poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Ballada o Polsce. Mr. Pebble i Gruda, M. Ziomecki - recenzja



Wydawnictwo: Czarna Owca
liczba stron: 916
ISBN: 978-83-7554-417-6
Rok wydania: 2011



Kto szuka na urlop przykuwającego uwagę tomiszcza, a w dodatku lubi wciągające i dynamiczne powieści z interesującą galerią postaci i niepowtarzalnym klimatem – ten nie zawiedzie się na książce Mariusza Ziomeckiego. Książka jest opasła, ale musi taka być, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie aspekty, które autor chciał poruszyć. To opowieść o miłości, a zarazem kilkupokoleniowa saga rodzinna uwikłana w trudną polską historię. Opowieść o rozpadzie, a później o mozolnym łataniu rodzinnych relacji. To także książka wspomnieniowo-rozliczeniowa, która pod pozorem przedstawienia losów jednostkowych ukazuje nie tylko meandry współczesnej historii Polski, a raczej w pewnym sensie stanowi niemal kompletną polską kronikę XX wieku. Powieść – jak mazurski sękacz – składa się z wielu warstw, a jednocześnie całej książce towarzyszy jasne i spójne przesłanie: kto zaczyna wyrównywać rachunki z przeszłością – powinien zdawać sobie sprawę, że nic nigdy do końca nie okazuje się wyłącznie czarne lub białe; ludzie z natury nie są doskonali, a ich słabości i potknięcia bywały i będą skwapliwie i bezwzględnie wykorzystywane przez każdy totalitarny system.

Mr. Pebble i Gruda jest historią poety, Jana Kamyka, który miota się po samobójczej śmierci małżonki między chęcią ucieczki i odcięcia się od swojego środowiska, a koniecznością oczyszczenia imienia Marietty. Mężczyzna z malutkim synem emigruje do U.S.A, gdzie zaczyna wieść całkiem wygodne życie i odnosić sukcesy, ale demony przeszłości zapukają do jego drzwi, zmuszając go do powrotu i do stawienia czoła całej bolesnej (ale jednocześnie wzruszającej i sentymentalnej) przeszłości.



Przy okazji warto wtrącić, że Ziomecki starannie przemyślał wybór odpowiedniej perspektywy opowiadanej historii. Głównym bohaterem jest poeta, a autor umiejętnie dyscyplinuje narrację: przedstawia świat nie tylko z punktu widzenia człowieka nadwrażliwego, ale również w odpowiednio lirycznych barwach. Wspomnieć należy o wierszach, które zostały gdzieniegdzie zamieszczone dla spójności obrazu, a uważnemu czytelnikowi nie powinien również umknąć dyskretnie złożony hołd dla poezji Wiliama Blake’a, czy dla prozy Oty Pavla i samego Izaaka Babla…

Największym atutem książki jest zręczne i celne (często zachwycające) uchwycenie melodii przeszłości… Autorowi udało się oddać klimat epoki i na tym tle przedstawić realistyczny obraz domu rodzinnego, uroki polskiej (nieco zacofanej, biednej i szykanowanej) wsi, wspaniałe i pełne życia portrety rodziców i dziadków, po to, by za chwilę z równym powodzeniem oddać obraz młodego pokolenia, które rozpoczyna swoją podróż w trudnym czasie, ale z iskrami nieśmiertelności w oczach… A ponieważ autor ma dar nie tylko obrazowania, ale również wyzwalania emocji – duże wrażenie na czytelniku wywierają potraktowane z prawdziwie epickim rozmachem fragmenty dotyczące powrotów do dzieciństwa i młodości bohatera (np. polowanie z ojcem na suma, przejażdżka z chłopakami na drezynie, trąba powietrzna siejąca zniszczenie w gospodarstwie dziadka, czy historia przygotowywania pułapki na znienawidzonego nauczyciela). Inna rzecz, że z opisów owych wspomnień „wyciętych” z całości – można by skroić solidny i wysokiej próby tomik z opowiadaniami. Wracając jednak do naszej opowieści, warto zwrócić uwagę, że  liczne introspekcje stanowią szczególną wartość dla czytelnika, który pamięta czasy PRL-u (i starsze). A jeśli ich nie pamięta, może je potraktować jako ubarwienie  dla wspomnień wysnutych przez rodziców i dziadków.

Ziomecki sprawia, że losy jego bohaterów zawsze w jakiś sposób zahaczają o ważne historyczne wydarzenia (w ten sposób poznamy epizody strajku w Stoczni Gdańskiej czy wojny polsko-bolszewickiej), ale w swoją opowieść wplata również sprawy może nieco mniej doniosłe, nieco  może zapomniane, chociaż również oparte na faktach (np. pobyt Pabla Picassa w Polsce, czy organizowane przez władze ludowe wakacyjne obozy pracy przeznaczone dla resocjalizacji tzw. „bananowych dzieci”). Autor nie wspomina tych okoliczności mimochodem, ale  umiejętnie wtapia je w tkankę opowieści, dodając rumieńców portretowanej epoce.

Oczywiście książka Ziomeckiego nie ogranicza się do wspomnień. Rzeczywista akcja książki rozgrywa się w latach 90. XX wieku i warstwa współczesna jest potraktowana równie ciekawie. Miłość, przyjaźń, zdrada, trudne decyzje i porachunki, a przede wszystkim zbliżanie się do zrozumienia zagadkowego samobójstwa    to tylko niektóre z licznych wątków, które przewijają się przez powieść i sprawiają, że historia przez nas poznawana jest tak fascynująca. Czy zatem książka nie ma żadnych wad? Owszem, można mieć zastrzeżenia do polukrowanego finału. Co prawda zakończenie jest konsekwentne i nieuniknione, ale niepotrzebnie wpada w wyraźnie hollywoodzką manierę… Ale pamiętajmy przesłanie autora: ideałów nie ma. Dlatego główny bohater, ani książka o nim nie może być doskonała… Może to i dobrze? Może przez to jest bardziej prawdziwa?

14 komentarzy:

  1. Nigdy wcześniej nie zwracałam większej uwagi na ten tytuł, a szkoda, bo naprawdę mnie zaciekawiła.Dlatego cieszę się ,że trafiłam na Twoją recenzję Olu. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę:) A u mnie wyczekała się na półce ładnych kilka lat...

      Usuń
  2. Nie widziałam wcześniej nigdzie tej książki :) a brzmi ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja! Chętnie przeczytam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mi miło:) Książkę polecam!

      Usuń
  4. Pierwszy raz widzę tę książkę, a okładka zdecydowanie przyciąga wzrok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle jestem odporna na okładki. Ale tym razem przyznaję, że jest intrygująca i całkiem nieźle spełnia swoje marketingowe zadanie:)

      Usuń
  5. Pierwszy raz widzę tę książkę, a okładka zdecydowanie przyciąga wzrok :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba po raz pierwszy mogę u Ciebie Olu napisać, że czytałam i podzielam Twą opinię o książce Ziomeckiego....czyta się go bardzo dobrze a wielowątkowa fabuła powieści jest interesująca i mocno wciągająca.
    Szkoda tylko, że na fali ataków na kościół i oskarżania Polaków o mordowanie Żydów włączył te tematy do swej książki, by snute wspomnienia, nie uwiarygodnić przecież, tylko bardziej "ubarwić". W swojej opinii napisałam o tym, gdyż mnie to niemiło poruszyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Anno. Tak, czytałam Twoją opinię i rozumiem, co Cię poruszyło. Rozumiem również, że autorowi udało się dotknąć Twoich (i penie nie tylko Twoich) uczuć religijnych i patriotycznych. Nie będę brać w obronę autora i dywagować dlaczego włączył te tematy. Mogę tylko napisać jak wypadły w moim odczuciu... Nie odebrałam tych wątków jako atak na cały Kościół i przylepienie łatki do wszystkich Polaków. W recenzji wspominałam, że cały czas towarzyszyło mi podczas lektury wrażenie, że autor przedstawia swojego bohatera w taki sposób, że stale pewne sprawy okazują się zupełnie inne, niż wyobrażał sobie na początku. To, co wydawało się doskonałe - ma swoje skazy, a to, co potępiał - miało ukryte zalety. Tak został przedstawiony zarówno ojciec, teść, Marietta, koledzy szkolni, nawet sam główny bohater... A ponieważ autor również gęsto odnosi się do naszej historii - nasz kraj jest trochę potraktowany jak jeden z bohaterów powieści. Bohaterów, który nie tylko był szykanowany, ale również posiada swoje blaski i cienie...

      Usuń
  7. Czytam w tej chwili dwie takie opasłe książki, wiec raczej wolałabym przeczytać coś cieńszego jak już je skończe. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha, taka cegła a jakoś nigdy nie rzuciła mi się w oczy - dzięki za zwrócenie uwagi na ten tytuł, bowiem sprawia wrażenie bardzo wartościowego. Szczególnie podoba mi się to zasygnalizowanie faktu, który często umyka, a który jest tak oczywisty, tzn., że przeszłość nie jest zastygłą bryłą w czarno-białej tonacji. Odkrywanie meandrów przeszłości może wiązać się z zyskiwaniem zupełnie nowej optyki na to, co wcześniej uchodziło za oczywiste i niezmienne. Mój entuzjazm co do tej książki hamuje tylko wydanie - prawie 1000 stron i miękka okładka. Trochę to dla mnie nietrafione połączenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do spraw technicznych, to zgadzam się z Tobą, wolałabym książkę w twardej okładce. Ale przyznać też muszę dla oddania sprawiedliwości, że mój egzemplarz po kilkakrotnym czytaniu (kupiłam używaną) trzyma się nieźle, chociaż miał ze mną kilka przygód po drodze...

      Usuń