wtorek, 28 lutego 2017

1 MARCA 2017 - PREMIERA "CÓRKI STALINA" ROSEMARY SULLIVAN - HISTORIA KOBIETY, KTÓRA PRZECIWSTAWIŁA SIĘ NAJPOTĘŻNIEJSZEMU CZŁOWIKOWI ŚWIATA - WŁASNEMU OJCU...






To nie są moje urodziny, chociaż właśnie tak się czuję...
Książki przychodzą do mnie często, ale przeważnie w sposób konwencjonalny. I chociaż szybsze bicie serca powodują nawet bąbelkowe koperty i zwyczajne kartonowe pudła - możecie sobie wyobrazić jakie wrażenie wywołują, gdy zjawiają się w tak niezwykłej formie!



Oczywiście - słyszałam niejednokrotnie o akcjach promocyjnych wydawnictw, kiedy książki nadchodzą w nietypowy sposób, poprzedzone anonimem, zaskakującą kopertą lub w opakowaniu o nieczekiwanym kształcie, nigdy jednak nie miałam okazji przekonać się jak takie wyróżnienie (dla czytelnika) smakuje osobiście...



I nagle odbieram niezwykłą paczkę, a niespodzianki wcale nie kończą się na jej eleganckim wyglądzie zewnętrznym. Przesyłka jeszcze  piękniej prezentuje się po rozpakowaniu...



Dopiero teraz możemy docenić inwencję twórczą i arcyciekawy pomysł promocji. Czekałam na książkę, odkąd ukazała się w zapowiedziach, bo inspirują mnie losy kobiet, które były  świadkami Wielkiej Historii (a  Swietłana Alliłujewa znalazła się w jej orbicie aż nazbyt blisko...). Jestem pewna, że lektura będzie niezwykle frapująca. Natomiast tego momentu, gdy książka trafia w moje ręce  - nigdy nie zapomnę. Recenzja się ukaże. Dziś - wrażenia z jej przybycia:)





Oto kilka informacji dotyczących treści książki /od wydawnictwa/:

Dziedzictwo, które stało się przekleństwem.

Małej Swietłanie niczego nie brakowało. Wychowana w zbytku Kremla, wśród kochających ją ludzi nie wiedziała, że już niedługo jej życie stanie się koszmarem, a najdroższego ojca uzna się za największego zbrodniarza w dziejach.

Swietłana Alliłujewa – córka Józefa Stalina. Z tym piętnem przyjdzie się jej zmagać przez całe życie. W wieku niemal 40 lat, w 1967 roku, po brawurowej ucieczce z kraju poprosiła o azyl polityczny w USA i potępiła zbrodnicze rządy własnego ojca i system sowieckiej władzy.

W książce Rosemary Sullivan odkrywamy kulisy życia nie tylko córki dyktatora, ale przede wszystkim kobiety z krwi i kości, zmagającej się z trudami codziennej egyzstencji – skomplikowanymi uczuciami, łączącymi ją z rodziną i dziećmi, a przede wszystkim z ojcem.

Historia Alliłujewej opowiedziana jest przystępnym, barwnym językiem, nie tracąc wiarygodności historycznej. Autorka korzystała z archiwów sowieckich władz, KGB i CIA, do których otrzymała dostęp.

„Nie łudzę się już ani trochę, że kiedykolwiek uda mi się uwolnić od tej łatki – że przestanę być córką Stalina. […] Rodziców się nie wybiera, ale żałuję, że moja matka nie wyszła za cieślę” – zwykła mawiać.

Historia odsłaniająca prawdziwy charakter kobiety, która przez całe życie zmagała się z dziedzictwem ojca dyktatora.




***


Za książkę, wspaniałą niespodziankę i zaufanie dziękuję Wydawnictwu:




wtorek, 21 lutego 2017

HUGO LOETSCHER: Klucz do pralni albo co by było gdyby Bóg był Szwajcarem oraz inne helvetica /recenzja/



W helweckiej duszy

Z czym kojarzy się Szwajcaria? Z zegarkami, serem i bankami; z malowniczymi widokami, alpejską przyrodą i ośnieżonymi szczytami. Któż nie chciałby zamieszkać w tym raju? Konfrontacja marzeń z realiami następuje dość szybko, w momencie gdy przybysz poznaje regulamin domu i pojmuje istotę praw i obowiązków wynikających z przywileju korzystania ze wspólnego klucza do pralni. Szwajcaria to kraj, w którym (co do zasady) nie ma pralek w mieszkaniach, a czynności z tym związane dozwolone są wyłącznie w miejscach wyznaczonych. Co to oznacza? Koniec z wieczornymi przepierkami. Pranie odbywa się raz na tydzień, we wspólnej pralni. O ile uda się dopasować do grafiku i porozumieć z pozostałymi lokatorami.
Klucz do pralni to książka szwajcarskiego prozaika, krytyka literackiego i publicysty. Hugo Loetscher (1929-2009) był jednym z najwybitniejszych twórców z obszaru języka niemieckiego, autorem powieści oraz felietonów i esejów. Wiele podróżował, m.in. po Azji Południowo-Wschodniej, był reporterem w Ameryce Łacińskiej. Został uznany za współtwórcę przełomu w literaturze szwajcarskiej, ponieważ dążył do nadania jej międzynarodowego charakteru. Klucz do pralni jest świetnym przykładem jego buntu przeciwko szwajcarskiej izolacji.
Książka ukazała się w 1983 roku. Jest to autorski wybór felietonów publikowanych w latach 1976-78. W ręce polskiego czytelnika trafia w przekładzie Jana Wolskiego (tłumacza, polonisty, miłośnika Szwajcarii). Książka nie stanowi zatem komentarza do bieżących wydarzeń, to raczej ukłon w stronę klasyki felietonu. Trzeba jednak podkreślić, że mimo zmiany politycznych dekoracji na świecie i poważnych zmian w samej Szwajcarii, wymowa felietonów, a zwłaszcza umiejętność wydobywania szwajcarskiej specyfiki pozostają aktualne.
Jaki jest styl pisarza? Zagłębiając się w lekturę dochodzimy do wniosku, że o poważnych sprawach nie trzeba pisać na kolanach ani uderzając w patetyczne tony. Przeciwnie, Hugo Loetscher nie stroni od humoru i komizmu sytuacyjnego, pisze pozornie o zwykłej codzienności, przy czym każdy felieton ma głębsze dno; inspiracją do napisania kolejnego tekstu są wydarzenia lub czynności zupełnie banalne. Stąd tytuł zbiorku. Przykładowy „klucz do pralni” staje się pretekstem do ukazania sąsiedzkich stosunków. Okazuje się, że problemy związane z pralnią spędzają sen z powiek niewyłącznie cudzoziemcom, a każde uchybienie w ceremonii przekazywania klucza potrafi zakłócić kruchy spokój czynszowej społeczności. Statystyki potwierdzają, że zatargi na tym tle stanowią poważny odsetek obywatelskich sporów.
Tematyka książki jest zróżnicowana, każdy z dwudziestu sześciu felietonów dotyczy innego zagadnienia. Pisarza może zainspirować zwykła przejażdżka taksówką, wstąpienie na pocztę czy trudność w przetłumaczeniu helwetyzmu na klasyczny niemiecki. Loetscher lubi bawić się słowem i potrafi przedstawić językowe perypetie w sposób równie zajmujący i zabawny, co prof. Jerzy Bralczyk. W sposób szczególny autor rozprawia się z narodowymi przywarami Szwajcarów. Ich przysłowiowa niechęć do wszystkiego, co obce, zmusza autora do sformułowania apelu, który ma skłonić naród do zdecydowanego wyrzeczenia się wszystkiego, co zostało importowane do ich kultury i gospodarki. M.in. do rezygnacji z wiśni, z których produkuje się popularną nalewkę. Wszak jako pierwsi w Europie zaczęli je uprawiać Grecy…
Hugo Loetscher to pisarz z misją. Jego felietony walczą ze stereotypami, które narosły wokół Szwajcarii i z uprzedzeniami samych Szwajcarów, przede wszystkim z ich skłonnością do izolacji. Pisarz zabiera rodaków w symboliczną podróż, która ma im uświadomić, że stanowią część szerszego kręgu kulturowego. Teksty Loetschera służą wyostrzeniu spojrzenia, uczą kultury krytyki, dystansu do siebie i szacunku dla innych narodów. To doskonała lektura dla osób, które planują stały pobyt w tym kraju, chcą go lepiej poznać lub po prostu pragną poczuć głębszą więź duchową ze społeczeństwami tworzącymi europejską wspólnotę.

Recenzja opublikowana w: FA 1/2017 

wtorek, 7 lutego 2017

W zapowiedziach - nowa książka Arundhati Roy!


Dokładnie dwadzieścia lat temu, w 1997 roku - Arundhati Roy zdobyła Man Booker Prize
za swoją debiutancką książkę. Indyjska pisarka nie rozpieszcza czytelników.
Znana jest bardziej ze swojej działalności społecznej, walczy z dyskryminacją i jest zagorzałą przeciwniczką globalizmu, a publikuje głównie eseje polityczne. Dopiero teraz
 jej wydawca ogłosza wielki powrót z nową powieścią. Książka ma się ukazać w czerwcu,
 na polskie wydanie będziemy musieli jeszcze chwilę poczekać.




"Bóg rzeczy małych" - debiutancka książka (cóż to był za debiut!) pozostaje wciąż jedną z najważniejszych książek mojego życia. (Recenzja TUTAJ). To jedna z tych pozycji, do których można  stale powracać i nigdy się nie znudzi. Arundhati Roy - swego czasu była jedną z pierwszych autorek, która przywróciła mi wiarę w kobiecą literaturę.
Pisarka (prywatnie żona reżysera, autorka dwóch scenariuszy do jego filmów, w których wzięła także udział jako aktorka) i działaczka społeczna - ujawniła swoje poglądy od razu w swojej debiutanckiej powieści. Książka jest kroniką losów bliźniąt, które przyszły na świat w niedużej wiosce w Kerali. Autorka umieściła akcję w Ajemenem, w wiosce, w której sama przyszła na świat i dorastała. Z pewnością odwzorowała w niej zaobserwowane stosunki społeczne. Książkę można traktować jako pełną poezji i piękną, lecz smutną opowieść o miłości, a zarazem mocny manifest przeciwko dyskryminacji. W "Bogu rzeczy małych" znaleźć można nutę poszukiwanej egzotyki, ale tym mocniej wybrzmiewa ostrzeżenie przed skutkami globalizacji...

Można liczyć na to, że druga, długo oczekiwana powieść będzie równie wysoko oceniana artystycznie, a zarazem - pozostanie nie mniej głęboko zaangażowana w kwestie społeczne... 

"The Ministry of Utmost Happiness" jest dla mnie najbardziej oczekiwaną książką roku 2017.