środa, 27 stycznia 2016

Piękno duszy ekscentrycznego dziwaka, czyli samotność według Hrabala


„Zbyt głośna samotność” – to książka, która wygląda niewinnie, a zawiera w sobie tyle warstw, że nie wypada jednym zdaniem ogarnąć jej znaczeń. Jest to, między innymi, przypowieść o człowieku w obliczu zmian. Czasy się zmieniają, także jesteśmy tego świadkami i prędzej czy później, dotknie nas ten sam problem. Bohater Hrabala nie potrafi odnaleźć się wobec zmian, które dotyczą sfery jego pracy. Nadchodzi epoka, w której przestaje się cenić wysiłek indywidualnego pracownika. Zastępuje się go ludźmi wykonującymi czynności taśmowo i machinalnie, od których nie wymaga się żadnej inwencji. Zdaniem pisarza – to najlepsza droga do tego, by człowiek zmienił się w automat. To także krytyka ustroju, ale zostawmy to, podążmy raczej tropami ku aktualnym treściom, a jest ich sporo. „Zbyt głośna samotność” – historia zwykłego prasowacza makulatury stanowi przecież ponadczasową metaforę, w której pisarz zawarł ocenę kondycji współczesnego mu człowieka i która nie straciła swej aktualności.





Haňťa pracuje w składnicy starego papieru przy obsłudze prasy hydraulicznej. Już od 35 lat przerabia zwały zużytego papieru na kostki. Jest przywiązany do swej pracy i praktycznie nie widzi nic poza nią. Od świtu do nocy haruje w zatęchłej piwnicy, a zajęcie to nie jest dla niego ani zbyt ciężkie, ani nieciekawe. Nasz bohater odnalazł w niej sens życia, pasję, a przede wszystkim: misję.

Podczas wojny stracił bliską osobę. To ważny trop, bo przekonujemy się, że Haňťa nienawidzi hitleryzmu, ale w gruncie rzeczy jest pacyfistą. Kiedy czasy się ustabilizowały nigdy już nie ułożył sobie życia, ale znalazł pracę. Wybrał ją z premedytacją. Zależało mu na zdobyciu wykształcenia. Nie wiemy dlaczego nie podjął studiów, prawdopodobnie nie miał ku temu środków. Wybrał pracę w składnicy makulatury, ponieważ przeczuwał, że w ten sposób w jego ręce trafią wartościowe książki. Zauważmy, że nie pomyślał nawet o pracy w bibliotece, w której mógłby obcować z książkami w lepszych warunkach. Prawdopodobnie w tym miejscu spotykamy zawoalowaną krytykę komunizmu. Zapewne Haňťa wierzył, że prędzej znajdzie wartościowe książki na śmietniku niż w instytucjach państwowych. Nasz bohater bardzo poważnie podszedł do swojej pracy. Swoją rolę widział w misji ratowania książek. Starannie przeglądał każdą dostawę makulatury, by nie przeoczyć ważnych dzieł. Wszystkie je przeczytał. Nie brał bezpośredniego udziału w wojnie, ale zaraz po niej dokonał „bohaterskiego” czynu: uratował pokaźną część zbiorów Pruskiej Biblioteki Królewskiej. Dostrzec w tym epizodzie można głęboki humanizm tego człowieka. Pamiętajmy, że wojna dopiero się zakończyła i ludzie nienawidzą wszystkiego, co niemieckie. Nasz bohater także, ale potrafi oddzielić hitleryzm od osiągnięć niemieckiej kultury.

Przeczucie go nie myliło, pracując przy makulaturze stale trafiały do niego perły literatury i dzieła filozofów. Dzięki temu poznał Kanta, Hegla, Platona, Nietzschego, ale także Goethe’go, Schillera, Erazma z Rotterdamu, Holderlina oraz księgi mistrzów Wschodu. Książki wartościowe zabierał do domu. Jego mieszkanie zmieniło się w schronisko dla książek. Układał je w stosy, a gdy trudno było już manewrować w ich labiryncie, zaczął konstruować wsporniki i belki pod sufitem. Poruszał się w mieszkaniu mając nad głową tony woluminów, co w pewnym momencie zaczęło robić się nie tylko przytłaczające, ale także niebezpieczne. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w tym opisie Hrabal  w sposób niemal "beckettowski" zaszyfrował alegorię ludzkości, którą zaczyna przytłaczać wiedza...

Kiedy zabrakło miejsca w domu, nasz bohater musiał wymyślić sposób na książki, których nie mógł uratować. Skoro nic dla nich nie mógł już zrobić, chciał im przynajmniej zapewnić godny koniec. Obmyślił specjalny rytuał przypominający pochówek. Książkę – jedną z pereł literatury przeznaczoną do sprasowania kładł otwartą na ważnej sentencji, a następnie opakowywał ją pozostałą makulaturą. Powstałą kostkę ozdabiał obrazem bądź grafiką znanego artysty (oczywiście pochodzącą z makulatury). Tak powstało dzieło sztuki, a zarazem miejsce spoczynku wybitnego dzieła. Swoisty krzyk rozpaczy, a zarazem gest bezradności. Oczywiście miał świadomość, że to, co robi jest niezrozumiałe dla pozostałych ludzi. Nasz bohater jest wyobcowany na wielu poziomach. To nie tylko odizolowana praca i brak bliskiej osoby. To także świadomość, że czasem nic już nie można zrobić, że toczy się beznadziejną walkę... 

Zwróćmy uwagę na poważny problem, z którym się zetknął Haňťa. Rzecz w tym, że „wypełniacz” – czyli cała masa, która trafi do kostki i która otaczała wybraną przez niego książkę – nie jest godna tego dzieła. Na to jednak bohater nie ma wpływu. Musi wykorzystać to, czym dysponuje. A trafiają tu przeróżne rzeczy, także śmieci: pokrwawiony papier od rzeźnika, z resztkami gnijącego mięsa, w którym żerują larwy i chmary much. Zdarza mu się zgniatać myszy, które uwiły gniazda w jego makulaturze. Pisarz wybrał dość makabryczny sposób, by w alegoryczny sposób zobrazować tę samą myśl, którą uchwycił Cyprian Kamil Norwid w słynnym zdaniu: „ideał sięgnął bruku”. A kiedy Hrabal jeszcze czytelnikowi przedstawia obraz głównego bohatera, który w niemal analogicznym obrazie dokonuje pochówku swojego wuja – wkłada szczątki jego ciała do trumny i dokłada książkę Kanta, otwartą na znaczącej sentencji o znaczeniu samotności i wieczności – jesteśmy już pewni, że pisarz w sposób dobitny chce wyrazić pewną myśl. Ukazuje nam w potwornie dosłowny sposób – co po nas pozostanie, co zostaje po człowieku… To, co materialne, jest ulotne i obraca się w proch. To, co ma szansę przetrwać – to myśl człowieka. Jakże dobrze rozumiał to Haňtio!

Idźmy dalej tym tropem…

Spójrzmy na naszego bohatera oczami ludzi z jego otoczenia. Oto mężczyzna, odludek, całymi dniami przesiadujący w zatęchłej piwnicy, przesiąknięty jej nieprzyjemnymi wyziewami, niezbyt dbający o higienę i niestroniący od alkoholu. Taki człowiek kojarzy się jednoznacznie. Czy przysiadłbyś się do niego w autobusie? Czy miałbyś ochotę poruszyć filozoficzne tematy? A jednak nasz bohater bez trudu w rozmowie zapędziłby nas w kozi róg. Czyż nie robił tego z profesorem? Wygląda jednak jak kloszard, kojarzy się z degeneratem. A przecież Haňťa nie jest prostakiem. Jest wrażliwy, empatyczny i inteligentny. Jest filozofem…

Co chciał w ten sposób Hrabal przekazać? Stwierdza, że nie potrafimy spoglądać w głąb człowieka, że pozory są mylące? A może chciał powiedzieć, że nie tylko po śmierci, ale już za życia nasza powłoka cielesna jest nic nie warta, że tak naprawdę liczy się tylko umysł człowieka? Według pisarza - myśl wypełniająca człowieka stanowi największą wartość, wzniosły ideał. Bez niej człowiek jest pusty jak świątynia bez Boga. Ku czemu w takim razie zmierza świat, który zatrudnia bezwolnych ludzi przy taśmie? Kim oni sami się stają? Czy kryją w swym wnętrzu wartościową księgę?

Czytając książkę Hrabala nie można nie zwrócić uwagi na stosunek do pracy naszego bohatera i na etos pracy, jakim przesiąknięty jest utwór. Zapewne wtedy, gdy autor pisał swoją książkę, nie taki był jego zamysł, nie było potrzeby zwracać uwagi na podobny problem. Ten aspekt jednak pokazuje, że dzieło jest obrazem swoich czasów i nawet bezwiednie zakodowane są w nim pewne wartości. Gorliwość do pracy, jaką wykazuje Haňťa - powinno się butelkować, a następnie szczepić nią dzisiejszą młodzież (wychowaną na serialu „Kiepskich” i przesiąkniętą ideą doktryny społeczeństwa informacyjnego, co doprowadziło do tego, że młodzi ludzie nie odczuwają „obowiązku” ani „potrzeby” pracy, który był naturalny dla starszych pokoleń).

Biorąc pod uwagę rozmiary książeczki, podziw wzbudza ilość i ważkość problemów, które pisarz w niej porusza (sprzeciw wobec wojny, etos pracy i zagrożenie, jakie płynie z dehumanizacji człowieka). W tym świetle „Zbyt głośna samotność” nie stanowi zwykłej przypowieści o człowieku. To poruszająca opowieść o jego skarleniu…


Uwierzycie, że trafiła do mnie z makulatury?...



wtorek, 19 stycznia 2016

UDRĘKA ISTNIENIA - kondycja współczesnego człowieka w świetle dramatów Becketta




W Nowy Rok przeważnie wkraczamy z wpisem zawierającym pewne podsumowania, dlatego nie mogę dłużej odkładać opublikowania szczególnej dla mnie recenzji. Książka, którą dziś prezentuję była dla mnie największym wyzwaniem, wydarzeniem i objawieniem literackim roku 2015. 





"Jesteście na Ziemi, na to rady nie ma! Dialogi o teatrze Samuela Becketta"
Autor: Antoni Libera i Janusz Pyda OP
Wydawnictwo: Dominikańskie Studium Filozofii i Teologii
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 382
Rok wydania: 2015


Fascynujący jest już sam pomysł powstania książki. Jej idea pojawiła się w wyniku cyklu spotkań literackich poświęconych twórczości Samuela Becketta, zorganizowanych przez „Szkołę Czytania” działającej pod auspicjami Polskiej Prowincji Dominikanów. Prowadzący seminarium – Antoni Libera (pisarz, tłumacz, reżyser teatralny, ceniony znawca Becketta) oraz Janusz Pyda OP (dominikanin, filozof, teolog, duszpasterz akademicki) – doszli do wniosku, że dyskusje i dociekania były tak owocne, że warto je było uporządkować i rozpowszechnić.

„Jesteście na Ziemi…” to zapis dialogów dotyczących wybranych dramatów scenicznych Becketta. Omówiono w niej dwanaście utworów (nie mniej i nie więcej). Znawcy twórczości irlandzkiego noblisty doskonale wiedzą, jakie znaczenie w jego dziełach mają liczby, więc można się domyślić, że dwunastka jest ukłonem w stronę mistrza. „Czekając na Godota”, „Końcówka”, „Ostatnia taśma”, „Szczęśliwe dni”, „Fragment dramatyczny II”, „Komedia”, „Nie ja”, „Wtedy gdy”, „Kroki”, „…jak obłoki…” (scenariusz widowiska telewizyjnego), „Impromptu <<Ohio>>” i „Katastrofa” – dwanaście dramatów, jak dwunastu apostołów, którzy świadczą o tragicznej sytuacji człowieka, ale nie przynoszą dobrej nowiny…

Na przeciwnych biegunach

Dlaczego książka jest ważnym wydarzeniem? Antoni Libera jest cenionym autorytetem, związanym z twórczością Becketta od młodzieńczych lat (udowodnił to w swojej quasi-biografii „Godot i jego cień”); wypowiadał się na jego temat wielokrotnie w esejach i komentarzach do dzieł, obcował z twórczością dokonując ich przekładu i reżyserując. Jego wieloletnia fascynacja oparta jest w dużej mierze na poczuciu pokrewieństwa duchowego z irlandzkim dramatopisarzem i wyznawaniu zbliżonych poglądów. Dyskusja z teologiem wnosi zaś w jego rozważania dodatkową perspektywę – czytelnik otrzymuje spojrzenie na rozmaite zagadnienia z innej strony, co wzbogaca i pogłębia odbiór dramatów, wydobywa dodatkowe kwestie. Jeżeli początkowo kogoś może nieco dziwić - nie tyle udział teologa w dyskusji, co jego „otwarta na Becketta” postawa – OP Pyda wyjaśnia i podkreśla, że dramatopisarz irlandzki był dociekliwym i dalekowzrocznym obserwatorem swojej epoki, a jego wizja świata do pewnego stopnia pokrywa się z judeochrześcijańską tradycją. W swych dziełach wielokrotnie do niej nawiązywał, polemizował z nią, ale bez wrogości. Zdaniem dominikanina Beckett trafnie ukazał człowieka znajdującego się na rozdrożu. Rozbieżności zaś pojawiają się dopiero w momencie, gdy pisarz odmawia pociechy, która płynie z wiary w odkupienie i zbawienie.

W dyskusji wiedzie prym Antoni Libera, który czuje się w tej materii gospodarzem. Rozmówcy objaśniają treść poszczególnych dramatów, interpretują je, kontrargumentują, naświetlają problemy ze swojego punktu widzenia, a w efekcie doprowadzają do ustalenia podobieństw i różnic (protokół rozbieżności) między antropologią beckettowską a chrześcijańską. Nie zawsze się z sobą zgadzają, ale ich rozmowy toczą się w duchu szacunku dla cudzych poglądów. Dialogi nie tylko można uznać za doskonały przewodnik wprowadzający w twórczość Becketta, ale także zmuszają do szukania odpowiedzi na fundamentalne pytania dotyczące sensu życia, a nawet dokonania diagnozy współczesnej cywilizacji.





Człowiek oczami Becketta

Dialogi w dużej mierze stanowią rozważania filozoficzne krążące wokół sytuacji człowieka we współczesnym świecie. Wydobywają jego lęki i troski, obnażają kondycję; dotykają relacji, a raczej złudzeń na temat relacji z Bogiem oraz uświadamiają konsekwencje tego odkrycia. Poszczególne dramaty różnią się treścią, ale uwaga ich twórcy jest zawsze zogniskowana na człowieku, mają ukazać mękę jego wegetacji. Dramatopisarz nigdy nie ma na myśli konkretnego człowieka, jego bohater zawsze jest „ikoną” ludzkości, każdą sztukę należy traktować jako alegorię ludzkiego losu.

Człowiek jest złożony, dramatopisarz za każdym razem dociera do jego istoty od innej strony. Ukazuje różne aspekty człowieczeństwa, pyta o jego granice, „rozpisuje jego naturę na różne głosy”[1]. Bohater Becketta jest zagubiony i samotny. Stale wymyśla siebie lub osądza, próbuje ustalić swoje miejsce w świecie i na różne sposoby broni się przed pustką. Skąd owa pustka? Zdaniem dramatopisarza człowiek jest produktem (dosłownie!) epoki post-chrześcijańskiej. Prymat rozumu doprowadził do zakwestionowania istnienia Boga. Utrata wiary przyniosła nieprzewidziane skutki: fundamenty, na których opierała się nasza świadomość przez tysiąclecia – legły w gruzach. Skoro człowiek zwątpił w Boga – nie może już w sobie dostrzegać „boskiego pierwiastka”, a to oznacza, że zwątpił w samego siebie. Wszystko, w co wierzył musi zostać poddane rewizji, a nie potrafi jeszcze określić swoich nowych relacji z wszechświatem. Kim jest? Przedmiotem? A może przejściową i niedoskonałą formą w ciągle trwającym procesie ewolucji? W takim razie, ku czemu zmierza? Jakże wymownie tę sytuację – nadejście „ery bez Boga” obrazuje dramat „Impromptu<<Ohio>>”, w którym bohater doczytuje ostatnie strony tekstu, a potem zamyka księgę! Człowiek, którego ukazuje Beckett w swych dramatach stale za czymś tęskni, jeszcze czeka na „Godota”, choć nie ma już większej nadziei i przeczuwa, że wszelkie próby wyjścia z tego impasu skazane są na porażkę.

Symbolizm w dramatach

Punktem wyjścia do rozważań jest zawsze jeden z dwunastu dramatów, a interpretując treść nie sposób uniknąć szczegółowego omówienia jego budowy. W jednym z wywiadów Antoni Libera powiedział, że podczas reżyserowania sztuk Becketta największym wyzwaniem jest zrealizowanie wszystkich zamierzeń dramatopisarza, ponieważ jego precyzyjnie zaplanowane scenariusze sztuk przypominają partytury [2]. Książka „Jesteście na Ziemi…” w dużej mierze stanowi rozwinięcie tej myśli. Interpretując dramaty Becketta należy brać pod uwagę dosłownie wszystko: nie tylko treść sztuki, ale także budowę i formę utworu, a nawet melodię i rytm tekstu. By zrozumieć przesłanie zawarte w omawianych dramatach – powinno się je zobaczyć na scenie, a później wrażenia uzupełnić obcując bezpośrednio z tekstem. Dopiero wówczas jesteśmy w stanie wychwycić wszystkie elementy. Beckett szyfruje ważne tropy w imionach bohaterów ( np. w „Końcówce” imiona czterech postaci stanowią aluzję do ukrzyżowania; utworzono je ze słów, które w różnych językach oznaczają „młotek” i „gwoździe”), w ich słowach, zachowaniu, a nawet w ubraniu i gestach. W objaśnieniu historii biorą udział różne elementy – scenografia i rekwizyty; ważną funkcję pełni oświetlenie, które odpowiednio wydobywa postacie, bądź ich fragmenty z mroku, a nawet – prowokuje do działania. W twórczości Becketta symbolika jest niezwykle ważna. Spójrzmy na przykład: sygnalizując upływ czasu oraz redukcję roli człowieka w świecie (jego uprzedmiotowienie, zniedołężnienie) autor dosłownie umniejsza go na scenie, szuka granic człowieczeństwa. Jego bohaterowie tkwią w kubłach na śmieci, w urnach, są zakopani po pas, po szyję w piachu; rzęsiste światło wydobywa kontur ich sylwetki, fragment twarzy, wreszcie jeden tylko szczegół. W dramacie „Wtedy gdy” pojawia się głowa zawieszona w próżni nad sceną, a w sztuce „Nie ja” postać jest zredukowana do samych ust.






Awangardzista czy klasyk?

Antoni Libera sprawia, że symbole, którymi posługuje się Beckett zostają przetłumaczone na język zrozumiały dla zwyczajnego czytelnika. Dzięki jego „wykładom” uczymy się odnajdywać piękno i harmonię w symetriach i refrenach (motywach powracających – nie tylko w słowach, ale także w gestach czy w sytuacjach scenicznych), w prostocie przekazu i w krystalicznie czystym języku. Zaczynamy pojmować, dlaczego Beckett został okrzyknięty „odnowicielem teatru”, a jednocześnie jest kontynuatorem antycznej filozofii (determinizmu) Sofoklesa.

Dlaczego jego utwory są tak trudne w odbiorze? Dramatopisarz czerpie garściami z tradycji literackich, często nawiązuje m.in. do „Boskiej komedii” Dantego Alighieri – w podobny sposób opiera budowę swych dramatów na regułach matematycznych; konstruuje je z matematyczną precyzją. Jednocześnie jednak stosuje awangardowe rozwiązania, które mają ściśle związać formę utworu z treścią. W nowatorski sposób modeluje przestrzeń sceniczną, wprowadza rozwiązania muzyczne, manipuluje perspektywą i zmusza widza do przemyślenia i zmiany percepcji. Zabiegi te nie mają na celu wprowadzenia udziwnień, autor nie miał potrzeby popisywania się wirtuozerią. Dążył do tego, by jego sztuka w najlepszy sposób imitowała rzeczywistość. Stawiał czytelnikowi i widzowi szczególne wymagania. Proces poznawania jego uniwersum ma przebiegać w ten sam sposób, w jaki człowiek próbuje przeniknąć tajemnice otaczającego go świata…

Beckett jest świadkiem końca pewnej epoki, którą społeczeństwo zaczyna sobie dopiero dzisiaj uświadamiać. Twórca jednak nie odpowiada na pytania: co dalej? Jak potoczą się losy człowieka? Nawet w sprawie swej twórczości nigdy niczego autorytarnie nie przesądzał. Nie tłumaczył swoich sztuk, pozostawił interpretatorom otwarte drzwi. Jego dzieła doczekały się wielu komentarzy – mimo to wciąż pozostają owiane tajemnicą. Zupełnie tak samo jak nieodgadniony wydaje się świat, którego mimo podjętych wysiłków nie potrafimy do końca zrozumieć. Książka, która jest zwieńczeniem, a jednocześnie dalszym zaproszeniem do dyskusji wokół twórczości Becketta musiała kiedyś powstać. Z całą pewnością – jedną z intencji dramatopisarza było prowokowanie do dyskursu na temat roli człowieka we wszechświecie. Z premedytacją przecież w dziełach zamieszczał możliwie dużo szczegółów, które są gwarancją wieloznaczności…


Z podziękowaniem.


[1] "Jesteście na Ziemi, na to rady nie ma! Dialogi o teatrze Samuela Becketta"; A. Libera, J. Pyda OP; Dominikańskie Studium Filozofii i Teologii, Kraków 2015, str. 78


czwartek, 14 stycznia 2016

ARYSTOKRATKA W UKROPIE - premiera 27 stycznia 2016 roku




Evžen Boček powraca w drugiej części swojej znakomitej powieści.


Jeżeli zdążyłeś zaprzyjaźnić się z rodziną Kostków z Nowego Jorku, która powraca do Czech, by objąć schedę po przodkach - historyczny zamek z przeszłością, legendami i najprawdziwszym kasztelanem; lubisz czeski humor, a książka "Ostatnia arystokratka" sprawiła, że podczas lektury uśmiech nie znikał z Twojej twarzy - już wkrótce będziesz mógł się przekonać jak potoczą się losy "księżniczki" księżniczki Marii, jej niesfornych rodziców oraz służby o wielkopańskich manierach. Dobra zabawa zagwarantowana!

Premiera 27 stycznia 2016 roku




 12 stycznia 2016 ruszyła przedsprzedaż książki w promocyjnej cenie na http://stara-szkola.com/