poniedziałek, 5 marca 2018

Amerykański sen - prawda i mity. "Elegia dla bidoków", J.D. Vance /recenzja/




15 lutego br. w Polsce ukazała się książka, która w Ameryce przez wiele tygodni utrzymywała się na szczycie bestsellerów New York Timesa. Skąd ta popularność? Według opinii tego samego dziennika - Elegia dla bidoków trafnie portretuje amerykańską rzeczywistość. Właśnie dlatego publikacja powinna przypaść do gustu czytelnikom, których pociąga wszystko, co kojarzy się z szeroko pojętą amerykańską kulturą, ale również każdemu, kto uważnie przygląda się współczesnym problemom społecznym. Dylematy w niej poruszone co prawda dotyczą amerykańskiego społeczeństwa, ale to nie znaczy, że Ameryka pod tym względem stanowi wyjątek. Podobne bolączki występują (w mniejszym bądź większym stopniu) w innych państwach, również u nas. Ale – po kolei.




Elegia dla bidoków – to książka młodego amerykańskiego przedsiębiorcy i prawnika, która nie jest napisana (jak można by się spodziewać) ani prawniczym, ani naukowym językiem. To refleksje, które J. D. Vance oparł na swoich wspomnieniach i przeżyciach. Napisał książkę głęboko osobistą, a jednak dotyczącą dość powszechnego zjawiska. Pozornie – jest to kolejna pozycja o urzeczywistnieniu amerykańskiego snu, ponieważ bohaterem jest osoba, która wyrwała się z biedy i zaklętego kręgu bezradności i niemocy - człowiek, któremu się powiodło. Rzecz w tym, że sprawa (według autora) wcale nie jest oczywista. Wprost przeciwnie – autor przedstawia swoją karierę i sukces jako statystyczny wyjątek – odstępstwo, które niemal nie miało prawa się wydarzyć.  J.D. Vance bowiem twierdzi, że amerykański sen nie jest iluzją, ale może się spełnić wyłącznie w określonych warunkach i wyłącznie określonej (czytaj: elitarnej) grupie społecznej.

Książka Vance’a jest bardziej kroniką rodzinną niż analizą społeczną, brakuje w niej głębszych odniesień do badań i ankiet (w każdym razie brakuje przypisów i odwołań do źródeł),  ale i tak autorowi udało się całkiem nieźle (dość łopatologicznie, ale za to obrazowo) przedstawić omawiany problem. Przede wszystkim umiejętnie zobrazował, że społeczeństwo amerykańskie nie jest jednolite pod względem szans rozwoju - nawet jeżeli pod uwagę weźmie się tylko tę część populacji, którą tworzą  przedstawiciele ludności białej. Ideą książki Vance’a było uzmysłowienie – jak różnym kapitałem społecznym dysponują grupy: klasa posiadaczy z rejonów dobrze rozwiniętych (Utah, Oklahoma, Massachusetts) i klasa pozbawiona przywilejów (ale też złudzeń na lepszą przyszłość), do której należą potomkowie szkockich i irlandzkich emigrantów zamieszkujących głównie Pas Rdzy i Appalachy. W zasadzie książka jest portretem tej drugiej grupy i ukazuje losy ludzi, którzy niegdyś (uciekając przed biedą i wojną) przybyli do Ameryki i zamieszkali na Południu, ponieważ rodzący się tutaj przemysł dawał im pracę i obiecywał godziwe warunki do życia. Ci ludzie brali udział w budowaniu potęgi Ameryki, a także udało im się zakosztować amerykańskiego snu. Jednak po latach, z powodu zmian strukturalnych, gdy inwestorzy przenieśli się do Azji (dla taniego surowca i siły roboczej), a przemysł upadł - o tych ludziach zapomniano. Dzisiaj żyją wspomnieniami i wegetują dzięki zapomogom. Amerykanie, którym się lepiej powodzi – mają swoje określenie na przedstawicieli tej grupy: „hillbillies (bidoki) lub rednecks (buraki), białe śmiecie”*. Z tego właśnie środowiska wywodzi się J.D. Vance i jego rodzina, o tej grupie społecznej autor wie wszystko. Autor czuje się uprawniony, by pokazać  jak wygląda urzeczywistnienie amerykańskiego snu z punktu widzenia „bidoków”, a jego głos jest miarodajny. Jego pióro nie jest wymierzone w stronę tych, którym się powiodło. Ma raczej uzmysłowić dlaczego dziecko ze środowiska, w którym dorośli nie radzą sobie z wieloma problemami (bieda, alkoholizm, lekomania, narkotyki, bezrobocie, rozbite rodziny) – jest przegrane już na samym starcie. Ma również wybudzić "bidoków" z letargu.

Oczywiście J.D. Vance nie dokonał epokowego odkrycia pisząc o rozłamie w amerykańskiej kulturze. Jego teoria jest nie tyle odkrywcza, co dosadnie przedstawiona. Amerykanie znają problem od dawna i próbują mu zaradzić stosując programy finansowe i pomocowe. Nieszablonowość Elegii dla bidoków polega na tym, że stanowi głos krytyki w stosunku do istniejącego systemu pomocy – zwłaszcza, jeżeli ogranicza się wyłącznie do wypłacania środków pieniężnych. Autor udowadnia, że takie wsparcie jest nie tylko niewystarczające, ale wręcz szkodliwe i deprawujące. I teraz dochodzimy do sedna książki Vance’a, ponieważ autor nie szczędzi energii, by uzmysłowić, że wszyscy zbyt jesteśmy skupieni na aspekcie ekonomicznym. Dzieci „bidoków” (a przecież nie tylko one, raczej wszystkie dzieci z rodzin dysfunkcyjnych) tracą coś o wiele cenniejszego niż pieniądze. Tracą grunt pod nogami i wsparcie, co skutkuje brakiem wiary w siebie; co gorsza – one nigdy do końca nie wykształcą umiejętności życia w rodzinie. Przekonał się o tym autor, gdy założył własną. Dawno już zrobił karierę i osiągnął sukces. Zdobył pracę i szacunek (również środowiska, które w pewnym sensie „zdradził”). Ale kiedy związał się z drugą osobą - przekonał się jak głęboko zakorzenione są w nim zachowania aspołeczne. I dopiero teraz zrozumiał, że mimo iż wygrał swój amerykański sen - batalię z własnymi demonami będzie toczył do końca życia.

Wydawnictwo: Marginesy

Rok wydania: 2018
Tłumaczenie: Tomasz S. Gałązka
Ilość stron: 304
ISBN: 978-83-65973-04-7




Trzeba przyznać, że autor stosuje przekonującą argumentację. Warto poznać jego przemyślenia chociażby po to, by doskonalić społeczne programy pomocowe w przyszłości (także we własnych krajach), przede wszystkim konstruować je w taki sposób, by rzeczywiście dawały wsparcie dzieciom.  A jeśli samo przesłanie książki nie jest jeszcze dość przekonujące, by po nią sięgnąć – warto również zwrócić uwagę na literackie walory lektury – przede wszystkim na głównych bohaterów książki, bowiem Mamaw i Papaw - to nie tylko hołd dla dziadków, ale również dobrze skonstruowane i zapadające w pamięć kreacje literackie.

Podsumowując wrażenia i przechodząc do konkluzji stwierdzić trzeba, że autor sporo wysiłku włożył w udowodnienie czytelnikowi, że najważniejszym kapitałem społecznym jest zdrowa rodzina i środowisko, z którego się wywodzi. Wnioski są jak najbardziej słuszne. Mało budujący jest fakt, że ludziom trzeba o nich przypominać… Przez tysiąclecia człowiek wiedział, że rodzina jest najważniejsza, dzisiaj gdzieś zawieruszył tę wiedzę. Elegia dla bidoków nie jest w tym względzie specjalnie odkrywcza, a jednak fakt, że stała się bestsellerem i wywołała w Stanach burzliwą publiczną debatę – świadczy o tym,  jak bardzo współczesny człowiek zdołał się pogubić…

I niekoniecznie należy dosłownie wierzyć w obietnicę, że książka  tłumaczy fenomen Trumpa. To raczej skrót myślowy. Wydawca miał na myśli, że książka jest portretem tej grupy ludzi, którą zainteresował się Trump w kampanii przedwyborczej i której głosy pozyskał.


* Elegia dla bidoków, J.D. Vance, Marginesy 2018, str. 9


Za książkę dziękuję Wydawnictwu:





7 komentarzy:

  1. Mam ochotę poznać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna recenzja, ale nad książką muszę się jeszcze zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka robi też furorę w polskiej blogosferze - na wielu blogach można spotkać się z jej recenzjami. Przyznaję, że Twój tekst zrobił na mnie b. dobre wrażenie z uwagi na bardzo szczegółowe omówienie czym ów utwór jest, a czym nie jest (szkoda, że wielu czytelników zostało wprowadzonych w błąd już przez samego wydawcę).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż, prawdę powiedziawszy - nie do końca wprowadza w błąd. To znaczy - może tak być, jeżeli czytelnik zrozumiał, że książka omawia karierę polityczną czy sylwetkę Trumpa. A z drugiej strony, gdy poznamy jej treść i mamy chociaż blade pojęcie o amerykańskiej polityce - wówczas w pewnym stopniu rzeczywiście zrozumiemy gdzie leżało źródło sukcesu obecnego prezydenta.

      Usuń
  4. Nie wiem czy to książka dla mnie, ale może za jakiś czas po nią sięgnę żeby to sprawdzić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle bardzo dogłębnie zanalizowałaś książkę co pomaga podjąć decyzję o tym czy sięgnąć po nią....
    Rodzina to wartość bezcenna..a równocześnie wielu niewygodna...i dlatego w nią się uderza. Pojedynczym człowiekiem można manipulować obiecując mu miraże....a w efekcie doprowadzając do doświadczenia bezsensu życia.
    Tak, że dobrze, gdy sprawy rodziny są podnoszone również w literaturze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie upchnęłam tej książki na bieżącym stosie, ale może kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń