wtorek, 29 listopada 2016

Historia zbudowana na kłamstwie, czyli Księga Ryb Williama Goulda






„Księga ryb Williama Goulda” – to utkana z aluzji (do dzieł literackich i do Biblii), utrzymana w duchu surrealizmu opowieść (dziennik zesłańca i kronika utopijnego państwa, a nawet apokryf), to także historia Tasmanii, w której realia splatają się z elementami okrutnej baśni. Narratorem jest nie do końca budzący zaufanie Sid Hammet - współczesny fałszerz antyków, któremu w ręce wpada kontrowersyjny skarb. Bohaterem zaś jest  William Buelow Gould - żyjący na początku XIX wieku złodziejaszek i artysta, który ma talent do popadania w tarapaty, ale posiada nadzwyczajne umiejętności. Nie tylko  plastyczne...

Cała recenzja dostępna (tutaj). Zapraszam.

Książka obnaża proces narodzin mitu, z czym może się wiązać manipulowanie faktami i przekształcanie wydarzeń w taki sposób, by  dopasować je do prywatnych zamierzeń i celów. Czytelnik czyta kronikę, ale widzi nie tylko końcowy efekt. Jest świadomy w jaki sposób powstaje, więc dostrzega także grube szwy, którymi czasem na siłę sfastrygowane są poszczególne wydarzenia.  
Czy aluzje do Biblii powodują, że książka jest obrazobórcza? Nie sądzę. Z pewnością to pozycja ambitna, osobliwa i ... nieźle zakręcona. Skłaniająca do  przemyśleń.


15 komentarzy:

  1. Nie znam tej pozycji więc póki co nie interesuje mnie aż nadto :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Richard Flanagan to pisarz, który po otrzymaniu Bookera stał się bardzo popularnym autorem w naszym kraju. Sam uległem jego czarowi - za sobą mam już "Ścieżki Północy", na półce czeka "Klaśnięcie jednej dłoni". Twoja recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że "Księga Ryb Williama Goulda" to lektura godna uwagi - szczególnie kuszą mnie te wychwycone i zasygnalizowane przez autora dualizmy.

    A co do postanowionego przez Ciebie pytania (Czy Flanagan jest obrazoburcą?) to w pełni zgadzam się z Twoją odpowiedzią - niestety, ale ostatnimi czasy przyjęło się, że każdy, kto zaproponuje choć trochę inne odczytanie Biblii od tego przyjętego za oficjalne, powinien być odsądzany od czci i uważany za heretyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętałam Twój zachwyt nad "Ścieżkami Północy", szczerze mówiąc m.in. przez Twoją przychylną opinię na temat tego pisarza - sięgnęłam po jego najnowszą książkę. Jestem teraz ciekawa jak odbierzesz "Księgę Ryb".
      Wracając do biblijnego wątku... Nawiązania do Biblii są ewidentne, zasatanawiałam się właściwie kiedy natknę się na jakieś zarzuty wobec pisarza pod tym względem. Ale po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że owe nawiązania bardziej musimy traktować jako rozwiązania artystyczne. Autor niezwykle inteligentnie zostawił sobie tylną furtkę. W zasadzie może odeprzeć każdy zarzut w tym względzie. W końcu nie podważa Biblii, tylko pokazuje, że to czytelnik wpływa na generowanie pewnych treści...

      Usuń
  3. Potrafisz człowieka zaabsorbować :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie cieszy :) :) O to przecież chodzi w tej zabawie:)

      Usuń
  4. Póki co czeka na mnie książka pt. "Ścieżki północy" autora. A potem zobaczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam w planach "Ścieżki północy", bo to będzie książka w zupełnie innym klimacie...Tak mi się przynajmniej wydaje.

      Usuń
  5. Olu, to coś dla mnie, więc od razu po lekturze recenzji zamówiłam. :-) Zaraz zacznę czytać, bo książka zapowiada się wspaniale. :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę:) Życzę wspaniałej lektury i oczywiście - pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Piszesz tak zachęcająco, ale ja nadal mam wątpliwości. Czytałam mnóstwo opinii o książkach Flanagana (ale żadnej jego książki ;-) ) - pozytywnych i tych mniej. Obawiam się, że, jak na mój dzisiejszy gust, zbyt dużo w "Księdze ryb..." baśniowości, "dziwności". A może to zła intuicja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka rzeczywiście jest dla czytelnika lubiącego wyzwania. "Dziwności" jest sporo, ale podczas lektury nie miałam przesytu. To jedna z tych historii, które zostają z nami na zawsze:)

      Usuń
  7. Niestety nie zainteresowała mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zwykle znakomita recenzja Olu.....
    Flanagan już zaistniał w moich literackich zainteresowaniach, dzięki czytanym innym opiniom, również o tej książce. Jednak wydaje mi się, że szczególnie ta książka wymaga od czytelnika erudycji...Niemniej może spróbuje się z nią zmierzyć jak i z innymi jego książkami.Tu choćby sama historia Tasmanii pociąga.

    Może moja biblioteka zaopatrzy się w jego książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Aniu:) Wiem, czego Ci życzyć na święta i Nowy Rok - wspaniale zaopatrzonej biblioteki. To życzenie także dla wszystkich pozostałych czytelników:)

      Usuń