czwartek, 4 października 2018

Niepokorna Arundhati Roy. Pisarka, której twórczość stała się bronią









Dwadzieścia lat temu Arundhati Roy zachwyciła świat swoim debiutem. W roku 1997 powieść Bóg rzeczy małych1 została uhonorowana Nagrodą Bookera, lecz kiedy jej autorkę uznano za objawienie, zachwycono się jej piórem (i urodą), a nawet wydawało się, że jej los jako modnej celebrytki z okładek magazynów został przesądzony - ku powszechnemu zdumieniu Arundhati Roy nie tylko zaangażowała się osobiście w różnego rodzaju ruchy antywojenne i antyglobalistyczne, ale zaczęła również pisać drapieżne artykuły i eseje głęboko zaangażowane w politykę, w walkę o prawa społeczne, akcje humanitarne i ochronę środowiska. Nie wszystkim się to spodobało. Szybko zraziła do siebie media (zwłaszcza w Indiach), a później wielokrotnie oburzała opinię publiczną sięgając po tematy tabu lub krytykując indyjskie świętości (np. potępiając sztywną politykę Gandhiego dotyczącą kast). W tym samym czasie wielokrotnie również była honorowana prestiżowymi nagrodami pokojowymi. W roku 2014 magazyn Time umieścił jej nazwisko na liście stu najbardziej wpływowych intelektualistów świata. Z takim dopiero bagażem wiadomości powinniśmy sięgać po Ministerstwo niezrównanego szczęścia2 – jakże cierpliwie wyczekaną drugą powieść Arundhati Roy. Przede wszystkim dlatego, by uzmysłowić sobie, że nie znajdziemy w niej takiego ładunku liryzmu i wielu innych środków artystycznych, których spodziewać się można po lekturze Boga rzeczy małych. Pisarka (dodajmy: niezwykle utalentowana) świadomie bowiem zrezygnowała z wielu ozdobników (co nie znaczy, że zaniechała bądź zapomniała literackiego języka) po to, by dobitniej uchwycić prawdziwy obraz Indii i udowodnić, że zasłużyła sobie przez te wszystkie lata na tytuł „głosu uciśnionych” i „sumienia narodu”.




Tekst został opublikowany na stronie:

Ciąg dalszy recenzji TUTAJ 




1.       Bóg rzeczy małych, Arundhati Roy, Świat Książki, 1998
2.       Ministerstwo niezrównanego szczęścia, Arundhati Roy, Zysk i S-ka, 2018

piątek, 7 września 2018

Rynek w Smyrnie, J. Dehnel




Rynek w Smyrnie to zbiór skrajnie ocenianych młodzieńczych (pochodzących z lat 1999-2002) opowiadań Jacka Dehnela. Wydano go już po sukcesie Lali, co akurat chyba nie do końca okazało się szczęśliwym rozwiązaniem. Do dziś przyjmowany jest w różny sposób. Podczas, gdy jedni zachwycają się eleganckim językiem, inni ganią autora za nadmierną ilość metafor, wtórność motywów (przynajmniej w przypadku ostatniego opowiadania) i za ewidentne imitowanie stylu klasyków.

Wydawnictwo: W.A.B
Seria: ...archipelagi...
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 241


W mojej ocenie zbiorek wypada mimo wszystko pozytywnie. Nie można przecież nie docenić faktu, że jest dziełem dziewiętnastolatka... Oczywiście nie wszystkie opowiadania podobają mi się jednakowo i nie są pozbawione wad, ale ich język, kompozycja i umiejętność stworzenia klimatu zasługują na uznanie. Najlepsze utwory to Patrząc na Stromboli, Filc (w których mocno odczuwamy obecność autora, ale też jego młodzieńczą brawurę) i Rynek w Smyrnie. Rynek w Smyrnie i Sanctus sanctus sanctus z kolei, rzeczywiście zdradzają fascynację sztuką wysoką i klasycznymi mistrzami prozy. Die Schopfung zainspirowany jest Wielką Historią, a Filc - historią rodzinną. Filc daje przedsmak tego, czego można się spodziewać po lekturze Lali.

Tytuł zbiorku uwodzi egzotyką, ale nie należy mu zbytnio ufać. Jeśli się nim zasugerujemy - dojdziemy do wniosku, że klimatem i scenerią nie wszystkie opowiadania do siebie pasują. Bez wątpienia jednak można znaleźć inny wspólny motyw. Mimo młodego wieku większości bohaterów i słonecznych klimatów - leitmotivem zbiorku jest Śmierć. Czasem dosłowna, czasem symboliczna, bo dotycząca np. kresu namiętności.




sobota, 25 sierpnia 2018

Wilno i Troki



Urlop w tym roku spędzamy na Pojezierzu Litewskim (nad jeziorem Tobołowskim, z wypadami nad Wigry), a skoro jesteśmy tak blisko Litwy, grzechem byłoby nie odwiedzić Wilna. Wybieramy wycieczkę autokarową, ponieważ organizowane są na każdym kroku,  a przecież pozwalają zrezygnować z podróży własnym samochodem i zapewniają opiekę przewodnika. Jakie atrakcje gwarantuje jej program? Przechadzkę po malowniczych uliczkach Wilna (zobaczyć można m.in. dawną dzielnicą żydowską i starówkę, Uniwersytet Wileński, Zamek Giedymina i Ratusz), przejście słynną Ostrą Bramą, spacer po cmentarzu na Rossie oraz zwiedzanie wielu kościołów i zamku w Trokach. Dosyć intensywna wycieczka stanowi ciekawe połączenie lekcji historii i podróży sentymentalnej (poruszamy się przecież szlakiem wielkich Polaków, tropimy motywy nie tylko literackie), a przy okazji poznajemy kulturę naszych wschodnich sąsiadów.



Starówka w Wilnie. Rynek. Wykonując to zdjęcie stoję plecami do Ratusza, niegdysiejszego teatru, w którym 1 stycznia 1848 roku odbyła się premiera opery "Halka" Stanisława Moniuszki 


"(...) Po twych ulicach błądzę zadumany
W starych zaułkach na kamieniach siadam,
Głosem znajomym mówią do mnie ściany
I z duszą murów o umarłych gadam.
Z oddali dzwonów pacierz gra wieczorny
Modlitwą żalu stęsknioną i pilną, -
I sercu gościa czci pełnemu kornej,
Ze wspomnień swoich zwierzasz się, o Wilno!"
(fragment wiersza A. Oppmana "Wilno")




Pod Ostrą Bramę i cudowny obraz Matki Bożej Miłosierdzia trafiamy w czasie trwania mszy św. odprawionej w intencji pielgrzymów z Polski


Wnętrze kościoła św. Piotra i Pawła ("perły baroku") ufundowanego przez wojewodę wileńskiego Michała Kazimierza Paca. Rzeźby i płaskorzeźby wykonane są w stiuku. Motyw z amorkami z tego właśnie kościoła trafił na okładkę książki "Silva rerum" Kristiny Sabaliauskaite wydanej w Znaku. Co prawda tych konkretnych amorków nie udało mi się zlokalizować, ale rodzaj i wzór zdobnictwa świadczy, że gdzieś się tutaj na pewno ukryły:)




Cmentarz na Rossie. Tuż przy bramie wejściowej znajduje się skromny cmentarzyk wojskowy z mogiłą matki Józefa Piłsudskiego, w której zgodnie z jego wolą - pochowano serce Marszałka


Najpiękniejszy pomnik na Rossie - Czarny Anioł - autorstwa warszawskiego artysty rzeźbiarza Leopoda Wasikowskiego (1865-1929) - na grobie Izy Salmonowiczówny, która zmarła w wieku 24 lat w 1901 roku


To nie krzywa Wieża w Pizzie. To tylko moja nieudolność. Katedra Wileńska pod wezwaniem św. Stanisława jest tak przeogromna, że mój obiektyw okazał się nieodpowiedni.


Boczna nawa. Wnętrze św. Ducha. W Wilnie zawsze krzyżowały się różne kultury i religie, do dziś w pokojowy sposób koegzystują z sobą kościoły katolickie i ewangelickie, cerkwie, meczet i kinesa.

"(...) cerkiew ciekawie zagląda przez ramię
nad drugim wznosi się kościół
z dzwonnicą na przestrzał
jak drzwi otwarte
do wspólnego nieba"
(fragment wiersza A. Rybałko "To jeszcze Wilno")

Na koniec zwiedzamy Troki nad jeziorem Galve - dawną stolicę Litwy (położoną ok. 28km na zachód od Wilna na jednej z 21 znajdujących się tu wysp) i próbujemy kibinów - specjałów karaimskiej kuchni (W przeszłości Karaimi stanowili przyboczną gwardię Wielkiego Księcia Litewskiego, za jego sprawą osiedlili się w Trokach; dziś jest to dość  liczna i zamknięta grupa etniczna).


Średniowieczny zamek, niegdyś siedziba Wielkiego Księcia Witolda.


Kibiny. Mniam.



Nasz przewodnik uprzedział: "Nie można w ciągu jednego dnia poznać Wilna i kultury Litwy. To tak, jakbyś chciał poznać smak lodów przez szybę cukierni". I miał rację. Nie poznałam Wilna, dopiero nabrałam ochoty, by to zrobić, by uzbroić się w plan miasta i odwiedzić to wszystko, co ominęliśmy. A ponieważ mam zamiar szukać dalszego natchnienia również w lekturach - wypisałam sobie kilka tytułów, które chcę poznać lub sobie przypomnieć.
Oto one:
- Dolinna Issy, Czesław Miłosz
- Soból i panna, Józef Weyssenhoff
- Kunigas: powieść z podań litewskich, Józef I. Kraszewski
- Podania i legendy wileńskie, Władysław Zahorski
- Adam i Ewa, Sergiusz Piasecki
- Silva Rerum, Kristina Sabaliauskaite (t1, Znak)
- Silva Rerum, Kristina Sabaliauskaite (t2, Wydawnictwo Literackie)
A ponieważ jedzenie na Litwie, to zupełnie odrębna i równie pasjonująca historia, koniecznie trzeba poznać książkę:
- Wilno. Rodzinna historia smaków, Ewa Wołkanowska-Kołodziej.

A może ktoś podrzuci jeszcze jakiś inny tytuł?


wtorek, 21 sierpnia 2018

Lektura na letnie wędrówki - "Hajstry. Krajobraz bocznych dróg", Adam Robiński - recenzja




Hajstry… to zbiór reportaży, których tematem (a właściwie bohaterem) jest krajobraz. To pokłosie wypraw krajoznawczych i literackich autora. Adam Robiński wędruje po Polsce, ale trzyma się z dala od przeludnionych szlaków, wybiera bezdroża i okolice czasem traktowane przez turystów po macoszemu.  Każdy rozdział książki poświęcony jest jednemu takiemu regionowi lub subregionowi; każdy rozdział - to inny pejzaż… Relacje z poszczególnych wypraw nie mają charakteru przewodnikowego. Sprawozdawczo-eseistyczne teksty Adama Robińskiego z powodzeniem można zakwalifikować do  gatunku reportażu literackiego.


Autor: Adam Robiński
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 224
ISBN: 978-83-8049-583-8


Wśród miejsc wyróżnionych przez autora znalazły się m.in. mazowieckie Pulwy, Pustynia Błędowska, Góry Izerskie i Łuk Mużakowa. Dzięki jego reportażom dowiadujemy się jak owe regiony (często stanowiące osobliwości przyrodnicze) powstały, co wpłynęło na ich dzisiejszy wygląd, jakie plany z nimi wiązano, jakich przedstawicieli fauny i flory można (bądź nie można) tu spotkać. Robiński pisze w tak obrazowy sposób, że możemy nie tylko zobaczyć poszczególne krajobrazy, ale również ich doświadczyć. Podczas lektury przekonujemy się także, że autor nie wybiera celu swoich wypraw przypadkowo, nie ogranicza się tylko do historii i opisu widoków. Za każdym razem szuka dla swojej opowieści odpowiedniego kontekstu, snuje ją inaczej; każdy reportaż stanowi inną barwną impresję… Każdy rozdział książki, to również  fascynacja postacią związaną z danym regionem, która zainspirowała autora - dała impuls do krajoznawczej wyprawy (w jednym przypadku aż poza granice dzisiejszej Polski), a później stała się „patronem” kolejnego tekstu. W ten sposób poznajemy (lub sobie przypominamy) arcyciekawą galerię ludzi, którzy odkryli interesujące zakątki naszego kraju lub przyczynili się do ich ratowania; którzy powinni się z tymi regionami kojarzyć. W tym gronie znalazł się m.in. Lechosław Herz („Tytus Chałubiński Mazowsza”), Wojciech Giełżyński (dwukrotny mistrz Polski w wioślarstwie, ceniony dziennikarz), Wacław Nałkowski (geograf, przyrodnik, ojciec tej Nałkowskiej), pisarz Igor Newerly i Aleksandra Wachniewska (malarka Roztocza). Adam Robiński pieszo, samochodem, kajakiem bądź na nartach wyrusza szlakami przez nich wytyczonymi, szuka ich śladów i zręcznie splata opowieść o ich pasjach z gawędą o regionach, które sobie ukochali.


Lechosław Herz pisze: „Na pejzaż, zwłaszcza nizinny, trzeba być uwrażliwionym. Trzeba jakby specjalnego rodzaju słuchu, który reaguje na najmniejsze drgnienie powietrza, na te wszystkie tony, półcienie, niuanse, którymi pejzaż potrafi nagrodzić i obdarzyć”*. Robiński staje się w pewnym stopniu kontynuatorem misji Herza i pozostałych bohaterów. Stara się otworzyć ludziom oczy na piękno specyficznych krajobrazów.



* Hajstry. Krajobraz bocznych dróg, A. Robiński, Wołowiec 2017, str. 33


czwartek, 16 sierpnia 2018

Skojarzenia: Salvador Dali i Ewa Lipska



Salvador Dali "Trwałość pamięci", 1931; jeden z najsłynniejszych obrazów surrealistycznych 


***


GODZINY POZA GODZINAMI

Godziny poza godzinami
kiedy przestajemy być ambitni
i nie myślimy o nieśmiertelności
pozaziemskiej klimatyzacji.
Kładziemy wzrok na bezmyślnej plaży stołu.
Morze wyrzuca na brzeg fałszywą biżuterię.
Algi czyhają na nas już z daleka.
Alergiczne sitowie. Ślady bakterii na talerzach.
Puste wagony myśli stoją na bocznicy.
Nie obchodzą nas wezwania podatkowe
ani najnowsze notowania giełdy.
Pijemy sok. Jemy ciężkie metale.
Podchodzimy do lądowania 
w apatycznej szatni wieczoru.

- Ewa Lipska 
wiersz z tomiku: Stypednyści czasu (1994)

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Ballada o Polsce. Mr. Pebble i Gruda, M. Ziomecki - recenzja



Wydawnictwo: Czarna Owca
liczba stron: 916
ISBN: 978-83-7554-417-6
Rok wydania: 2011



Kto szuka na urlop przykuwającego uwagę tomiszcza, a w dodatku lubi wciągające i dynamiczne powieści z interesującą galerią postaci i niepowtarzalnym klimatem – ten nie zawiedzie się na książce Mariusza Ziomeckiego. Książka jest opasła, ale musi taka być, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie aspekty, które autor chciał poruszyć. To opowieść o miłości, a zarazem kilkupokoleniowa saga rodzinna uwikłana w trudną polską historię. Opowieść o rozpadzie, a później o mozolnym łataniu rodzinnych relacji. To także książka wspomnieniowo-rozliczeniowa, która pod pozorem przedstawienia losów jednostkowych ukazuje nie tylko meandry współczesnej historii Polski, a raczej w pewnym sensie stanowi niemal kompletną polską kronikę XX wieku. Powieść – jak mazurski sękacz – składa się z wielu warstw, a jednocześnie całej książce towarzyszy jasne i spójne przesłanie: kto zaczyna wyrównywać rachunki z przeszłością – powinien zdawać sobie sprawę, że nic nigdy do końca nie okazuje się wyłącznie czarne lub białe; ludzie z natury nie są doskonali, a ich słabości i potknięcia bywały i będą skwapliwie i bezwzględnie wykorzystywane przez każdy totalitarny system.

Mr. Pebble i Gruda jest historią poety, Jana Kamyka, który miota się po samobójczej śmierci małżonki między chęcią ucieczki i odcięcia się od swojego środowiska, a koniecznością oczyszczenia imienia Marietty. Mężczyzna z malutkim synem emigruje do U.S.A, gdzie zaczyna wieść całkiem wygodne życie i odnosić sukcesy, ale demony przeszłości zapukają do jego drzwi, zmuszając go do powrotu i do stawienia czoła całej bolesnej (ale jednocześnie wzruszającej i sentymentalnej) przeszłości.



Przy okazji warto wtrącić, że Ziomecki starannie przemyślał wybór odpowiedniej perspektywy opowiadanej historii. Głównym bohaterem jest poeta, a autor umiejętnie dyscyplinuje narrację: przedstawia świat nie tylko z punktu widzenia człowieka nadwrażliwego, ale również w odpowiednio lirycznych barwach. Wspomnieć należy o wierszach, które zostały gdzieniegdzie zamieszczone dla spójności obrazu, a uważnemu czytelnikowi nie powinien również umknąć dyskretnie złożony hołd dla poezji Wiliama Blake’a, czy dla prozy Oty Pavla i samego Izaaka Babla…

Największym atutem książki jest zręczne i celne (często zachwycające) uchwycenie melodii przeszłości… Autorowi udało się oddać klimat epoki i na tym tle przedstawić realistyczny obraz domu rodzinnego, uroki polskiej (nieco zacofanej, biednej i szykanowanej) wsi, wspaniałe i pełne życia portrety rodziców i dziadków, po to, by za chwilę z równym powodzeniem oddać obraz młodego pokolenia, które rozpoczyna swoją podróż w trudnym czasie, ale z iskrami nieśmiertelności w oczach… A ponieważ autor ma dar nie tylko obrazowania, ale również wyzwalania emocji – duże wrażenie na czytelniku wywierają potraktowane z prawdziwie epickim rozmachem fragmenty dotyczące powrotów do dzieciństwa i młodości bohatera (np. polowanie z ojcem na suma, przejażdżka z chłopakami na drezynie, trąba powietrzna siejąca zniszczenie w gospodarstwie dziadka, czy historia przygotowywania pułapki na znienawidzonego nauczyciela). Inna rzecz, że z opisów owych wspomnień „wyciętych” z całości – można by skroić solidny i wysokiej próby tomik z opowiadaniami. Wracając jednak do naszej opowieści, warto zwrócić uwagę, że  liczne introspekcje stanowią szczególną wartość dla czytelnika, który pamięta czasy PRL-u (i starsze). A jeśli ich nie pamięta, może je potraktować jako ubarwienie  dla wspomnień wysnutych przez rodziców i dziadków.

Ziomecki sprawia, że losy jego bohaterów zawsze w jakiś sposób zahaczają o ważne historyczne wydarzenia (w ten sposób poznamy epizody strajku w Stoczni Gdańskiej czy wojny polsko-bolszewickiej), ale w swoją opowieść wplata również sprawy może nieco mniej doniosłe, nieco  może zapomniane, chociaż również oparte na faktach (np. pobyt Pabla Picassa w Polsce, czy organizowane przez władze ludowe wakacyjne obozy pracy przeznaczone dla resocjalizacji tzw. „bananowych dzieci”). Autor nie wspomina tych okoliczności mimochodem, ale  umiejętnie wtapia je w tkankę opowieści, dodając rumieńców portretowanej epoce.

Oczywiście książka Ziomeckiego nie ogranicza się do wspomnień. Rzeczywista akcja książki rozgrywa się w latach 90. XX wieku i warstwa współczesna jest potraktowana równie ciekawie. Miłość, przyjaźń, zdrada, trudne decyzje i porachunki, a przede wszystkim zbliżanie się do zrozumienia zagadkowego samobójstwa    to tylko niektóre z licznych wątków, które przewijają się przez powieść i sprawiają, że historia przez nas poznawana jest tak fascynująca. Czy zatem książka nie ma żadnych wad? Owszem, można mieć zastrzeżenia do polukrowanego finału. Co prawda zakończenie jest konsekwentne i nieuniknione, ale niepotrzebnie wpada w wyraźnie hollywoodzką manierę… Ale pamiętajmy przesłanie autora: ideałów nie ma. Dlatego główny bohater, ani książka o nim nie może być doskonała… Może to i dobrze? Może przez to jest bardziej prawdziwa?

niedziela, 8 lipca 2018

W rodzinnej sieci. "Pod śniegiem" Petra Soukupova, "Przeszłość" Tessa Hadley - recenzja porównawcza




Dlaczego dom rodzinny widać choć go nie ma
i lampę co zgaszono trzydzieści lat temu
- ks. Jan Twardowski, Wszystko co dawne

Ilość motywów literackich wykorzystywana przez pisarzy jest ograniczona. Zdarzają się wyjątki, ale najczęściej twórcy nawiązują lub polemizują z wcześniejszymi dziełami tworząc kolejną wariację klasycznej fabuły. Tak się złożyło, że w jednym czasie przeczytałam dwie publikacje, które świetnie ilustrują ten fakt. Pod śniegiem* Petry Soukupovej i Przeszłość** Tessy Hadley – to książki oparte na podobnym zamyśle i wykorzystujące ten sam motyw: rodzinny zjazd, czyli powrót do domu rodzinnego. Temat mocno eksploatowany, dający jednak wiele możliwości - pozwala przyjrzeć się kondycji współczesnej rodziny, ale też poruszyć bliskie zagadnienia (relacje między rodzicami i dziećmi, diagnoza instytucji małżeństwa, powrót do dzieciństwa, upływ czasu). Obie autorki szczodrze z tych tematów skorzystały. Skoro zaś obie zajmują wysoką pozycję literacką we własnych krajach - Soukupova pisze scenariusze popularnych seriali, jest także uznana za jedną z najważniejszych pisarek młodego pokolenia, a Tessa Hadley jest doświadczoną brytyjską autorką specjalizującą się w relacjach rodzinnych - to grzechem byłoby nie wykorzystać okazji i nie przyjrzeć się w jaki sposób obie zmierzyły się ze swoim pomysłem.

Warto nadmienić, że obie prozaiczki wpadły na ten sam koncept - wyraźnie nawiązując do najsłynniejszego dramatu Czechowa i poddając badaniu relacje między trzema siostrami. W obu powieściach jednakowo koncentrujemy się głównie na kobiecych postaciach, ponieważ mężczyźni są nieobecni lub zbytnio skupieni na sobie; w obu przypadkach frustracja dorosłego rodzeństwa wynika z postawy ich ojca. Jednak nie należy sądzić, że wymienione książki są łudząco podobne, są nie tylko skrajnie różne, ale też skierowane do innego czytelnika. Autorki zastosowały zupełnie inną konwencję i stylistykę, wtrącają w odmienny nastrój, a wreszcie – posłużyły się odmiennymi dekoracjami, bowiem akcja  utworów rozgrywa się w różnych porach roku.




Książka Soukupovej – jak przystało na scenarzystkę i absolwentkę szkoły filmowej – jest utrzymana niemal całkowicie w  filmowej konwencji, co znaczy, że pozbawiona jest rozbudowanych opisów, do przedstawienia postaci służą głównie dialogi, a wiele scen łatwo wyobrazić sobie jako gotowe sceny filmu. Narracja jest zmienna, ponieważ książka składa się z szeregu krótkich rozdziałów, które prezentują perspektywę poszczególnych bohaterek. Fabuła składa się z dwóch części. Pierwsza przedstawia podróż sióstr; druga – to cel tej podróży (przyjęcie urodzinowe ojca). Wyprawa z różnych przyczyn jest gorączkowa i burzliwa, co sprawia, że czytelnik poznaje bohaterki w zdecydowanie krytycznym momencie. Olga, Blanka i Kristyna wsiadając do samochodu wpadają w potrzask. Są skazane przez kilka godzin na swoje towarzystwo w klaustrofobicznej przestrzeni. Kobiety różnią się poglądami (zwłaszcza na temat wychowywania dzieci), mają inną sytuację życiową i przechodzą kryzysy; wszystkie jednak chcą przekonać pozostałe siostry, że to właśnie one radzą sobie najlepiej. Można sobie wyobrazić atmosferę, w której przebiega podróż pełna wzajemnych animozji i pretensji, w dotatku w towarzystwie rozkapryszonych dzieci... I nie ma co liczyć na to, że po dotarciu na miejsce sytuacja się uspokoi. Świeżo rozdrapane rany i wspomnienia, ale również niemiła niespodzianka, która czeka w domu sprawiają, że siostry muszą przedefiniować pojęcie i rolę małżeństwa… Książka Soukupovej to potraktowana karykaturalną grubą kreską typowa satyra, a jednocześnie głęboko realistyczna komedia rodzinna, chociaż refleksje głównych bohaterek wcale nie wzbudzają śmiechu.




Tessa Hadley umieszcza akcję swej książki w samym środku upalnego i dusznego lata. Jej bohaterowie – trzy siostry i brat przyjeżdżają do podupadłego rodzinnego domu, który już od dawna pełni rolę wyłącznie letniskową. Dom w bohaterach budzi ambiwalentne uczucia, ale wymaga podjęcia konkretnej decyzji dotyczącej jego przyszłości. Rodzeństwo stawia się w komplecie, chociaż czytelnik nie uniknie refleksji, że bohaterowie przyjmują myśl o ostatnich wspólnie spędzonych wakacjach z ulgą. Najmłodszy brat przybywa w towarzystwie córki i swojej zupełnie nowej i egzotycznej żony, co wywołuje niepokój sióstr, które jeszcze nie wiedzą jak ułożą się ich wspólne relacje. Roland najwyraźniej nie ma ochoty na wspomnienia i na pogrążanie się w dziecięcych traumach. Tyle, że jego ekstrawaganckie siostry nie pozwolą mu o nich zapomnieć. Sprawią, że z każdego kąta i zza każdych drzwi wyłoni się przeszłość. Tessie Hadley udało się oddać atmosferę upalnego, nieco sennego lata, co znajduje odbicie również w nieco leniwej akcji powieści. Co nie znaczy, że nic się w niej nie dzieje. Tego, co najważniejsze bowiem należy szukać na poziomie psychiki i emocji bohaterów. Przedstawiciele poszczególnych pokoleń (włażąc sobie w drogę i podglądając się nawzajem z powodu braku innych rozrywek) zaczynają na siebie wywierać wpływ, ale też sami mocniej odczują pewne sygnały. Roland z niepokojem dostrzeże rodzącą się seksualność swojej córki, Alice przejmie się oznakami upływu czasu, Harriet intensywniej odczuje swoją samotność, a dzieci bezpowrotnie utracą coś ze swej dziecięcej niewinności... Przeszłość jest powieścią o ludzkich namiętnościach i utworem przepełnionym symboliką. Jest przecież coś niepokojącego w obrazie opuszczonej (ale nie zapomnianej!) ukrytej w lesie chaty, która wciąż wywiera wpływ na poszczególnych członków rodziny. Stanowi alegorię mrocznych sekretów, które nasi bohaterowie skrywają w swych sercach.

Pod śniegiem i Przeszłość – to książki, które mają zupełnie inną dynamikę. Może dlatego, że zupełnie w innym miejscu kryje się motor wewnętrzny tych historii, a raczej motor napędzający do działania poszczególne postacie. Powieść Hadley opiera się na refleksjach, ale również na wewnętrznych napięciach i niejednoznacznościach bohaterów. U Soukupovej zaś ich postawa wynika z reakcji na świat zewnętrzny. Proza czeskiej autorki jest bardziej surowa, pozbawiona ozdobników, ograniczona do opowiedzenia perypetii. Książka Hadley wikła się w niuanse i subtelności, jest bardziej dopieszczona literacko; autorka dba jednakowo o portrety psychologiczne i o aurę miejsca. Wprowadza opisy przyrody i detale architektoniczne. Wiejski dom, jego otoczenie (wraz z opuszczoną w lesie chatą) wpisują się w ramę opowieści, ale również potęgują przeżycia bohaterów.

Niezależnie jednak od konwencji, którą posłużyły się autorki i różnych efektów jakie osiągnęły – trzeba przyznać, że wnioski z obu lektur są zaskakująco zgodne. Zapewne dlatego, że obie twórczynie są świetnymi obserwatorkami ludzkiej natury. Postacie, którym się przyglądamy, często błądzą myślami w kierunku przeszłości, ale to nie wspomnienia są najgroźniejsze… Przeszłość tkwi głęboko w nas i stanowi składnik naszych doświadczeń. Jednakże bohaterowie obu opowieści przekonują się, że baczniejszą uwagę należy kierować ku najbliższej przyszłości, ponieważ to ona wykazuje przykrą skłonność do zaskakiwania i sprawiania bolesnych niespodzianek. W tym świetle tytuł książki Tessy Hadley wydaje się nawet nieco przewrotny…


*Pod śniegiem, Petra Soukupová, Afera, 2016
**Przeszłość, Tessa Hadley, W.A.B., 2017

wtorek, 5 czerwca 2018

PRZEKLEŃSTWO DIAMENTÓW - "Miejsce i imię", Maciej Siembieda /recenzja/



Wypowiadając się na temat swojego debiutu powieściowego (444, recenzja tutaj) – Maciej Siembieda wspomi,ał, że chowa w zanadrzu jeszcze wiele interesujących tematów i ma sporo pomysłów na swoje książki. Słowa dotrzymał. Miejsce i imię to kolejna publikacja oparta na prawdziwych wydarzeniach, która czytelnikowi dostarcza rozrywki i refleksji, a przy okazji pozwala zajrzeć za kulisy historii mniej znanej bądź zapomnianej.





Miejsce i imię – to słowa nawiązuje do fragmentu Biblii (Księga Izajasza1), stanowiące clou utworu – to nie tylko w pewnym sensie motto, ale również zgrabna i wielopiętrowa aluzja dotycząca rozmaitych motywów działania wszystkich najważniejszych bohaterów opowieści.

Jakub Kania, którego poznaliśmy w pierwszej części cyklu - otrzymuje nowe zadanie. Tym razem były prokurator (konsultant Instytutu Jad Waszem w Jerozolimie) musi ustalić miejsce pochówku holenderskich Żydów zamordowanych w czasie II w.ś. na terenie obozu pracy na Górze Świętej Anny. Zleceniodawcami są przedstawiciele środowiska jubilerów z Holandii, którzy zamierzają ufundować ofiarom pamiątkową tablicę. Jakub prowadząc śledztwo szybko się orientuje, że pobudki zleceniodawców mogą być dużo mniej szlachetne (a może jednak bardziej?), niż początkowo przypuszczał…

Ustalenie miejsca położenia grobów nie jest łatwe, ponieważ teren byłego obozu jest rozległy, a bezpośredni świadkowie wydarzeń już nie żyją. Sprawa jednak nabiera kolorów, gdy przetrząsając archiwa (i podejmując współpracę z kilkoma interesującymi osobami) śledczy trafia na trop pewnych faktów. Nagła i pospieszna likwidacja obozu pracy w Annabergu jeszcze przed zakończeniem wojny. Skandal związany z osobą komendanta obozu. Tajna szlifiernia. Skarb  Schmelta. Diament i jego klątwa… Jakub Kania z wolna pogrąża się w mrokach przeszłości rozwiązując kolejne zagadki i przekonując się, że jego zlecenie kryje w sobie drugie, a nawet trzecie dno… Niestety nasz bohater nie domyśla się jeszcze, że zdążył narazić się niewłaściwej osobie i jego dochodzenie staje się okazją do załatwienia osobistych porachunków. Wkrótce się przekona, że jego śledztwem interesuje się nie tylko nieco protekcjonalna (chociaż sympatyczna) agentka ABW, ale również rozmaite organizacje, służby, a także środowiska przestępcze. Zaczyna się wyścig z czasem i wkrótce tylko od szczęścia będzie zależało komu uda się najprędzej dotrzeć do sedna tajemnicy – kto wykorzysta ją dla siebie, a kto zasłuży sobie na imię wieczne, które nie zostanie starte…





Miejsce i imię można czytać jako odrębną powieść, ale autor zamieścił sporo solidnych elementów, które świadczą o spójności i inteligentnym rozplanowaniu cyklu. Przedstawiona historia jest zupełnie nowa i świeża, ale logicznie powiązana z poprzednią częścią. Autor kolejny raz serwuje sporą dawkę wiedzy, ale robi to w sposób lekki, przystępny i niepozbawiony humoru. Rozdziały są zwarte, a ich dynamika wynika z kilku przyczyn. Po pierwsze - akcja toczy się w zmieniających się planach czasowych i przestrzennych (dzięki czemu poznajemy nie tylko szczegóły dochodzenia, ale również wiele istotnych, a jednocześnie ubarwiających opowieść elementów, np. tajniki obróbki kamieni szlachetnych czy klimat przedwojennego Amsterdamu). Po drugie - autor nie skupia się na konstruowaniu pogłębionych portretów psychologicznych (co nie znaczy, że nie dba o wyrazistość postaci); głównym atutem książki są żywe dialogi, które sprawdzają się również przy portretowaniu. Siembieda dba o styl i język bohaterów; poznajemy ich w trakcie rozmowy, wyłapując ich ulubione i charakterystyczne powiedzonka. Po trzecie – przez powieść przewija się wiele barwnych postaci, które nie wprowadzają chaosu, natomiast pozwalają spojrzeć na sprawę z kolejnej perspektywy.

O przyszłość i popularność cyklu jestem dziwnie spokojna. Nie tylko dlatego, że rubieże historii, na które prowadzi nas autor są niezwykle interesujące, a druga część potwierdza umiejętności autora i jego autentyczny talent do budowania konstrukcji fabularnych. Powieści Siembiedy zawierają wiele smaczków. Pisarz jest dziennikarzem, więc jego książki są okazją do komentowania współczesnych zjawisk społecznych (Miejsce i imię może być odczytane jako głos w sprawie manipulowania historią). W drugiej części autor również ujawnia nieco rąbka swojej romantycznej natury (nie mam na myśli wyłącznie wątku Dawida i Marty, ale również samo zakończenie książki). Właśnie dziennikarska dociekliwość podszyta romantyzmem idealne predestynuje autora do snucia opowieści o wydarzeniach z przeszłości, których do końca nie można zweryfikować, ponieważ przez lata obrosły w mity… Jakie będzie kolejne zadanie Jakuba Kani? Ja się nie mogę doczekać.

***

1Księga Izajasza (56,5): „ (…) tak mówi Pan: (…) Przyznam w moim domu i w obrębie moich murów miejsce i dam imię lepsze niż mają synowie i córki, imię wieczne, które nie będzie starte.”


Wydawnictwo: Wielka Litera
Cykl: Jakub Kania (tom2)
Data premiery: 14 marca 2018
Ilość stron: 488
ISBN: 9788380322363


Za książkę dziękuje Wydawnictwu:




sobota, 14 kwietnia 2018

#64 sZAFa w sieci


Foto: Małgorzata Południak [źródło]



Poezja

Proza

Dramat

ART

O sztuce 

Wyimki z wernisaży

Felietony

Recenzje



Całość opublikowano na stronie:


***
***
***


Publikuję z poślizgiem (z powodów zdrowotnych). Zdecydowałam się to zrobić, żeby podziękować. Udział w tym projekcie był dla mnie zaszczytem,  a sZAFa jest dla mnie ważnym miejscem. Małgosiu, Wiolu - bardzo Wam dziękuję. To był dobry czas. Margarithes, jesteś niesamowita.

Tym wpisem postanowiłam na jakiś czas (zapewne dłuższy) zawiesić działalność na blogu.
Dziękuję wszystkim, którzy przez cały czas wpadali, by zostawić parę słów. Dziękuję również wszystkim, którzy zaglądali, chociaż nie znaleźli nic godnego skomentowania. Tych wszystkich, którzy obdarzyli mój mały kącik sympatią, a których zawiodłam - przepraszam.
Dziękuję i pozdrawiam:)

wtorek, 10 kwietnia 2018

TOBIASZ I JEGO RODZINKA. PEREŁKA ESTOŃSKIEJ LITERATURY DZIECIĘCEJ



Autor: Anti Saar
Ilustracje: Alvar Jaakson
Tłumaczenie: Anna Michalczuk
Wydawnictwo: Widnokrąk
Seria: Bliskie dalekie sąsiedztwo
Kategoria: dzieci +5
Ilość stron: 152



Tobiasz to przedszkolak, który wraz z rodziną (mamą, tatą i dwuipółletnim bratem) mieszka w estońskim mieście Tartu. Tobiasz jest bohaterem książki  Ja, Jonasz i cała reszta Antiego Saara, która została nagrodzona tytułem Rodzynek Roku Estońskiego Centrum Literatury Dziecięcej. Publikacja ukazała się w Polsce 15 marca i jest pozycją, która otwiera cykl nagrodzonych zagranicznych tytułów, które stopniowo będą się ukazywać w ramach projektu Bliskie dalekie sąsiedztwo (mającego przybliżyć polskim dzieciom literaturę i kulturę fińskich i estońskich sąsiadów).

Tobiasz ma sześć lat i jest narratorem książki. Młodsi czytelnicy podczas lektury szybko przekonają się, że chłopiec jest nie tylko znakomitym przewodnikiem, ale również zabawnym i mega fajnym rówieśnikiem. Dorośli - dzięki jego urokowi spróbują z pewnością na moment porzucić swoją dorosłą perspektywę i spojrzą na świat oczami dziecka. Tobiasz może się wydawać mały, ale szybko wyprowadzi nas z błędu; dla swojego braciszka jest przecież Doświadczonym Starszym Bratem i niezwykle inteligentnie przygląda się światu. Chłopiec jest też wyśmienitym obserwatorem swojej rodziny; dostrzega jej zalety i wady… Można powiedzieć, że jest w pewnym sensie kronikarzem rodzinnym. Książka nie jest jednak kroniką. Jest na poły dzienniczkiem, na poły zaś listem otwartym do dzieci z całego świata…


Ilustracje i fragment książki [źródło]


Chłopiec opowiada o swoich rodzinnych sprawach. Opisuje przedmioty z otoczenia, przedstawia członków rodziny wtrącając anegdoty i odnosząc się do przeróżnych perypetii i zdarzeń. Jego wspomnienia są urocze i pełne wdzięku (przeważnie są również przezabawne, chociaż udało się wśród nich zgrabnie przemycić kilka przestróg). Jego familia wcale nie jest idealna, ale za to pełna ciepła, miłości, empatii i szacunku dla drugiego człowieka (nawet jeśli ten człowiek ma sześć, albo dwa i pół roku). Tobiasz opisuje najzwyczajniejsze domowe zajęcia: wspólne posiłki, zabawy, spacery i wyprawy. Wspomina sprawy miłe, ale przecież każdy wie, że w rodzinie nie zawsze jest sielankowo – okazuje się, że najciekawsze i najzabawniejsze są fragmenty przedstawiające mniejsze i większe domowe katastrofy, gafy i wpadki. Przekonamy się jednak, że z tych wszystkich podbramkowych sytuacji rodzina Tobiasza (dzięki wyrozumiałości i miłości) wychodzi zawsze nie tylko obronną ręką, ale również bogatsza w doświadczenia…

Książka ma wiele atutów. Z pewnością czytelnikom przypadnie do gustu pełen wdzięku i uroku sposób narracji, ale również silne prorodzinne przesłanie. Chłopiec opowiadając o swoich zajęciach dość dokładnie charakteryzuje członków rodziny i mimochodem dowodzi, że można różnić pod wieloma względami  (wyglądem, płcią, wiekiem, charakterem, poczuciem humoru), można się z sobą nie zawsze zgadzać (czasem nawet kłócić), a mimo wszystko – tworzyć kochającą się wspólnotę. Tekstowi towarzyszą charakterystyczne rysunki, które nie tylko ilustrują myśli chłopca, ale często je również zabawnie puentują. Autorzy zastosowali również kilka innych sztuczek, by dzieci jeszcze bardziej zaprzyjaźnić z książką (m.in. pozostawili miejsce na obrazek i namawiają dziecko do inwencji twórczej). Ciekawym pomysłem jest również  rozmieszczenie w wielu miejscach kodów QR, dzięki którym mali czytelnicy (przy pomocy Internetu i dorosłego) mogą nieco lepiej poznać Estonię i miasto Tartu, zwłaszcza miejsca, które lubi odwiedzać Tobiasz.




Nasz narrator bawi się, dokazuje, chodzi do przedszkola, jeździ z rodzicami samochodem, czyta, rysuje, słucha strasznych opowieści, a przede wszystkim: ma bzika na punkcie gry w piłkę. Cały czas zaś pilnie obserwuje dorosłych i czasem przyłapuje ich na nielogicznym i niekonsekwentnym zachowaniu. Udowadnia, że niekiedy ich wymagania są naprawdę niełatwe do zrealizowania. Ale również rozumie drugą stronę – ze współczuciem przygląda się jak trudno rodzicom zachowywać się przez cały czas w ten sposób, by być autorytetem dla swoich dzieci!

Ja, Jonasz i cała reszta – to książka, która nie tylko przybliża zwyczaje estońskich sąsiadów, ale także sprawia dużo radości dzieciom i ich rodzicom (z pewnością niejednokrotnie odnajdziemy w niej sytuacje zapamiętane z własnych rodzinnych domów). Anti Saar należy ponadto do autorów obdarzonych wyjątkowym darem. On nie tylko świetnie zna dziecięcą psychikę, ale  również doskonale się w nią wciela. Podobnie, jak w przypadku lektury Dzieci z Bullerbyn Astrid Lingren – czytając przygody Tobiasza – ani przez chwilę nie wątpimy, że  narratorem jest mały chłopiec!

Wspaniała zabawa i przygoda. Przeurocza rodzinka. Dużo humoru. Szczerze polecam!

Za książkę dziękuje Wydawnictwu:



środa, 4 kwietnia 2018

Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy - książka z naklejkami dla dzieci


 Ilustracje: Justyna Styszyńska
Tekst: Michał Koziński
Wydawnictwo: Widnokrąg
Liczba stron: 44
Data premiery: 12.03.2018
Wiek: 4+


Dorosły, który czyta swoim pociechom wie, że dobór lektur do wieku dziecka jest sprawą ważną (w zasadzie kluczową), ale też sprawia wiele frajdy. Sytuacja się komplikuje, gdy mamy pociechy w różnym wieku i wybierając książkę przed snem - trzeba trafić nie tylko w różne gusta, ale i  w potrzeby... Tak właśnie jest u nas. Starszy Brat (lat siedem) lubi lektury z dynamiczną akcją, napisane z pazurem i z poczuciem humoru. Młodszy (trzy lata) preferuje kolorowe ilustracje, a jego opowieści powinny być znacznie bardziej sielskie... Trochę trwało zanim osiągnęli biegłość w trudnej sztuce kompromisu (pierwsza historyjka dla Młodszego Brata, druga dla Starszego). Dzisiaj stanowią już zgraną drużynę i mają coraz więcej wspólnych lektur. Ponieważ jednak wychowując dzieci nieustannie musimy być gotowi na zmiany – okazuje się, że właśnie wkraczamy w zupełnie nowy etap…




Starszy Brat nauczył się czytać, więc chłopcy czasem zamykają się w pokoju i sami zajmują się swoimi lekturami. To znaczy: Starszy Brat czyta, a Młodszy słucha z przejęciem. Piękny obrazek... Ale, żeby ta chwila trwała – trzeba zadbać o nowy rodzaj lektur. W naszym przypadku książka powinna posiadać interesujące ilustracje i stosunkowo krótki i nieskomplikowany tekst – i (oczywiście) mieć w sobie to „coś”, co przykuje uwagę chłopców na dłużej.





Strzałem w dziesiątkę okazała się książeczka zaprojektowana przez Justynę Styszyńską (nauczycielkę; absolwentkę wydziału grafiki na Europejskiej Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie). Naszym ostatnim nabytkiem była bajka o niedźwiedziej rodzinie z Tatrzańskiego Parku Narodowego, dlatego nie chcemy jeszcze zupełnie zmieniać tematyki i książka z naklejkami pt. „Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy” okazuje się idealna. Justyna Styszyńska jest pomysłodawcą (projektantką) publikacji oraz autorką ilustracji, a tekst został napisany przez Michała Kozińskiego. Książka składa się z kilku części. Jest opowieścią o górach i górskich zwierzętach.

Ilustracja książki [żródło]


Nietrudno się zorientować, że w tej publikacji najważniejszym elementem komunikacji (a zarazem jej największym atutem) – jest obraz. Obrazy, a w zasadzie barwne grafiki – tworzą opowieść samą w sobie – ukazują zwierzęta w ich naturalnym środowisku i w naturalnych sytuacjach. Zwięzłe opisy (żadnego przeładowania informacjami) – uzupełniają przekaz. Dzięki temu dziecko oswaja się z górskim krajobrazem, poznaje (oczywiście w pigułce) historię powstania i budowę gór, przygląda się ich najważniejszym mieszkańcom.



Autorzy książki nie poprzestali na barwnych grafikach i krótkich informacjach dotyczących poszczególnych zwierząt. Trzeba przyznać, że postarali się, by wciągnąć dziecko w zabawę i wyzwolić w nich kreatywność. Na kolejnych stronach zamieścili kilka pustych planszy, które dzieci mogą uzupełnić naklejkami według własnego uznania. Oprócz tego – przy opisie i ilustracjach poszczególnych zwierząt – znajdują się pewne ułatwienia – barwne plamy, które odpowiednio uzupełnione naklejkami przedstawiające oczy, uszy i nosy – pozwalają stworzyć samodzielnie własne portrety zwierząt. Wszystkie niezbędne elementy anatomii zwierząt oraz ich sylwetki znajdziemy w tyle książki. Niektóre elementy są dość małe i zmuszają dzieci do wysiłku i precyzji. Ważne jednak, że naklejki można używać wielokrotnie, co przedłuża zabawę, a nawet umożliwia eksperymentowanie. Dodać przy okazji należy, że autorzy sami nakłaniają do takich badań; zachęcają, by sprawdzić jak cudacznie wyglądałyby zwierzęta z zapożyczonymi elementami anatomicznymi, np. niedźwiedź z dziobem orła… Po takim doświadczeniu - dziecko będzie pewne, że Matka Natura zrobiła to najlepiej: dokładnie wiedziała jak przystosować zwierzęta do warunków, w których żyją...




Książeczka o mieszkańcach gór ukazała się stosunkowo niedawno, ale seria zaprojektowana przez Justynę Styszyńską jest już dobrze znana. Wcześniej ukazały się publikacje o zwykłych-niezwykłych mieszkańcach łąk, lasów i biegunów.













Za książkę dziękuję Wydawnictwu: