poniedziałek, 10 grudnia 2018

Alistair MacLeod - pisarz z Cape Breton ["Skoro ptaki czynią słońce", recenzja]




„Nasi synowie pójdą na uniwersytety, by studiować stomatologię czy prawo (…). Staną się wysokimi na sześć stóp mężczyznami, przesuwającymi swoje tłuste grube palce po ograniczonych możliwościach zastanych w ustach innych ludzi. Albo mężczyznami, którzy siedzą za biurkiem, przerzucając papiery dotyczące rozwodów, kradzieży, napaści czy pozbawienia życia. Zrobią majątek na cierpieniu, smutku i rozpaczy ludzkich porażek (…) i nie umrą ani pod spadającymi skałami, ani w lodowatej wodzie (…). Nie umrą na podobne sposoby, przynajmniej po części dlatego, że sami ich przed tym przestrzegaliśmy, zachęcając, aby szukali w życiu innych dróg, które doprowadzą, miejmy nadzieję, do łagodniejszej śmierci.”1



Skoro ptaki czynią słońce to zbiór krótkich opowiadań Alistaira MacLeoda, kanadyjskiego pisarza o szkockich korzeniach, które opisują surowe (a jednocześnie intensywne i głębokie) życie mieszkańców Cape Breton i ich świat, który już odszedł w przeszłość. Cape Breton to wyspa położona u wybrzeży Ameryki Pn, zamieszkała m.in. przez potomków Szkotów i Irlandczyków. Część jej terytorium tworzy dzisiaj Industrial Cape Breton – przemysłowy skansen upamiętniający historię tego regionu. Alistair MacLeod funduje czytelnikowi podróż w czasie. Sprawia, że poznajemy wyspę z tego okresu, w którym jej mieszkańcy żyli i pracowali w sposób tradycyjny, chociaż już mieli świadomość, że ich świat nieubłaganie się zmienia.


Autor: Alistair MacLeod
Tłumacz: Michał Alenowicz
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 264
ISBN: 978-83-943523-7-0



Warto dodać, że prezentowana książka jest drugim zbiorem opowiadań, który trafił do rąk polskiego czytelnika (link do pierwszego - TUTAJ). Obydwa tomiki ukazały się  nakładem Wydawnictwa Wiatr od Morza; obydwa mają podobną tematykę i klimat, do czego nawiązuje utrzymana w tym samym stylu estetyka okładek.

Bolesne zmiany

Bohaterowie opowiadań to górnicy, farmerzy i rybacy, którzy z dumą wiodą proste i surowe życie, tak jak ich przodkowie, ale muszą pogodzić się z myślą, że dla kolejnego pokolenia na wyspie nie będzie już przyszłości. Czasem narratorami utworów są dzieci tych górników, farmerów i rybaków, które opuściły już rodzinne gniazda i rozsypały się po świecie. Wyjechały z Cape Breton, ale zabrały ze sobą te wspomnienia, które stały się dla nich cennymi (często bolesnymi) lekcjami życia. Mocno jeszcze tkwi w ich pamięci obraz rodziców oddających się tradycyjnym zajęciom i żywe są rodzinne legendy. Alistair MacLeod uchwycił mieszkańców wyspy w przełomowym momencie: jest to obraz ostatniego pokolenia, które rozumie tradycyjne wartości przodków i etos ich pracy.  

Wspomnienia jak blizny

Mieszkańcy Cape Breton żyją zgodnie z rytmem natury, są podporządkowani jej surowym prawom, co udaje się autorowi zobrazować w sposób mistrzowski. Opisy przyrody w jego wykonaniu nigdy nie są wyłącznie tłem dla historii,  lecz stanowią ich nierozerwalną, integralną część. Pejzaże są pełne magii i piękna, a zarazem budzą niepokój, co oddaje stan ducha bohaterów i podkreśla stan napięcia, w jakim żyją. Opowiadania robią na czytelniku tak mocne wrażenie, ponieważ często zbudowane są z kontrastów, w każdym obrazie jest ukryte drugie dno. Zachwytowi towarzyszy lęk, słuszna decyzja rodzi wątpliwości lub poczucie winy. Autor często stawia ludzi, których opisuje w sytuacjach, które wywołują w nich ambiwalentne odczucia. Niewinna i pełna uroku scenka może nagle przywołać demony z przeszłości. Bohaterowie mierzą się z siłami, na które nie mają wpływu. Chwile największego szczęścia łączą się ze wspomnieniem tragedii. Widać to doskonale nawet w utrzymanej w dickensowskim klimacie opowieści wigilijnej (Wszystko ma swój czas), pozornie najpogodniejszym utworze, w którym narrator wspomina ostatnie wspólne święta Bożego Narodzenia spędzone w pełnym rodzinnym składzie. Dla niego ten szczególny czas stał się przełomowym momentem, w którym nie bez przykrości przekroczył bramę dzieciństwa i beztroski.






Kronikarz rodzinnych legend

Alistair MacLeod zwraca uwagę na to, jak ważni dla bohaterów są jego przodkowie. Mieszkańcy Cape Breton nie tylko pielęgnują pamięć o nich, ale żyją na ich wzór i według ich zasad. Przekazywana kolejnym pokoleniom historia rodzinna staje się częścią jej dziedzictwa. Autor pisząc swoje opowiadania zapewne na równi czerpał inspiracje z natury i ze skarbca, jakim były historie jego krewnych i sąsiadów. W dodatku opisał swoich bohaterów w taki sposób, że czytelnikowi wydaje się, że obcuje z mitami o herosach bądź o bohaterach średniowiecznych ballad. Sami bohaterowie, posługujący się językiem gaelickim, który jest częścią „pieśni przeszłości” – czują się dość staroświecko. Wiedzą, że oni i ich potomstwo zaczynają tworzyć odrębne światy – dzieci idą z postępem, podczas, gdy sami stają się coraz bardziej archaiczni.

Realizm i bezpruderyjność

Mimo iż tytuły utworów, a czasem całe utwory są metaforyczne, udało się autorowi tchnąć w nie sporo realizmu, co zauważyć można zwłaszcza przy opisie zetknięcia się świata ludzi i zwierząt. Dla Alistaira MacLeoda nie ma tematów tabu. Pisze wprost o śmierci, nie czyni tajemnicy ze spraw związanych z prokreacją. Dzieci jego bohaterów dowiadują się prawdy o życiu i o swojej seksualności w sposób zupełnie naturalny, najczęściej czynią spostrzeżenia podczas obserwacji i uczestnictwa w zwykłych zajęciach ludzi dorosłych przy gospodarstwie i pielęgnacji zwierząt.

Skoro ptaki czynią słońce – to zbiór opowiadań, który w pełni usatysfakcjonuje wielbicieli Alistaira MacLeoda i jego stylu. Warto dodać, że pisarz, który znany jest z perfekcji ma również szczęście do polskiego wydawcy, ponieważ edycja jest staranna, a przekład Michała Alenowicza jak zwykle – dokonany bez zarzutu. Opowiadania są nieco wymagające, a puenta nie zawsze podana jest na tacy. Jednak dla osób, które lubią, gdy pisarz ufa inteligencji czytelnika, jego empatii i umiejętności czytania między wierszami – ten zbiorek stanie się prawdziwym wydarzeniem literackim.


1. Skoro ptaki czynią słońce, Alistair MacLeod, Wiatr od Morza 2018, str. 29-30




Za książkę dziękuję Wydawnictwu:



8 komentarzy:

  1. Bardzo wartościowy tematycznie zbiór opowiadań, po który chętnie sięgnę. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla wielbicieli opowiadań - pozycja wprost obowiązkowa:) Podpowiem, że spodoba się szczególnie tym czytelnikom, którym bliski jest styl Munro. Alistair MacLeod był jednym z jej mistrzów.

      Usuń
  2. Mam obie! Czekają przy łóżku :) Pozdrawiam Cię serdecznie, Olu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie daj więc im tam stać zbyt długo:) Kiedy się czyta MacLeoda - to mam wrażenie, że pisarz oddał hołd ludziom i ich stylowi życia - oddając to nie tylko w obrazach, które przywołuje i historiach, ale też w sposobie pisania. Piękny język. Nawet, gdy czasem autor wpadnie w szczególną melancholię, a czasem otrze się o patos - to jest to uzasadnione i nie razi:)

      Usuń
  3. Lektura, która jest przede mną :) dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie:) Miej z nią dobrze spędzony czas :)

      Usuń
  4. Z Twojego opisu, zbiór odrobinę skojarzył mi się z innym wyborem opowiadań - mam na myśli "Opowieści z Dalekiego Południa" chilijskiego pisarza, Francisco Coloane. Tamta lektura ogromnie mi się podobała, dlatego rozważę też sięgnięcie po utwory Alistaira MacLeoda.

    OdpowiedzUsuń