piątek, 7 września 2018

Rynek w Smyrnie, J. Dehnel




Rynek w Smyrnie to zbiór skrajnie ocenianych młodzieńczych (pochodzących z lat 1999-2002) opowiadań Jacka Dehnela. Wydano go już po sukcesie Lali, co akurat chyba nie do końca okazało się szczęśliwym rozwiązaniem. Do dziś przyjmowany jest w różny sposób. Podczas, gdy jedni zachwycają się eleganckim językiem, inni ganią autora za nadmierną ilość metafor, wtórność motywów (przynajmniej w przypadku ostatniego opowiadania) i za ewidentne imitowanie stylu klasyków.

Wydawnictwo: W.A.B
Seria: ...archipelagi...
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 241


W mojej ocenie zbiorek wypada mimo wszystko pozytywnie. Nie można przecież nie docenić faktu, że jest dziełem dziewiętnastolatka... Oczywiście nie wszystkie opowiadania podobają mi się jednakowo i nie są pozbawione wad, ale ich język, kompozycja i umiejętność stworzenia klimatu zasługują na uznanie. Najlepsze utwory to Patrząc na Stromboli, Filc (w których mocno odczuwamy obecność autora, ale też jego młodzieńczą brawurę) i Rynek w Smyrnie. Rynek w Smyrnie i Sanctus sanctus sanctus z kolei, rzeczywiście zdradzają fascynację sztuką wysoką i klasycznymi mistrzami prozy. Die Schopfung zainspirowany jest Wielką Historią, a Filc - historią rodzinną. Filc daje przedsmak tego, czego można się spodziewać po lekturze Lali.

Tytuł zbiorku uwodzi egzotyką, ale nie należy mu zbytnio ufać. Jeśli się nim zasugerujemy - dojdziemy do wniosku, że klimatem i scenerią nie wszystkie opowiadania do siebie pasują. Bez wątpienia jednak można znaleźć inny wspólny motyw. Mimo młodego wieku większości bohaterów i słonecznych klimatów - leitmotivem zbiorku jest Śmierć. Czasem dosłowna, czasem symboliczna, bo dotycząca np. kresu namiętności.




4 komentarze:

  1. Nie przepadam za krótką formę wypowiedzi. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie dla mnie niestety :) ostatnio mam ochotę na inny gatunek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może zauroczona prozą Dehnela po przeczytaniu Lali "łyknęłam" Rynek w Smyrnie, nie zważając nawet na krótką formę, za którą nie przepadam. I zauroczyły mnie te opowiadania. Potem ze zdziwieniem czytałam te niezbyt pozytywne opinie na jej temat. Cieszę się zatem, że Ty również nie odrzucasz tej pozycji i doceniasz dobrze zapowiadającego się pisarza. Choć nadal jeśli chodzi o pana Jacka palmę pierwszeństwa trzymają u mnie Lala i Saturn.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, to nazwisko to dla mnie literacki wyrzut - swego czasu kupiłem "Saturna" (udało mi się nawet zdobyć autograf), nabyłtem też "Krivoklat", ale jak na razie proza Dehnela to dla mnie ziemia nieodkryta.

    OdpowiedzUsuń