wtorek, 29 listopada 2016

Historia zbudowana na kłamstwie, czyli Księga Ryb Williama Goulda






„Księga ryb Williama Goulda” – to utkana z aluzji (do dzieł literackich i do Biblii), utrzymana w duchu surrealizmu opowieść (dziennik zesłańca i kronika utopijnego państwa, a nawet apokryf), to także historia Tasmanii, w której realia splatają się z elementami okrutnej baśni. Narratorem jest nie do końca budzący zaufanie Sid Hammet - współczesny fałszerz antyków, któremu w ręce wpada kontrowersyjny skarb. Bohaterem zaś jest  William Buelow Gould - żyjący na początku XIX wieku złodziejaszek i artysta, który ma talent do popadania w tarapaty, ale posiada nadzwyczajne umiejętności. Nie tylko  plastyczne...

Cała recenzja dostępna (tutaj). Zapraszam.

Książka obnaża proces narodzin mitu, z czym może się wiązać manipulowanie faktami i przekształcanie wydarzeń w taki sposób, by  dopasować je do prywatnych zamierzeń i celów. Czytelnik czyta kronikę, ale widzi nie tylko końcowy efekt. Jest świadomy w jaki sposób powstaje, więc dostrzega także grube szwy, którymi czasem na siłę sfastrygowane są poszczególne wydarzenia.  
Czy aluzje do Biblii powodują, że książka jest obrazobórcza? Nie sądzę. Z pewnością to pozycja ambitna, osobliwa i ... nieźle zakręcona. Skłaniająca do  przemyśleń.


wtorek, 8 listopada 2016

Pilch profesjonalnie i Pilch uczuciowo, czyli: nie wyprowadzaj swojego biografa z równowagi



Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 12 października 2016
Liczba stron: 480



O tym, że powstaje biografia Pilcha wiedzieliśmy już dawno, ponieważ Katarzyna Kubisiowska (felietonistka, autorka wywiadów) nie kryła swojego entuzjazmu ani dylematów. Inicjatywa wyszła od wydawnictwa, natomiast potencjalny bohater biografii oraz jej przyszła autorka skwapliwie i z zapałem podjęli wyzwanie. Autor zgodził się nawet nie autoryzować tekstu, co dodało sprawie pikanterii, miało podobno obydwu stronom przynieść korzyści, a książce zapewnić reklamę. Osobliwy pomysł wielbiciele z pewnością od razu uznali za kolejny dowód na ułańską fantazję pisarza, natomiast zapowiedź, że nie będzie ingerowania w tekst – stał się sygnałem dla czytelników, potwierdzeniem profesjonalizmu Kubisiowskiej. Z czasem jednak, jak wynika z biografii – współpraca zaczęła się psuć i utykać, aż całkiem ustała, a każdy pogrążył się we własnych bolesnych refleksjach. Okazało się, że sam proces pisania biografii, a także jej publikacja – to doświadczenia, które obie strony muszą udźwignąć.

Z rozmachem i w różnych tonacjach

Skupmy się jednak na samej biografii. Przystępuję do lektury i od razu zapominam o wątpliwościach, upewniam się, że Kubisiowska wobec Pilcha nie ma zamiaru stosować taryfy ulgowej, raczej stara się wręczyć czytelnikowi klucze do zrozumienia jego złożonej osobowości. Jak tego dokonuje? Przede wszystkim prezentuje jego sylwetkę w różnych perspektywach, w rozmaitych środowiskach, relacjach i życiowych rolach. Poznajemy Pilcha nie tylko jako syna i wnuka, ojca, partnera, przyjaciela, ale także jako mieszkańca Wisły i ewangelika, tytana pracy, kibica, studenta i wykładowcę, członka redakcji, felietonistę, krytyka literackiego i pisarza. Autorka stara się wydobyć w jego portrecie wszelkie półcienie, a nawet skrajności. Ukazuje Jerzego Pilcha jako osobę szalenie towarzyską, a jednocześnie – samotnika; rozmówcę, który inspiruje i onieśmiela; egocentryka i osobę niezwykle czułą;  człowieka, którego przyjaźń traktuje się jako nobilitację, co jednak nie zawsze chroni przed… poznaniem smaku „pilchowskiej” zdrady. Słowem: Pilch w najróżniejszych odcieniach i barwach. Pilch – człowiek, nie pomnik.

Kubisiowska korzysta z przeróżnych źródeł. Przeprowadza kwerendę, chętnie udziela głosu pisarzowi (cytuje jego słowa, a ponieważ Pilch tworzy prozę nasyconą autobiografizmem – odsyła również do odpowiednich fragmentów jego twórczości), zamieszcza wypowiedzi znanych osobistości, krytyków literackich, pozwala przemówić znajomym i przyjaciołom Pilcha. Pojawiają się też echa gorących dysput i ostrej wymiany zdań, które przetaczały się od czasu do czasu przez media. Trzeba przyznać, że wszystkie te elementy sprawiają, że portret pisarza, który wyłania się z lektury jest barwny i wielowymiarowy.

Kolejne kręgi wtajemniczenia

To, co mnie w książce najbardziej ujęło – to układ części i rozdziałów, które nie tylko jakimś cudem (dzięki dyscyplinie) stale uwzględniają chronologię, a jednocześnie poświęcone są osobom z najbliższego otoczenia pisarza. Mamy wrażenie, że poznajemy kolejno ich sylwetki, a jednocześnie dzięki nim – osiągamy kolejne stopnie wtajemniczenia w procesie odkrywania osobowości pisarza. Kubisiowska umiejętnie wydobyła i podkreśliła wpływ bliskich osób na życie i twórczość Pilcha, a przede wszystkim - na ważne rysy jego charakteru. Kolejne osoby „patronują” konkretnym częściom lub rozdziałom, ponieważ są „odpowiedzialne” za ukształtowanie pewnych jego cech. W ten sposób części „Matula” i „Ojciec” to portrety rodziców, ale także w pewnym sensie dowód, że relacje z nimi (i między nimi) zdeterminowały sposób budowania wszystkich związków pisarza. „Babka Czyżowa” to wychowanie ewangelickie, surowość i czułość, ale także skłonność do gawędziarstwa. „Wantuła” – to religia, a także droga do pisarstwa. „Stary Kubica” to inteligencja, siła i niezależność. Ale także niespokojny duch, alkohol i ułańska fantazja…

Nie można odmówić Kubisiowskiej rozmachu. W książce nie zabrakło odniesień ani do choroby, z którą pisarz boryka się od lat, ani do jego warsztatu pisarskiego i fascynacji literackich. Kubisowska stara się też być przewodnikiem po jego utworach, przedstawia okoliczności jego debiutów (bo pisarz debiutował wielokrotnie w różnych rolach), pozwala prześledzić proces kształtowania się jego warsztatu i zajrzeć za kulisy przyznawanych nagród. Jej książka stała się nie tylko biografią Pilcha, kroniką jego rodziny (autorka głęboko wchodzi w koligacje), ale także panoramą rodzinnego miasta, uwzględniającą klimat i specyfikę mieszkańców (także ich stosunek do twórczości pisarza). Ten rozmach wydaje się konieczny. Z pewnością autorce udało się udowodnić, że stereotypowy wizerunek pisarza jest często niesprawiedliwy, a przede wszystkim: maksymalnie spłycony.

Zejście z kursu

Do pewnego momentu Kubisiowskiej udaje się utrzymać dystans wobec swojego bohatera i do swojej książki. Autorka pozostaje obiektywna, ponieważ pozwala o Pilchu opowiadać innym osobom. Ni stąd, ni zowąd, w końcowych partiach książki charakter narracji nagle się zmienia. Pojawia się osobisty, nazbyt emocjonalny ton. Zostaje naświetlona sprawa opublikowanego niedawno wywiadu Eweliny Pietrowiak, przy czym Kubisiowska zadbała, by czytelnicy zobaczyli okoliczności tej sprawy w innym, niż dotąd świetle.

Przyznaję, że dużo wcześniej, w trakcie lektury doszłam do wniosku, że biografia Kubisiowskiej powinna sprawić satysfakcję czytelnikom, tym zwłaszcza, którzy odczuli niedosyt (czytaj: wielki apetyt na więcej), po przeczytaniu niedawno opublikowanego wywiadu Eweliny Pietrowiak. Myślałam nawet, nieco naiwnie, że obydwie książki miały w swym zamierzeniu wzajemnie się uzupełniać. Autorzy książki „Zawsze nie ma nigdy” od razu jasno postawili kwestię, że publikacja nie była planowana, powstała z potrzeby serca, w rezultacie żmudnego procesu rekonwalescencji. Dobrze jeszcze pamiętam, że zwróciło moją uwagę zręczne balasowanie Pilcha i Pietrowiak wokół tematów, ich powściągliwość w ujawnianiu informacji, które mogłyby odebrać „moc” powstającej biografii. Kiedy jednak tylko sobie pomyślałam o tym, że obie publikacje współgrają – Kubisiowska od razu sprowadza mnie na ziemię.  Ale nawet teraz, gdy znam inną wersję - wbrew temu, co sądzi Kubisiowska – nie potrafię tej publikacji odebrać jako cios w jej biografię. Wobec czego - nuta pretensji w jej tonie – wydaje mi się nieco małostkowa. A nad rozdziałem: „Zdrada” – wyczuwam ulotny zapaszek nie tylko „zdrady”, ale także „zemsty”. Dochodzę do wniosku, że sprawa publikacji książki Pietrowiak miała jednak dla biografii Kubisiowskiej diametralne znaczenie.

Oczywiście, w momencie ukazania się książki „Zawsze nie ma nigdy” – znakomita większość biografii musiała być ukończona. Dodam, że ta lepsza część. Kubisiowska pracuje nad samym zakończeniem swej książki już bez przychylnej życzliwości pisarza, borykając się z poczuciem odtrącenia i "zdrady”. W tym momencie jej narracja w sposób zasadniczy zmienia ton. A szkoda, bo przecież zrobiła kawał dobrej roboty. Nawet, jeśli pisarz nie uprzedził jej o wywiadzie (co jako przyjaciółkę musiało zaboleć), to dla dobra biografii można było poczekać, aż wzburzenie opadnie. Odłożyć na chwilę pisanie, albo z klasą pominąć temat i robić swoje. Kubisiowska jednak dała ponieść się emocjom. Kiedy więc wypływa temat wywiadu Pietrowiak – robię się ostrożna, wcześniejsze wątpliwości dotyczące zbytniej zażyłości autorki z Pilchem – powracają. Biografię, ze względu na obiektywność autorki dzielę na dwie różne części. Jako kobieta – mogę zrozumieć rozterki Kubisiowskiej, nie wątpię nawet w jej szczerość. Natomiast jako czytelnik poszukujący rzetelnej biografii – mam z tym problem. Nagle bowiem zmuszona jestem podejrzliwie przyglądać się faktom. Zastanawiać się – w którym miejscu kończy się literatura, a zaczynają osobiste rozgrywki.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu: