czwartek, 13 lipca 2017

TEN KŁOPOTLIWY PRUS - CZYLI BIOGRAFIA PISARZA, DALEKA OD KONWENCJONALNEJ



„We mnie jest dwu ludzi: jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat”
– Wokulski, bohater Lalki

„Nie jestem osobą jedną, ale jest ich we mnie kilka”
– Aleksander Głowacki/Bolesław Prus w liście do Mścisława Godlewskiego [1] 



Wydawnictwo: Znak 
liczba stron: 400
ISBN: 9788324045433
Autor: Monika Piątkowska
Data premiery: 8 maja 2017


Prus. Śledztwo biograficzne – to wnikliwa i rozbudowana praca, której celem było rozszyfrowanie osobowości jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy, a zarazem książka, której nie powinno się czytać bez znajomości klucza, którym posłużyła się autorka. Monika Piątkowska nie miała zamiaru stworzyć nowej szkolnej biografii. Nie chciała powielać portretu Prusa, w którym dostrzega się wyłącznie literata. Postanowiła pokazać go w szerszej perspektywie – najpierw jako człowieka; udowodnić, że w jego przypadku jednakową rolę odegrała twórczość i zmagania z chorobą. Te dwa aspekty wzajemnie się przenikały i były ściśle z sobą związane, w zasadzie – twórczość w dużym stopniu wynikała z choroby. Dlatego autorka nie rozgraniczyła tych spraw. Prześwietlając Prusa zastosowała metodę dwutorową: przeanalizowała jego twórczość, ale równie wnikliwie przyjrzała się jego prywatnym zapiskom, nawet tym, które dla badaczy nie miały dotąd żadnej wartości literackiej.

Skąd intrygujący tytuł? Czy słowo „śledztwo” jest uprawnione? Bolesław Prus (a w zasadzie Aleksander Głowacki) nie ułatwił potomnym zadania. Był wstrzemięźliwy w wyznaniach, nawet przyjaciół nie dopuszczał do swego prywatnego świata. Nie poruszał swoich spraw publicznie i nie pisał konwencjonalnego dziennika. Nie odnosił się do swoich dzieł. Nigdy się nie tłumaczył, nawet atakowany - niczego nie prostował i nie dementował. Jeżeli przypadkowo pozostawił jakieś ślady swoich prywatnych (zwłaszcza problematycznych) spraw – prawdopodobnie zostały usunięte przez spadkobierców, którzy wzięli sobie do serca rolę strażników jego publicznego wizerunku. Może właśnie dlatego, że pozostawił tyle niewyjaśnionych kwestii – sylwetka pisarza budziła zawsze wielkie zainteresowanie, do dziś powstało na jego temat sporo opracowań. Autorka biografii wszystkim się wnikliwie przygląda, przede wszystkim zaś zainteresowała się pracą Stefana Borowieckiego (profesora neurologii i psychiatrii Uniwersytetu Poznańskiego), który jako pierwszy zauważył, że artyzm Prusa i jego sposób patrzenia na świat wynika z cierpienia, a  dowcip (który przyniósł mu sławę jako felietoniście) był mechanizmem obronnym. Profesor Borowiecki pracował nad rozprawą naukową pt. Lęki sytuacyjne Bolesława Prusa, gdy nagle zmarł. Niestety, nie dokończył dzieła, chociaż pewne fragmenty zostały opublikowane w 1938 roku (Rocznik Psychiatryczny, str. 32). Jego praca nie jest kompletna, ale to, co pozostawił – stanowi niezwykle cenne uzupełnienie portretu pisarza. Nie można się oprzeć się wrażeniu, że właśnie przemyślenia tego naukowca wywarły decydujący wpływ na kształt opracowania Piątkowskiej, może nawet były punktem wyjścia jej książki.

Zdaniem Piątkowskiej Prus w życiu prywatnym był dyskretny aż do przesady, za to całkowicie obnażał się w twórczości. Stąd – pierwszy etap jej pracy polegał na skonfrontowaniu znanych faktów z życia pisarza z analizą jego utworów. Ich geneza jednak nie została przeprowadzona metodą podręcznikową. Autorka skupia się (idąc tropem prof. Borowieckiego) na szukaniu śladów przeżyć pisarza. Przy okazji stara się rozszyfrować portrety jego bliskich, ukrytych w postaciach literackich bohaterów. Przede wszystkim zaś zwraca uwagę na to, w jaki sposób pisarz traktuje własne alter ego. Z pewnością niektórzy czytelnicy do takiej koncepcji podejdą ostrożnie lub nieufnie; trzeba jednak przyznać, że w przypadku Prusa – biorąc pod uwagę wkład wyżej wymienionego profesora (i jego prekursorów) – metoda uzupełniania białych plam wydaje się jednak uzasadnionym i (w pewnym stopniu już naukowo potwierdzonym) spojrzeniem na fenomen pisarza. Warto na chwilę odsunąć skrupuły i dać ponieść się opowieści Piątkowskiej, by chociaż spróbować wczuć się i zrozumieć emocje, których pisarz (w całej swej intensywności) doświadczał.

Piątkowska zadała sobie sporo trudu, by uchwycić niezwykle skomplikowany portret pisarza. Poza tym - jej książka bierze pod uwagę wiele innych aspektów. Dobrze opracowana biografia (niejako przy okazji) ukazuje panoramę epoki i pod tym względem autorka również poradziła sobie doskonale. Dzięki niej możemy prześledzić dramatyczne losy Prusa, a także poznać te doświadczenia, które stały się przyczyną jego zaburzeń. Zapewne każdy kojarzy pisarza z tajemniczo brzmiącą agorafobią, nie było jednak dotąd okazji spojrzeć tak blisko na  czynniki, które ją spowodowały. Biografka szczegółowo analizuje przyczyny traumy spowodowanej utratą rodziców, chorobą umysłową brata, udziałem w wojnie (Aleksander uciekł do powstania prosto z ławki szkolnej, a wydarzenia, w których wziął udział – ukształtowały jego poglądy raz na zawsze), pobytem w więzieniu, niekończącą się walką z poczuciem odrzucenia i przekonaniem, że się zawiodło cały świat. Prześledzimy literacką i publicystyczną karierę Prusa, a przy okazji upadnie nieco mit o odwiecznej miłości narodu polskiego do Prusa i traktowaniu go jako autorytetu (przez długi czas miał opinię agresywnego i drażliwego dziennikarza, dopiero z czasem to wrażenie zaczęło słabnąć, zachwycono się jego powieściami, odkryto opowiadania, wybaczono „wpadki” i doceniono zaangażowanie w walkę na rzecz słabych i pokrzywdzonych). Analizując twórczość Prusa poznamy nie tylko genezę jego dzieł sztandarowych, ale także okoliczności powstania ich wcześniejszych, mniej udanych, niedojrzałych wersji – co pozwala prześledzić rozwój pisarza. Mamy okazję towarzyszyć w procesie przekształcania się Aleksandra Głowackiego w Bolesława Prusa.

Biografia Piątkowskiej to także opowieść o muzach pisarza - o kobietach, które go fascynowały i które unieśmiertelnił na kartach swych powieści (to gratka dla osób, które chcą wiedzieć czy Madzia Brzeska i Izabela Łęcka miały swoje pierwowzory w życiu realnym, czy raczej były konstruktami literackimi). W tle książki cały czas obecny jest motyw napiętych stosunków wielkich literackich rywali: Sienkiewicza i Prusa. Poznamy skomplikowane relacje obu panów, ich wzajemne złośliwostki i odwety, a także poglądy na temat roli literatury, którymi się zasadniczo różnili. Autorka  wiele uwagi i energii poświęciła temu, by ukazać jak niesprawiedliwie potraktował ich los – jednemu przydzielając rolę ulubieńca narodu, drugiemu wyznaczając drogę pełną cierni. Przekonamy się wreszcie, że książka o jednym z najwybitniejszych pisarzy polskich jest pełną empatii opowieścią o chorobie, cierpieniu i wielkiej samotności. Stanowi udowodnienie tezy, że ciężko jest uwierzyć w siebie i znaleźć sobie miejsce w życiu, jeśli się jest dzieckiem niekochanym.

Lektura książki nasuwa wnioski, że Prus wcale nie marzył o karierze literackiej (chciał zostać naukowcem), jednak został na pisarstwo skazany. Pisał od młodzieńczych lat.  Gdy było mu źle, gdy nie dawał sobie rady z rzeczywistością, gdy przeżywał traumatyczną sytuację – chwytał za pióro. Nie stwarzał nowych światów, pisał o tym, co znał, zamieszczając w utworach okruchy swojego życia. Poddawał siebie analizie. Czasem, jeśli powielał swoje własne doświadczenie – dodawał nieco szczęśliwsze zakończenie, albo pozwalał swojemu wcieleniu postąpić bardziej szlachetnie. Najczęściej jednak skazywał swoich bohaterów na los, którego sam się obawiał (np. motyw szaleństwa). Prus pisał – ponieważ za pomocą utworów obłaskawiał swoją egzystencję. Komentował swoje życie, a twórczość pełniła rolę terapeutyczną. Każda zatem książka – jest w pewnym sensie jego autobiografią.

Z rolą terapeutyczną mechanizmu pisania – ma ścisły związek drugi tor badań autorki. Jest to kierunek jeszcze bardziej zaskakujący i kontrowersyjny, a zarazem – jest przecież nadal tylko konsekwencją założeń książki. Otóż – oprócz rękopisów, szkiców literackich, konspektów, zeszytów o kompozycji i przeróżnych wprawek – Prus pozostawił masę notatek zupełnie innego rodzaju. To tabele, zestawienia, najdziwniejsze ciągi słów, które nie mają wartości literackiej. Ilość i obsesyjność ich tworzenia zdradza jednak, że towarzyszyły mu przez całe życie. Czemu służyły? Są niezbitym dowodem klinicznych objawów nerwicy lękowej pisarza i zapewne pomagały mu w najgorszych chwilach wrócić do równowagi, okiełznać chaos w głowie… Piątkowska, idąc tropem badań prof. Borowieckiego, przygląda się tym zapisom, próbując znaleźć słowa-klucze, które musiały zdradzać emocje, które w chwilach wzburzenia pisarza ogarniały. Autorka potraktowała je - jako nieformalny i nieświadomie pisany rodzaj dziennika. Stale przemyca przykłady takich zestawień, by w końcu wykorzystać je, jako źródło, które może rzucić nieco światła w sprawie romansu Prusa z Aliną Sacewicz (swoją ostatnią muzą) i domniemanego ojcostwa jej syna. Już słyszę zarzuty, że Piątkowską w tym momencie poniosła ułańska fantazja - ale przecież autorka biografii nie wprowadza nas w żadne obszary, które nie byłyby przedmiotem publicznych rozważań wcześniej! Sprawa Aliny i Jana Bogusza Sacewicza była i jest tajemnicą poliszynela od lat (można sprawdzić i porównać, pisze o tym również Marek Sołtysik w artykule: Blizny Bolesława Prusa cz. III [2]. Monika Piątkowska nie wymyśla rewelacji na temat Prusa. Składa jedynie wiedzę, która dotąd była rozproszona.  

Jakim człowiekiem był Prus? Skomplikowanym, doświadczonym przez los i niewyobrażalnie samotnym. Był serdecznym przyjacielem, ale kiepskim mężem. Był jednocześnie skromny i zazdrosny. Mroczny i enigmatyczny. Neurotyczny. Błyskotliwy. Zaciekły. Szalenie utalentowany, ale wyzuty z wiary w siebie. Wyposażony w dar obserwacji, ale za to pozbawiony zmysłu dyplomacji. Niezręczny. Stale walczący na dwóch frontach – z opinią publiczną i z własnymi demonami. Dla współczesnego czytelnika jest to portret w dużym stopniu zaskakujący, niemal sensacyjny. Czy taki człowiek nadaje się na pomnik? Wydaje się, że cała biografia krzyczy, by go z piedestału ściągnąć. Ale za to – by wreszcie spojrzeć na niego z należytym współczuciem. Z podziwem, na który zasłużył jako literat, ale też jako człowiek, który się nigdy nie poddał. By okazać mu zrozumienie i serdeczność, której mu w życiu najbardziej zabrakło.


1. "Prus. Śledztwo biograficzne", Monika Piątkowska, Znak 2017, str. 176
2.  http://palestra.pl/old/index.php?go=artykul&id=2643




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:



środa, 5 lipca 2017

W duchu Czechowa – nowy zbiór opowiadań Elżbiety Isakiewicz





Niewyśnione historie to już drugi zbiór mikroopowieści Elżbiety Isakiewicz (pisarki i reportażystki), składający się z wirtuozerskich miniatur prozatorskich. Budowa i koncepcja tych tekstów jest szczególna. Pod względem formalnym – są opowiadaniami, ale zostały kunsztownie zredukowane i skondensowane do samej swojej istoty. Utwory są zwięzłe i króciutkie (jedno lub dwustronicowe); ich przeczytanie zabiera niewiele czasu, ale każdy z osobna wymaga zatrzymania się i interpretacji (przepuszczenia przez siebie), przez co lektura tomiku przypomina sposób obcowania z poezją. Każdy kolejny utwór to swoisty mikrokosmos, odrębny obraz, którego doświadczamy z osobna. W każdym spotkamy innego bohatera, który żyje we własnym świecie pełnym trosk. Wchodzimy w te mikroświaty – najlepiej niespiesznie, przenosząc się w czasie i przestrzeni, słuchając po kolei wielu narratorów i uświadamiamy sobie, że Niewyśnione historie są odbiciem realnego życia. Zewsząd otaczają nas podobne mikroświaty. Możemy w każdej chwili otrzeć się o nie i uchylić ich rąbka – na przystanku, na bazarze, w parku lub w kolejce do lekarza. Trzeba tylko na chwilę zatrzymać się, otworzyć i nauczyć się słuchać.

Skojarzenie z wierszami nie może być przypadkowe, tym bardziej, że Autorka stosuje podobne środki stylistyczne, przede wszystkim neologizmy, tak bliskie poetom. Jest jeszcze tajemniczy tytuł podkreślający, że epizody wydarzyły się naprawdę, a jednocześnie zwracający uwagę na ich niezwykły charakter i klimat. Wszystkie mikroopowieści ujęte w zbiorku to wspomnienia i refleksje tej natury, które każą człowiekowi po latach zastanawiać się nad ich realnością. Ten i ów bohater musiał niejednokrotnie zadać sobie pytanie: czy to był sen? Czy to mi się kiedyś naprawdę przydarzyło? Czy istnieje jakiekolwiek ostrzeżenie, że to, co dziś przeżywamy – jutro może okazać się prawdą zupełnie nieaktualną?... Czy w pewien nie do końca rozbudzony, rozgrzany do białości letni dzień pod kamienicę rzeczywiście powrócił ostrzyciel noży, by po latach trafić na ślad swej młodości? Czy kolejarz przejeżdżający tylekroć przez miasteczko, którego przeszłość została bestialsko zgładzona – naprawdę zobaczył onegdaj w tym miejscu radość, życie i niczym niezmąconą wiarę w przyszłość? Czy wizerunek Boga w podniszczonej i opuszczonej kapliczce i zarośnięty trawą głaz upamiętniający pomordowanych – nie są najlepszymi dowodami przemijalności epok i krótkotrwałej, niedoskonałej ludzkiej pamięci?

Spójrzmy na bohaterów. Część opowiadań stanowi echa rozmów i zwierzeń rozmaitych ludzi (bliższych i dalszych znajomych i krewnych Autorki), inne zrodziły się wyłącznie z Jej obserwacji (ze scen na ulicy, ze strzępów rozmów zasłyszanych w tłumie), a wszystkie stanowią zadumę nad światem zwyczajnego człowieka. Wsłuchajmy się zatem w to, co leży na dnie duszy lokatorki kamienicy, instruktora jazdy, manicurzystki, zawiadowcy stacji, fotografa, właścicielki sklepu z używaną odzieżą, doktoranta, kinomana, barmana i znawczyni snów… Spójrzmy na świat ich oczami. Narratorzy nie opowiadają swoich historii. Oni wysupłują tę ważną chwilę, w której coś bezpowrotnie utracili, albo wręcz przeciwnie – coś otrzymali. I nie mówimy o rzeczach materialnych, to cenne lekcje życia. Chłopiec godzinami oddany nudnemu zajęciu (siedząc przy szosie z jagodami) mógł powziąć niechęć do bezduszności mijających go samochodów, ale stało się inaczej. Dzięki chwili (okupionej laniem) poczuje łyk swobody i smak adrenaliny, w tym momencie narodzi się jego marzenie i ukierunkuje przyszłość. Młodzieniec, który z niedowierzaniem i lękiem podziwia wyczyny linoskoczka (podnoszącego ryzyko do absurdu) – zda sobie sprawę, że marzenia nie mają granic i nie muszą być p r z y z i e m n e. Dla równowagi spotykamy również refleksje skrajnie przeciwnej natury – gdyż bohaterowie Niewyśnionych historii często borykają się z problemem przemijalności świata i muszą pogodzić się z własną śmiertelnością. Pierwsze opowiadanie to nawiązanie (i odwrócenie) mitu dotyczącego wypędzenia z raju, tym razem Ewa podając jabłko ratuje Adama; ostatnie – uzmysławia, że wszystko przemija, że wraz z nami (i naszą pamięcią) umierają epoki. O wielokrotnym podkreślaniu przemijalności świadczą także inne elementy opowiadań – wyraźną nutę melancholii wprowadzają sami bohaterowie, którzy nierzadko są przedstawicielami niemodnych już, zarzuconych zawodów: ostrzyciel noży, rękawicznik, lustrzarz, a nawet zawiadowca stacji…

Jakie wrażenia pozostawiają opowiadania Elżbiety Isakiewicz? Zapewne uderzy nas, że poruszane w nich refleksje wcale nie są nam obce. To myśli tego typu, które potrafimy dyscyplinować w ciągu dnia, ale te i tak wracają bladym świtem, gdy umysł zawiesza się na pograniczu jawy i snu. To skrajnie intymne refleksje, niepokoje i lęki, które wbiły się jak drzazga w dusze naszych bohaterów i stały się podszewką ich codzienności. Kolejne opowiadania stanowią dowód na to, że ludzie są podobni, a zarazem każdy szuka własnego sposobu, by zmierzyć się ze światem. Być może wreszcie przyjdzie nam myśl, że powinniśmy z większą empatią i wyrozumiałością spoglądać na ludzkie dziwactwa. Bo przecież, jeśli nie wnikniemy w intymny świat bohaterów, nie poznamy ich od środka – ich gesty i zachowania często możemy uznać za ekstrawagancje. Bo czymże jest oddanie „za darmo” (z punktu widzenia matki) uzbieranych jagód? A troska o pomalowanie paznokci, gdy człowiek udaje się w ostatnią drogę? Utworzenie dziwacznej konstrukcji z zespawanych torów (ratującej miejscową społeczność od utraty tożsamości)? A obdarowywanie zmarłego rękawiczkami? Śpiew na przystanku? Zakładanie papilotów na włosy w samym środku piekła wojny? Wszystko to w pewnym sensie dziwactwa, czasem szaleństwa, ale te wynikają z tęsknot, emocji i lęków człowieka. Wykonujemy pewne gesty, czasem bezwiednie, ponieważ tylko w taki sposób możemy poradzić sobie z bolesną stratą, z upływem czasu lub ze strachem. Jeśli pojmiemy, że dziwactwa naszych bohaterów to mechanizmy obronne – uświadomimy sobie, że ich doświadczenia stają się naturalne, zrozumiałe, wręcz uniwersalne.

Nie można nie wspomnieć o obrazowym i sugestywnym języku pisarki, która nadaje zwyczajnym chwilom liryczną i plastyczną oprawę, przez co potrafimy wyobrazić sobie scenerię, porę dnia i nastrój bohaterów: „W białe upalne południe (rozżarzone bruki i mury pokrywał biały nalot, balkony stały w białej pustce) usłyszałam śpiący gdzieś w załomach pamięci dźwięk i zanim obudził się i rozprostował tony, minęła biała chwila.”[1]; „Być może wypatrzył ją na jednym z ogrodowych rautów, które – ziejąc wytworną nudą – wypełniały przestrzeń senno lepkim szmerem wymienianych uprzejmości i rażącą bielą ubrań kelnerów przemykających bezszelestnie miedzy osłoniętymi płóciennym baldachimem stołami.”[2] Jeżeli bohater stoi na przystanku, a jego stan emocjonalny wskazuje, że znajduje się nad przepaścią – Autorka wyeksponuje jeszcze zgrzytliwo-jazgotliwe dźwięki nadjeżdżających tramwajów. Jeśli narratorka kręci się po bazarze, to pogrąży się w „rozszemranym kupieckim gwarze (…) między beczko-wonią kiszonej kapusty, piętrzącymi się kopcami włoszczyzny i drażniącego nozdrza szczypioru.”[3] Za każdym razem są to przywołane zaledwie kilkoma zdaniami skończone ilustracje, niemal gotowe filmowe kadry, które wprowadzają czytelnika w klimat i grają na jego zmysłach.

Skąd siła obrazu i lizyzm, którymi przepojony jest ten zbiorek? Kto śledzi twórczość Elżbiety Isakiewicz, ten wie, że to wypadkowe zawodowych umiejętności i poetyckiej duszy. Mikropowieści - to historie zarejestrowane reporterskim okiem, a jednocześnie dotknięte głęboką wrażliwością; to reportaże, które do szczętu łamią zasadę ascetyzmu arystycznego. Jej opowiadania zawsze podszyte są życzliwością dla człowieka i autentyczną empatią, wręcz czułością. Pisarka niczego nie ocenia i niczemu się nie dziwi. Nad utworami unosi się duch Czechowa...


Przypisy:
1. Niewyśnione historie, Elżbieta Isakiewicz, Sic! 2017, str.13
2. Tamże, str. 82
3. Tamże, str. 35




Tekst opublikowany w kwartalniku:



poniedziałek, 3 lipca 2017

"sZAFa" # 62 CZERWIEC 2017



Zdjęcie na okładce autorstwa René Pascala




Z lekkim poślizgiem (spowodowanym urlopem) - zapraszam w imieniu Zespołu Redakcyjnego do lektury nowego numeru sZAFy, w którym również mam zaszczyt brać skromny udział:)

 W numerze:

POEZJA
Ewa Brzoza-Birk, Roman Bromboszcz, Błażej Jacek Klajza, Karol Maliszewski, Anna Musiał, Katarzyna Ślączka, Mirka Szychowiak, Aleksander Wierny
PROZA
Wioletta Leśków-Cyrulik, Karol Maliszewski, Mirka Szychowiak, Sabina Waszut
FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO
Ula Dzwonik, Kurt Eichhorn, Alexander Ermolaev, Fotini Hamidieli, Nikolaus Hirschmann, Ewa Kantorczyk, Krzysztof Ogonowski
sZAFa Presents
Izabela Drzewiecka-Antolak - Wiersze
René Pascal - Biel w Mediolanie
Tadeusz Wroński - Wspomina Maria Dziedziniewicz z Galerii M we Wrocławiu
ESEJE-FELIETONY-RELACJE
Mirek Antoniewicz - Pakal Wielki w Galerii Sztuki Brzeskiego Centrum Kultury Andrzej Walkusz „Kolor w grafice”
Paweł Dąbrowski - Zapiski Portowe (XV Port Poetycki w Chorzowie)
Ewa Frączek - Zdrowie psychiczne jako dramat racjonalisty, czyli między doktorem Freudem a doktorem Franklem różnicy brak
Magda Harmon - Prawa Półkula
Leszek Jodliński - Białe żagle nad Tel Awiwem * (No) Better Place
Wioletta Leśków-Cyrulik - Nieistnienie
Błażej Szymankiewicz - Unieśmiertelniona. Esej o pewnej fotografii
z czasów hiszpańskiej wojny domowej
TEATR-FILM
Agata Jabłonowska-Turkiewicz - Urodziny. Kameralna sztuka w trzech aktach
RECENZJE
Paweł Dąbrowski - Węzły znaczeń. Szymon Słomczyński „Latakia” * Po starym świecie. Andrzej Sosnowski „Trawers” * Noc i sen. Marta Zelwan „Graffiti” * Nie/urok małego miasteczka. Zbigniew Wojciechowicz „Dulszczynea” * Wiersze z Krakowa. Ewa Sonnenberg „Wiersze dla jednego człowieka” * Zabawy słowne długopisem. Miłosz Waligórski „Długopis”
Ewa Frączek - Remigiusza Mroza wykładania o tym, że w `39 Niemcy napadli na Polskę, czyli raz na kilka lat człowiek może być złośliwy
Magda Gałkowska - Kara za jątrzącą się pierdołowatość. Paulina Korzeniewska „Pogodna biel dobrego samopoczucia”
Alicja Łukasik - Marcin Orliński „Środki doraźne” * Paweł Nowakowski „Między innymi” * Natasza Goerke „Tam”
Paulina Mikołajczyk - Dorota Masłowska „Jak przejąć kontrolę nad światem”
Jakub Sajkowski - Zasnąć i obudzić się to też podróż w czasie. Daniel Madej „Mała Epoka”
Mirosława Szott - Soczewka skupiająca światło. Justyna Koronkiewicz „Szamanka”
Aleksandra Urbańczyk - NA FALACH MYŚLI, WŚRÓD MORSKICH FAL, „Księga Morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku”, Morten A. Strøksnes * W duchu Czechowa – nowy zbiór opowiadań Elżbiety Isakiewicz „Niewyśnione historie” * „Wakacje nad Adriatykiem” Zofii Posmysz, ponownie dostrzeżone arcydzieło literatury polskiej
Małgorzata Zakrzewska - Szepty kamieni. Berenika Lenard & Piotr Mikołajczak, „Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii”
ROZMOWY W sZAFie
Małgorzata Południak rozmawia z Tadeuszem Baranowskim (III)
WYWIAD
Małgorzata Południak rozmawia z Mirkiem Antoniewiczem

Przyjemnej lektury!