sobota, 25 sierpnia 2018

Wilno i Troki



Urlop w tym roku spędzamy na Pojezierzu Litewskim (nad jeziorem Tobołowskim, z wypadami nad Wigry), a skoro jesteśmy tak blisko Litwy, grzechem byłoby nie odwiedzić Wilna. Wybieramy wycieczkę autokarową, ponieważ organizowane są na każdym kroku,  a przecież pozwalają zrezygnować z podróży własnym samochodem i zapewniają opiekę przewodnika. Jakie atrakcje gwarantuje jej program? Przechadzkę po malowniczych uliczkach Wilna (zobaczyć można m.in. dawną dzielnicą żydowską i starówkę, Uniwersytet Wileński, Zamek Giedymina i Ratusz), przejście słynną Ostrą Bramą, spacer po cmentarzu na Rossie oraz zwiedzanie wielu kościołów i zamku w Trokach. Dosyć intensywna wycieczka stanowi ciekawe połączenie lekcji historii i podróży sentymentalnej (poruszamy się przecież szlakiem wielkich Polaków, tropimy motywy nie tylko literackie), a przy okazji poznajemy kulturę naszych wschodnich sąsiadów.



Starówka w Wilnie. Rynek. Wykonując to zdjęcie stoję plecami do Ratusza, niegdysiejszego teatru, w którym 1 stycznia 1848 roku odbyła się premiera opery "Halka" Stanisława Moniuszki 


"(...) Po twych ulicach błądzę zadumany
W starych zaułkach na kamieniach siadam,
Głosem znajomym mówią do mnie ściany
I z duszą murów o umarłych gadam.
Z oddali dzwonów pacierz gra wieczorny
Modlitwą żalu stęsknioną i pilną, -
I sercu gościa czci pełnemu kornej,
Ze wspomnień swoich zwierzasz się, o Wilno!"
(fragment wiersza A. Oppmana "Wilno")




Pod Ostrą Bramę i cudowny obraz Matki Bożej Miłosierdzia trafiamy w czasie trwania mszy św. odprawionej w intencji pielgrzymów z Polski


Wnętrze kościoła św. Piotra i Pawła ("perły baroku") ufundowanego przez wojewodę wileńskiego Michała Kazimierza Paca. Rzeźby i płaskorzeźby wykonane są w stiuku. Motyw z amorkami z tego właśnie kościoła trafił na okładkę książki "Silva rerum" Kristiny Sabaliauskaite wydanej w Znaku. Co prawda tych konkretnych amorków nie udało mi się zlokalizować, ale rodzaj i wzór zdobnictwa świadczy, że gdzieś się tutaj na pewno ukryły:)




Cmentarz na Rossie. Tuż przy bramie wejściowej znajduje się skromny cmentarzyk wojskowy z mogiłą matki Józefa Piłsudskiego, w której zgodnie z jego wolą - pochowano serce Marszałka


Najpiękniejszy pomnik na Rossie - Czarny Anioł - autorstwa warszawskiego artysty rzeźbiarza Leopoda Wasikowskiego (1865-1929) - na grobie Izy Salmonowiczówny, która zmarła w wieku 24 lat w 1901 roku


To nie krzywa Wieża w Pizzie. To tylko moja nieudolność. Katedra Wileńska pod wezwaniem św. Stanisława jest tak przeogromna, że mój obiektyw okazał się nieodpowiedni.


Boczna nawa. Wnętrze św. Ducha. W Wilnie zawsze krzyżowały się różne kultury i religie, do dziś w pokojowy sposób koegzystują z sobą kościoły katolickie i ewangelickie, cerkwie, meczet i kinesa.

"(...) cerkiew ciekawie zagląda przez ramię
nad drugim wznosi się kościół
z dzwonnicą na przestrzał
jak drzwi otwarte
do wspólnego nieba"
(fragment wiersza A. Rybałko "To jeszcze Wilno")

Na koniec zwiedzamy Troki nad jeziorem Galve - dawną stolicę Litwy (położoną ok. 28km na zachód od Wilna na jednej z 21 znajdujących się tu wysp) i próbujemy kibinów - specjałów karaimskiej kuchni (W przeszłości Karaimi stanowili przyboczną gwardię Wielkiego Księcia Litewskiego, za jego sprawą osiedlili się w Trokach; dziś jest to dość  liczna i zamknięta grupa etniczna).


Średniowieczny zamek, niegdyś siedziba Wielkiego Księcia Witolda.


Kibiny. Mniam.



Nasz przewodnik uprzedział: "Nie można w ciągu jednego dnia poznać Wilna i kultury Litwy. To tak, jakbyś chciał poznać smak lodów przez szybę cukierni". I miał rację. Nie poznałam Wilna, dopiero nabrałam ochoty, by to zrobić, by uzbroić się w plan miasta i odwiedzić to wszystko, co ominęliśmy. A ponieważ mam zamiar szukać dalszego natchnienia również w lekturach - wypisałam sobie kilka tytułów, które chcę poznać lub sobie przypomnieć.
Oto one:
- Dolinna Issy, Czesław Miłosz
- Soból i panna, Józef Weyssenhoff
- Kunigas: powieść z podań litewskich, Józef I. Kraszewski
- Podania i legendy wileńskie, Władysław Zahorski
- Adam i Ewa, Sergiusz Piasecki
- Silva Rerum, Kristina Sabaliauskaite (t1, Znak)
- Silva Rerum, Kristina Sabaliauskaite (t2, Wydawnictwo Literackie)
A ponieważ jedzenie na Litwie, to zupełnie odrębna i równie pasjonująca historia, koniecznie trzeba poznać książkę:
- Wilno. Rodzinna historia smaków, Ewa Wołkanowska-Kołodziej.

A może ktoś podrzuci jeszcze jakiś inny tytuł?


wtorek, 21 sierpnia 2018

Lektura na letnie wędrówki - "Hajstry. Krajobraz bocznych dróg", Adam Robiński - recenzja




Hajstry… to zbiór reportaży, których tematem (a właściwie bohaterem) jest krajobraz. To pokłosie wypraw krajoznawczych i literackich autora. Adam Robiński wędruje po Polsce, ale trzyma się z dala od przeludnionych szlaków, wybiera bezdroża i okolice czasem traktowane przez turystów po macoszemu.  Każdy rozdział książki poświęcony jest jednemu takiemu regionowi lub subregionowi; każdy rozdział - to inny pejzaż… Relacje z poszczególnych wypraw nie mają charakteru przewodnikowego. Sprawozdawczo-eseistyczne teksty Adama Robińskiego z powodzeniem można zakwalifikować do  gatunku reportażu literackiego.


Autor: Adam Robiński
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 224
ISBN: 978-83-8049-583-8


Wśród miejsc wyróżnionych przez autora znalazły się m.in. mazowieckie Pulwy, Pustynia Błędowska, Góry Izerskie i Łuk Mużakowa. Dzięki jego reportażom dowiadujemy się jak owe regiony (często stanowiące osobliwości przyrodnicze) powstały, co wpłynęło na ich dzisiejszy wygląd, jakie plany z nimi wiązano, jakich przedstawicieli fauny i flory można (bądź nie można) tu spotkać. Robiński pisze w tak obrazowy sposób, że możemy nie tylko zobaczyć poszczególne krajobrazy, ale również ich doświadczyć. Podczas lektury przekonujemy się także, że autor nie wybiera celu swoich wypraw przypadkowo, nie ogranicza się tylko do historii i opisu widoków. Za każdym razem szuka dla swojej opowieści odpowiedniego kontekstu, snuje ją inaczej; każdy reportaż stanowi inną barwną impresję… Każdy rozdział książki, to również  fascynacja postacią związaną z danym regionem, która zainspirowała autora - dała impuls do krajoznawczej wyprawy (w jednym przypadku aż poza granice dzisiejszej Polski), a później stała się „patronem” kolejnego tekstu. W ten sposób poznajemy (lub sobie przypominamy) arcyciekawą galerię ludzi, którzy odkryli interesujące zakątki naszego kraju lub przyczynili się do ich ratowania; którzy powinni się z tymi regionami kojarzyć. W tym gronie znalazł się m.in. Lechosław Herz („Tytus Chałubiński Mazowsza”), Wojciech Giełżyński (dwukrotny mistrz Polski w wioślarstwie, ceniony dziennikarz), Wacław Nałkowski (geograf, przyrodnik, ojciec tej Nałkowskiej), pisarz Igor Newerly i Aleksandra Wachniewska (malarka Roztocza). Adam Robiński pieszo, samochodem, kajakiem bądź na nartach wyrusza szlakami przez nich wytyczonymi, szuka ich śladów i zręcznie splata opowieść o ich pasjach z gawędą o regionach, które sobie ukochali.


Lechosław Herz pisze: „Na pejzaż, zwłaszcza nizinny, trzeba być uwrażliwionym. Trzeba jakby specjalnego rodzaju słuchu, który reaguje na najmniejsze drgnienie powietrza, na te wszystkie tony, półcienie, niuanse, którymi pejzaż potrafi nagrodzić i obdarzyć”*. Robiński staje się w pewnym stopniu kontynuatorem misji Herza i pozostałych bohaterów. Stara się otworzyć ludziom oczy na piękno specyficznych krajobrazów.



* Hajstry. Krajobraz bocznych dróg, A. Robiński, Wołowiec 2017, str. 33


czwartek, 16 sierpnia 2018

Skojarzenia: Salvador Dali i Ewa Lipska



Salvador Dali "Trwałość pamięci", 1931; jeden z najsłynniejszych obrazów surrealistycznych 


***


GODZINY POZA GODZINAMI

Godziny poza godzinami
kiedy przestajemy być ambitni
i nie myślimy o nieśmiertelności
pozaziemskiej klimatyzacji.
Kładziemy wzrok na bezmyślnej plaży stołu.
Morze wyrzuca na brzeg fałszywą biżuterię.
Algi czyhają na nas już z daleka.
Alergiczne sitowie. Ślady bakterii na talerzach.
Puste wagony myśli stoją na bocznicy.
Nie obchodzą nas wezwania podatkowe
ani najnowsze notowania giełdy.
Pijemy sok. Jemy ciężkie metale.
Podchodzimy do lądowania 
w apatycznej szatni wieczoru.

- Ewa Lipska 
wiersz z tomiku: Stypednyści czasu (1994)

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Ballada o Polsce. Mr. Pebble i Gruda, M. Ziomecki - recenzja



Wydawnictwo: Czarna Owca
liczba stron: 916
ISBN: 978-83-7554-417-6
Rok wydania: 2011



Kto szuka na urlop przykuwającego uwagę tomiszcza, a w dodatku lubi wciągające i dynamiczne powieści z interesującą galerią postaci i niepowtarzalnym klimatem – ten nie zawiedzie się na książce Mariusza Ziomeckiego. Książka jest opasła, ale musi taka być, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie aspekty, które autor chciał poruszyć. To opowieść o miłości, a zarazem kilkupokoleniowa saga rodzinna uwikłana w trudną polską historię. Opowieść o rozpadzie, a później o mozolnym łataniu rodzinnych relacji. To także książka wspomnieniowo-rozliczeniowa, która pod pozorem przedstawienia losów jednostkowych ukazuje nie tylko meandry współczesnej historii Polski, a raczej w pewnym sensie stanowi niemal kompletną polską kronikę XX wieku. Powieść – jak mazurski sękacz – składa się z wielu warstw, a jednocześnie całej książce towarzyszy jasne i spójne przesłanie: kto zaczyna wyrównywać rachunki z przeszłością – powinien zdawać sobie sprawę, że nic nigdy do końca nie okazuje się wyłącznie czarne lub białe; ludzie z natury nie są doskonali, a ich słabości i potknięcia bywały i będą skwapliwie i bezwzględnie wykorzystywane przez każdy totalitarny system.

Mr. Pebble i Gruda jest historią poety, Jana Kamyka, który miota się po samobójczej śmierci małżonki między chęcią ucieczki i odcięcia się od swojego środowiska, a koniecznością oczyszczenia imienia Marietty. Mężczyzna z malutkim synem emigruje do U.S.A, gdzie zaczyna wieść całkiem wygodne życie i odnosić sukcesy, ale demony przeszłości zapukają do jego drzwi, zmuszając go do powrotu i do stawienia czoła całej bolesnej (ale jednocześnie wzruszającej i sentymentalnej) przeszłości.



Przy okazji warto wtrącić, że Ziomecki starannie przemyślał wybór odpowiedniej perspektywy opowiadanej historii. Głównym bohaterem jest poeta, a autor umiejętnie dyscyplinuje narrację: przedstawia świat nie tylko z punktu widzenia człowieka nadwrażliwego, ale również w odpowiednio lirycznych barwach. Wspomnieć należy o wierszach, które zostały gdzieniegdzie zamieszczone dla spójności obrazu, a uważnemu czytelnikowi nie powinien również umknąć dyskretnie złożony hołd dla poezji Wiliama Blake’a, czy dla prozy Oty Pavla i samego Izaaka Babla…

Największym atutem książki jest zręczne i celne (często zachwycające) uchwycenie melodii przeszłości… Autorowi udało się oddać klimat epoki i na tym tle przedstawić realistyczny obraz domu rodzinnego, uroki polskiej (nieco zacofanej, biednej i szykanowanej) wsi, wspaniałe i pełne życia portrety rodziców i dziadków, po to, by za chwilę z równym powodzeniem oddać obraz młodego pokolenia, które rozpoczyna swoją podróż w trudnym czasie, ale z iskrami nieśmiertelności w oczach… A ponieważ autor ma dar nie tylko obrazowania, ale również wyzwalania emocji – duże wrażenie na czytelniku wywierają potraktowane z prawdziwie epickim rozmachem fragmenty dotyczące powrotów do dzieciństwa i młodości bohatera (np. polowanie z ojcem na suma, przejażdżka z chłopakami na drezynie, trąba powietrzna siejąca zniszczenie w gospodarstwie dziadka, czy historia przygotowywania pułapki na znienawidzonego nauczyciela). Inna rzecz, że z opisów owych wspomnień „wyciętych” z całości – można by skroić solidny i wysokiej próby tomik z opowiadaniami. Wracając jednak do naszej opowieści, warto zwrócić uwagę, że  liczne introspekcje stanowią szczególną wartość dla czytelnika, który pamięta czasy PRL-u (i starsze). A jeśli ich nie pamięta, może je potraktować jako ubarwienie  dla wspomnień wysnutych przez rodziców i dziadków.

Ziomecki sprawia, że losy jego bohaterów zawsze w jakiś sposób zahaczają o ważne historyczne wydarzenia (w ten sposób poznamy epizody strajku w Stoczni Gdańskiej czy wojny polsko-bolszewickiej), ale w swoją opowieść wplata również sprawy może nieco mniej doniosłe, nieco  może zapomniane, chociaż również oparte na faktach (np. pobyt Pabla Picassa w Polsce, czy organizowane przez władze ludowe wakacyjne obozy pracy przeznaczone dla resocjalizacji tzw. „bananowych dzieci”). Autor nie wspomina tych okoliczności mimochodem, ale  umiejętnie wtapia je w tkankę opowieści, dodając rumieńców portretowanej epoce.

Oczywiście książka Ziomeckiego nie ogranicza się do wspomnień. Rzeczywista akcja książki rozgrywa się w latach 90. XX wieku i warstwa współczesna jest potraktowana równie ciekawie. Miłość, przyjaźń, zdrada, trudne decyzje i porachunki, a przede wszystkim zbliżanie się do zrozumienia zagadkowego samobójstwa    to tylko niektóre z licznych wątków, które przewijają się przez powieść i sprawiają, że historia przez nas poznawana jest tak fascynująca. Czy zatem książka nie ma żadnych wad? Owszem, można mieć zastrzeżenia do polukrowanego finału. Co prawda zakończenie jest konsekwentne i nieuniknione, ale niepotrzebnie wpada w wyraźnie hollywoodzką manierę… Ale pamiętajmy przesłanie autora: ideałów nie ma. Dlatego główny bohater, ani książka o nim nie może być doskonała… Może to i dobrze? Może przez to jest bardziej prawdziwa?