piątek, 14 grudnia 2018

Bolek i Lolek – kultowi bohaterowie w nowoczesnym wydaniu







Nie ukrywam, że od zawsze darzę parę tych urwisów wielką sympatią. Zresztą fenomen Bolka i Lolka polega na tym, że znany jest ludziom w każdym wieku. Nic dziwnego, w końcu kreskówka towarzyszy nam od długiego czasu, wychowało się na niej kilka pokoleń polskich dzieci. Nie każdy jednak może pamięta, że ich ojcem chrzestnym był reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta, autor komiksów i twórca filmów animowanych, a także współzałożyciel Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej – Władysław Nehrebecki, który wykreował postacie chłopców inspirując się zabawami i psotami swoich synów, a imiona dla nich zaczerpnął z przedwojennego filmu z 1936 roku pt. Bolek i Lolek, w którym tytułowe postacie odegrał Adolf Dymsza. Filmy animowane (krótko i pełnometrażowe) o Bolku i Lolku powstawały w latach 1963-1986. Przez ten czas zdołały zdobyć serce widzów i wejść do kanonu kultury polskiej, a o jego popularności świadczy również fakt, że w 1997 roku, w plebiscycie Dobranocka wszech czasów, zorganizowanym przez TVP i Gazetę Wyborczą – Bolek i Lolek zajął zaszczytne pierwsze miejsce. Dzisiaj nasi bohaterowie stali się jeszcze bardziej medialni, więc spotykać ich możemy nie tylko w telewizji. Starsze dzieci zetknęły się zapewne z grami komputerowymi, a dla młodszych wydawane są książeczki z ich kolejnymi przygodami. Nakładem Znaku (Znaku Emotikon) ukazało się kilka tego typu publikacji, w tym książka tej samej autorki (Karolina Macios: Bolek i Lolek z telewizora). Szczerze mówiąc nie znam ich treści, przyciągnęła mnie szczególnie mocno dopiero dzisiejsza wersja, zapewne dzięki wielce obiecującemu rozmiarowi księgi (bo nie książeczki) i kolorowej uroczej okładce.

Kontynuacja kultowego serialu bądź książki zawsze jest obarczona sporym ryzykiem, jej autor musi liczyć się z krytyczną uwagą fanów przywiązanych do klasycznej wersji. Trzeba jednak przyznać, iż Karolina Macios (autorka tekstu) oraz Sara Szewczyk (ilustratorka) – świetnie sobie z wyzwaniem poradziły i nie tyle odświeżają (bo tu nie ma czego odświeżać!), ale pozwalają dzieciakom ponownie uczestniczyć w zabawnych przygodach naszej pary bohaterów. Wielbiciele tradycyjnej wersji nie muszą się obawiać, jak widać na okładce – sylwetki chłopców nie zostały zmienione. Autorka zachowała ich charakterystyczne cechy i osobowości (Lolek jest bałaganiarzem i małym łasuchem, a Bolek – mądralą i obaj rumienią się na widok dziewcząt), ale jednocześnie wprowadziła współczesne realia; chciała, by czytelnik zobaczył naszych bohaterów przy zupełnie zwyczajnych i typowych zajęciach współczesnych dzieci. Przyglądamy się zatem chłopcom w ich domu i w szkole, poznajemy rytm ich dnia, obowiązki i przeróżne perypetie. Nieco lepiej poznajemy ich rodziców i psa Zucha (który w psotach prześciga Bolka i Lolka, więc lepiej go nie spuszczać w ogóle z oka!). Chłopcy mają również nową koleżankę. Nie, to nie jest Tola. Tym razem ich przyjaciółką jest Zuza. A Zuza, to nie Tola. Przynajmniej nie z wyglądu… ale o tym musicie się już przekonać sami…

Książka gwarantuje dużo humoru i dobrej zabawy. Czytelnik poznaje tarapaty, w które pakują się chłopcy i scenki wprost zapożyczone z codziennego życia. Dzieci zapewne rozpoznają pewne sytuacje, w których wcześniej same się znalazły, a i rodzice z uśmiechem skojarzą zdarzenia, które miały miejsce w ich domu. Historyjki nie są specjalnie ugrzecznione, co spodoba się dzieciom, a jednocześnie stanowią świetną okazję, by przemycić kilka cennych rad i głębsze przesłanie.

Większość przygód ma zabarwienie realistyczne, ale kilka epizodów skłania się leciutko w kierunku fantastyki (zresztą nie dzieje się nic, czego nie można wytłumaczyć wybujałą dziecięcą wyobraźnią). Podoba mi się ten pomysł, ponieważ tak przedstawione przygody jak najbardziej oddają intencje pierwotnych twórców popularnej kreskówki. Serial filmów animowanych miał przecież pokazywać psoty i perypetie zwyczajnych chłopców w czasie ich zabaw, podczas których zacierają się granice między realnym światem a fantazją. Bolek i Lolek, których znamy - wielokrotnie udowadniali, że mogą wcielić się we wszystko i przenieść się wszędzie. Jeśli więc o mnie chodzi, to tych przygód mogło być znacznie więcej. Z przyjemnością towarzyszyłabym chłopcom, którzy wskakują do samochodu i wyruszają w siną dal. A potem, gdy się im znudzi - przerabiają pojazd na batyskaf i eksplorują morską głębię lub montują rakietę i lecą na Księżyc… No cóż, poniosło mnie nieco. Zresztą trzeba przyznać, to już było…

Wracając do Zupełnie nowych przygód – trzeba przyznać, że największym walorem książki jest jej aspekt edukacyjny. Dzieci poznając przygody chłopców dowiadują się wielu ciekawych rzeczy nie tylko użytecznych, ale powodujących, że będą bardziej uważne, empatyczne, kulturalne i odpowiedzialne (za swoje zdrowie, za stan środowiska i za inne żywe istoty). Co ważne, wszystkie te sprawy nie przyjmują formy nudnego wykładu! Książka promuje wiele zdrowych postaw i nawyków. Mama wiecznie zatopiona jest w lekturze, a tato pomaga w sprawunkach. W domu Bolka i Lolka zwraca się szczególną uwagę na zdrowe odżywianie, na relacje z sąsiadami i przyjaciółmi i na limitowanie czasu spędzonego przed komputerem. Osobnym i najważniejszym tematem jest sprawa domowych zwierzaków. Autorka wielokrotnie podkreśla jak ważną sprawą jest dokładne przemyślenie decyzji o kupnie psa lub o zabraniu go ze schroniska; uświadamia, że pies w domu oznacza nie tylko mnóstwo dobrej zabawy, ale również obowiązki i sporą odpowiedzialność. Na końcu książki znajduje się dodatkowy apel do dzieci, a także test, którego rozwiązanie ma pomóc dziecku przekonać się czy jest gotowy na takie przedsięwzięcie.

Książka jest pięknie wydana, pełna kolorowych, szalenie sympatycznych, często dowcipnych ilustracji (praktycznie na każdej stronie coś się dzieje). Jest przez to dosyć pokaźna, to nie format kieszonkowy (ma 448 stron), ale na półce wygląda doskonale. Dedykowana jest nie maluszkom, a nieco starszej dziatwie szkolnej (7-11 lat). Świetnie nadaje się do rodzinnego czy do samodzielnego czytania przed snem. Doskonała na prezent. Polecam!



Za książkę dziękuję Wydawnictwu:




10 komentarzy:

  1. Ech, pamiętam, że w młodości oglądałem całą masę animowanych bajek z Bolkiem i Lolkiem w roli głównej (jeśli dobrze kojarzę, była to seria "Bolek i Lolek wyruszają w świat"). Przyznaję, że pozycja, o której piszesz ogromnie kusi - człowiek ma ochotę sięgnąć, choćby z sentymentu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Ci się przyznam, że miałam 16 lat, gdy z koleżanką poszłyśmy na "Wielką podróż Bolka i Lolka". Dwa razy;)

      Usuń
  2. Mam ogromny sentyment do tej bajki, więc na pewno kupię tę książkę, ponieważ chcę, aby mój chrześniak również poznał niezwykłe przygody tych chłopców. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam sama dużą frajdę z lektury. A drugą będę miała, gdy podaruję moim wnukom. A oni są dokładnie tacy jak Bolek i Lolek;) A jeszcze większą - jeśli będę im mogła poczytać:)

      Usuń
  3. Chyba muszę kupić, niech leży, dla wnuków :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też ich uwielbiałam! Fajnie, że powstają takie publikacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że następne pokolenia mogą poznać symbole naszego dzieciństwa:)

      Usuń
  5. Czytałam poprzednie książki o Bolku i Lolku tego wydawnictwa, ten tytuł dopiero przede mną ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się skusiłam pierwszy raz. A jeśli spodoba się moim chłopcom - sięgniemy po poprzednie:)

      Usuń