sobota, 6 stycznia 2018

W PIEKLE WSPOMNIEŃ – „Żar”, Sándor Márai - recenzja




Wydawnictwo: Czytelnik
Tłumaczenie: Feliks Netz
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 168


„Żar” – to jedna z najsłynniejszych książek węgierskiego pisarza Sándora Máraiego. Zarzucano jej w przeszłości chyba wszystko: teatralność, patos, egzaltację, nadmierne filozofowanie i sentymentalizm, w dodatku autor oparł historię na jednym z najbardziej wyświechtanych motywów literackich. Dziś bez trudu wyłuskamy wszystkie wymienione cechy; rzecz w tym, że jakoś jednak trudno uznać je za słabe strony utworu. Raczej trzeba przyznać z podziwem, że właśnie szczypta tego wszystkiego dała taką kompozycję atmosfery i stylu, że powieść, mimo upływu siedemdziesięciu lat od jej powstania, nie straciła swojej siły rażenia. Autor w pięknym stylu nawiązał do tragedii zemsty (którą do perfekcji opanował Szekspir w Hamlecie), zmusił czytelnika do śledzenia akcji z napięciem godnym dobrze skostruowanego thillera, a magię i tajemniczość jeszcze podkręcił odpowiednią grą niedopowiedzeń. „Żar” nie jest książką dla wielbicieli zawrotnego tempa akcji, a jednak urok z wolna konstruowanej układanki, a zwłaszcza klimat i nastrój (ta wisząca w powietrzu burza, drżące światło sączące się ze świec, dom wypełniony duchami przeszłości i głos starca wydobywający się z mroku – z mroku salonu, ale i z mroku dziejów) powoduje, że powieść jest hipnotyzująca.

Fabuła jest na pozór prosta, to kameralny dramat rozgrywający się między dwójką bohaterów. Miejsce akcji: (tylko pozornie) pałac Generała. Czas akcji: niecała doba (znowu pozornie, ponieważ przyjdzie nam nie tylko przenieść się w czasie, ale również zmienić epokę). W rolach głównych: Generał i Konrad – towarzysze broni, których połączyła przysłowiowa przyjaźń na śmierć i życie. (Generał ma na imię Henryk, ale jakoś nie mogę się przemóc, by tytułować go inaczej, niż oficjalnie). W dramacie występuje jeszcze jedna niezwykle ważna postać: Krystyna. To żona Generała, nieżyjąca już od wielu lat, ale dzisiejszej nocy będzie niemal fizycznie obecna (zupełnie jak Rebecca, tytułowa bohaterka książki Daphne du Maurier).

Generał jest samotnikiem i odludkiem, który nie udziela się towarzysko, ale kiedy otrzymuje wiadomość o przyjeździe byłego przyjaciela, który kilka dziesięcioleci spędził za granicą – błyskawicznie podejmuje decyzję, by go ugościć. Wydawać by się mogło, że nie ma nic naturalniejszego w świecie… To jednak nie będzie zwyczajna wizyta. Bardzo szybko przekonamy się, że cała sytuacja nie jest zwyczajna. Wysyłając powóz po swojego gościa – gospodarz nie tylko robi wyłom w swojej rutynie – okazuje się, że nasz Generał przez długie lata nie robił nic innego i o niczym innym nie myślał – tylko przygotowywał się właśnie do tego spotkania. Ba!, wyreżyserował je w najdrobniejszym szczególe… Nie możemy powiedzieć, że gość zjawia się nieoczekiwanie, co to, to nie! Ten szczególny gość jest wyczekiwany dokładnie od czterdziestu jeden lat. Wkrótce rówież przekonamy się, że dom Generała to nie pałac. To szczególnego rodzaju...skansen.

Dlaczego zjawia się Konrad i czego chce od niego Generał? Domyślamy się, oczywiście od samego początku, a jednocześnie obserwowanie docierania do sedna stanowi największą przyjemność lektury, więc nie zamierzam całkowicie psuć zabawy. Jesteśmy zaproszeni do domu pełnego duchów przeszłości i do stołu Generała, więc przez kilka godzin (przyjęcie przeciąga się do świtu) będziemy świadkami dziwnego i pełnego napięcia spektaklu, który po trosze jest zwyczajną kolacją, a po trosze przedstawieniem (a może raczej eksperymentem procesowym, a nawet rozprawą sądową?)... Generał sprawia, że przenosimy się w odległą przeszłość, poznajemy relacje naszych bohaterów, a także wydarzenia, które odmieniły ich losy. Gospodarz hipnotyzuje swoją opowieścią, a jego gładkie słowa i maniery mają zamaskować misternie tkaną pajęczą sieć… Wkrótce już sami będziemy gotowi, by wydać wyrok. Ale czy rzeczywiście? Kogo (i co) tak naprawdę osądzamy?

Fenomen tego utworu polega m.in. na tym, że autorowi udało się uchwycić wydarzenia w dwóch warstwach – zewnętrznej i wewnętrznej, a ich zestawienie jest piorunujące. W zasadzie oglądamy dwa różne spektakle. W jednym, tym zewnętrznym – toczy się gładka rozmowa, oglądamy dwójkę byłych przyjaciół/rywali, którzy zakładają światowe maski i przesadnie wręcz dbają, by w najmniejszym stopniu nie uchybić prawu gościnności i zasadom savoir vivre’u. Po tym, co się wydarzyło w przeszłości ta wystudiowana uprzejmość wydaje się wręcz nieludzka. Drugi spektakl – ten, który jest zaledwie delikatnie zasugerowany (a który przecież pulsuje z tym większą siłą) – jest w zasadzie zaprzeczeniem pierwszego. Tu nie ma miejsca na maski i pozory. Wewnętrzna warstwa pozwala nam zobaczyć i odczuć kumulujące się emocje naszych bohaterów.

Książka Sándora Máraiego to literacka perełka i majstersztyk. Fabuła jest pozornie prosta, a przecież dość przewrotna. Nie dziwią nawet nierówno nakreślone postaci bohaterów. Cóż dziwnego, że najlepiej poznajemy Generała (jego gość staje się coraz bardziej enigmatyczny, z czasem także blednie sylwetka Krystyny). Przecież relację poznajemy wyłącznie z jednej strony, a Generał jest tak bardzo skupiony na sobie! A zakończenie? Jest zasugerowane od samego początku, a jednak wprawia w konsternację. Po przemyśleniu nie możemy jednak nie przyznać, że w gruncie rzeczy… Generał po prostu zrobił dokładnie to samo, co Konrad… Zakończenie nie będzie jedynym powodem do rozmyślań, bo przecież musimy jeszcze odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Co z żoną Generała? Kto z całej trójki postąpił najbardziej okrutnie? A co ze zbrodnią? Była czy jej nie było? I czym tak naprawdę jest tytułowy „żar”? Czy tylko resztkami dogasającego ognia w kominku, w którym tlą się szczątki starego pamiętnika? Spopieloną pozostałością po przyjaźni? A może jest jedynym  paliwem człowieka, który przez połowę swego życia pragnie „zemsty” lub tylko „prawdy” (chociaż w tym wypadku to synonimy)? I o czym naprawdę jest ta książka? Opowieścią o zdradzonej przyjaźni? Nostalgią za upadłym imperium? A może jednak - historią odbierającej chęć życia i wypalającej do cna obsesji?




Przeczytane dzięki: Legimi.pl






25 komentarzy:

  1. Po przeczytaniu Twojej recenzji widzę, że niełatwo odpowiedzieć na pytanie, do czego nawiązuje tytuł, bo jest on wieloznaczny. Przerażają mnie tacy ludzie jak Generał, przez kilkadziesiąt lat myślący tylko o jednym, żyjący obsesją, a z drugiej strony bardzo im współczuję... Zachęcająca recenzja, trzeba będzie sięgnąć po książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wspomniałam o charyzmie Generała. To jedna z postaci, które chyba z marszu stają się ikonami Literatury... Zresztą ten duet (Henryk i Konrad -konswerwatysta i romantyk) tworzą niezapomnianą parę bohaterów.

      Usuń
  2. Ten pozorny minimalizm pisarski obudowany masą sensów to zdecydowanie coś dla mnie. Chętnie przygarnę taką perełkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku okładka jest prorocza - "Żar" to wyrafinowana uczta czytelnicza:)

      Usuń
  3. Bardzo mocno zachęciłaś mnie do sięgnięcia po ten tytuł.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sándor Márai to ten typ pisarza, po którego prozę sięgam stosunkowo rzadko (dotychczas uczyniłem to 3 razy), ale za każdym razem kiedy to robię, czuję, że obcuję z prawdziwym arcydziełem. Bardzo podoba mi się niezwykle elegancki styl Węgra, wyrafinowana fabuła oraz bogactwo psychologiczne kreowanych postaci. "Żar" na pewno kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne odczucia. Jestem pewna, że to spotkanie również Cię zachwyci. Znajdziesz tu wszystko, co cenisz w jego książkach:)

      Usuń
  5. Raczej to nie jest książka, która mnie zainteresuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Warto poznać twórczość Maraia. Sięgam po jego książki co pewien czas i zawsze mam materiał do przemyśleń. Ale najbardziej przemówił do mnie jego "Dziennik". Teraz zaczęto wydawać jego pełną wersję i pewnie znów go przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sobie nabyłam pierwszy tom z tej pełnej wersji. To prawdziwa gratka dla fanów:)

      Usuń
  7. Ciekawostka: oryginalny tytuł "Żaru" to "Świece są zimne". Zupełnie inna rzecz, prawda? Moim zdaniem te "wypalone świece" są lepszą wskazówką do zrozumienia idei powieści - ja odbieram ją jako nastrojową, kameralną opowieść o ułomności ludzkiej pamięci, o niszczycielskim działaniu czasu. Podoba mi się Twój pomysł, żeby odnaleźć tu tęsknotę za przeszłością, młodością i, być może, również za upadłym Imperium.
    Ja też już mam pierwszy tom "Dziennika" Maraiego, ale Nowy Rok zaczęłam od autobiograficznych "Wyznań patrycjusza" - świetne, jeszcze lepsze od "Żaru" (o ile to w ogóle możliwe ;-) ).
    Pozdrawiam Cię, Olu, serdecznie i noworocznie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mogę się wtrącić, czytałam również "Wyznania patrycjusza" i zgadzam się, że są świetne, ale "Dziennik", w moim przekonaniu, jest mistrzowski. Bardzo przemawia do czytelnika przenikliwością uwag. On spostrzegł pewne zjawiska życia społecznego zachodniej cywilizacji, na które my zwracamy uwagę dopiero od niedawna.

      Usuń
    2. A wiesz Marto, że już w trakcie lektury poszukałam sobie w słowniku znaczenie słowa "embers" - i dotarłam do np. "zarzewia", "dogasającego żaru" i "perzyny". Zasiadając do książki – myślałam, że tytułowy „Żar” będzie oznaczał namiętność. Oczywiście wkrótce musiałam zmienić zdanie. Na świece też zwróciłam uwagę, chociaż oryginalnego tytułu nie znałam. Świece są ważne w tej historii. Dziękuję za tę informację:) „Świece są zimne” rzeczywiście nieco zmieniają wymowę, chociaż do mnie najmocniej przemówił kominek i tytuł najmocniej mi się związał z dogasającym ogniem w palenisku, w którym przecież również dopalają się szczątki z pamiętnika. W sumie po przemyśleniu – i wygasłe świece i popielnik symbolizują to samo…

      Jeszcze tylko uściślę. Dla mnie „Żar” to książka przede wszystkim o obsesji, chociaż przewrotnie (i właśnie dlatego) wymieniłam na końcu. Co prawda wymieniłam jeszcze inne znaczenia książki (np. tęsknotę za epoką i imperium), ponieważ to ważny motyw, tworzący też swoisty klimat, więc chciałam, żeby potencjalny czytelnik wiedział o takim aspekcie książki.

      Mówisz, że dla Ciebie jest to książka o niszczycielskim działaniu czasu – też tak uważam. Ale podyskutowałabym, czy jest to rzecz o ułomności ludzkiej pamięci. Bo Generał pamięta i wymienia wszystko z upiorną dokładnością (podaje daty, dni i godziny, pamięta słowa przysięgi, rodzaje wina, kolor świec nawet!). Wszystko również pamięta stara Niania. Konrad? Rzecz jasna również, trudno, żeby nie pamiętał! A gdyby komuś jeszcze coś umknęło, to pojawia się jeszcze pamiętnik. Tyle, że go nikt nie potrzebował… Tu nie pamięć była ułomna, to namiętności sprawiają, że człowiek nie może dotrzymać przysięgi, wierności, że zdradza służbę, przyjaźń i miłość… Generał maluje portret wielkiej epoki, wielkich ideałów. Tylko, że człowiek jest tak słaby, więc do nich nie dorasta…

      Usuń
    3. Dziękuję dziewczyny! Pierwszy tom Dziennika już mam. „Wyznania patrycjusza” już też zresztą podejrzałam u Marty (nawet już tę książkę namierzyłam), więc zamierzam przeczytać obie. Jest jeszcze lepsza od „Żaru”? Jeszcze nie ochłonęłam z wrażenia po ostatniej lekturze, skoro dalej będzie jeszcze lepiej, to przecież będę już chyba w czytelniczym raju:)

      Usuń
    4. No i gdzie moje maniery... Oczywiście wszystkich również noworocznie pozdrawiam! :)

      Usuń
    5. Ja też, zanim zabrałam się za czytanie, przetłumaczyłam tytuł - za pomocą internetu, oczywiście. Co do pamięci i jej (oczywistej) ułomności, to, ochłonąwszy po lekturze, doszłam do wniosku, że może niekoniecznie należy generałowi w zupełności wierzyć? Ta książka ma w sobie jakiś duszny, ciężki od niewypowiedzianej tajemnicy klimat, to po pierwsze. A poza tym, narrator-generał przedstawia rzecz z subiektywnego punktu widzenia-nie jest "wszystkowiedzącym" narratorem, dlatego można (albo nawet należy) mieć do niego ograniczone zaufanie. Może to nadinterpretacja, nie wiem. Ale od momentu, gdy uświadomiłam sobie tę potencjalnie możliwą, drugą stronę medalu, zaczęłam widzieć całą opowieść w nieco innym świetle... :-)

      Usuń
    6. Ja też, zanim zabrałam się za czytanie, przetłumaczyłam tytuł - za pomocą internetu, oczywiście. Co do pamięci i jej (oczywistej) ułomności, to, ochłonąwszy po lekturze, doszłam do wniosku, że może niekoniecznie należy generałowi w zupełności wierzyć? Ta książka ma w sobie jakiś duszny, ciężki od niewypowiedzianej tajemnicy klimat, to po pierwsze. A poza tym, narrator-generał przedstawia rzecz z subiektywnego punktu widzenia-nie jest "wszystkowiedzącym" narratorem, dlatego można (albo nawet należy) mieć do niego ograniczone zaufanie. Może to nadinterpretacja, nie wiem. Ale od momentu, gdy uświadomiłam sobie tę potencjalnie możliwą, drugą stronę medalu, zaczęłam widzieć całą opowieść w nieco innym świetle... :-)

      Usuń
    7. Ja też, zanim zabrałam się za czytanie, przetłumaczyłam tytuł - za pomocą internetu, oczywiście. Co do pamięci i jej (oczywistej) ułomności, to, ochłonąwszy po lekturze, doszłam do wniosku, że może niekoniecznie należy generałowi w zupełności wierzyć? Ta książka ma w sobie jakiś duszny, ciężki od niewypowiedzianej tajemnicy klimat, to po pierwsze. A poza tym, narrator-generał przedstawia rzecz z subiektywnego punktu widzenia-nie jest "wszystkowiedzącym" narratorem, dlatego można (albo nawet należy) mieć do niego ograniczone zaufanie. Może to nadinterpretacja, nie wiem. Ale od momentu, gdy uświadomiłam sobie tę potencjalnie możliwą, drugą stronę medalu, zaczęłam widzieć całą opowieść w nieco innym świetle... :-)

      Usuń
    8. Już zapałam za pierwszy tom Dziennika - i oczywiście, niemal od razu, napatoczyłam się na tytuł "naszej" powieści. Teresa Woronowska (która przetłumaczyła i opatrzyła książkę przypisami) przełożyła ją jako: "Świece dopalają się do końca", str. 55. To taka ciekawostka.

      A wracając do Twojego pytania - pewnie, że nie można wierzyć generałowi do końca, do pewnego czasu wręcz czekamy na jakiś twist. Ale problem w tym, że Konrad się nie broni! Generał oczywiście wyolbrzymia, przesadza, robi przedstawienie grając patosem, więc doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie jest do końca wiarygodny. Jest zbyt na sobie skupiony. Ale gdyby jednak nie trafił w sedno - Konrad by zaprzeczył. Nie wydaje Ci się?

      Usuń
  8. Nie pamiętam już dzięki komu sięgnęłam po Maraia, ale jestem Tej osobie ogromnie wdzięczna. Spotkań z pisarzem odbyłam pięć i podobnie jak Ambrose twierdzę, iż każde jest wyjątkowe. I mimo ogromnej sympatii do W podróży (z uwagi do mojego uwielbienia do podróżowania) Żar uważam za najlepszą z dotychczas przeczytanych pozycji pisarza, choć jak wspomniałam każda była wyjątkowa i niezapomniana. Kiedy widzę nazwisko Marai natychmiast sięgam do recenzji. A ponieważ Wyznania patrycjusza już na półce - czas nabyć Dziennik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomniałaś zamiłowanie do podróży i to od razu mnie przekonuje. Kolejny tytuł zanotowany, dziękuję. Co do Dziennika, to już ukazały się dwa jego tomy, lata 43-48 i 49-56. Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Świetna recenzja.....
    O tej książce już czytałam i może uda mi się ja kiedyś przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Książki nie znam, więc jej nie oceniam, ale... Paszporty Polityki, Nagrody Nike, Szymborskiej, Złoty Orfeusz, etc... wiadomo z jakiego klucza są przyznawane. Konserwatywny poeta, pisarz, a już - nie daj Boże! - heteroseksualny katolik, NIE MA NA NIE NAJMNIEJSZYCH SZANS!!!
    Czekam na odpowiedzi, pełne waszego lewackiego "języka miłości" (do tych tylko, którzy są jak wy, dla innych, bez litości!).
    http://www.janusz-andrzejczak.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Rozumiem też, że komentarz dotyczy innego posta, miał się znaleźć pod książką Wichy. Przeczytałam książkę - zanim przyznano jej Paszport Polityki. Oceniłam książkę i jej temat, a nie wybór jury, notatkę o Paszporcie Polityki dodałam, ponieważ nagroda stała się faktem.

      Usuń