sobota, 25 marca 2017

„Wakacje nad Adriatykiem” Zofii Posmysz, ponownie dostrzeżone arcydzieło literatury polskiej /recenzja/



Wydawnictwo: Znak literanova
liczba stron: 315
ISBN: 9788324038046
Seria: PROZA PL
Data premiery: 13 lutego 2017



Zofia Posmysz – była więźniarka niemieckiego obozu Auschwitz, Ravensbrück i Neustadt-Glewe – to pisarka i scenarzystka, autorka słuchowisk radiowych, która w swojej twórczości wielokrotnie nawiązuje do obozowych wspomnień i rozliczeń. „Wakacje nad Adriatykiem” (z 1970 roku, kilkakrotnie wznawiane, ostatnio w lutym br.) należy do tego właśnie nurtu, ukazuje przeżycia kobiet uwięzionych w obozie. Biorąc jednak pod uwagę dwa plany czasowe książki – należy jej przesłanie rozumieć szerzej. Zamiarem pisarki nie było skupienie się wyłącznie na piekle obozowego życia, jej celem było uświadomienie wpływu tych doświadczeń na życie więźniów po wyzwoleniu.

Bohaterką książki jest kobieta, której imienia nie poznamy. W obozie nadano jej pseudonim: Sekretarka, ale dla naszych potrzeb niech pozostanie - Narratorką. Narratorka wraz z mężem i młodziutką przyjaciółką przyjeżdża na wczasy do włoskiego kurortu. Wydaje się, że cała grupa spędzi miły czas na wypoczynku i kontemplacji przyrody, ale pojawienie się grupki turystów z Niemiec zupełnie zmienia okoliczności pobytu. Podczas, gdy najbliżsi towarzysze Narratorki korzystają z uroków kąpieliska i plaży – ona sama całkowicie pogrąża się w świecie wspomnień. Wystarczy brzmienie tego jedynego języka, by przenieść ją z raju – wprost w piekło przeszłości. Zauważmy, że nieznajomy mężczyzna również czuje się nieswojo. Czy mogli się kiedyś spotkać? Co ich łączyło? Wokół radosna, urlopowa atmosfera, a między tą dwójką całkiem obcych sobie osób rodzi się spore napięcie. Poznajemy myśli Narratorki, ponieważ książka napisana jest w formie jej wewnętrznego monologu, więc kiedy ją nawiedza widmo obozowej rzeczywistości – towarzyszymy jej najbardziej ukrytym lękom, ale dzięki temu możemy też poznać historię przejmującej przyjaźni między dwoma współwięźniarkami. Przekonamy się, że Narratorka nie jest jedyną główną bohaterką. Jednakowo ważną postacią dramatu jest Ptaszka, dziewczyna ze wspomnień.

Kim jest Ptaszka? Nie tyle przyjaciółką (w zwykłym rozumieniu), raczej obozową siostrą, z którą Narratorka związała się nieformalnym paktem o wzajemnej ochronie i pomocy. Obie przebywały w obozie na tyle długo, by zorientować się, że podstawową zasadą przeżycia jest sztuka odwracania wzroku i nie przyzwyczajania się do nikogo; obie tę zasadę złamały. Szybko przekonamy się, że Narratorka (Sekretarka) była tą stroną silniejszą psychicznie i fizycznie - i to głównie na jej barki spadła odpowiedzialność za drugą osobę. Wiele wysiłku musiała włożyć w walkę o odrobinę dodatkowego jedzenia, czy o nieco bardziej ludzkie traktowanie. Tak wielka determinacja naszej bohaterki zaczyna w nas budzić podziw. Zastanawiamy się skąd czerpała siłę, bo przecież Ptaszka niczego nie ułatwiała, z czasem stała się raczej balastem i przeszkodą. W końcu trzeba ją było bezustannie chronić, ratować nawet przed samą sobą… Czy zatem ich siostrzany związek nie był oparty na równowadze? Ależ, wprost przeciwnie!

Kiedy Narratorka trafia do obozu ma zaledwie siedemnaście lat, chociaż wydaje się znacznie dojrzalsza od Ptaszki. Jej podopieczna jest ulepiona z zupełnie innej gliny. Nie jest zdolna prowadzić gierek, nie ma odwagi ani tupetu, dlatego Sekretarka bierze ją pod skrzydła. Ptaszka nigdy nie przystosuje się do obozowego życia, jest chyba najbardziej zagubioną osobą, przynajmniej tak się na początku wydaje… To jednak właśnie Ptaszka pomogła Narratorce przeistoczyć ten świat, którego rozum nie potrafi ogarnąć, w coś – co przynajmniej ma swoją morderczą logikę – w mit o Nibelungach, a niemieckich okupantów zmieniła w Bractwo Rycerzy Trupiej Czaszki. Zauważmy, że w całej opowieści nie pada ani razu słowo: Niemiec, obóz, Oświęcim. Musimy się pogodzić, że będziemy odtąd spotykać Rycerzy i Rycerki, a obóz uparcie nazywany jest Kolonią. To jedyny sposób, by obłaskawić koszmary. Te zamienniki, słowne erzace – to hołd dla Ptaszki i sposób, by uciec w realia okrutnej baśni, w sen, z którego (jak miała nadzieję Narratorka) można się kiedyś przebudzić.

Ale to nie wszystko. Sekretarka jest świadoma procesu, który w niej zachodzi. Żeby przeżyć – musi stać się twarda i silna, musi skamienieć, znieczulić się na bezmiar bólu, głodu, cierpienia i rozpaczy. Musi przywyknąć do codziennych transportów ludzi, którzy znikają we wnętrzu Dwudziestego Piątego Bloku i do widoku towarzyszek rzucających się na kolczaste druty, by w ten sposób zakończyć swą mękę. Dlatego potrzebuje Ptaszki, musi strzec jej niewinności, by móc o sobie nadal myśleć jak o człowieku.

Czy Ptaszka rzeczywiście jest bezradna? Przyjdą momenty, gdy w czytelniku rodzi bunt jej bierna kapitulacja. Będziemy jednak zmuszeni zrewidować ten pogląd… Obraz obozu został oddany przez ukazanie relacji między więźniarkami, a także między więźniarkami a ich strażniczkami; obóz – to niezwykle krucha pajęczyna różnego rodzaju powiązań. Strażniczki potrzebują przysług, a więźniarki, w zamian, korzystają z pewnej namiastki ochrony i opieki. Ptaszka różni się od Sekretarki tym, że nigdy nie pozwoli wkręcić się w takie zależności. Jest wrażliwą, utalentowaną, wykształconą osobą, która pomaga odrealnić koszmar przez nadanie jej mitycznego wymiaru. Rozszyfrowała tę baśń,1 ale nigdy sama nie pozwoliła się zredukować do roli „karła”. W swojej własnej rozgrywce udowodniła, że może stanąć w szeregu olbrzymów. Ptaszka to typowy antyczny bohater, który z pełną świadomością przyjmuje fatum, ale nigdy nie postąpi wbrew sobie.

Jeśli spojrzeć na książkę Posmysz z tej strony, to dochodzimy do wniosku, że zostały w niej zaprezentowane dwie postawy moralne. Nie nam je osądzać, chyba że ktoś sam dotarł tam, gdzie leżą granice człowieczeństwa. Czym różnią się nasze bohaterki? Jedna znalazła siłę, by przeżyć. Druga – ta pozornie słabsza – znalazła siłę, by się nie ugiąć.

Narratorka żyje wspomnieniami, ponieważ czuje się winna. Dlatego zabiera nas w podróż (jak Dante Alighieri) przez kolejne kręgi piekła; dlatego leżąc na plaży w raju – nie może uwolnić się od dręczących wyrzutów sumienia. Żyje z poczuciem niespłaconego długu. Stąd jej opieka nad młodziutką Polką. Czyż to nie stały, wypalony wzorzec?

„Wakacje nad Adriatykiem” - to nie jest książka, która miała ukazać obozową rzeczywistość w sposób reportażowy. To obóz przefiltrowany przez ludzkie emocje. Autorka nie zatrzymuje się na przedstawieniu mechanizmów uruchomionych przez instynkt samozachowawczy. Jej zamiarem było ukazanie skali zniszczeń w ludzkiej psychice. Udowodniła, że człowiek, który przeżył obóz – nigdy nie został naprawdę wyzwolony. W strefie mentalnej pozostał w obozie uwięziony na zawsze. Czyż szoku nie wywołują wspomniane kluby, w których spotykali się byli więźniowie, by powracać do tamtej  strasznej rzeczywistości? Głównym tematem poddanym pod naszą ocenę jest nie tylko obóz, ale poobozowa trauma. Wielkość tej książki tkwi w tym, że Autorka dostrzegła prawdę psychologiczną w każdym elemencie. Żaden portret nie jest jednowymiarowy. Ale przez to, że ofiary nie zawsze są wyłącznie szlachetne, a oprawcy nie zawsze jednakowo bezduszni – ta historia nie traci nic ze swego tragizmu, raczej jej dramat pogłębia.

Polecam Waszej uwadze.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:




1. „Nareszcie wiem, most nad wiekami, tak, tam są źródła, oni świadomie nawiązali (…), odrzucili wszystko pośrednie i sięgnęli do tych krwawych mitów, tak, tam jest kolebka (…). A my wiesz kim jesteśmy? Karłami! Karłami jesteśmy i musimy zginąć… żeby Nibelungowie…” - Wakacje nad Adriatykiem, Zofia Posmysz, Znak literanova, 2017, str. 128

10 komentarzy:

  1. Fakt, iż dramat ofiar wojny nie kończył się z jej końcem dodatkowo potęguje tragizm tamtych czasów. Kilkakrotnie czytałam recenzje książek Zofii Posmysz, choć sama żadnej z nich nie przeczytałam. W tej chwili czuję się gotowa zmierzyć z tą autorką tym bardziej, że recenzja jest wielce zachęcająca. Uciekanie w nierzeczywistość Ptaszki wydaje mi się bardziej bliskie niż "zaradność" Narratorki. Choć, czy to uciekanie było wyrazem wyłącznie wierności własnym ideałom, czy także nieumiejętności innego zachowania. Wycofaniem się, ucieczką? Ciekawa jestem bardzo. Muszę koniecznie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się zainteresować postawą Ptaszki, bo właśnie analiza jej postępowania - poznanie jej pobudek - stanowi najciekawszą warstwę tej książki. Postępowanie Narratoki - w pierwszym momencie przesłania nam wszystko; ale z czasem wyłania się coraz bardziej z cienia - ta druga - cicha bohaterka i analizowanie jej postępowania sprawi, że będziemy się zastanawiać - która lepiej zdała egzamin z człowieczeństwa...

      Usuń
  2. W okresie licealnym naczytałem się trochę literatury obozowej, ale nie kojarzę, bym zetknął się z twórczością Zofii Posmysz. Cieszy mnie ogromnie informacja, że tego typu pozycje doczekują się wznowień - przeżyte traumy to bardzo surowy obraz tego, do jakich bestialstw może posunąć się człowiek, jak szybko normalni na pozór ludzie, pod wpływem ekstremalnych okoliczności, ulegają diametralnym zmianom. Warto by pamięć o tego typu wydarzeniach zachować jak najdłużej.

    A co do samej książki, to tytuł nie znamionuje tak upiornej treści. Utwór wydaje się niezwykle interesujący z uwagi na autoanalizę bohaterki, która dostrzega zachodzące w jej zachowaniu zmiany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy książka ukazała się w zapowiedziach i zaczęłam szukać informacji - przyszła mi do głowy dokładnie ta sama myśl. Należę do pokolenia, które nie tylko przerabiało temat obozowy na wszelkie modele, wychowałam się na teleranku, w którym na okrągło nadawano "Czterech pancernych", a na deser był serial: "Polskie drogi". Tematyka wojenna gościła bardzo często. Czytało się przecież nie tylko lektury szkolne, ale to co krążyło poza oficjalnym obiegiem, popularny był chociażby Grzesiuk. Natomiast o Posmysz nie słyszałam. Szukając informacji trafiłam na recenzję i dyskusję u Koczowniczki i to mnie przekonało, że tej książki nie mogę pominąć. Dlaczego nie była w liceum lekturą? Może dlatego, że gdy się uczyłam - książki były tak dobrane, by ofiary były zawsze odpowiednio szlachetne, a okupant z gruntu zły. A u Posmysz, wydaje mi się, nie chodziło o ukazanie czerni i bieli, najważniejsza jest psychologiczna prawda.
      Tytuł jest w pełni adekwatny i jest trafiony w punkt. Chociaż mógł wprawić w konfuzję parę osób, które sięgnęły po książkę, spodziewając się lekkiej, wakacyjnej treści...

      Usuń
  3. Mam tę książkę w najbliższych planach - po prostu trzeba ją przeczytać. Tytuł, jak i stylistyczny zabieg - obozowe wspomnienia, powracające w atmosferze słonecznych wakacji - świetnie pokazują, że pewne doświadczenia są wiecznie żywe, niezależnie od czasu i okoliczności.
    A to, co napisałaś o "Wakacjach nad Adriatykiem", że "to obóz przefiltrowany przez ludzkie emocje" przypomniało mi o książce Mikołaja Grynberga "Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne". To zbiór wywiadów z dziećmi byłych więźniów obozów koncentracyjnych, który pokazuje, że wojenną traumę dziedziczą kolejne pokolenia. Bardzo polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mi gdzieś ten tytuł się przewinął, nie wiedziałam tylko, że to wywiady ukazujące traumę, którą przejęło następne pokolenie. Oczywiście - poszukam i bardzo dziękuję. Ale najpierw chciałabym iść za ciosem i przeczytać "Królestwo za mgłą" - wywiad rzekę Zofii Posmysz, która ukazała się zaledwie na chwilę przed nową publikacją "Wakacji nad Adriatykiem".

      Usuń
  4. To coś z mojego nurtu zainteresowań. Najbardziej interesuje mnie ten kontrast bohaterek: przeżyć i nie ugiąć się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej: przeżyć lub nie ugiąć się... Książkę Ci polecam z całego serca...

      Usuń
  5. Koniecznie muszę przecytac te książkę, choć przyznam szcerze, że obawiam się trochę jej lektury.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam - nie należy do najłatwiejszych. Przez narrację, która wymaga skupienia, przez liczne dygresje. Ale autorka bynajmniej nie chce epatować brutalnymi scenami. Jeszcze większe wrażenie robi właśnie to, że narratorka tak często, o tych strasznych wydarzeniach - mówi z takim pozornym spokojem...

      Usuń