piątek, 13 lipca 2012

Sklepy cynamonowe, Schulz Bruno


Tytuł:    Sklepy Cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą
Autor:   Bruno Schulz
Wydawca: Wydawnictwo Zielona Sowa
Rok wydania: 2003
Ilość stron: 240

Nieśmiały nauczyciel, samotnik, przyjaciel poetów i literatów (Nałkowska, Gombrowicz, Witkiewicz), utalentowany literacko i plastycznie samouk, czarodziej z Drohobycza - Bruno Schulz. Niesamowite jest to, że pomimo, iż jego dorobek jest tak niewielki (dwa zbiory opowiadań, kilka utworów wydrukowanych w pismach literackich jeszcze przed wojną oraz szkice nieukończonej powieści "Mesjasz"),to co wydał - wystarczyło by zachwycić krytyków i polskie, a z czasem zagraniczne środowisko artystyczne. Poczyniono nawet próby przełożenia jego prozy na język sztuki teatralnej i filmowej (przez W.J. Hasa, a później przez braci Quay), a nawet adaptacji... muzycznej. W 2005 roku ukazała się płyta "Sanatorium under the sign of the Hourglass", którą krakowska grupa "The Cracow Klezmer Band", uprawiająca współczesną muzykę z elementami jazzu, złożyła hołd pisarzowi, zainspirowana jego twórczością.



 "Sklepy cynamonowe" to dosyć szczególny zbiór opowiadań, pozbawionych chronologii, ubogich w wydarzenia, wręcz statycznych pod względem akcji. Ogniwem łączącym poszczególne teksty jest Józef, narrator (raz jest to dziecko, raz młody chłopiec, wreszcie - mężczyzna), którego oczyma oglądamy świat - dom rodzinny, najbliższe osoby i rodzinne miasto autora.

 W centrum tego wykreowanego świata znajduje się wręcz patriarchalna postać ojca - pochłoniętego myślami i pogrążonego w swoich dziwactwach. W tle ukazane są inne osoby z otoczenia autora - matka zaniedbująca dom, panosząca się, emanująca kobiecością Adela, inne pomocnice domowe oraz członkowie rodziny: ciotki i wujowie i kuzyni.


 Dlaczego opowiadania Schulza są statyczne? Głównie dlatego, że akcja nie rozwija się dynamicznie, nie ma kulminacji, ani zwrotów akcji, nieczęsto zdarzają się dialogi. W każdym opowiadaniu autor roztacza nam przed oczami pewną scenę, w toku narracji buduje atmosferę, zagęszcza ją, potęguje wrażenie - jednym słowem: stwarza klimat. Sprawia, że się w tą scenę wtapiamy, zaczynamy ją kontemplować. Zatrzymujemy się przed nią, jak przed płótnem w galerii obrazów...Schulz nie pisze swoich opowiadań, on je...maluje.


 Malarz najpierw gruntuje płótno, a potem nanosi kolejne warstwy farby, aż do uzyskania odpowiedniego efektu. Bruno Schulz maluje słowami. Składa zdania. Grupuje, ścieśnia, upycha te swoje metafory i przenośnie, personifikacje, animizacje i symbole. Bawi się słowem - tak jak malarz bawi się formą, światłem, cieniem i barwą. Stosuje artystyczne sztuczki - wtrąca jakieś staroświeckie słowa, archaizmy, wykorzystuje wyrazy w nowych znaczeniach i kontekstach. Co robi malarz, jeśli w dostępnej palecie farb brakuje mu barwy - tej konkretnej, niepowtarzalnej, potrzebnej do odwzorowania ulotnej chwili lub własnego wrażenia? Łączy dowolnie farby, by uzyskać nowe...Tak samo robi nasz autor. Jemu ciągle mało ozdobników, wygibasów językowych i napuszonych metafor. Bierze słowa, rozdziela je, łączy na nowo i eksperymentuje. On je "ODPOZNAJE" we własnym umyśle i nadaje im nowe znaczenia. Co rusz napotykamy jego neologizmy...I wreszcie powstaje opowiadanie - obraz. Na koniec - malarz spogląda krytycznym wzrokiem na prawie ukończone dzieło i pieszczotliwie dodaje ostatnie machnięcia pędzlem ...wtedy nasz autor od niechcenia dorzuci jeszcze parę dekoracji, tych swoich "liszajów cienia", "pasożytniczych grzybów zmierzchów" i "puszystych pleśni"... i dopiero wtedy zadowolony jest z efektu.



 Czytając Sklepy cynamonowe nie mogłam wprost opędzić się od licznych malarskich skojarzeń...Cały czas przesuwały mi się przed oczami obrazy malarzy. Początkowe opowiadania skojarzyły mi się z Aleksandrem Gierymskim, gdyż utrzymane są w stylu naturalistycznym, skrupulatnie oddającym rzeczywistość, jak na fotografii (z zaciekami zachodów, ludźmi wykrzywiającymi twarze do słońca, brudnymi, odpychającymi łachmanami głupiej Tłui, rojami much i kipiącą, aż tandetną bujnością przyrody). Kolejne opowiadania zmusiły mnie do nagłej zmiany percepcji. Nagle otaczająca rzeczywistość zaczyna żyć niezależnie, ożywają przedmioty... W jednym z opowiadań narrator opisuje pana Karola, który mocuje się z własną pościelą, rozlewającą się po pokoju, pełną własnego życia, rosnącą jak ciasto w dzieży, (istne oceany pościeli!), a w innym z kolei opisuje posmutniałe pokoje, w których zimą, w szarym świetle ustaje niemal życie - pozostały jedynie zamarłe tapety i omdlałe, zwiędłe żyrandole... zmienia się strumień moich skojarzeń, opuszczam obrazy Gierymskiego przechodząc do innej sali w galerii obrazów, a przed moimi oczami przesuwają się surrealistyczne, opadłe z sił, roztopione zegary Salvatore Dalego. Wreszcie w tytułowym opowiadaniu "Sklepy cynamonowe", raz jeszcze zmienia się konwencja. Motywem przewodnim jest wędrówka chłopca z teatru do domu. Chłopak ma wrócić po portfel, po drodze chce zajrzeć do sklepów cynamonowych, gdzie można kupić najdziwniejsze przedmioty, ale gubi się, zaczyna błądzić i przeżywa fantastyczne, wyjęte z marzeń sennych przygody. Opowiadanie zaczyna się całkiem realistycznie, a po chwili czytelnik śledzi jakąś niezwykłą fantasmagorię, zapis snu. W tym opowiadaniu zacierają się zupełnie granice między światem realnym i fantastycznym, czytelnik wsiada do najprawdziwszej "Zaczarowanej dorożki" Gałczyńskiego i niepostrzeżenie ocknie się...w samym środku obrazu Chagalla!

 
 Proza Brunona Schulza jest wymagająca. Żąda uwagi, wyobraźni i wrażliwości odbiorcy. Kunsztownie napisana, specyficzna, miejscami duszna i gęsta (wręcz barokowa) od rozbuchanych i spiętrzonych metafor i skomplikowanych figur poetyckich. Oniryczna i ulotna. Interpretatorzy doszukają się wielu znaczeń - biblijnych, mitycznych, nawet kabalistycznych. Znajdują się także zwolennicy psychoanalizy Freuda...Duża pojemność znaczeniowa jest jedną z cech wyróżniających arcydzieła - każdy może doszukać się własnych interpretacji i każdy dzięki niemu doznaje innych przeżyć estetycznych i wzruszeń. Arcydzieło musi także zwycięsko przejść próbę czasu. Wszystko to -moim zdaniem, przemawia za tym, że najzupełniej słusznie zalicza się "Sklepy cynamonowe" do arcydzieł polskiej literatury.


10 komentarzy:

  1. Do zachowanego dorobku literackiego Schulza trzeba dodać również listy :) No i nie zapominajmy, że "malarskość" związana była z tym, że pisarz był też malarzem i rysownikiem.
    Polecam również krótki film inspirowany twórczością pisarza:
    http://www.youtube.com/watch?v=2gIb0bTWj6w

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście:)
    Dziękuję za filmik, nie widziałam go jeszcze, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczna recenzja. :) Pamiętam, że w liceum bardzo polubiłam te lekturę na co reszta klasy patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę byc jednak sporo starsza, w liceum nie przerabialiśmy Schulza;)

      Usuń
    2. Oj nie wiem czy tak sporo, chyba nie. ;) W każdym bądź razie, nasza polonistka uraczyła nas tą lekturą. :)

      Usuń
  4. Ukochany Schulz :)) Jego proza jest równie interesująca co jego życie :) Chagalla wprost uwielbiam za to, że do końca swoich dni pozostało w nim coś z dziecka. A co do "Żydówki z cytrynami" to po latach obraz ten stał się inspiracją dla Piotra Naliwajko, który stworzył jej młodszą wersję "Grejfruciarę". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeszłam kiedyś okres ostrego zauroczenia Chagallem, wszędzie miałam jego reprodukcje, aż moja córeczka powiedziała mi, że normalni rodzice wieszają obrazki swoich córeczek z przedszkola, które są zresztą "bardzo podobne"...

      Usuń
  5. Wszedłem tu przez "Elegię dla bidoków" - tam mam wrażenie recenzja znów jest lepsza niż sama książka - która przecież powstała w określonym miejscu i czasie i jest narzędziem aktualnej walki politycznej. Za to powyższą recenzję przeczytałem już bez tej dwoistości - uważam prozę Schulza za jedną z najlepszych jaka powstała w języku polskim - i tej towarzyszy apetyczny wpis na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma Pan rację, sfuszerowałam. To, że książka jest narzędziem walki jest tak oczywiste, że nie pomyślałam nawet, że trzeba o tym pisać... Skupiłam się na tym, co może nam pomóc ta książka, bo przecież porusza istotny problem.
      Jestem wdzięczna za tę opinię, bo to pozwoliło mi spojrzeć na to, co robię - z dystansem. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. Oczywiście: w czym nam może pomóc...

      Usuń