środa, 7 czerwca 2017

ŻYCIE JEST SYMFONIĄ MAHLERA – „Busola”, Mathias Énard – recenzja przedpremierowa!



 „Musiałem pokazać po pierwsze, że islam i Orient nie powinny być utożsamiane ze ślepą przemocą i bezbrzeżną głupotą, i po drugie, że wszyscy jesteśmy trochę orientalni”
- Mathias Énard


„O, nie śpij, druhu, nocy tej.
Tyś jest Duch, a myśmy chorzy nocy tej.
Odpędź o oczu Twoich sen! Nocy tej!
Tajemnica się rozwidni, Nocy tej!
(…)
Jak cicho. Inni śpią.
Ja i Bóg jesteśmy sami, nocy tej!
(…)
Gdybym przespał aż do ranka,
Już bym nigdy nie odzyskał nocy tej!”


- frag. „Pieśni o nocy”, Dżalaluddin Rumi, w przekładzie Tadeusza Micińskiego





tytuł: Busola
autor: Mathias Enard
tłumacz: Magdalena Kamińska-Maurugeon 
ISBN: 9788308062388
liczba stron: 512
premiera 14 czerwca!




Busola to literacka hybryda; powieść jest napisana w formie wspomnień głównego bohatera – wiedeńskiego muzykologa zafascynowanego Orientem, które często (z powodów dryfowania w stronę tematów filozoficznych, muzycznych i kulturowych) przybierają kształt literackiego eseju. Franz Ritter – narrator, a zarazem główny bohater – spędza bezsenną noc (wręcz odlicza mozolnie upływające godziny) na rozpamiętywaniu przeszłości i podsumowywaniu życia na skutek dwóch wydarzeń: właśnie usłyszał diagnozę swojej choroby i otrzymał przesyłkę od przebywającej na drugim końcu świata kobiety swojego życia. Natłok wrażeń, emocje i tęsknota nie pozwalają mu zmrużyć oka, dzięki czemu czytelnik poznaje jego biografię, dzieje nieszczęśliwej miłości, a także historię jego fascynacji Orientem. Ponieważ bohater odbył liczne podróże, dobrze poznał wschodnie tradycje, dziedzictwo i wartości, a później niestrudzenie tropił ich ślady na naszym kontynencie – z jego opowieści rodzi się obraz europejskiej kultury, która jest mniej hermetyczna niż skłonni jesteśmy przyznawać. Biografia naszego bohatera stanowi główną oś fabuły, natomiast rozmaite tematy, które przy okazji zostały poruszone – pozwalają na wielorakie interpretacje. Busola to historia miłosna (ale opowiedziana w duchu najlepszych klasycznych tekstów), opowieść o podróżach (również literackich i muzycznych), diagnoza kondycji współczesnego człowieka, a także alegoryczna historia świata.

Sara i Franz

Poznali się na konferencji naukowców w domu Josepha von Hammera-Purgstalla (austriackiego orientalisty żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku, tłumacza Księgi tysiąca i jednej nocy). Franz, który chciał zostać muzykologiem, w zasadzie był zadowolony ze swego miejsca w świecie: z możliwości studiowania i przebywania w Wiedniu, w jednej z najbardziej muzycznych europejskich stolic. Sara (w połowie Francuzka i Algierka) - od początku swój kompas ustawia na Wschód. Dziewczyna podróżuje duchowymi i literackimi szlakami, a Franz tak pokieruje swoją naukową karierą, by być zawsze blisko niej. Razem odkrywają Orient. Sara jest przewodniczką Franza, motorem napędowym zmuszającym do bezustannego intelektualnego wysiłku i do poszukiwań; jego sumieniem, natchnieniem, punktem odniesienia i źródłem wiedzy. Płomieniem, który nie obiecuje ugaszenia pragnienia. Busolą. Jego Muzą i porażką.

Oboje są przeciwnymi żywiołami. On ze swymi zbiorami (książki, płyty, partytury i pamiątki związane z Sarą) i ze stałą akademicką posadą. Ona – zawsze w ruchu, nie do końca uchwytna. Ale kiedy wszyscy ponoszą swoją własną klęskę, gdy świat ogarnia szaleństwo i pogrąża się w bólu – Ona jedna nadal prowadzi swoją krucjatę: „mierzy się z żałobą i chorobą, wytrwale grzebie w smutku tego świata, aby wyciągnąć z niego piękno i wiedzę”1. Franz póki może – dzielnie dotrzymuje jej kroku. Ale któż zdoła dogonić pustynny wiatr?

Symbolizm

Sara i Franz – to para kochanków, ale możemy też poszukać ich znaczenia nieco głębiej. Nasza bohaterka jest przecież wyidealizowana, przedstawiona na wzór niezapomnianych kobiecych literackich kreacji: to nowa wersja Lajli, Julii, Izoldy lub Salambo – kobieta fascynująca i nieosiągalna jak nieuchwytne marzenie. Możemy w naszych bohaterach dopatrywać się symboli, przecież w tej naładowanej nazwiskami i wymownymi wydarzeniami książce nie ma niczego przypadkowego. Franz nie bez powodu mieszka w samym sercu Europy, w mieście, które nazywane jest >>Bramą Orientu<< (autorem takiego określenia jest Hofmannsthal – austriacki pisarz, poeta i dramaturg, autor librett do oper Straussa). I chociaż czytelnikowi stolica Austrii z pewnością kojarzy się najpierw ze Straussem, Schubertem i Schonebergiem – po lekturze Busoli – spojrzy inaczej. Wiedeń stanie się zupełnie innym  miastem… Z pewnością Mathias Enard z premedytacją potraktował swoich bohaterów alegorycznie – Franz jest symbolem Zachodu. Sara – to Orient. Syria przeżywa na naszych oczach niewyobrażalny dramat (Sara pogrążona jest w żałobie), ale powinniśmy zwrócić uwagę i podumać nad tym, że to Franz jest najbardziej chorym bohaterem…

Muzyka

Busola jest bez wątpienia wielowymiarową powieścią o muzyce. Sama powieść jest skomponowana na wzór utworu muzycznego opartego na leitmotivie, wokół którego rytmicznie powracają pewne tematy i frazy.  Raz po raz pojawia się cały szereg nazwisk europejskich kompozytorów, którzy  zrewolucjonizowali muzykę, a przy okazji stali się orędownikami Orientu – przeszczepili go na europejski grunt.  Liszt, Bartók, Berlioz, ale także Karol Szymanowski. We wspomnienia Franza regularnie wkradają się opowieści  (o losach tych twórców, miłości, pasjach i twórczości), które za każdym razem również w magiczny sposób przenoszą nas na Wschód. Książka ma swoją wyraźną ścieżkę dźwiękową i idąc za wskazówkami autora możemy dotrzeć do wielu niezwykłych (czasem nieco zapomnianych) utworów.

Nasz narrator jest muzykiem i muzykologiem, więc ma niezwykle wyczulone ucho – dlatego poznamy muzyczne dzieła, które w książce Enarda posłużyły za ilustracje, ale także wychwycimy charakterystyczne dźwięki wielu miejsc (muzykę miast) lub będziemy świadkami muzycznych skojarzeń. Słuchając turkotu przejeżdżającego tramwaju – spróbujemy od razu odnaleźć jego rozkołysany rytm w energicznej etiudzie Le chemin de fer Charlesa-Valentina Alkana (na nowo odkrywanego genialnego kompozytora, przyjaciela Liszta i Chopina). W mieszkaniu Franza wsłuchamy się w dźwięki miasta, które zlewają się z fragmentami utworów wysłuchiwanych przez bohatera z płyt. Przenosząc się na Wschód – poznamy dźwięki zupełnie innego rodzaju. Z pewnością każdy, kto po raz pierwszy odwiedził tę stronę świata – doznał niezwykłych wrażeń słysząc śpiew muezina płynący z minaretu. Wraz z Franzem będziemy próbować zrozumieć sens tego wezwania.

Hołd dla pisarzy

Dzieło Mathiasa Enarada jest hołdem dla wielu wybitnych utworów literackich. Kto interesuje się szeroko pojętą kulturą (zachodnią czy wschodnią) z pewnością odnajdzie echa własnych literackich pasji. Odwołań do przeróżnych dzieł (od najstarszych pomników literackich, po utwory współczesne) jest tyle, że nie sposób ich wszystkich w recenzji przytoczyć. Pisarz rozmieścił wiele tropów, które ukazują w jaki sposób poezja perska przeniknęła do sztuki i kultury europejskiej. Natkniemy się na nawiązanie do Lajli i Madżnuna – nieśmiertelnej i najbardziej popularnej na całym muzułmańskim Wschodzie legendy o tragicznej miłości młodych kochanków (Romeo i Julia Wschodu), przy czym Enard tworzy współczesną wersję tej baśni (to opowieść o Azrze i Faridzie Lahutim, o młodej parze, która walczyła o wolność Iranu). Na kartach Busoli napotkamy nazwiska wielu istotnych pisarzy, ale kilku twórców Enard wyróżnił w sposób szczególny. Jednym z nich jest Sadegh Hedajat – perski prozaik, jeden z najważniejszych pisarzy współczesnych urodzonych w Iranie, który jest uważany za odnowiciela tamtejszej literatury. Jego najważniejszym osiągnięciem jest Ślepa sowa – dziełko oniryczne, rozgrywające się pośród oparów opium, w nieokreślonym miejscu i czasie. Od fascynacji Hedajatem zaczyna się związek Sary i Franza. Hedajat zainteresował ich jako człowiek pośredniczący w wymianie kulturowej, który poznał dokładnie ten stan, który był wynikiem „tarcia, utraty samego siebie w akcie tworzenia, w zetknięciu z odmiennością”2(aluzja do jego twórczości we Francji). A poza tym poeta stał się patronem Franza: tak jak on - wiedział wszystko o depresji, melancholii i o tęsknocie… Nie można też nie wspomnieć o najwybitniejszym sufickim poecie i mistyku (Dżalaluddin Rumi) i jego poemacie (Pieśń o nocy), którego duch unosi się nad całą książką i nad wspomnieniami Franza (pojawia się także w dźwiękach III Symfonii Szymanowskiego, której możemy wysłuchać wraz z bohaterem). Szczególnie wyróżnionym twórcą, któremu Enard składa hołd – jest Tomasz Mann – Mistrz i „latarnia literatury europejskiej”3. Nietrudno zauważyć, że Busola jest jedną wielką aluzją do jego twórczości (Buddenbrookowie, Doktor Faustus, Czarodziejska Góra). Już główny bohater - chory Franz - może nam się skojarzyć z Hansem Castorpem, chociaż bohaterowie różnią się wiekiem i doświadczeniem. Enard wzorem Manna (z Czarodziejskiej Góry) stworzył paraboliczną powieść o życiu i tak manipuluje swym bohaterem, by ukazać diagnozę sytuacji Europy. Wzorem Doktora Faustusa – tworzy historię, którą w jednej z warstw możemy odczytać jako powieść o muzyce.

Pieśń o Aleppo

Czytając Busolę podążamy za Sarą i Franzem po uliczkach i bazarach Wschodu, odwiedzimy Stambuł i Teheran, spędzimy noc na pustyni, pod gwiazdami, w ruinach zamku, ale odwiedzimy też najsłynniejsze ruiny Syrii. Wspomnienie Palmiry stanie się doskonałą okazją do wysłuchania opowieści o wpływie jej odkrycia na naszą architekturę, bowiem dziś wszystkie europejskie stolice sporo zawdzięczają „palmireńskim kapitelom, kawałki syryjskiej pustyni wyemigrowały nielegalnie do Londynu, Paryża i Wiednia”4. Wraz z bohaterami zaglądamy do Hotelu Baron w Aleppo, w którym zatrzymywali się Lawrence, Agatha Christie, Król Fajsal i Charles de Gaulle, ciesząc się jego dekadenckim klimatem i który dziś można odwiedzać jedynie we wspomnieniach. Hotel Zenobia w Palmirze, który pozwalał turystom spędzać noc pośród majestatycznych ruin – staje się pretekstem do przytoczenia awanturniczych, zbrodniczych i szpiegowskich losów fałszywej hrabiny, pustynnej Maty Hari, domniemanej trucicielki męża – pierwszej zarządczyni Hotelu Zenobia – Margi d’Andurain. Otrzymujemy zatem kontrastowy obraz Syrii sprzed wojny i tej dotkniętej dzisiejszym nieszczęściem, na sielankowe wspomnienia Franza nakłada się mroczny cień. Wstrząsająca historia miasta Aleppo staje się dla autora także okazją, by zedrzeć romantyczną maskę z archeologii i wyjaśnić, że tragedia Syrii rozpoczęła się na długo przed wybuchem aktualnej wojny…

Szaleństwo świata

Podczas lektury Busoli zorientujemy się, że Mathias Enard tropi różne formy szaleństwa – i słusznie, bo ludzie w szaleństwie (z miłości, z tęsknoty i w największych emocjach) tworzą najwspanialsze dzieła sztuki; z szaleństwa popełniają także najpotworniejsze zbrodnie. W korowodzie szaleńców zobaczymy twórców ogarniętych namiętnością, ale także Hitlera, jednego z cesarzy i dżihadystów wysadzających ruiny bezcennych pomników architektury. Przyjrzymy się szaleńcom działającym na Wschodzie i szaleńców Zachodu. Zastanowimy się jak można pogodzić z sobą funkcję duchownego i żołnierza. Poznamy losy wybitnego poety, który naprawdę wiele zrobił, by świat zapomniał o jego genialnej twórczości (Germain Nouveau). Spotkamy ludzi tak szalonych, że zostali uznani za świętych. Przyjdzie nam się zadumać i przywyknąć do myśli, że historia człowieka – to w gruncie rzeczy: historia jego szaleństwa.


Dżihadyści

Są bezwzględni i okrutni. W dodatku niszczą bezcenne dzieła sztuki i architektury (swoje własne dziedzictwo) w akcie bezrozumnego wandalizmu. Mathias Enard poświęca im wiele uwagi – ale problem dżihadu i państwa islamskiego ukazuje w szerszym kontekście. Z jednej strony zwraca uwagę, że „święta wojna”, której dziś jesteśmy świadkami – wcale nie jest taka święta. To wojna „prowadzona z wszelkich możliwych pobudek – poza duchowymi”5. Z drugiej strony uzmysławia, że nie powinniśmy utożsamiać dżihadystów z całym muzułmańskim światem. Wreszcie przypomina pewną historię, dziś skrzętnie pomijaną, która powinna rzucić nieco światła w tej sprawie. Jest to historia nieudanego projektu związanego z Obozem Półksiężyca (Halbmondlager w Zossen, Prusy). Maks von Oppenheimer (niemiecki arystokrata, dyplomata i orientalista) przekonał cesarza Niemiec Wilhelma II, że można wykorzystać dżihad jako tajną broń do walki z Rosją, Wielką Brytanią i Francją o wpływy na Wschodzie. Rozpoczęto działania, które miały rozjątrzyć muzułmański świat. Dżihad rzeczywiście został ogłoszony w 1914 roku, w Stambule. Do Obozu Półksiężyca zaś trafiali jeńcy wojenni – muzułmanie, którzy walczyli po stronie wrogich mocarstw, którzy mieli pod wpływem propagandy przejść na stronę Niemiec. Dzięki temu – muzułmanie mieli odwrócić się od wielkich mocarstw, a zachować lojalność wobec „przyjaznych” Niemców. Obóz – jako przedsięwzięcie zupełnie nieudane, został rozwiązany już w 1917 roku, a „święta wojna”, którą rozpętano – nigdy nie przyniosła oczekiwanego skutku. Mathias Edard przytacza tę zapomnianą historię po to, by udowodnić, że nie cały muzułmański świat ma skłonności do masowego fanatyzmu, że szaleństwo nie zawsze rodzi się na Wschodzie – w tym konkretnym przypadku butelkę ze złym dżinnem odkorkowano na Zachodzie…

Świat na krawędzi?

Każde dzieło zawiera „ziarno własnego zniszczenia”6, każde życie zawiera zarodek swojej śmierci. Nasz świat również nosi zarodek swojego unicestwienia. Koniec nadejdzie i prawdopodobnie sami go sobie zgotujemy. Ale katastrofę można opóźnić - istnieje jeszcze szansa. Szkopuł w tym, że w powieści Enarda rozumie to tylko jeden z bohaterów, dokładnie ten, który oficjalnie uznany jest za nieszkodliwego wariata. Bilger – przyjaciel Franza – naukowiec, książę archeologów, współczesny Schliemann (jedyny Europejczyk, który czuje, że trzeba nauczyć miejscową ludność utożsamiać się z odkryciami, które stanowią ich dziedzictwo). Bilger – symbol złamanej kariery i jeszcze jeden oryginał z korowodu szaleńców. I to właśnie on jest świadomy tego, co się dzieje: „ (…)nasz świat jest zagrożony, nikt nie interesuje się archeologią starożytnej Grecji i Rzymu, wszyscy tylko Al-Kaidą – a już Beethoven rozumiał, że w muzyce należy zbliżyć do siebie dwa brzegi – Wschód i Zachód – żeby odroczyć nadchodzący koniec świata!”7. Uważnie powinniśmy wysłuchać tego przekazu, jakże jest wymowny i alegoryczny. Tylko kto zwróci uwagę na słowa, które autor włożył w usta współczesnej Kassandry?


Busola to hołd dla Orientu, a zarazem wspaniała uczta literacka: wielowymiarowa eskapada przez wieki i przez kontynenty. Wszystkie wątki poruszone w tej książce łączą się w jednym punkcie, wszystkie przekonują, że europejska kultura jest tworem kosmopolitycznym; jak bardzo części świata: Wschód i Zachód – powinny być traktowane tylko umownie.

W powieści roi się od nazwisk, dzieł i zdarzeń, a mimo to – czytelnik ani przez chwilę nie traci sprzed oczu przewodniej idei. Warto też wspomnieć, że udało się autorowi dokonać rzeczy niezwykle trudnej - w książce, która jest formą dziennika i zapisu strumienia wspomnień, czasem strumienia świadomości, a także kroniką współczesnych czasów – udało się utrzymać powieściowe napięcie. Mann, Liszt, Rumi, Balzak, Wiedeń, Europa, Wschód, Aleppo… – wszystkie tematy doskonale łączą się w wielobarwnej (snutej na wzór Księgi tysiąca i jednej nocy) opowieści, w której odnajdziemy wszystko – co we Wschodzie (ale także w nas samych) – najbardziej fascynuje i najbardziej przeraża… W jaki sposób autor dobiera osoby do tego korowodu nazwisk i tytułów? Jakim kierował się kluczem? Łatwo rozszyfrujemy, że to artyści, którzy nigdy nie zasklepili się w swojej „europejskości” i  otworzyli się na istnienie „innego”. A wszystkie dywagacje prowadzą do wspólnej konkluzji: człowiek może odnaleźć się w tym skomplikowanym świecie, może osiągnąć spokój i trafić na przyjazną duszę - ale tylko wówczas, gdy ze światem zestroi swoją wewnętrzną busolę.

Usiądź zatem Czytelniku i rozpocznij z Franzem nocne czuwanie. Weź go za rękę, albo raczej – sam pozwól się poprowadzić przez tę niezwykłą noc – rano stwierdzisz, że stałeś się innym człowiekiem…

***


14 czerwca książka ma swoją polską premierę.
Tego samego dnia kapituła nagrody rozstrzygnie – która z książek zakwalifikowanych do ostatniego etapu konkursu - otrzyma Nagrodę Bookera. Mam szczerą nadzieję, że wygra Busola Enarda. 
Prawdziwe wyrazy uznania dla tłumaczki- 
Magdaleny Kamińskiej-Maurugeon!

***


1. Busola, Mathias Énard, Wydawnictwo Literackie, 2017, str. 452
2. Tamże, str. 14
3. Tamże, str. 332
4. Tamże, str. 164
5. Tamże, str. 308
6. Tamże, str. 502
7. Tamże, str. 127

***

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości: 





poniedziałek, 29 maja 2017

WIECZÓR AUTORSKI ELŻBIETY ISAKIEWICZ




iIlustracja: źródło


"Klimatyczna księgarnia, w której wraz z rudym kotem buszuje wyższa kultura; dobre wino, z którym (zwłaszcza) w czerwcowy wieczór wzrasta dusza – czyli zapraszam Was, Drodzy, na moje spotkanie autorskie z okazji ukazania się Niewyśnionych historii

6 CZERWCA, WTOREK, KSIĘGARNIA BAGATELA NA PIĘTERKU, W SAMYM CENTRUM, PRZY PLACU UNII LUBELSKIEJ, GODZ. 19.

Książkę przedstawi Dorota Koman-Szmigiero, a fragmenty przeczyta Andrzej Ferenc. Rudy kot pomruczy."


- Na spotkanie zaprasza Autorka zbiorku Niewyśnione historie - Elżbieta Isakiewicz


***


Śledzicie niewyśnione wpisy Autorki na Facebooku? Zagubiliście się już w świecie Lekkich halek czarownic lub drugiego zbiorku mikroopowieści: Niewyśnione historie? (recenzja tego drugiego już wkrótce na blogu). Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji zabłądzić w świat widziany oczami Elżbiety Isakiewicz, to można zajrzeć przez dziurkę od klucza 

-Tutaj

- to tylko jeden z mikroświatów - jedna z miniatur, które sprawiają, że człowiek musi się zatrzymać: czas wówczas naprawdę "schodzi z zegarów"; sprawia, że przenosimy się jednocześnie w obraz wywołany przez Autorkę i we własne zakamarki duszy... A później trzeba wpaść na spotkanie do klimatycznej księgarni. Autorka wybiera niebagatelne miejsca na swoje spotkania...

czwartek, 25 maja 2017

„Między mangą a legendą“ spotkanie z Kazuki Sakurabą podczas Big Book Festival - /materiały prasowe/













Kazuki Sakuraba, gwiazda współczesnej literatury japońskiej, autorka bestsellerowych Czerwonych dziewczyn, będzie gościem Big Book Festival odbywającego się w dniach 23-25 czerwca w Warszawie. W sobotę 24 czerwca o godzinie 14:00 pisarka spotka się z polskimi czytelnikami i w rozmowie z Katarzyną Boni odpowie m.in. na pytanie, dlaczego oniryczna baśń to najlepszy sposób opisania współczesnej Japonii i jak wygląda życie po szoku przyszłości. Na spotkanie „Między mangą a legendą“ zapraszamy do Audytorium Maximum przy ul. Emilii Plater 31 w Warszawie. (fot. Mika Sudo)



Zachód ma swoją „Dziewczynę z pociągu” i inne podobne bohaterki twardzielki, ale kraje Dalekiego Wschodu też je sobie wyhodowały. Z ciekawym efektem. Kazuki Sakuraba jest na japońskim rynku książki zjawiskiem. (…) Trudno napisać zajmującą sagę, która po czasie nie znużyłaby nawet najwytrwalszych czytelników Sakurabie się udało.
Aleksandra Żelazińska, „Zwierciadło”

… zaczyna się jak baśń… Kazuki Sakuraba opowiada historię niezwykłych kobiet, w tle kreśląc obraz Japonii po drugiej wojnie światowej.
„Harper’s Bazaar”

Polecam jej kobiecą sagę „Czerwone dziewczyny”.
Monika Finotello, „Cosmopolitan”

Jeśli kochacie opowieści o Japonii, ta was zachwyci. Baśniowa, melancholijna i wciągająca.
Marta Szarejko, „Elle”







recenzja książki - TUTAJ

czwartek, 18 maja 2017

W zapowiedziach - finalista Międzynarodowej Nagrody Bookera: "Busola" - Mathiasa Enarda /materiały prasowe/





"Kilka tygodni temu ogłoszono, że Mathias Enard, francuski pisarz i tłumacz, laureat Nagrody Goncourtów za powieść Busola (2015), znalazł się na liście finalistów przyznawanej o 2005 roku co dwa lata Międzynarodowej Nagrody Bookera. Powieść ukaże się 14 czerwca nakladem Wydawnictwa Literackiego w przekładzie Madgaleny Kamińskiej-Maurugeon. 
Tego samego dnia kapituła nagrody wyda werdykt. 

W ostatnich latach nakładem w.w. oficyny ukazały się uhonorowane Nagrodą Bookera: Wszystko, co lśni (Eleanor Catton), Ścieżki Północy (Richarda Flanagana) i Krótka historia siedmiu zabójstw (Marlona Jamesa).

***

Zmysłowa i uczona... Przepiękna książka. /"Le Monde"/

***

Bibliografia "Busoli" to około czterysta książek i klkaset artykułów naukowych. Tą książką zamykam cykl o związkach między Orientem i Zachodem. Teraz chciałbym zająć się francuską tożsamością. / Mathias Enard w wywiadzie dla "Lire"?

***

Pisarze inteligentni się zdarzają. Pisarze - erudyci już mniej. Ambitnych pisarzy jest jak na lekarstwo - nie mówię o tych, którzy gonią za popularnością, bo takich jest pełno, ale o takich, którzy wierzą, jak mówił Calvino, że "literatura może żyć jedynie wtedy, gdy wyznacza się jej cele ponad miarę, wręcz niemożliwe do osiągnięcia". Enard jest inteligentnym i ambitnym erudytą. /Olivier Rolin/

***

Muzycznym frazowaniem Enard prekazuje miłość do Orientu i jego zabytków, które powinniśmy chronić. To busola naszych czasów. / Premier Manuel Valls na Twitterze/





fot. Marc Melki. Wyd. Literackie


Mathias Énard
(ur. 1972) – pisarz francuski, tłumacz, studiował język arabski i perski w INALCO, wykłada język arabski. Laureat Nagrody Goncourtów, Prix des cinq continents de la francophonie, Prix Edmée-de-La-Rochefoucauld, Prix Décembre, Prix Candide, Prix Cadmous, Prix Initiales, Prix du Livre Inter, Prix Roman-News, oficer Orderu Sztuki i Literatury przyznawanego przez Ministerstwo Kultury we Francji.

piątek, 5 maja 2017

WSZYSTKO O ZDRADZIE – „Zapomniany walc”, Anne Enright /recenzja/



Wydawnictwo: Wiatr od Morza
Autor: Anne Enright
Tłumaczenie: Grzegorz Buczkowski
data wydania: 6 kwietnia 2017
ISBN: 9788394352325
ilość stron: 256




„Zapomniany walc” to historia kobiety, która dla namiętności poświęciła wszystko i poniosła wszelkie możliwe konsekwencje. To temat z tradycjami, w mistrzowski sposób wykorzystany przez Gustawa Flauberta i Lwa Tołstoja. Jak zwykle, gdy książkę pisze utalentowany pisarz – okazuje się, że problem jednak nie został do końca wyczerpany, a Anne Enright kładzie akcent na tym wątku, który jej wielcy poprzednicy zaledwie musnęli (dziecko w ich powieściach pojawia się marginalnie). Istotnym novum jest także ukazanie całej sytuacji z punktu widzenia kobiety. Innymi słowy – powieść irlandzkiej pisarki jest uwspółcześnioną wariacją popularnego motywu literackiego („Pani Bovary”, „Anna Karenina”), a jednocześnie stanowi realistyczny portret współczesnego (nie tylko irlandzkiego) społeczeństwa.

Główną bohaterką, a jednocześnie narratorką jest Gina – atrakcyjna mężatka nieco rozczarowana swoim mężem i trochę pogardliwie spoglądająca na wybory siostry. Gina wplątuje się w biurowy romans.  Konferencje i służbowe wyjazdy sprzyjają wybuchowi namiętności i dodają rumieńca życiu, które zdążyło już nieco spowszechnieć. Kobieta nie bardzo przejmuje się konsekwencjami, a raczej igra z nimi, traktując je jako element podniecającej gry. Czy wkalkulowała możliwość pojawienie się uczucia? Być może przygoda zakończyłaby się na kilku upojnych chwilach spędzonych w dyskretnych pokojach hotelowych, gdyby Sean jej nie przekonał, że jest jedyną kobietą, która może go „ocalić”. Przed czym? Wydaje się, że Gina zbyt mało poświęciła uwagi tej myśli… Łatwo natomiast uległa sugestii kochanka; w końcu - w każdej kobiecie zakodowany jest instynkt macierzyński i nawet jeśli się przed nim broni, to w końcu uaktywni się, nawet w nietypowych okolicznościach. Nasza bohaterka zaczyna utożsamiać namiętność i obsesję z poczuciem spełnianej misji i w tym momencie jest już gotowa dla mężczyzny swojego życia pokonać wszelkie przeszkody. Czy dobrze przemyślała konsekwencje? Już wkrótce dokładnie (zwłaszcza finansowo) odczuje ile kosztuje nowy związek i niemal natychmiast przekona się czy jej ukochany naprawdę jest wart swojej ceny.

Podczas lektury z wolna dociera do nas, jak dalece książka nie jest typowym romansem,  a romansowy wątek (kluczowy, ale nie najważniejszy) jest pretekstem do poruszenia kilku głębszych problemów. Jednym z nich – jest ukazanie wpływu wzorca ukształtowanego przez małżeństwo rodziców na życie ich dzieci. Patrząc na życie Giny i jej siostry Fiony – uświadamiamy sobie – w jak różny sposób układają sobie życie dzieci, które patrzą na błędy własnych rodziców.

Zwykle w romansach – czytelnik (widz) skupia się na losach głównej pary, ewentualnie na losach zdradzonych małżonków; w książce „Zapomniany walc” – jedną z ważniejszych postaci (z czasem przekonamy się, że ważniejszą od samych kochanków) jest Evie – nastoletnia córka Seana. To dziewczynka dziwna, nieco „źle zestrojona ze światem”. Gina obserwuje ją od dziecka, zna przecież rodzinę Seana od lat. Tyle tylko, że w towarzystwie nigdy nie poruszało się spraw związanych z jej dolegliwościami. To temat tabu. Dopiero gdy kochankowie decydują się na wspólne życie – Evie nagle stanie się jego nieodłącznym elementem. Anne Enright potrafi zdrowo łupnąć czytelnika w głowę, by zwrócić uwagę w jaki sposób dziecko staje się kartą przetargową w relacjach dorosłych, a nawet gorzej - bo służy jako zasłona dymna dla usprawiedliwienia (i rozgrzeszenia) ich postępowania.

Anne Enright podeszła do tematu zdrady nieco inaczej niż Flaubert i Tołstoj – nie stawia się w roli sędziego, raczej pozostawia czytelnika sam na sam z porażającą otwartością i wiarygodnością narratorki. Dlaczego bezgranicznie jej wierzymy? Ponieważ czujemy, że to jest jej wyznanie i spowiedź, a to oznacza, że dla Giny ma wartość terapeutyczną. A w tym wypadku - niezbędna jest absolutna szczerość wobec siebie. Książka (wyznanie kobiety) ma jej samej pomóc zrozumieć – dlaczego na własne życzenie skomplikowała sobie życie. Poznajemy zatem jej zgryzoty – nie tylko wyrzuty sumienia wobec męża i Evie, ale także skruchę wobec niedawno zmarłej matki, którą (przeżywając najgorętszą fazę romansu) najzwyczajniej zaniedbała. Natomiast obserwowanie i uczestniczenie w relacjach kochanka z jego córką – zmusza ją także do „przepracowania” problemu z własnym ojcem. I właśnie do jednego ze wspomnień o ojcu, do zdarzenia uroczystego, niecodziennego, a jednak podszytego prozą życia i rozczarowaniem – odnosi się tytuł książki. Zapomniany walc oznacza moment w związku, w którym pryska czar i romantyzm. To ten moment właśnie, przed którym broni się Gina. I wiele musi popełnić błędów, a także przełknąć niejedno rozczarowanie, by zrozumieć, że jest to naturalny etap, którego nie można uniknąć. A zgoda na ten etap – stanowi ważny wyznacznik dojrzałości człowieka. Czy Gina kiedyś do niego dorośnie? Autorka zupełnie inaczej, mniej patetycznie podeszła do rozwiązania swej historii. Nie doprowadziła do ostateczności. Nie wepchnęła Giny pod pociąg i nie podsunęła jej trucizny, ale ponieważ jest mistrzynią w ukazywaniu emocji – jej zakończenie równie mocno zmusza do myślenia.

„Zapomniany walc” jest książką podejmującą ponadczasową tematykę. Autorka z jednej strony polemizuje z wielkimi poprzednikami, ale przecież także ukazuje bardzo ważne, współczesne problemy. I ujęła je z wielkim wyczuciem smaku i znajomością ludzkiej psychiki. Dużo w jej relacji jest ciepła, humoru, ironii (autoironii) i sarkazmu i jeszcze więcej przestrzeni dla przemyśleń czytelnika. A jest nad czym myśleć, bo mimo wrażeń i bodźców, których dostarcza, mimo tych wszystkich romantycznych piosenek, którymi jest wypełniona (rozdziały noszą tytuły popularnych piosenek o miłości) – książka w rzeczywistości jest antyromansem i tak naprawdę niewiele w niej romantyzmu…




Nie wypada nie wspomnieć o znakomitym przekładzie Grzegorza Buczkowskiego (chociaż wydawnictwo „Wiatr od Morza” przyzwyczaiło czytelników do tego, że wydaje książki, które cechuje elegancja prozy i  doskonałość tłumaczenia). Grafika okładki (genialna) nawiązuje do innej powieści, również wyróżnionej Nagrodą Bookera („Wakacje” Stanley Middleton). Zupełnie słusznie. Obie książki należą do podobnej kategorii, przeznaczone są dla czytelnika wyrafinowanego i być może właśnie jesteśmy świadkami powstawania całkiem interesujacej serii.


Polecam!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:


czwartek, 20 kwietnia 2017

LEGENDY DOMU AKAKUCHIBÓW. OD REALIZMU MAGICZNEGO – PO WSPÓŁCZESNOŚĆ, czyli Japonia w pigułce. „Czerwone dziewczyny”, Kazuki Sakuraba – recenzja przedpremierowa




tytuł: Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów
autor: Kazuki Sakuraba
ISBN: 9788308063408
liczba stron: 416
 tłumacz: Łukasz Małecki

data premiery: 27 kwietnia 2017



„Czerwone dziewczyny” to wielopokoleniowa saga Akakuchibów – japońskiego rodu, którego przedsiębiorczy mężczyźni zdobyli fortunę i wpłynęli na rozwój regionu;  ale to nie oni są głównymi bohaterami książki. Czytelnik skupia się na śledzeniu losów ich kobiet – kilku pokoleń strażniczek domowego ogniska (żon, matek i córek), które znacznie wzbiły się ponad tradycyjne role (stały się fundamentem rodziny lub zdobyły sławę) i w stopniu nie mniejszym, niż mężowie wpłynęły na rozsławienie miasta i powstanie lokalnej legendy.

Aka – oznacza w języku japońskim kolor czerwony. Ród Akakuchibów przybył do Japonii w zamierzchłych czasach i osiedlił się na jednej z wysp, u stóp Gór Chugoku, gdzie znalazł znakomite warunki do realizacji swych celów. Przywiózł z sobą znajomość technologii produkcji żelaza, a ponieważ w tym miejscu zlokalizowano odpowiednie pokłady surowca, już wkrótce zaczęły dymić pierwsze piece tatara1, które z czasem zmodernizowano – aż powstała nowoczesna i strategiczna (w swoim czasie) huta Akakuchiba Steelworks.

Akakuchibowie wybrali pod swoją siedzibę teren położony dosyć wysoko, co zapewniło im nie tylko ekonomiczną, ale także metaforyczną dominację nad całą okolicą, zwłaszcza nad miastem Benimidori, które dzięki nim powstało. Dziś już nie można ustalić czy ich rodowe nazwisko pochodzi od koloru roztopionego żelaza czy raczej od klonów, które gęsto porastają posiadłość i jesienią płoną kolorem intensywnej czerwieni. Tak czy inaczej – mieszkańcy miasta nazywają siedzibę swoich dobroczyńców (wkładając w słowa odpowiednią dozę szacunku) – czerwonym domem, tym z góry.  

Drzeworyt. Autor: Hiroshige Andō, znany również jako Hiroshige Utagawa. jeden z najbardziej znanych japońskich malarzy, grafików i twórców ukiyo-e. Autor słynnej "Wieczornej ulewy nad Wielkim Mostem Atake" z cyklu "Sto znanych miejsc w Edo". Powyższa praca ("Dzwony na Ikegami" -  oddaje scenerię książki "Czerwone dziewczyny" 
/to nie są ilustracje z książki, to prace, które kojarzą się z jej klimatem/



Jedną z największych zalet powieści (poza prawdziwie fascynującą historią rodzinną i arcyciekawym tłem historyczno-kulturowo-społecznym Japonii) jest niezwykła plastyczność języka. Kraina, którą poznajemy – to San’in („cień góry”), która jest znana z wilgoci, wiatru i wiecznie szarego nieba (od chmur i dymu buchającego z hutniczego pieca). Benimidori leży u stóp jednego z ośnieżonych szczytów, a powstało według ściśle określonej hierarchii. Najwyżej – blisko szczytu i nieba – położony jest dom Akakuchibów, pochylony od starości i od wściekłych ataków wichrów. W dole, u jego stóp wyrosły domy dla pracowników – najpierw dla zarządu, jeszcze niżej - dla zwykłych robotników. Budynki, osiedla i ulice rozłożyły się na terasach naturalnie ukształtowanych na zboczach góry.

Dom pod ośnieżonym szczytem, dominujący nad okolicą, ubrany w barwy klonów - jesienią staje się ogniście czerwony. Wieczorami uliczki Benimidori płoną światłem kolorowych lampionów, które ułatwiają mężczyznom powrót do domu. O statusie mieszkańców świadczą ich stroje, a wśród tłumu nierzadko widuje się tradycyjne, bogato zdobione kimona. Czyż nie jest to barwny i działający na wyobraźnię obraz? Autorka posługuje się tak sugestywnym językiem, że wielokrotnie doznajemy wrażenia, że nie czytamy książki, lecz oglądamy serię pejzaży i rodzajowych scenek z japońskich barwnych drzeworytów.

Suzuki Harunobu, Dziewczyna na kładce w czasie wiatru, drzeworyt. Ilustracja książki "SZTUKA JAPOŃSKA W ZBIORACH POLSKICH", Zofia Alberowa, Wyd. Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1987, ilustracja 26
Powyższa praca idealnie oddaje przybycie Manyo do posiadłości w dniu jej ślubu:
"Kiedy po raz kolejny krzyknęła, wiatr urwał dach lektyki, a kosz złamał się i spadł na ziemię, dlatego resztę drogi Manyo musiała pokonać pieszo, w stroju ślubnym i w złoconych sandałach zori"2

Właściwa akcja „Czerwonych dziewczyn” rozpoczyna się w roku 1953, w powojennej rzeczywistości Japonii (chociaż początki tej opowieści sięgają zamierzchłej przeszłości) i prowadzi czytelnika aż do współczesności. I nie jest ważne, że rzecz dzieje się na prowincji, bo tu (z opóźnieniem, ale jednak) odbija się wszystko, co dzieje się w całym kraju. Czytelnik zaś – nie gubi się w krętych ścieżkach japońskiej historii, bowiem autorka sukcesywnie rozmieszcza drogowskazy, które pomagają czytelnikowi odnaleźć się w czasowym kontekście [„Wróćmy jednak do 1964 roku, kiedy Namida przyszedł na świat. Życie w czerwonym raju u góry toczyło się utartym torem, tymczasem w Benimidori na dole wszyscy ekscytowali się igrzyskami w Tokio, pierwszymi w tym kraju, dzięki czemu kolorowe telewizory stały się jeszcze powszechniejsze. (…) Tymczasem młodzi mieszkańcy (…) szaleli na punkcie Beatlesów, którzy przybyli do Japonii zza oceanu (…)”]3.

Głównymi postaciami literackimi są trzy kobiety, które są kluczowe dla  rodu Akakuchibów, a jednocześnie symbolizują ducha czasów. Stały się zatem symbolami poszczególnych epok i patronkami trzech części powieści. Poznając koleje ich losów – przyglądamy się japońskiej obyczajowości, a zwłaszcza przemianom, jakie zaszły w świadomości Japończyków pod wpływem zachodnich wzorców. Poznajmy zatem nasze bohaterki. Manyo – (podrzutek i sierota, z czasem żona dziedzica; wieszczka rodu Akakuchibów, która potrafi dostrzegać przebłyski przyszłych zdarzeń). Jej piękna i krnąbrna córka – Kemari (przywódczyni gangu zmotoryzowanych nastolatek, a później słynna artystka, która ugrzęzła w świecie mangi) oraz wnuczka Toto – która na tle swoich poprzedniczek jest zwyczajna i pospolita, zupełnie nie jest gotowa do przejęcia dziedzictwa, ale to przecież jej zadaniem jest spisanie kroniki rodziny i rozszyfrowanie intrygującej tajemnicy swej babki.

Drzeworyt "Hara na Tokaido", Hiroshige Utagawa. Tak można sobie wyobrazić scenę pojawienia się legendarnych "ludzi z gór", którzy przybywają do Benimidori po ciała samobójców

Jeżeli czytelnik tego właśnie szuka – interesującej sagi, zapadających w pamięć bohaterów, plastycznych obrazów, kolorytu Japonii (kroniki jej przemian), oraz szczypty egzotyki – będzie urzeczony powieścią. Książka ma pewne niedoskonałości – jej styl czasem jest nieco surowy (już nie przeciętny, ale jeszcze nie wybitny), za to wyobraźnia autorki – jest doprawdy: przeogromna!

Ponieważ w powieści nie brakuje nawiązań do mitów i wierzeń ludowych, jej klimat jest baśniowy (zwłaszcza w pierwszych częściach), a elementy irracjonalne i pełne magii stanowią ważną część rzeczywistości – można ją bez wahania sklasyfikować jako książkę należącą do nurtu realizmu magicznego (może jeszcze nie w czołówce, bo jednak nieco jej brakuje do kultowych „Stu lat samotności” Marqueza), ale jednocześnie trzeba zauważyć, że ambicją autorki nie stało się jedynie napisanie książki w tym duchu. Prawdopodobnie każdy czytelnik, który najpierw połyka dwie pierwsze części (pełne rozmachu i kolorowego zawrotu głowy), a później dociera do trzeciej części – jest nieco skonsternowany. Zastanawia się czy autorce wyczerpały się pomysły na równie bajeczne losy dla swojej trzeciej bohaterki… I w tym momencie powinniśmy zrozumieć, że zamysł takiego układu jest jak najbardziej celowy. Wnuczka Manyo – ma być przecież uosobieniem współczesnego pokolenia, które boryka się z uczuciem beznadziei i pustki, które nawet swoje życie uczuciowe przeżywa bez większych uniesień. „Czerwone dziewczyny” – to powieść, która stanowi alegorię Japonii. I dopiero biorąc to pod uwagę – docenimy przesłanie – żal za odchodzącą tradycją i całkiem wyraźną postmodernistyczną krytykę.
Polecam!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:




1. Piec tatara - tradycyjny japoński piec do wytapiania żelaza i stali. W piecach tatara z węgla sosnowego, czarnego piasku żelazowego oraz mineralnych rud żelaza wytapiano tamahagane - rodzaj bardzo czystej japońskiej stali wykorzystywanej głównie do tworzenia samurajskich mieczy /wikipiedia/
2. "Czerwone dziewczyny. Legenda...", Kazuki Sakuraba, Wyd. Literackie, 2017, str. 76
3. Tamże, str. 131


czwartek, 13 kwietnia 2017

PO DWÓCH STRONACH ŻELAZNEJ KURTYNY – biografia najsłynniejszej uciekinierki z ZSRR. /„Córka Stalina. Niezwykłe i burzliwe życie Swietłany Alliłujewej”, Rosemary Sullivan - recenzja/






Wydawnictwo: Znak Horyzont
Autor: Rosemary Sullivan
Tłumaczenie: Miłosz Wojtyna
liczba stron: 640
ISBN: 9788324041831
Seria: PROZA PL
Data premiery: 1 marca 2017

„Córka Stalina” to książka sążnista i wieloaspektowa; z tego powodu tytuł, który doskonale odzwierciedla zamierzenia autorki, nie zdołał do końca sprawiedliwie oddać rezultatu jej pracy. Rosemary Sullivan podeszła do tematu niezwykle skrupulatnie, dzięki czemu za jednym zamachem trafia w nasze ręce nie tylko biografia kobiety, która musiała zmierzyć się z cieniem własnego ojca i niepożądaną sławą, ale także (co było nieuniknione) portret samego Józefa Stalina. Poznajemy jego życie prywatne, politykę i zbrodnie, przez co zagłębiamy się w spory kawałek historii ZSRR. I to jeszcze nie wszystko. Ponieważ Swietłana swoją ucieczką uwikłała się w światową politykę – książka odkrywa również pozakulisowe rozgrywki, które toczyły się swego czasu między ZSRR a Stanami Zjednoczonymi - największymi mocarstwami, a zarazem przeciwnikami. „Córka Stalina” – to panorama burzliwej epoki, która przy okazji (mimochodem) ukazuje sytuację państw europejskich wschodniego bloku za żelazną kurtyną, a jednocześnie wyjaśnia – dlaczego taki podział przez resztę świata został zaakceptowany.

Biografka rzetelnie przygotowała się do swojej pracy. Oparła wnioski na analizie lektur, korespondencji, wspomnień, wywiadów i artykułów prasowych. Dotarła do znajomych i krewnych Swietłany, rozsianych po całym świecie. Postarała się ułatwić czytelnikowi poruszanie po gąszczu nazwisk i informacji umieszczając w książce drzewo genealogiczne rodziny Dżugaszwilich i Alliłujewów, listę występujących postaci i wykorzystanych skrótów, a także dokumentując i potwierdzając wnioski i wywody przypisami odsyłającymi do licznych źródeł. Podkreślić należy, że owa skrupulatność nie powoduje przeciążenia natłokiem męczących dat i nazwisk. Praca jest pełna rozmachu, ale ani przez chwilę nie nuży. Być może dlatego, że nie skupiamy się wyłącznie na suchych faktach i datach, a wnikliwa dziennikarska rzetelność – była tylko jednym z zamysłów książki. Autorka napisała biografię po to, by autentycznie swą bohaterkę zrozumieć.


Swietłana z ojcem, Józefem Stalinem, rok 1935, ilustracja z książki [źródło]


Śledzimy zatem poszczególne etapy życia Swietłany Alliłujewej - jej dzieciństwo na Kremlu (w miarę pogodne, aż do śmierci matki), dojrzewanie związane z tajemniczymi i strasznymi wydarzeniami w najbliższym otoczeniu (masowa utrata krewnych i stopniowe odkrywanie prawdy na temat śmierci matki i natury ojca), wreszcie kibicujemy Swietłanie dorosłej, która przeżywa kolejne rozczarowania  i dramaty, ponieważ ani w Moskwie ani w Ameryce nie mogła do końca odzyskać kontroli nad swoim życiem i cieszyć się swobodą, o jakiej marzyła. Dowiemy się co przepełniło czarę goryczy, jakie wydarzenie tak mocno kobietę zraniło, że zdecydowała się na ucieczkę i porzucenie dzieci (dodam, że dorosłych!) i przekonamy się, jaką cenę przyszło jej za ten krok do końca życia płacić. Zrozumiemy, że nasza bohaterka miała do przepracowania nie tylko traumę związaną z ojcem, ale także z matką, bo przecież nie mogła pogodzić się z jej samobójstwem (matka targnęła się na życie, gdy dziewczynka miała sześć lat), a Swietłana miotała się między gorzkimi wyrzutami a idealizowaniem jej obrazu. Wreszcie – uprzytomnimy sobie – w jaki sposób brzemię tych doświadczeń odcisnęło piętno na jej relacjach i związkach z ludźmi.

Rosemary Sullivan jako biografka - miała szczęście zmierzyć się z postacią niezwykle fascynującą – nie tylko ze względu na wydarzenia, w których Swietłana uczestniczyła. Także z powodu złożoności jej charakteru, ponieważ córka Stalina była skomplikowana, niejednoznaczna i często targały nią sprzeczności. Spójrzmy na impuls, który popchnął ją do ucieczki: z jednej strony - porwała się na ten krok, ponieważ niczego bardziej nie pragnęła niż anonimowości i spokoju. Jednak jedyną rzeczą, którą zabrała z sobą – była jej książka. Kobieta nie chciała i nie mogła dłużej milczeć. Pragnęła – na przekór kłamliwej propagandzie – przedstawić prawdziwą wersję wydarzeń. Obydwa pragnienia wykluczały się zupełnie, a Swietłana (pełna rozterek i niezabliźnionych ran) często miotała się w podobny sposób. Pamiętajmy jednak, że jej charakter i temperament kształtował się w specyficznych warunkach. Terror, któremu była poddana i zupełny brak stabilizacji pozbawiły ją poczucia własnej wartości; za to była boleśnie świadoma, że każdy jej krok spowoduje lawinę politycznych konsekwencji. Z jednej strony była uparta i odważna (niejednokrotnie zadzierała z Kremlem), a z drugiej - totalnie zagubiona. Czasem podziwiamy jej determinację, kiedy indziej zdumiewa nas i wprawia w irytację jej nieporadność. Musimy jednak sobie uświadomić, że do wieku średniego nie pozwolono kierować jej własnym życiem. W Ameryce wpadła w drugą skrajność - musiała nauczyć się samodzielności i to od samych podstaw (nie znała przecież nawet zasad funkcjonowania konta bankowego). Jej historia – to pasmo rewolucyjnych zmian.


Swietłana w Nowym Jorku, 1967 / AFP, ilustracja książki [źródło]

Jak została przyjęta przez Amerykę? Od początku otaczało ją szalone zainteresowanie, chociaż nie zawsze było ono przyjazne. Dla jednych pozostawała córką dyktatora, więc budziła strach i niechęć lub przeciwnie – okazywano jej współczucie. Jedni nienawidzili jej za porzucenie dzieci, inni mieli pretensje, że nie chce angażować się w walkę z komunizmem (nie chcieli zrozumieć, że mogłoby to dodatkowo narażać bliskich).  Osoby, z którymi zetknęła się osobiście odkrywałay, że Swietłana jest szalenie inteligentna, wykształcona i urocza. Jej przyjaźnie i znajomości nie zawsze jednak wytrzymywały próbę czasu, gdyż każdy, kto się z nią w jakikolwiek sposób związał – wcześniej czy później musiał doświadczyć wahań jej nastrojów i napadów złości. Nie każdy potrafił zrozumieć, że kobieta po tylekroć musiała sklejać swoje życie i układać z potłuczonych skorup, że kompletnie nie  radziła sobie z emocjami. Nie ułatwiała jej życia oszczercza kampania sowiecka, której celem było podważenie jej wiarygodności i manipulacje ludzi, którzy chcieli się na niej wzbogacić. Każdy (od CIA po łowców fortuny) chciał wykorzystać ją do swoich celów, lecz rzadko kto miał ochotę prywatnie zmierzyć się z jej dwuznaczną sławą i upiornym cieniem jej ojca. Czy w takich warunkach – mogła kiedykolwiek poczuć się w miarę bezpiecznie? Czy może dziwić, że nawet po ucieczce do raju – swoje życie postrzegała jako pasmo nieustającej klęski?


Tak piękną formą przyjęła promocja. Książka jest warta swojej oprawy

Zwróćmy jeszcze uwagę na interesujący wątek stale obecny gdzieś w tle - na inklinacje literackie naszej bohaterki. Żeby się nie rozpisywać – wspomnę tylko, że Swietłanie nie od razu wolno było zająć się swoją pasją i oczywiście – nie od razu miała dostęp do światowej literatury. Kiedy wreszcie się jej udało – gdy ukończyła studia w tym kierunku, uzyskała względną swobodę, a cenzura osłabła i zaczęła pracę przy książkach – los sprawił, że rolą literatury stało się rozliczenie ze stalinizmem. Swietłana nie zamierzała zostać pisarką, ale uległa namowom. Pierwszą książkę1, której przez długi czas nie miała nadziei opublikować – napisała w formie listów do anonimowego przyjaciela. Książka oczywiście odnosi się do sytuacji w kraju i do jej relacji z ojcem. W tym czasie próbowała go jeszcze usprawiedliwiać, łudząc się, że ulegał manipulacjom rządu. Pisząc drugą pozycję2 – nabrała dystansu i perspektywy. Alliłujewa nie pisała, by zaspokoić próżność. Wierzyła, że ma do wypełnienia misję, a amerykańscy krytycy dopatrzyli się w jej twórczości nie tylko wartości dokumentalnej, ale także walorów literackich.


„Córka Stalina” - to rzetelny dokument, który sprawi sporo satysfakcji wielbicielom historii współczesnej. I mimo moich początkowych obaw – dyktator wcale nie stał się postacią najważniejszą. Owszem, otrzymujemy jego portret, ale był potrzebny w zupełnie innym kontekście. Rosemary Sullivan nie skierowała świateł reflektorów na niego (Stalin został już przez literaturę po wielokroć rozliczony), raczej chciała uzmysłowić – jak wygląda życie człowieka, który stopniowo dorastając odkrywa, że jest dzieckiem zbrodniarza. Czy takie dziecko kiedykolwiek wydostaje swoje życie spod gruzów? Swietłana – dziecko zbrodniarza – jest postacią tragiczną nie tylko ze względu na burzliwe przejścia. Jest wewnętrznie rozdarta, ponieważ nie jest w stanie uporać się z uczuciami do ojca, którego nigdy nie potrafiła do końca odrzucić, a jednocześnie reagowała ostrym sprzeciwem na najmniejszą próbę jego wybielania.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:



1. Dwadzieścia listów do przyjaciela, Swietłana Alliłujewa, Łódź 1996
2. Only One Year, Swietłana Alliłujewa, Nowy Jork, 1969