piątek, 29 lipca 2016

Pożegnanie z Warmią




Taki spokój rozlany w naturze,
Niebo takie czyste i pogodne -
Na jeziora przejrzystym lazurze
Zakwitają blade lilie wodne;
Zakwitają i z schyloną twarzą
Za czymś tęsknią i gonią, i marzą.

- fragm. utworu "Lilie wodne" A. Asnyk




środa, 20 lipca 2016

Styl życia: Uniwersytet



W roku 2016 Uniwersytet Warszawski obchodzi swoje 200-lecie, z tej okazji organizowane są liczne uroczystości i imprezy kulturalne z udziałem gości z całego kraju i zagranicy. Do obchodów jubileuszu przyłączyły się Wydawnictwa UW, które przygotowały szereg publikacji prezentujących historię uczelni, sylwetki jej wybitnych uczonych oraz dzieje poszczególnych dyscyplin naukowych. Jednym z opracowań tego typu jest książka wydana pod redakcją Zofii Boglewskiej-Hulanickiej „Nasz Uniwersytet. Wspomnienia pracowników Uniwersytetu Warszawskiego”.
Historia renomowanej uczelni, która wypuściła spod swoich skrzydeł Chopina, Prusa, Sienkiewicza (i wiele innych sław) jest ściśle udokumentowana. Zwykle jednak przyjemniejsze i bardziej ekscytujące niż studiowanie suchych faktów jest poznawanie przeszłości od naocznych świadków. Taki był cel twórców książki, chcieli w sposób zaangażowany przedstawić bogatą i żywą historię Uniwersytetu. Kilkudziesięciu najbardziej doświadczonych pracowników naukowych UW zaproszono do wspólnego projektu. Każdy z nich sięgnął pamięcią do pierwszego spotkania z uczelnią, przedstawił specyfikę wydziału i swoje naukowe osiągnięcia. Ich wspomnienia są osobiste, a zarazem bliskie wszystkim Polakom. To kronika ostatnich pięćdziesięciu lat funkcjonowania uczelni, a zarazem barwna panorama epoki odwołująca się do wydarzeń przełomowych dla całego kraju.



Tom jest obszerny i zróżnicowany. Wspomnienia przyjęły kształt esejów, reportaży i wywiadów. Nad każdym tekstem warto się pochylić, każdy wnosi coś nowego. Autorzy są reprezentantami wielu dyscyplin naukowych i pełnili rozmaite funkcje, więc czytelnik nie tylko poznaje poszczególne okresy, ale także wkracza w różne obszary rzeczywistości uniwersyteckiej. Wspomnienia skupiają się wokół spraw doniosłych, ale nie zabraknie także lżejszego tonu, narratorzy sięgają do anegdot obrazujących trudności i absurdy, z którymi przyszło im się mierzyć w przeszłości i dodających rumieńców obrazowi ich studenckiego życia.

Dzięki książce prześledzimy zmieniające się warunki studiowania i poznamy losy wielu wybitnych profesorów zaangażowanych w pracę konspiracyjną i szykanowanych za poglądy. Jadwiga Puzynina zwraca uwagę także na wykładowców, którzy mimo nadzoru partii zdecydowali się kontynuować pracę, ponieważ czuli na swych barkach odpowiedzialność za funkcjonowanie uczelni i za ochronę studentów. Wielu autorów wspomina entuzjazm, z jakim studenci po wojnie rozpoczęli naukę, biorąc jednocześnie udział w odgruzowywaniu stolicy. Jerzy Sobkowski (profesor nauk chemicznych), który swego czasu musiał skorzystać z „przydziału pracy” przypomina, w jaki sposób partia decydowała o stopniu wykształcenia studenta i upominała się o „spłacenia długu” ojczyźnie. Kazimierz Ryć (wybitny ekonomista) wyjaśnia, dlaczego najbardziej pionierskie teorie naukowe rozbijały się o twarde realia PRL-u. Esej Zofii Rosińskiej (filozof) jest tak przepojony duchem literackim, że mógłby zostać umieszczony w zbiorze opowiadań obrazujących atmosferę lat 60. z perspektywy młodych intelektualistów. Tekst Jerzego Axera (twórcy „Artes Liberales”) zwraca uwagę na to, że UW jest instytucją, która kultywuje tradycyjne wartości, a zarazem przełamuje rutynę i poszukuje nowoczesnych rozwiązań.
Pomimo tak zróżnicowanej tematyki i sporej objętości materiału, z pewnością zwróci naszą uwagę myśl przewodnia, która przewija się przez wszystkie wspomnienia. Autorzy są zgodni, że „Uniwersytet to nie posada, ale sposób życia.” Wszyscy z uczelnią związani są emocjonalnie i z nią się identyfikują. Podkreślają także rolę Mistrzów – legendarnych profesorów, o których pamięć na uczelni wciąż jest żywa i których zasady, respektowane przez kolejne pokolenia studentów i przejmowane przez następców - stały się filarem, na których opiera się wspólnota uniwersytecka.



czwartek, 7 lipca 2016

Podróże z Janem Józefem Szczepańskim






Jeszcze daleko do urlopu, ale ja już w drodze...Podróżuję w czasie i przestrzeni, a jednocześnie przed oczami przesuwają mi się kadry z moich własnych wypraw...Nic nie szkodzi, że oglądaliśmy pewne zjawiska w odstępie niemal 50 lat i niektóre ścieżki niezupełnie nam się pokryły. Najważniejsze, że emocje i wrażenia - pozostały te same. Niektóre myśli, a przede wszystkim krajobrazy - wyciągnął mi autor wprost z głowy. Czytam książkę i odkrywam jak wiele mamy wspólnych wspomnień...

Wiele się zmieniło od czasu wydania książki "Trzy podróże", którą można by zaszufladkować jako cykl reportaży, gdyby nie wyjątkowo piękny język, którym posługuje się autor i który powoduje, że książkę umieszczam w dziale: literatura piękna, i to w sekcji pisarzy, którzy potrafią czarować słowem. Wcześniej reportaże z tej książki był już publikowane trzykrotnie, pod różnymi tytułami. Są owocem wypraw autora na Bliski Wschód, do Afryki i do Indii. Wiele wody upłynęło od czasu wydania ostatniej książki ("Trzy podróże" opublikowano w 1981 roku), świat od tego czasu poszedł naprzód. Doszło do kolejnych zamachów stanu, wielokrotnie zmienił się układ sił. Dzisiaj Jan Józef Szczepański nie użyłby pewnych sformułowań. Nie mówiłby z taką pewnością o narzucaniu europejskiej kultury krajom afrykańskim i nie obstawałby przy niewzruszonej pozycji chrześcijaństwa. Pamiętajmy jednak, że reportaże powstały przed 1964 rokiem! Są zapisem ówczesnej sytuacji politycznej, a J.J. Szczepańskiego naprawdę fascynowały procesy historyczne i cywilizacyjne, które zachodziły w krajach, których dziś nawet nie wypada nazwać krajami "Trzeciego Świata". Autor był świadkiem przełomu dziejów i te zmiany w reportażach udało mu się uchwycić. Gdyby jego książka była zwyczajnym reportażem - byłaby dziś tylko ciekawostką, zapisem podróży uchwyconej w interesującym momencie. Jednak należałaby już tylko do przeszłości. Chcę jednak zwrócić uwagę na ciekawy aspekt, bowiem naszym narratorem jest podróżnik spoza żelaznej kurtyny, dla którego czasem bardziej egzotyczny jest świat zachodniej Europy, niż stosunki i polityczne układy w afrykańskich portach. Jednocześnie ani przez chwilę nie mamy wrażenia, że jesteśmy uwikłani w jakieś doktryny, autor jest ponad to - jest obywatelem świata. Ciekawe wydają się, nawet dzisiaj, obserwacje człowieka, który ma okazję porównać rzeczywistość na kilku kontynentach. Przede wszystkim zaś, na pierwszy plan w książce wysuwają się i pochłoną naszą uwagę przepiękne fragmenty prozy - opisy wrażeń i krajobrazów, portrety osób i miast, które nie tylko przykuwają sugestywnością, ale sprawiają wrażenie uniwersalnych. Podczas lektury wydaje mi się, że autor zdołał jakimś cudem "ukraść" mi moje wspomnienia i przelać na papier. Zachwycam się więc książką pełną głębokich refleksji, podziwiam zaklęte w niej obrazy i przekonuję się, że właśnie obcuję z jednym z "tych" pisarzy - wypełnionych empatią i niezwykłą  wrażliwością na urodę świata...




"Wejścia do portu w Dżiddzie bronią liczne szańce raf koralowych. Wełnią się na nich rąbki pian odgraniczając wąską, krętą linią ciemny granat morza od szmaragdowych płycizn. Droga jest zawiła, pełna zasadzek, o czym świadczą wyraźnie dwa zardzewiałe wraki po obu stronach ciasnego przejścia przez pierwszy wał. Trzeba dobrze znać ową drogę, bo ostrzegawcze znaki w postaci boi i tyk z przywiązanymi do czubka wiechciami rozmieszczone są z beztroską dezynwolturą. Tylko małe łódki rybackie o pochylonym w tył trójkątnym żaglu poruszają się tu swobodnie." [1]

"Coraz więcej przestrzeni zagarnia pustynia. Nie robi wrażenia wspaniałości ani grozy. Wieje z niej smutek nieużytku. Olbrzymia, różowopopielata piaskownica, której widok zniechęca i nuży. Tylko wzdłuż kanału biegnie podwójna struna szosy i kolejowego toru. Czasem przemknie samochód lub autobus, czasem przeleci pociąg z dieslowską lokomotywą. Jeszcze jeden nerw nowoczesnego życia rozpięty w tej pustce. Ścieżką obok toru wędrują z rzadka maleńkie, objuczone osiłki, poganiane przez kobiety całe spowite w czerń.
Suniemy bardzo wolno w konwoju złożonym z kilkunastu statków - przeważnie tankowców. Mijają nas łodzie i barki. Ludzie na nich ubrani są w spłowiałe pasiaste galabije, w brudne turbany lub bezkształtne mycki. Sternicy barek siedzą bokiem do olbrzymich kół sterowych, poruszając leniwie szprychy śniadą stopą. Wszyscy wyglądają na nędzarzy utrzymujących się przy życiu mocą obojętności" [2]

"Istnieją pewne wyobrażenia rzeczy nieznanych, których potwierdzeń szuka się bezwiednie. Wyobrażenie wschodniego miasta o krętych, wąskich uliczkach, pełnego schodków, ciemnych przejść pod ostro sklepionymi łukami, kipiącego kolorowym ruchem i gwarem. Chciałoby się je widzieć całe w pionowych akcentach, stłoczone gęstym labiryntem, trudne do odcyfrowania jak zawiły rysunek arabeski. A tu płaskość. Kilka poprzecznych ulic - szerokich, zapylonych traktów bez nawierzchni, uchodzi natychmiast w pustkowie nagiego krajobrazu. Parterowe, niechlujnie pobielone domy z gliny lub niewypalonej cegły rozsypują się z wolna pod uderzeniami słonecznego żaru. W ich kształtach nie ma śladu artystycznej wyobraźni. Trudno nawet określić to mianem architektury - mianem, które zawiera w sobie pojęcie ofensywnej manifestacji ludzkiego ładu przeciwko porządkowi przyrody. Tu jest tylko bierna obrona. Dążenie do zapewnienia sobie, kosztem najmniejszego wysiłku, schronienia przed kurzem i upałem. Nieporządne szczeciny domków, połączone ze sobą lichymi murkami, wyglądają jak nie dokończone. Nie wiadomo: może nie osiągnęły jeszcze zamierzonej formy, a może już się walą." [3]

"Była wielką, piersiastą kobietą z ciemnym meszkiem nad wargą, z gęstymi, czarnymi włosami opadającymi na czoło i prostym nosem greckiej bogini. Nad szerokim dekoltem odsłaniającym  - potężne ramiona chwiały się wydłużone krople kolczyków." [4]

"Powolnym krokiem snują się postacie biblijnych pasterzy. Wysoki kostur w prawej dłoni, w lewej różaniec - nierzadko plasykowy (...). Nie zwracają na nas uwagi. Ich świat, pełny, całkowity, odmienny od naszego, jest przed nami zamknięty. Ale w tej obcości jest coś znanego. Przypomina się takie samo uczucie skrępowania - jak gdyby w obliczu skostniałej, zapatrzonej w siebie starości (...) Tak pachniały niektóre nasze miasteczka przed wojną. I był w nich także ten nastrój nieokreślonej bezczasowości, nastrój obozowiska. Prowizoryczność i ruina, zasiedziałość i wyczekiwanie - bezterminowy postój na koczowniczym szlaku. Izraelski Ejlat po drugiej stronie zatoki jest ponoć nowoczesną osadą (...) Ale nasze dawne Bełzy i Kazimierze Dolne były krewnymi jordańskiej Akaby." [5]

"W taksówce panował ciężki, blaszany skwar, przez okna wnikał gorący kurz, miałki jak mąka. Szybko skończył się asfalt." [6]

"Kolory rzeczy oddzielone brutalnym ostrzem słońca od swoich płaszczyzn skakały nam w oczach jaskrawymi plamami" [7]

"Dzień zgasł nagle, bez ostrzeżenia. Zapełgały światełka w płytkich wnękach ubogich sklepików. Nie handlowano już. Kupcy o powolnych, dostojnych ruchach siedzieli przykucnięci na poduszkach, plotkując cichymi głosami, pijąc kawę z maleńkich filiżanek i sącząc dym nargilów przez giętkie rurki, wybiegające ze wspólnego zbiornika." [8]

"Jego ziewanie udzielało się i nam. Myślałem o perspektywie tygodniowego postoju tu, na szlaku przygód Sindbada Żeglarza, w samym centrum jednego z najdrażliwszych politycznych konfliktów obecnej doby, i myśl ta ciężka była od melancholijnej nudy." [9]

***

To tylko kilka fragmencików - miniaturek literackich i barwnych impresji, którymi wypełnione są reportaże. Wszystkie pochodzą zaledwie z pierwszej części pt. "Do raju i z powrotem". Mam nadzieję, że Was zachęcą, by wziąć udział w  niezwykłej podróży...



[1] - "Do raju i z powrotem" w: "Trzy podróże", Jan Józef Szczepański, Wydawnictwo Literackie, 1981  str. 33
[2] - Tamże, str. 24
[3] - Tamże, str. 29
[4] - Tamże, str. 16
[5] - Tamże, str. 30
[6] - Tamże, str. 45
[7] - Tamże, str. 85
[8] - Tamże, str. 37
[9] - Tamże, str. 71