środa, 25 maja 2016

Dziecko w sieci


 Wydawnictwo: Uniwersytet Śląski
Miejsce i rok wydania: Katowice, 2015
ilość stron: 400


Cyberprzemoc to prześladowanie, obrażanie lub wyśmiewanie kogoś z wykorzystaniem Internetu lub telefonu komórkowego. Przyjmuje ona formę nękania obraźliwymi SMS-ami, publikowania ośmieszających filmików lub dręczenia szyderstwami na forach i w komunikatorach społecznych. Cyberprzemoc to molestowanie w sieci. Okazuje się, że zagrożenie nie czyha wyłącznie ze strony obcych ludzi, ponieważ w dzisiejszych czasach największą traumę fundują sobie koledzy z klasy. Około 65% młodzieży w ankietach przyznaje, że miało styczność z cyberatakami w szkole. Media alarmują, że frustracja dzieci, które nie radzą sobie z „hejtem” w sieci, coraz częściej prowadzi do depresji, a nawet do samobójstw. Gdy dochodzi do tragedii, rodzice zaczynają szukać winnych i oskarżają administratorów portali społecznościowych. Dr Anna Waligóra-Huk uświadamia skalę problemu i uzmysławia, że winić nie można wyłącznie portali czy środowisk szkoły. Agresja rówieśnicza i cyberprzemoc to dzisiaj jeden z najbardziej złożonych problemów społecznych.

Książka wpisuje się w szeroko zakrojoną akcję profilaktyczną, której celem jest zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom w sieci. To fachowy podręcznik skierowany do nauczycieli i pedagogów oraz rodziców, którzy powinni poznać skalę zagrożenia. W pierwszej części, opierając się na teoriach naukowych, autorka wyjaśnia rolę mediów w komunikacji dzieci, mechanizm powstawania frustracji i agresji, wymienia formy cyberprzemocy oraz jej psychologiczne konsekwencje. Dzięki tym refleksjom zrozumiemy, dlaczego w wirtualnym świecie dzieci krzywdzą się nawzajem z taką łatwością i dlaczego przeniesienie przemocy z korytarza szkolnego do Internetu działa niszcząco na ich psychikę i poczucie bezpieczeństwa. Część druga stanowi udokumentowanie szeroko zakrojonych badań dotyczących bezpieczeństwa młodzieży w sieci, przeprowadzonych w dziesięciu losowo wybranych gimnazjach. Dane dotyczą szkół z terenów wiejskich, ale w pozostałych regionach sytuacja jest analogiczna, więc wnioski są ogólne.


Z przeprowadzonych obserwacji, rozmów i z przestudiowanych dokumentów wyłania się obraz kondycji polskiej szkoły. Na tym tle została przedstawiona analiza kilku konkretnych przypadków cyberprzemocy, które zostały odnotowane w badanych środowiskach. Przy ich rozpatrywaniu wzięto pod uwagę wszystkie okoliczności zdarzenia, sytuację rodzinną, popularność w szkole, motywację oraz zachowanie sprawców i ich ofiar. Prześledzono konsekwencje, a także przyjrzano się czynnościom podjętym w ramach interwencji. Wnioski są alarmujące.

Autorka dowodzi, że skutki cyberprzemocy są nieodwracalne. Dorośli jednak nie są w stanie wychwycić wszystkich niepokojących sygnałów i nie potrafią zapewnić wsparcia poszkodowanemu dziecku. Udzielając pomocy zapominają, że najważniejszym celem jest naprawienie relacji między dziećmi, więc ich działania są mało skuteczne. Jedynym wyjściem jest szeroko rozumiana profilaktyka. Niestety nauczyciele stosują ją incydentalnie, a rodzice jej nie znają, ponieważ nie angażują się w życie szkoły.

Dane statystyczne oraz wnioski przedstawione w książce przytłaczają. Istnieje światełko w tunelu, ale wymaga od dorosłych wysiłku – zmusza do rewolucji w sposobie myślenia. Dość porażające może się okazać odkrycie, że za tą rewolucją nie kryje się nic nowego: autorka jedynie dobitnie wymaga, by dorośli wypełniali swoje podstawowe obowiązki! Rodzic ma pielęgnować relacje ze swym dzieckiem i je wychować, szkoła ma go w tym wesprzeć. Autorka wskazuje nasze podstawowe błędy i wyjaśnia, jak ich unikać. Tylko wtedy, gdy od najmłodszych lat będziemy wpajać szacunek dla uczuć innych osób, uczyć krytycznego myślenia i mądrego korzystania z Internetu, a szkoła położy nacisk na pogłębianie relacji społecznych, nasze dzieci nikogo nie będą krzywdzić i same będą bezpieczne w sieci.



środa, 18 maja 2016

Geniusz i Ksantypa (?)


Był, bez wątpienia, geniuszem i jednym z największych pisarzy. Jego poddani w Jasnej Polanie otaczali go szacunkiem i miłością. Wiele dla nich zrobił, chociaż na zewnątrz jego „ludowość” nie zawsze spotykała się z jednakowym zrozumieniem. Był przecież bohaterem popularnego dowcipu, który krążył po kraju: „Jaśnie panie, pług stoi przed pałacem! Czy jaśnie wielmożny pan raczy dziś orać?”* Lew Tołstoj – wielki pisarz, skomplikowany człowiek, człowiek-sfinks, zagadka dla członków rodziny i kolejnych pokoleń czytelników.


Czytając książkę "Lew Tołstoj. Ucieczka z raju" Basińskiego (recenzja TUTAJ) przekonujemy się jak trudno byłoby związać się z człowiekiem, który ma taki autorytet i sławę. Jeszcze gorzej, gdy dowiadujemy się, że wszystko, co zamieszczał w swych utworach było autentyczne, że wierzył i realizował ideały, o których pisał. Książę Mitia Niechludow z „Poranku ziemianina” – młody dziedzic, który porzucił studia,  by poświęcić się pracy dla chłopów (chociaż jego starania napotykają na mur ich niechęci) – to przecież Lew Tołstoj. On sam w młodości zaskoczył wszystkich decyzją o porzuceniu studiów i osiedleniu się w Jasnej Polanie, którą pragnął zreformować. „Ojciec Sergiusz” to obraz walki dobra ze złem. W tym opowiadaniu pisarz zmaga się ze swoimi własnymi demonami. Każdy następny utwór zawiera cząstkę duszy Tołstoja, każdy odsłania trochę prawdy o nim.

Lew Tołstoj był człowiekiem szalenie skomplikowanym. Był ogarnięty namiętnościami, które przez całe życie zwalczał. Był wizjonerem i idealistą, ale w tych jego ideałach ukrywał się pewien pierwiastek bezwzględności. Postanowił poświęcić swoje życie i majątek, a z czasem rodzinę, by je wcielić w życie. Z drugiej strony - wcale nie myślał, że "poświęca" bliskich. Był pewien, że wszyscy myślą jego kategoriami, chciał by, jego najbliżsi szli ku doskonałości razem z nim.
















Sonieczka Bers i Lew Tołstoj. Ilustracje w książce Basińskiego [źródło]

Jakie były jego ideały? Opisał je częściowo m.in. w utworze „Dzieciństwo”. Znajdziemy je też w noweli "Poranek ziemianina", w której nawet "zaprogramował" obraz swojej przyszłej żony.  

Idealną kandydatkę odnalazł w Soni Bers (Sofia Andriejewna), córce zaprzyjaźnionej i skoligaconej rodziny. Historia ich miłości „weszła do powieści Anna Karenina praktycznie ‘bez redakcji’ (…) W istocie zaloty Lewina i jego ożenek z Kitty w najdrobniejszych szczegółach pokrywają się z tym, co działo się między Tołstojem a Sonieczką”.** Młodziutka Sonia oczarowała go swym talentem i urodą, wydawała się idealną towarzyszką do realizowania jego ściśle zaplanowanego życia. Widział w niej żonę, którą wymarzył sobie bohater „Poranku ziemianina”. Przywiózł ją do swojego majątku i w tym miejscu rozpoczęło się prawdziwe życie, światy Tołstoja i jego żony zaczęły się rozmijać, ideały zderzyły się z twardymi realiami.



Pisarz swoje samodoskonalenie traktował śmiertelnie poważnie. W tym jego geniuszu było jednak coś nieludzkiego, bo jak wytłumaczyć fakt, że młodziutkiej niewinnej dziewczynie kazał przeczytać swoje dzienniki, w których opisał drobiazgowo swoje grzechy, wyskoki i romanse? Udostępnienie dziennika było z jego strony darem i spowiedzią. W ten sposób rozumiał uczciwość małżeńską. Nie przewidywał, że jego przeszłość zszokuje młodziutką dziewczynę, że obraz ich małżeństwa w jej oczach od razu zostanie odarty z romantyzmu... 

On też zażądał od niej panieńskiego pamiętnika, a ponieważ go spaliła - pokazała mu powieść, którą napisała. Wiedział, że posiada talent literacki, tym także go zachwyciła. Z czasem stała się jego sekretarką i pierwszym krytykiem. Ale zaczęła się między nimi dziwna rozgrywka. Oboje pisali dzienniki, szczerze ją do tego nakłaniał. Na przemian zostawiali je sobie do przeczytania lub ukrywali przed sobą. Dokonywali permanentnego rozrachunku swoich uczuć, rozbierali je na czynniki pierwsze, często (zwłaszcza on) bywali dla siebie okrutni.

On tworzył wielką literaturę - to było jego powołanie, tylko z czasem zaczął podążać w kierunku, który stał się dla niego i rodziny niebezpieczny. Nie mogła się z tym pogodzić, a wtedy Lew odebrał jej prawa do swoich książek - nie tylko do ich redagowania, także do korzyści materialnych. Tołstoj nadal przecież się doskonalił, chciał udowodnić, że jest ponad wszystkim, z czasem zrzekł się całkowicie swoich praw autorskich...



A Sonia? Czytam jej "Pamiętniki". Prowadzone są dość drobiazgowo, od początku małżeństwa. Czuć w nich jednak redakcję dorosłej Sofii. Wiedziała, że świat sięgnie po jej notatki. Czuła, że nie jest lubiana; wydaje się, że w pewnym stopniu jej dzienniki miały stać się dla niej tarczą, chciała się nimi bronić. Jej wyznania czyta się z mieszanymi uczuciami. Jest mi nieswojo, gdy pomyślę, że to nie są tylko jej prywatne zwierzenia, ale zawsze pisane były z tą myślą, że ON przeczyta... Chyba z tego względu pamiętnik nie jest zwyczajny. Każde zdanie podszyte jest Lwem Tołstojem, każda czynność odnosi się do niego... Piszą i gnębią się nawzajem. Jest coś upiornego w tej ciągłej analizie ich związku...

Jak zapamiętał ją świat? Przeszła do historii jako niedopasowana żona i sekutnica, która zatruła wielkiemu pisarzowi życie, a na wieść o jego ucieczce zrobiła teatr, rzucając się w sukniach do stawu, skąd z trudem ją wyłowiono. Do dziś spekuluje się czy popełniła ten czyn z miłości czy dla formy?



Lektura książki "Lew Tołstoj. Ucieczka z raju" Basińskiego sprawia, że nie tylko zaczynamy rozszyfrowywać skomplikowaną naturę Lwa Tołstoja, ale także dostrzeżemy wyjątkowość jego żony. Przekonamy się, że po ucieczce męża – gdy cały świat zwrócił na nich oczy, śledził i oceniał każdy krok – oczekiwano od niej „efektownego akcentu”. W końcu była żoną autora słynnej „Anny Kareniny” – melodramatyczne zakończenie jej związku zmusiło ją do adekwatnej reakcji... Biograf i wybitny specjalista od Tołstoja szczegółowo przedstawia historię małżonków – uczy szukać osobistych wątków w twórczości pisarza, a także konfrontuje dzienniki Tołstoja z pamiętnikami jego żony i uświadamia, że rozgrywki między nimi toczyły się na wielu poziomach…

Czego nauczyła mnie ta książka? Już nie wierzę, że Sofia Andriejewna była niegodną żoną wielkiego Lwa Tołstoja. Po tej lekturze głęboko jej współczuję. On był filozofem, kaznodzieją, mistykiem. Ona była tylko gospodynią, opiekunką i sekretarką. Osobą, która troszczyła się o finanse i wychowanie dzieci (urodziła trzynaścioro, ośmioro dożyło wieku dorosłego). Jej mąż zupełnie nie brał pod uwagę praktycznej strony życia. Przyjął za pewnik, że ona będzie dążyć do doskonałości razem z nim. Nie przyszło mu do głowy, że pewne decyzje będą ją stawiać po drugiej stronie barykady, dla dobra dzieci. Nie była Ksantypą. Była jedyną osobą na świecie, która była zdolna unieść brzemię, jakim było życie z Tołstojem!

*"Lew Tołstoj. Ucieczka z raju", Pawieł Basiński, Marginesy, 2015, str. 33
** Tamże, str. 161