wtorek, 8 listopada 2016

Pilch profesjonalnie i Pilch uczuciowo, czyli: nie wyprowadzaj swojego biografa z równowagi



Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 12 października 2016
Liczba stron: 480



O tym, że powstaje biografia Pilcha wiedzieliśmy już dawno, ponieważ Katarzyna Kubisiowska (felietonistka, autorka wywiadów) nie kryła swojego entuzjazmu ani dylematów. Inicjatywa wyszła od wydawnictwa, natomiast potencjalny bohater biografii oraz jej przyszła autorka skwapliwie i z zapałem podjęli wyzwanie. Autor zgodził się nawet nie autoryzować tekstu, co dodało sprawie pikanterii, miało podobno obydwu stronom przynieść korzyści, a książce zapewnić reklamę. Osobliwy pomysł wielbiciele z pewnością od razu uznali za kolejny dowód na ułańską fantazję pisarza, natomiast zapowiedź, że nie będzie ingerowania w tekst – stał się sygnałem dla czytelników, potwierdzeniem profesjonalizmu Kubisiowskiej. Z czasem jednak, jak wynika z biografii – współpraca zaczęła się psuć i utykać, aż całkiem ustała, a każdy pogrążył się we własnych bolesnych refleksjach. Okazało się, że sam proces pisania biografii, a także jej publikacja – to doświadczenia, które obie strony muszą udźwignąć.

Z rozmachem i w różnych tonacjach

Skupmy się jednak na samej biografii. Przystępuję do lektury i od razu zapominam o wątpliwościach, upewniam się, że Kubisiowska wobec Pilcha nie ma zamiaru stosować taryfy ulgowej, raczej stara się wręczyć czytelnikowi klucze do zrozumienia jego złożonej osobowości. Jak tego dokonuje? Przede wszystkim prezentuje jego sylwetkę w różnych perspektywach, w rozmaitych środowiskach, relacjach i życiowych rolach. Poznajemy Pilcha nie tylko jako syna i wnuka, ojca, partnera, przyjaciela, ale także jako mieszkańca Wisły i ewangelika, tytana pracy, kibica, studenta i wykładowcę, członka redakcji, felietonistę, krytyka literackiego i pisarza. Autorka stara się wydobyć w jego portrecie wszelkie półcienie, a nawet skrajności. Ukazuje Jerzego Pilcha jako osobę szalenie towarzyską, a jednocześnie – samotnika; rozmówcę, który inspiruje i onieśmiela; egocentryka i osobę niezwykle czułą;  człowieka, którego przyjaźń traktuje się jako nobilitację, co jednak nie zawsze chroni przed… poznaniem smaku „pilchowskiej” zdrady. Słowem: Pilch w najróżniejszych odcieniach i barwach. Pilch – człowiek, nie pomnik.

Kubisiowska korzysta z przeróżnych źródeł. Przeprowadza kwerendę, chętnie udziela głosu pisarzowi (cytuje jego słowa, a ponieważ Pilch tworzy prozę nasyconą autobiografizmem – odsyła również do odpowiednich fragmentów jego twórczości), zamieszcza wypowiedzi znanych osobistości, krytyków literackich, pozwala przemówić znajomym i przyjaciołom Pilcha. Pojawiają się też echa gorących dysput i ostrej wymiany zdań, które przetaczały się od czasu do czasu przez media. Trzeba przyznać, że wszystkie te elementy sprawiają, że portret pisarza, który wyłania się z lektury jest barwny i wielowymiarowy.

Kolejne kręgi wtajemniczenia

To, co mnie w książce najbardziej ujęło – to układ części i rozdziałów, które nie tylko jakimś cudem (dzięki dyscyplinie) stale uwzględniają chronologię, a jednocześnie poświęcone są osobom z najbliższego otoczenia pisarza. Mamy wrażenie, że poznajemy kolejno ich sylwetki, a jednocześnie dzięki nim – osiągamy kolejne stopnie wtajemniczenia w procesie odkrywania osobowości pisarza. Kubisiowska umiejętnie wydobyła i podkreśliła wpływ bliskich osób na życie i twórczość Pilcha, a przede wszystkim - na ważne rysy jego charakteru. Kolejne osoby „patronują” konkretnym częściom lub rozdziałom, ponieważ są „odpowiedzialne” za ukształtowanie pewnych jego cech. W ten sposób części „Matula” i „Ojciec” to portrety rodziców, ale także w pewnym sensie dowód, że relacje z nimi (i między nimi) zdeterminowały sposób budowania wszystkich związków pisarza. „Babka Czyżowa” to wychowanie ewangelickie, surowość i czułość, ale także skłonność do gawędziarstwa. „Wantuła” – to religia, a także droga do pisarstwa. „Stary Kubica” to inteligencja, siła i niezależność. Ale także niespokojny duch, alkohol i ułańska fantazja…

Nie można odmówić Kubisiowskiej rozmachu. W książce nie zabrakło odniesień ani do choroby, z którą pisarz boryka się od lat, ani do jego warsztatu pisarskiego i fascynacji literackich. Kubisowska stara się też być przewodnikiem po jego utworach, przedstawia okoliczności jego debiutów (bo pisarz debiutował wielokrotnie w różnych rolach), pozwala prześledzić proces kształtowania się jego warsztatu i zajrzeć za kulisy przyznawanych nagród. Jej książka stała się nie tylko biografią Pilcha, kroniką jego rodziny (autorka głęboko wchodzi w koligacje), ale także panoramą rodzinnego miasta, uwzględniającą klimat i specyfikę mieszkańców (także ich stosunek do twórczości pisarza). Ten rozmach wydaje się konieczny. Z pewnością autorce udało się udowodnić, że stereotypowy wizerunek pisarza jest często niesprawiedliwy, a przede wszystkim: maksymalnie spłycony.

Zejście z kursu

Do pewnego momentu Kubisiowskiej udaje się utrzymać dystans wobec swojego bohatera i do swojej książki. Autorka pozostaje obiektywna, ponieważ pozwala o Pilchu opowiadać innym osobom. Ni stąd, ni zowąd, w końcowych partiach książki charakter narracji nagle się zmienia. Pojawia się osobisty, nazbyt emocjonalny ton. Zostaje naświetlona sprawa opublikowanego niedawno wywiadu Eweliny Pietrowiak, przy czym Kubisiowska zadbała, by czytelnicy zobaczyli okoliczności tej sprawy w innym, niż dotąd świetle.

Przyznaję, że dużo wcześniej, w trakcie lektury doszłam do wniosku, że biografia Kubisiowskiej powinna sprawić satysfakcję czytelnikom, tym zwłaszcza, którzy odczuli niedosyt (czytaj: wielki apetyt na więcej), po przeczytaniu niedawno opublikowanego wywiadu Eweliny Pietrowiak. Myślałam nawet, nieco naiwnie, że obydwie książki miały w swym zamierzeniu wzajemnie się uzupełniać. Autorzy książki „Zawsze nie ma nigdy” od razu jasno postawili kwestię, że publikacja nie była planowana, powstała z potrzeby serca, w rezultacie żmudnego procesu rekonwalescencji. Dobrze jeszcze pamiętam, że zwróciło moją uwagę zręczne balasowanie Pilcha i Pietrowiak wokół tematów, ich powściągliwość w ujawnianiu informacji, które mogłyby odebrać „moc” powstającej biografii. Kiedy jednak tylko sobie pomyślałam o tym, że obie publikacje współgrają – Kubisiowska od razu sprowadza mnie na ziemię.  Ale nawet teraz, gdy znam inną wersję - wbrew temu, co sądzi Kubisiowska – nie potrafię tej publikacji odebrać jako cios w jej biografię. Wobec czego - nuta pretensji w jej tonie – wydaje mi się nieco małostkowa. A nad rozdziałem: „Zdrada” – wyczuwam ulotny zapaszek nie tylko „zdrady”, ale także „zemsty”. Dochodzę do wniosku, że sprawa publikacji książki Pietrowiak miała jednak dla biografii Kubisiowskiej diametralne znaczenie.

Oczywiście, w momencie ukazania się książki „Zawsze nie ma nigdy” – znakomita większość biografii musiała być ukończona. Dodam, że ta lepsza część. Kubisiowska pracuje nad samym zakończeniem swej książki już bez przychylnej życzliwości pisarza, borykając się z poczuciem odtrącenia i "zdrady”. W tym momencie jej narracja w sposób zasadniczy zmienia ton. A szkoda, bo przecież zrobiła kawał dobrej roboty. Nawet, jeśli pisarz nie uprzedził jej o wywiadzie (co jako przyjaciółkę musiało zaboleć), to dla dobra biografii można było poczekać, aż wzburzenie opadnie. Odłożyć na chwilę pisanie, albo z klasą pominąć temat i robić swoje. Kubisiowska jednak dała ponieść się emocjom. Kiedy więc wypływa temat wywiadu Pietrowiak – robię się ostrożna, wcześniejsze wątpliwości dotyczące zbytniej zażyłości autorki z Pilchem – powracają. Biografię, ze względu na obiektywność autorki dzielę na dwie różne części. Jako kobieta – mogę zrozumieć rozterki Kubisiowskiej, nie wątpię nawet w jej szczerość. Natomiast jako czytelnik poszukujący rzetelnej biografii – mam z tym problem. Nagle bowiem zmuszona jestem podejrzliwie przyglądać się faktom. Zastanawiać się – w którym miejscu kończy się literatura, a zaczynają osobiste rozgrywki.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu:



26 komentarzy:

  1. Oj, czekałam na Twoją recenzję tej książki, Olu :)
    Rzeczywiście szkoda, że tak to się potoczyło, bo w moim odczuciu uszczuplono potencjał tej biografii, w pewnym stopniu sprowadzono ją do prywatnych animozji, przy czym po równo zawiniły tu chyba obie strony. Mam wrażenie, że - siłą rzeczy - odbiorcy (oraz autorka) więcej mówią tym, co dzieje się przy okazji publikacji, niż o samym dziele. Dlatego cieszę się, że zwróciłaś uwagę na to, jak te wszystkie zawirowania odcisnęły się na tekście. Mam podobne do Twoich odczucia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę inaczej widzę tę sprawę. Nie doszukiwałabym się "winy obydwu stron". Jeśli autorka chciała mimo wszystko zachować się profesjonalnie i dokończyć biografię - nie należało pójść tą drogą.

      Usuń
  2. Nie znałam okoliczności powstawania tej biografii. Szkoda, że nie wszystkie strony w 100% Pilchem wypełnione. Ale czytałabym i tak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wypełnione Pilchem, aż po brzegi:)

      Usuń
  3. Ha, ten wpis dobitnie przypomniał mi o jednym z wielu moich czytelniczych wyrzutów sumienia - aż wstyd się przyznać, ale jak dotąd nie dane było mi poznać prozy J. Pilcha. Może lektura jego biografii okazałaby się bodźcem, by sięgnąć po jego twórczość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponowałabym jednak zacząć od prozy pisarza. Chyba, że wolisz poznawać pisarza od faktów z jego życia.

      Usuń
    2. Hm..., bardzo lubię odczytywać poszczególne dzieła w kontekście biografii twórcy. Wydaje mi się wtedy, że chociaż w minimalnym stopniu podglądam, w jaki sposób szara rzeczywistości ulega transmutacji w literaturę :)

      Usuń
    3. Tu się z Tobą zgadzam zupełnie:)

      Usuń
  4. Nie czytałam, ale chyba nie przeczytam, bo jakoś tak w biografiach rozterki kobiet/autorek mnie drażnią, szczególnie, kiedy dotyczą mężczyzny. Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozterki autora i biografie - nie powinny iść w parze...

      Usuń
  5. Pilch (nadal) pozostaje dla mnie tylko nazwiskiem. Głośnym, bo głośnym, ale jednak tylko nazwiskiem. Ale, walcząc z niechęcią do polskich autorów, sięgnę po niego - z ręką na sercu obiecuję, Olu:) A tę biografię również będę miała na uwadze, choć nie ukrywam, że dość negatywnie podchodzę do takiego "pokazywania się" autorów biografii. Zamiast porządnie skryć się za treścią, bawić się w swojego rodzaju zemstę? Oj, nieładnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest nawet całkiem dobra okazja. Właśnie (10 listopada) miała premierę książka "Indyk beltsville. Opowiadania zebrane" Jerzego Pilcha. Dla fanów jego twórczości i dla wielbicieli opowiadań - najlepsze utwory w jednym tomie:)

      Usuń
  6. Moi koledzy z kierunku zauważyli w tej książce wypowiedź jednego z profesorów, który nas swego czasu uczył. Zabawne, że taki szczegół skłonił ich do czytania. Ja bardzo rzadko czytam biografie, ale może po tą właśnie sięgnę w wolnej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przepadam za takimi zwykłymi biografiami, wolę powieści biograficzne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie sądziłam, że biografia może dostarczyć tak wiele emocji. Zupełnie jakbym czytała recenzję kryminału!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że kryminału. Myślałam, że inaczej to podsumujesz;)

      Usuń
  9. Dawno nie czytałam książek Pilcha i nigdy nie czytałam żadnej książki o Pilchu. Szkoda, że doba nie może mieć więcej godzin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisarz tworzy prozę tak przepojoną autobiografizmem, że czytając Pilcha - czytasz o Pilchu:)

      Usuń
  10. Świetna recenzja. Rzetelna, napisana ciekawym językiem i przede wszystkim w głównej mierze o książce, a nie o recenzentce. Samego Pilcha lubię, choć Marszem Polonia mnie bardzo wymęczył, podobnie jak Pod mocnym Aniołem. Moje ulubione to Moje pierwsze samobójstwo i felietony.

    Zapraszam do siebie :

    http://chlopodkultury.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć, witam i dziękuję:) Właśnie do mnie dotarło, że jednak trochę w tej recenzji sobie pofolgowałam... Było mi to potrzebne, żeby oddać to, co mnie podczas lektury uderzyło. Zwykle jednak staram się nie ujawniać. Słowo harcerki:)
      Mam podobne zdanie dotyczące utowrów pisarza:)

      Usuń
  11. Dawno temu kupiłam dziennik Pilcha i do tej pory jakoś nie udało mi się ich przeczytać. Skoro pojawiła się już biografia tego autora, to chyba pora wrócić do tamtej pozycji, żeby mieć jakąś podstawową wiedzę o życiu i twórczości tego autora. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziennik jest całkiem niezłą pozycją, żeby poznać twórczość pisarza. Dobrym przewodnikiem jest także rozmowa z Eweliną Pietrowiak. Myślę, że te dwie książki nie tylko mogą zainspirować do dalszych poszukiwań, ale także pozwalają poznać styl autora wraz ze słynnymi frazami. Kubisiowska także omawia najważniejsze lektury.

      Usuń
  12. Chętnie bym przeczytał biografię Pilcha, ale wypadałoby się jeszcze bardziej zapoznać najpierw z jego twórczością, bo czytałem zaledwie kilka tekstów, w tym Pod Mocnym Aniołem, i myślę, że czytałem zdecydowanie za mało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie też odpowiada mi taka kolejność:)

      Usuń
  13. Pierwsza sprawa - mimo wszystko mnie zachęciłaś. Przeczytam aby wyrobić swoje własne zdanie :). Druga sprawa: bardzo podoba mi się Twój styl recenzowania. Widzę, że będę tu wpadać częściej. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tak odebrałaś recenzję. Bardzo rozsądne podejście:)
      Dziękuję za dobre słowo, wpadaj i rozgaszczaj się, będzie mi bardzo miło:) Pozdrawiam!

      Usuń