się kojarzyć z tym, co opowiadał o losach swoich bliskich. To już nie jest dla mnie odległa historia, widzę w niej konkretnych ludzi. Będę czytać kolejne książki na ten temat (nie tylko literaturę faktu), chętnie poznam też "Dziedzictwo Orchana", bo ludobójstwo Ormian nie może zostać zapomniane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja usłyszałam pierwszy raz w relacji Elif Szafak. W roku 2010. I aż mnie zatchnęło. Moje pokolenie było przyzwyczajone, że pewne fakty były ukrywane, inne przemilczane. Ale, że zdołano niemal wykasować na tyle lat zbrodnię takich rozmiarów?
      Szczerze przyznaję, że zapowiedź książki mnie zastanowiła. Rzecz o Ormianach w Wydawnictwie Kobiecym? Ale powieść się broni, nie wprowadza za kulisy ludobójstwa. Pokazuje wydarzenia z punktu widzenia zwykłego człowieka. Uświadamia jaki wpływ ta zbrodnia miała (do dziś ma) na kolejne pokolenia.

      Usuń
  16. Niewiele wiem na ten temat, więc może przy jakiejś okazji sięgnę po tę książkę i choć trochę zatkam lukę w wiedzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literatury i artykułów w Internecie na ten temat - jest już całkiem sporo...

      Usuń