piątek, 20 stycznia 2017

HISTORIĘ PISZĄ ZWYCIĘZCY, czyli "Pragnienie" Richarda Flanagana




„Pragnienie” – to czwarta książka Flanagana przełożona na język polski i kolejna – zainspirowana historią jego rodzimej Tasmanii. Pisarz ponownie snuje opowieść wokół brutalnej kolonizacji Ziemi van Diemena, ale tym razem postanawia definitywnie rozprawić się z rasistowskim przekonaniem o wyższości jednej rasy ludzkiej nad drugą. Przedstawia losy zdziesiątkowanego, pozbawionego ziemi plemienia, które trafia pod „opiekę” białego człowieka, przedstawiciela rozwiniętej cywilizacji, wiedzącego, co dla „dzikusów” jest najlepsze. Największą uwagę skupia na osieroconej córce wodza tego plemienia, małej Mathinnie, zaadoptowanej dla kaprysu i naukowego eksperymentu, za który zapłaciła najwyższą cenę.

W rozważania o ciemnej stronie natury człowieka Flanagan umiejętnie wplótł losy dwóch niezwykłych osobistości - Charlesa Dickensa (wybitnego pisarza, który jest symbolem wrażliwości na niesprawiedliwość i krzywdę społeczną, a także ikoną życia rodzinnego) i sir Johna Franklina (podróżnika i badacza Arktyki, który zginął w 1847 roku wraz z całą załogą podczas swojej ostatniej odkrywczej wyprawy). Spojrzenie na moralność tych dwóch najznakomitszych przedstawicieli wiktoriańskiego społeczeństwa – przez pryzmat historii eksterminacji Aborygenów i wielkiej dyskusji dotyczącej wyższości ras – stało się pretekstem, który zmusza czytelnika do baczniejszego spojrzenia na pewne fragmenty historii powszechnej.

Flanagan posiada rzadką umiejętność, która cechuje jedynie wybitnych pisarzy. Czerpie natchnienie i impuls do swojej twórczości z prawdziwych wydarzeń, czasem z zapomnianych przez świat epizodów, którym nadaje literacką formę i obudowuje znaczeniami. W rezultacie powstaje epopeja zdolna poruszać czytelnicze sumienia. Tak stało się także w przypadku nowej powieści. Przed laty, w tasmańskim muzeum, Flanagan natknął się na miniaturowy portrecik aborygeńskiej dziewczynki ubranej w wykwintną sukienkę, wykonany w XIX wieku przez artystę-zesłańca Thomasa Bock’a. Bose stopy dziecka wstydliwie ukryte pod drewnianą oprawą miniaturki oraz historia jej krótkiego i tragicznego życia – zainspirowały pisarza do napisania powieści o dziewczynce, „która zrzuciła buty, aby jej stopy opowiedziały prawdę o świecie, o tym, kim jesteśmy i czym jest świat.”*



Siedmioletnia Mathinna zostaje zaadoptowana przez gubernatora i jego żonę i przez pewien czas wiedzie życie czarnej księżniczki. Po kilku latach gubernator żegna się ze swoim stanowiskiem i wraz z żoną ma powrócić na londyńskie salony. Nagle Franklinowie dochodzą do wniosku, że Mathinna nie pasuje do ich nowych planów. Niestety – oddanie dziecka do sierocińca nie jest jedyną zdradą, jakiej się wobec niej dopuszczą. Lady Jane szybko godzi się ze stratą. Sir John Franklin już myślami przebywa na swojej kolejnej polarnej wyprawie odkrywczej, z której nie będzie mu dane powrócić…

Kilka lat po zaginięciu statków „Terror” i „Erebus”, których zadaniem było przepłynięcie z Morza Baffina do Morza Beringa, ukazuje się artykuł doktora Johna Rae (uczestnika jednej z misji ratunkowych), który odkrywa szokujący finał ekspedycji sir Franklina. Autor twierdzi, że członkowie załogi, zmuszeni do ostateczności, uciekli się do kanibalizmu. Anglicy są zbulwersowani, natomiast Lady Jane pragnie ratować honor męża (i co tu kryć, także swoją nadszarpniętą reputację). Przeprowadza kampanię, która ma zdyskredytować zgubny artykuł oraz jego autora. Uzyskuje poparcie Charlesa Dickensa, który pisze zjadliwy rasistowski esej i wywołuje dyskusję na temat wyższości białej rasy nad „dzikusami”. Ponieważ społeczeństwo nie jest skłonne uwierzyć w moralny upadek swoich najlepszych przedstawicieli – wersja Dickensa zostaje powitana z ulgą i entuzjazmem. Sir Franklin pośmiertnie jest obsypany tytułami i uhonorowany tytułem bohatera i odkrywcy Przejścia Północno-Zachodniego.

Przekonanie Dickensa o wyższości ras opiera się na założeniu, że biały człowiek w pełni posiadł umiejętność panowania nad swoimi uczuciami i żądzami. Do tego poglądu nawiązuje tytuł powieści, ale jeśli się zastanowić, to dojdziemy do wniosku, że Flanagan całą swoją powieść osnuł wokół ludzkich pragnień, których (nie czarujmy się) biały człowiek nigdy nie nauczył się poskramiać, ani kontrolować. Wręcz przeciwnie – wielokrotnie stawały się przyczyną jednostkowych, a także wielkich narodowych tragedii. Jakże wymownie brzmi ironiczna narracja ukazująca Protektora rezerwatu Aborygenów, który traktuje śmierć swych podopiecznych, jako ich bunt przeciwko nowym porządkom. Jakiż dreszcz wywołuje balowy strój gubernatora, który jest zamaskowaną przepowiednią i nawiązaniem do mitu o Zeusie i Ledzie. Jakże, w końcu, symboliczny jest ostatni akt sztuki reżyserowanej przez samego Dickensa, zwłaszcza ten moment, w którym pisarz miał przeżyć  chwilę swego największego tryumfu, ukazać szlachetność i wielkość głównego bohatera, a odkrywa jedynie prawdę o sobie, która stanowi kompromitację i klęskę jego wielkiej teorii…

Powieść Flanagana urzeka. Nie tylko zapada w pamięć, ale powoduje, że dobrze znany nam świat – zaczyna trzeszczeć, rozpruwać się na szwach i wyskakiwać z utartych kolein… Siła rażenia tej książki nie wynika jedynie z podjętego i precyzyjnie przeprowadzonego tematu. Duże znaczenie ma styl pisarza, jego wirtuozeria, umiejętne dozowanie ironii i spore dawki lirycznego piękna, którymi nasączył fragmenty swego dzieła. Z pewnością nikt nie pozostanie obojętny wobec losów Mathinny, która wymyka się czytelnikowi, wydaje się utkana z poezji i pełna niezgłębionej pierwotnej tajemnicy. Nikt łatwo nie uwolni się od sugestywnych obrazów przedstawiających przyrodę dziewiczej Tasmanii czy bezmiaru skutej lodem Arktyki. A obraz europejskiej metropolii? Z pewnością opis londyńskich uliczek, które przemierzamy z Dickensem – skojarzą się nam z realizmem, z którego słynęły powieści tego XIX-wiecznego pisarza. Jednocześnie – na najwyższą uwagę zasługuje przenikliwość, a zarazem wrażliwość i takt Flanagana, który nikogo ostatecznie nie potępia. Jego bohaterowie muszą uporać się z własnymi demonami i rozegrać walkę z sumieniem. W efekcie – wszyscy jego bohaterowie są bohaterami tragicznymi. Tragiczny jest los Franklina, umierającego w samotności i lodowej pustce, tragiczna jest postać lady Jane, która niszczy wszystko, co kocha. Sam Dickens jest zbyt inteligentny, by nie odczuć swojego upadku, ostro kontrastującego z obrazem, który wypracował sobie na podstawie swojej twórczości. Najbardziej jednak przemawia do nas, wzrusza i chwyta za serce los bezbronnego dziecka, które ugrzęzło między światem czarnych i białych ludzi, zupełnie jak Franklin – między bezkresnymi górami lodu… 

"Pragnienie" - to książka, która uświadamia jak zmanipulowana jest historia i ile zła wynika z dyskryminacji. Duma z osiągnięć własnej rasy jest uczuciem i stanem jak najbardziej naturalnym i budującym, ale tylko do momentu, w którym zostaje wykorzystana jako usprawiedliwienie zbrodni jednego narodu wobec drugiego.

Wspaniała literacka podróż. Polecam.


*http://kultura.gazeta.pl/kultura/7,114528,21231700,ludobojstwo-o-ktorym-brytyjczycy-woleliby-zapomniec-zyli-tam.html

Za książkę dziękuję: 

30 komentarzy:

  1. Na pewno przeczytam, bo czekałam na tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam, w takim razie, na wrażenia:)

      Usuń
  2. Właśnie odpisałam Ci, Olu, że będę wypatrywać recenzji "Pragnienia", a tu - jest :-) I to jaka! Od jakiegoś czasu obiecuję sobie lekturę którejś z książek Flanagana. Teraz już wiem, że na pierwszy ogień pójdzie ""Pragnienie". Jestem, oczywiście, skuszona ożywionym w niej Dickensem (to z pewnością smakowity literacki eksperyment), ale przede wszystkim całą resztą.
    A portet Mathinny widziałam na profilu Wydawnictwa na Instagramie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zwróciłaś uwagę na tę książkę. Czytałam wcześniej "Księgę Ryb...". Oczywiście miałam wielki szacunek dla pisarza za pomysł i misternie przeprowadzoną fabułę, ale dopiero "Pragnienie" porwało mnie całkowicie. Odebrałam bardzo emocjonalnie.

      Usuń
  3. Ha, doświadczyłem grzmiącej, literackiej pięści Flanagana - jestem pod wrażeniem wstrząsu i spustoszenia, o jaki potrafi przyprawić ten pisarz za pomocą zapisanych słów. Co prawda, jak dotąd czytałem tylko "Ścieżki Północy" (wygrane w konkursie u pewnej Owcy), ale na półce czeka już na mnie "Klaśnięcie jednej dłoni". Twoja recenzja przekonała mnie, że w prywatnej biblioteczce będę musiał mieć także "Pragnienie". Ogromnie podoba mi się problematyka podjęta w dziele - kwestie rasizmu, mniemania o wyższości ras czy wątek niesienia "oświaty kaganka" przez drapieżną cywilizację białego człowieka to motywy, które bardzo cenię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam Twoją recenzję "Ścieżek Północy" i jeśli mam szukać równie emocjonującej lektury - to zdecydowanie po nią sięgnę. "Pragnienie" - jednak to nie "grzmiąca pięść", raczej "ironia i poezja". Nie ma grzmiącej pięści, ale jego proza - tym niemniej wywołuje piorunujące wrażenie. Widzisz, teraz tym bardziej muszę po "Ścieżki Północy" sięgnąć, by porównać siłę rażenia...

      Usuń
  4. Mam inne powieści autora, ale ten tytuł najbardziej mnie kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już się przekonałam, że po każdy następny tytuł Flanagana sięgnę w ciemno:)

      Usuń
  5. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Flanagana, ale Twoja recenzja przekonała mnie, że może warto zacząć od "Pragnienia" właśnie. Tym bardziej, że fabuła brzmi bardzo obiecująco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to będzie bardzo dobry wybór:)

      Usuń
  6. "Duma z osiągnięć własnej rasy jest uczuciem i stanem jak najbardziej naturalnym i budującym, ale tylko do momentu, w którym zostaje wykorzystana jako usprawiedliwienie zbrodni jednego narodu wobec drugiego" napisałabym nawet, że to stwierdzenie może mieć bardziej uniwersalny wymiar- w odniesieniu zarówno do jednostki, jak i do narodu. Ileż to razy w historii świata duma i pycha bądź to jednostki, bądź to narodu prowadzą do tragedii. Historię piszą zwycięzcy, ale na szczęście jest jeszcze literatura, która tylko w pewnej mierze podporządkowana jest zwycięzcom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwłaściwsze spostrzeżenie! Autor właśnie to miał na myśli ukazując losy zarówno plemienia, jak i najmłodszej jego przedstawicielki... Przy okazji - ta pozycja przekonała mnie o wybitności tego współczesnego pisarza, który nie boi rzucić wyzwania ludziom, którzy przeszli do legendy... A ja bardzo lubię proces odbrązowiania pomników.

      Usuń
  7. Rewelacyjny temat na książkę i bardzo ciekawa perspektywa! O tym zakątku świata jeszcze nie czytałam. Chętnie nadrobię zaległości. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisarz przenosi nas na krańce świata, ale tak naprawdę - książka jest uniwersalna. Jak zwykle, gdy tematem jest natura człowieka:)

      Usuń
  8. "Biały" to nie brzmi dumnie już się dawno o tym przekonałam poznając historię podbijania przez niego świata.
    Ale w tej książce chyba najbardziej ciekawi mnie rola Karola Dickensa w całej opowiedzianej przez Flanagana historii.
    Chciałabym poznać wszystkie powieści Flanagana właśnie dlatego o czym piszesz, że ich jakby kanwą jest zawsze jakieś prawdziwe zdarzenie...to mnie zawsze przyciąga do książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Flanagan doskonale zdawał sobie sprawę, że sprawa Dickensa będzie dodatkowym atutem marketingowym. Pomijając fakt, że doskonale do tematyki pasuje. "Ścieżki Północy" pisarz oparł na historii rodzinnej. "Księga ryb" - podobno też oparta jest na faktach, a przecież także utkana z literackich aluzji i nawiązuje do Biblii. "Pragnienie" znowu wyciąga z ukrycia i zapomnienia kawałek historii. Flanagan to pisarz, który potrafi wyczarować opowieść ze skrawków, a wszystko jeszcze okraszone jest pięknym stylem i znakomitymi obserwacjami społecznymi i psychologicznymi. Mnie kupił zupełnie :)

      Usuń
  9. Świetna recenzja. Zainteresowałaś mnie, Olu. Czytałem ów "Terror" Simmonsa, który bardzo mi się podobał i chciałbym więcej poczytać o samym głównym bohaterze i postaci historycznej. Na dodatek jeszcze Dickens. Nie no, na bank się za to zabiorę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Z "Terrorem" Simmonsa zetknęłam się wyłącznie w recenzjach. Była mowa o kanibalizmie? Bardzo też jestem ciekawa jak został odmalowany Franklin...

      Usuń
    2. Tak, tak, była. Tylko to nie jest książka stricte historyczna, to taka powieść historyczna z elementami grozy, mitologii eskimosów. Tło wydarzeń i historia Terroru fakty, a reszta to wymysł autora, ale gwarantuję, że jak sięgniesz to będziesz zadowolona, bo generalnie o "Terrorze" to ludzie dobrze się wypowiadają. :)

      Usuń
    3. Bardzo dziękuję, z pewnością sięgnę, tym bardziej teraz, po powieści Flanagana. Lubię, gdy czytane książki się z sobą zazębiają:)

      Usuń
    4. To może zainteresuje Cię też kwestia Drooda, która pojawiła się w książke Dickensa w "Tajemnica Edwina Drooda", czyli ostatniej, nieskończonej książce tego klasyka, oraz w "Droodzie" Simmonsa. Też się zazębiają, bardziej oryginalnie. :)

      Usuń
    5. Teraz już całkiem mnie zainteresowałeś. Przeczytałam parę notek o książkach (Dickensa i Simmonsa) i już mnie korci, by ich poszukać... Widzę, że w książkach jest także obecny Wilkie Collins. Flanagan też wprowadził tę postać. A ja kiedyś - już dawno czytałam książkę "Księżycowy kamień"... Motyw przyjaźni Collinsa i Dickensa, jak zauważyłam - u Simmonsa też jest interesujący.

      Usuń
    6. No to masz na przyszłość pozycje, które mogą Cię bardzo zainteresować i zadowolić. Dlatego właśnie lubię blogosferę i prowadzenie dyskusji w komentarzach, bo niejednokrotnie się człowiek dowiaduje rzeczy, o których mógłby się dowiedzieć znacznie później albo wcale. :)

      Usuń
    7. Cieszę się, że o tym wspominasz:) Przyznam Ci się, że nawet nie lubię wyciągać wszystkich asów z rękawa przy pisaniu recenzji. Jeśli nie ma komentarzy, to znaczy, że nikogo temat nie interesuje, szkoda, żeby recenzja była długa i męcząca. A najbardziej lubię w blogowaniu ten moment, gdy komentatorzy złapią bakcyla i recenzja pisze się w dalszym ciągu:) To jest najlepsze z tej całej zabawie:) Za nazwiska i nowe inspiracje - jeszcze raz dziękuję:)

      Usuń
    8. To prawda. I sam też lubię jak mi komentują u mnie z sensem, a nie tylko "Fajna recka"; "Może kiedyś przeczytać".
      Nie ma problemu, polecam się na przyszłość. ;)

      Usuń
  10. A ja sobie „Pragnienie” odpuściłam, bo chociaż Flanagan pisze dobrze, to jednak lektura jego książek jakoś mnie męczy... O „Księdze ryb” wypowiadałam się dobrze, ale z perspektywy czasu wspominam tę lekturę jako wręcz frustrującą. Dłużyła mi się, nie mogłam w niej dostrzec tego kunsztu, o którym piszą niektórzy... Po lekturze Twojego tekstu Dickens mnie co prawda intryguje mocno, ale... nie, nie teraz. Może kiedyś, jak od niego odpocznę :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od niego – nie Dickensa, a Flanagana ;).

      Usuń
    2. Podobnie odebrałam "Księgę Ryb". To znaczy - przeczytałam z uznaniem dla warsztatu, ale bez emocji. Może lektura mnie nie sfrustowała, ale też daleko mi było do zachwytu. Natomiast "Pragnienie" mnie poruszyło. Tu jest i warsztat i emocje, to co lubię:)

      Usuń
  11. muszę ją przeczytać, najpierw przeszłam obok niej obojętnie, ale teraz coraz bardziej coś mnie ciągnie do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czytałaś którąś z jego starszych książek?
      Witaj na blogu:)

      Usuń