sobota, 7 stycznia 2017

Życie na Olimpie i zabawki dużych chłopców, czyli "Złote spinki Jeffreya Banksa"




Nie wiem, jak się to dzieje. Za każdym razem jestem przekonana, że nie dla mnie są tego typu książki, a potem sięgam po utwór Brzostowskiego i wbrew sobie - całkiem nieźle się bawię. Tak też się stało tym razem.



Marcin Brzostowski jest twórcą specyficznym. Zwykle obnaża absurdy rzeczywistości i najczęściej robi to w ten sam sposób: za pomocą ironii, groteski, karykatury i humoru. Te elementy stały się już częściami jego rozpoznawalnego stylu. Chociaż, co tu ukrywać – ten zwyczaj pisania jest dość ryzykowny. I trzeba pisać tak inteligentnie, jak Brzostowski, by nie przekroczyć ulotnej granicy dobrego tonu i smaku.

W jaki sposób autor konstruuje swoje utwory? Korzysta ze stereotypów, a pisze w sposób zdyscyplinowany (czytaj: zwięzły). Obie te sprawy zgrabnie się z sobą łączą. Spójrzmy na bohaterów najnowszej książki – to typy schematyczne, do cna wyświechtane, wpakowane w absolutnie przewidywalne sytuacje. Tego rodzaju sztuczka pozwala, a nawet wymaga, by pisać oszczędnie, bo przecież sam wybór postaci i schemat wydarzeń – wytwarza żądaną atmosferę. Kilka słów-wytrychów powoduje, że w głowie czytelnika uruchamia się lawina skojarzeń i powstaje odpowiedni klimat i tło. „Złote spinki Jeffreya Banksa” to utwór, który ukazuje londyński półświatek i jego związki z wielką polityką. Głównym bohaterem jest Ezekiel Horn alias Oxford (gangster, który ma porachunki z rosyjską mafią) oraz tytułowy Jeffrey Banks (polityk, Minister Spraw Wewnętrznych), przyjaciel Oxforda. Ponieważ autor ukazuje środowisko przestępcze, a miało być stereotypowo, więc nie mogło zabraknąć typowych gadżetów (szybkie fury, broń, narkotyki); główni bohaterowie muszą pojawić się w towarzystwie typów spod ciemnej gwiazdy, prostytutek i pięknych interesownych kobiet, a akcja nie może być pozbawiona elementów przemocy. Dobór postaci, odpowiedniej dekoracji i scen - wywołuje w naszej wyobraźni skojarzenia, które zastępują opisy. Wystarczy kilka precyzyjnych zdań, by ustalić motywy postępowania wszystkich postaci i nakreślić ich przeszłość.

Wykorzystanie zgranych typów i przewidywalnych sytuacji pozwala pisać zwięźle, ale nie gwarantuje jeszcze zaintrygowania czytelnika. Żeby utrzymać jego zainteresowanie – autor musi wprowadzić coś ekstra. I Brzostowskiemu się to udaje, ponieważ przełamuje stereotypowe obrazy jakimś zaskakującym, absurdalnym, czasem ocierającym się o kicz szczególikiem, który na ogół wywołuje efekt komiczny. Bo przecież musimy uśmiechnąć się, gdy widzimy bezwzględnego gangstera paradującego po domu w koszulce z wizerunkiem Gandhiego, z podręcznikiem  w dłoni, z którego czerpie wskazówki jak być mężczyzną; albo przyglądamy się ponętnej prostytutce, która wykonuje erotyczny taniec, kończący się ciut inaczej, niż tego oczekujemy; lub gdy obserwujemy przywódców wrogich mafii, którzy torturują człowieka na karuzeli, lub zmuszają swych ludzi do spałaszowania transportu krówek. I nie możemy nie parsknąć śmiechem, gdy dotrze do nas – dlaczego, jeden z bohaterów, który zwykle nie pozostaje obojętny na kobiece wdzięki – nie wpadł w sidła pięknej, ale drapieżnej sekretarki…

Fabuła książki jest do bólu prosta. Frankie Turbo – prawa ręka Oxforda, który bynajmniej nie zawdzięcza swojej ksywki bystrości umysłu – popada w tarapaty. Trafia w ręce policji wraz z ładunkiem kokainy, przez co naraża swojego szefa na poważne straty. Oxford ma tylko jedno wyjście – musi skorzystać z pomocy swojego dawnego przyjaciela ze studiów – Jeffreya Banksa. Nie jest to łatwa sprawa, popularny polityk sporo ryzykuje uruchamiając swoje wpływy. Udział w tym niebezpiecznym przedsięwzięciu, jednak Banksowi wyjdzie na dobre. W zamian za wyratowanie z kłopotów – Oxford odwdzięczy się kumplowi w innej, niezmiernie delikatnej sprawie...

Książkę czyta się lekko i błyskawiczne. Cały czas zdajemy sobie sprawę, że autor to kpiarz i że podczas pisania  także nieźle się bawił. Smutne jednak byłoby, gdyby książka miała pozostać tylko płytką i pustą karykaturą gangsterskich filmów. Tak się na szczęście nie stało. Uśmiechniemy się wielokrotnie, ale czasem będzie to uśmiech smutny, bo przecież tego typu historie są nam znane nie tylko z filmów, ale także z wiadomości telewizyjnych. Książka nie miałaby komiczno-refleksyjengo wydźwięku, gdyby nie zawierała ukrytego dna. Historyjka jest, co prawda, utrzymana w lekkim i frywolnym klimacie, ale przy okazji demaskuje mechanizmy działania władzy (korupcja, deprawacja i bezkarność  elit,  sposób przydzielania stanowisk i tuszowania skandali). A najważniejsze (i to jest największy atut książki), że przy tej całej hecy i zabawie, przy żonglerce stereotypowymi wyobrażeniami – udało się autorowi dotrzeć do istoty problemu, bowiem utwór obnaża kompleks władzy. Bo władza, zdaniem Brzostowskiego, sama w sobie - nie jest celem, jest tylko środkiem do celu. Owszem, wiąże się z pieniędzmi, które potrzebne są na szybkie fury, eleganckie apartamenty i drogie garnitury ze złotymi spinkami. Ale to są tylko gadżety. To amulety i fetysze, które podobnie jak utożsamianie się z ulubioną drużyną sportową i paradowanie w towarzystwie pięknych kobiet - pomagają mężczyźnie potwierdzić własną męskość.


Za książkę dziękuję Autorowi:)



12 komentarzy:

  1. Przyjrzę się autorowi i jego książkom, gdy będzie taka okazja. Niekiedy bardzo chce się czegoś do śmiechu, podobnie jak lodów albo kawałka tortu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjna książka. Można się przy niej niewątpliwie uśmiać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam inteligentnych pisarzy, którzy nie boją się bawić z konwencją, którzy używając schematów i oklepanych sztuczek kreują powieść rozrywkową, sensacyjną, etc., skrywającą jednocześnie drugie dno. Zawoalować trafne spostrzeżenia, interesujące refleksje pod płaszczykiem ironii, humoru i groteski to coś, co bardzo cenię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozpoczynając Twoją recenzję ja też uznałam, że to raczej nie jest książka dla mnie. Ale im dalej w las... trzeba będzie to przemyśleć;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się, czytanie książek Marcina Brzostowskiego to duża przyjemność - z powodów, o których piszesz :) "Podpalę wasze serca" tego autora to także doskonała rozrywka z drugim dnem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Obejrzałam pierwszy sezon Black List i widzę, że ta książka jest w tym stylu. Rozrywka, i tak patrząc na książkę, można się przyjemnie zresetować, chyba o to chodzi, prawda?!

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam autora tylko z FB. Miło się dowiedzieć, że tak ciekawie pisze.
    Twoja opinia świetna ogromnie zachęca do poznania jego książek. Nie tylko tej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwszy raz słyszę o tym autorze, a już czuję się przekonana do lektury jego książki. Dziękuję Ci za tę opinię! :)

    OdpowiedzUsuń